Ciemnoczerwone, świeże mięso upolowanego moluna skwierczało nad ogniskiem roznosząc aromatyczny zapach. Wiedźma podniosła się ze skór przyjmując od Gunlid porcję jadła. Mięsiwo mimo braku odpowiednich przypraw aż rozpływało się w ustach. Przed jej oczyma mimowolnie pojawiał się obraz polowania i walki z olbrzymim bykiem. Sceneria była piękna, tak czysta i pierwotna...
Powoli jednak wizja odpłynęła zostawiając miejsce pytaniu Młodego Wilka. Zastanawiała się chwilę nad zasadnością opowiadania ponownie o zaszłych zdarzeniach. Jak tylko Olaf i Tańczący pojawili się w grocie, dość dokładnie objaśniła już to co zaszło. Ale no cóż, przecież wtedy upolowali zwierzynę... a Wylkołek był ciężko ranny... ich uwagę zaprzątały więc zgoła inne, bardziej naglące sprawy. Tym bardziej, że Zwiadowca bardzo szybko jął przygotowywać się do ponownego wymarszu z jaskini celem sprowadzenia ciała tak masywnego zwierzęcia, jakim istotnie był samiec moluna. Rozumiała to, więc pokrótce opowiedziała o tym co zaszło. Nie szczędziła jednak Młodzieńcowi co dramatyczniejszych szczegółów walki z potworem, oraz informacji co do natury maszkary. Mając nadzieję, że sam Olaf nie stanie twarzą w twarz z czymś takim, wolała jednak przekazać mu całą uzyskaną wiedzę. Na zakończenie opowieści rzekła:
- To przez to zdarzenie widzisz nas w takim stanie, aczkolwiek jak tylko niebezpieczeństwo minęło znaleźli nas Brnjar, Vani i Red. Powiem Ci szczerze, że choć walka była zaledwie mgnieniem, było to wyzwanie o wiele gorsze od walki ze zwykłą, wyjętą spod prawa bandą, którą wcześniej spotkaliśmy. To wtedy przeciwnik sprawdzał nie tylko naszą sprawność w boju i spryt, ale również naszą prawdziwą siłę.
PBF: DrecarE - Cienie na Śniegu
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
[center]Szare Grzbiety, 27 mroliść - 29 mroliść, 360 rok Ery Silniri[/center]
Zgodnie z zapowiedzią Vilberga, wyruszyli wczesnym rankiem. Kolejne trzy dni wędrówki upłynęły spokojnie. Nawałnice ustały, a niebo przybrało nieustępliwą, lodową barwę, niczym oko ptaka, który zamarzł na mrozie. Z rzadka jeno zbłąkany promień słońca przedzierał się przez zwartą zasłonę chmur, rozświetlając tą krainę czerni, bieli i szarości. Śnieg padał niekiedy - miękkie, białe płatki, które płynęły nad pofalowaną linią Szarych Grzbietów, osiadały na odzieniu i włosach, topniały na grzbietach kuców... Od wielu dni nie widzieli już żadnego znaku, świadczącego o tym by tą krainę zamieszkiwały jakiekolwiek istoty. Żadnej ścieżki, czy runicznego znaku na kamieniu, żadnego schronienia, wybudowanego rękami ludzi lub Alfrów. Jedynie niekończące się wzgórza, nakryte bielą, niczym jakieś monstrualne fale, które wzrosły wprost z ziemi i zastygły nieruchomo, w czasach gdy po ziemi chodzili jedynie Bogowie.
[center]Szare Grzbiety, 30 mroliść (derrag), 360 rok Ery Silniri[/center]
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=KywCX4Dud_g[/center]
Olaf sapnął skonsternowany i ponownie rozejrzał się wkoło. Od kilku godzin miał wrażenie, że błądzą bez sensu, nie poruszając się w wybranym kierunku, lecz jedynie klucząc zygzakiem, pośród niskich, dziwacznych skał. Ośnieżone kamienne bloki rozciągały się w szerokiej dolinie, pokrywając również łagodne grzbiety schodzących w nią wzgórz. Gdy spoglądał na nie z góry wydawały mu się łatwe do pokonania - teraz jednak zmieniły się w przeklęty labirynt, pełen głębokich zasp i zbyt wąskich ścieżek. Kręte przejścia pomiędzy skałami zbyt często kończyły się ślepym zaułkiem, zmuszając cała wyprawę do wracania po własnych śladach i kluczenia po okolicy w poszukiwaniu lepszej drogi. Może lepiej było to ominąć? Pomyślał sfrustrowany, lecz wiedział, że nie ma racji. Przeciwny stok wzgórza, okalający dolinę z południa był jeszcze bardziej nieprzystępny. Innych nie widział, lecz żeby je ocenić musieliby teraz zawrócić, wspiąć się na północne zbocze i wykonać ogromny łuk. Z irytacją kopnął kolejny, wyrastający mu na drodze kamień. Głaz nie odpowiedział, lecz nim Olaf zdołał przekląć go, na szczycie skałki pojawił się Tańczący.
- Musicie cofnąć się i skręcić w prawo. Chyba znalazłem drogę...
Olaf przełknął niewypowiedziane inwektywy i dał pozostałym znak do powrotu. Niebo zaczynało powlekać się woalem szarości i było jasne, iż nie wydostaną się z tej doliny przed zmrokiem.
[center]***[/center]
Tak jak przewidział Wylkołek, wąska ścieżka zaprowadziła ich do serca skalnego labiryntu. Znajdowała się tutaj niewielka polana, z trzech stron osłonięta długimi wałami skalnymi. Z czwartej porastał ją niewielki zagajnik karłowatych, dziwnie wygiętych brzóz, których gałęzie teraz ledwo wystawały ponad pokrywę śniegu. Wyglądały dziwnie rozpaczliwie, niczym zakrzywione palce tonącego, starające się schwycić cokolwiek, nim ostatecznie znikną w marznącej przerębli.
- Tu odpoczniemy - zakomenderował Vilberg patrząc w niebo. - Niedługo noc. Nie widzi mi się błąkać wśród skał po ciemku. Nic dobrego z tego nie przyjdzie.
Wszyscy przyjęli tą decyzję z ulgą. Niekończące się godziny kluczenia w labiryncie dały się bowiem we znaki zarówno koniom, jak i ludziom. Red i Vajni bez słowa zaczęli rozkulbaczać wierzchowce. Gunlid pogłaskała swojego kuca po spoconej szyi i rozejrzała się za osłoniętym miejscem, gdzie koniki mogłyby odpocząć. Starała się zagwizdać wesoło jakąś piosenkę, jednak w tym szarym i ponurym otoczeniu jej głos zabrzmiał dziwnie nieprzekonywająco, pogłębiając jedynie panującą wkoło ciszę.
- Hej, spójrzcie na to! - ozwał się nagle Kyariel, przyklękając przy jednym ze skalnych bloków. Śnieg musiał osypać się w tym miejscu, odsłaniając kamienną powierzchnię na której wyraźnie widoczne były spiralne wzory i rzeźbienia.
- To wcale nie są naturalne skały! To jakieś ruiny! - oznajmił mag z podnieceniem i zabrał się za oczyszczanie ze śniegu kolejnej partii kamieni. Nie mylił się. Jego palce i oczy napotkały podobne rzeźbienia jak te, które widział przed chwilą.
[center]
[/center]
Tańczący przysiadł na zadzie i rozejrzał się, węsząc nerwowo. W tych ruinach, w tym miejscu było coś... Nie był pewien, jak ma to określić. A jednak wiedział... Miał zdecydowaną pewność, że nie są tutaj całkiem sami...
Zgodnie z zapowiedzią Vilberga, wyruszyli wczesnym rankiem. Kolejne trzy dni wędrówki upłynęły spokojnie. Nawałnice ustały, a niebo przybrało nieustępliwą, lodową barwę, niczym oko ptaka, który zamarzł na mrozie. Z rzadka jeno zbłąkany promień słońca przedzierał się przez zwartą zasłonę chmur, rozświetlając tą krainę czerni, bieli i szarości. Śnieg padał niekiedy - miękkie, białe płatki, które płynęły nad pofalowaną linią Szarych Grzbietów, osiadały na odzieniu i włosach, topniały na grzbietach kuców... Od wielu dni nie widzieli już żadnego znaku, świadczącego o tym by tą krainę zamieszkiwały jakiekolwiek istoty. Żadnej ścieżki, czy runicznego znaku na kamieniu, żadnego schronienia, wybudowanego rękami ludzi lub Alfrów. Jedynie niekończące się wzgórza, nakryte bielą, niczym jakieś monstrualne fale, które wzrosły wprost z ziemi i zastygły nieruchomo, w czasach gdy po ziemi chodzili jedynie Bogowie.
[center]Szare Grzbiety, 30 mroliść (derrag), 360 rok Ery Silniri[/center]
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=KywCX4Dud_g[/center]
Olaf sapnął skonsternowany i ponownie rozejrzał się wkoło. Od kilku godzin miał wrażenie, że błądzą bez sensu, nie poruszając się w wybranym kierunku, lecz jedynie klucząc zygzakiem, pośród niskich, dziwacznych skał. Ośnieżone kamienne bloki rozciągały się w szerokiej dolinie, pokrywając również łagodne grzbiety schodzących w nią wzgórz. Gdy spoglądał na nie z góry wydawały mu się łatwe do pokonania - teraz jednak zmieniły się w przeklęty labirynt, pełen głębokich zasp i zbyt wąskich ścieżek. Kręte przejścia pomiędzy skałami zbyt często kończyły się ślepym zaułkiem, zmuszając cała wyprawę do wracania po własnych śladach i kluczenia po okolicy w poszukiwaniu lepszej drogi. Może lepiej było to ominąć? Pomyślał sfrustrowany, lecz wiedział, że nie ma racji. Przeciwny stok wzgórza, okalający dolinę z południa był jeszcze bardziej nieprzystępny. Innych nie widział, lecz żeby je ocenić musieliby teraz zawrócić, wspiąć się na północne zbocze i wykonać ogromny łuk. Z irytacją kopnął kolejny, wyrastający mu na drodze kamień. Głaz nie odpowiedział, lecz nim Olaf zdołał przekląć go, na szczycie skałki pojawił się Tańczący.
- Musicie cofnąć się i skręcić w prawo. Chyba znalazłem drogę...
Olaf przełknął niewypowiedziane inwektywy i dał pozostałym znak do powrotu. Niebo zaczynało powlekać się woalem szarości i było jasne, iż nie wydostaną się z tej doliny przed zmrokiem.
[center]***[/center]
Tak jak przewidział Wylkołek, wąska ścieżka zaprowadziła ich do serca skalnego labiryntu. Znajdowała się tutaj niewielka polana, z trzech stron osłonięta długimi wałami skalnymi. Z czwartej porastał ją niewielki zagajnik karłowatych, dziwnie wygiętych brzóz, których gałęzie teraz ledwo wystawały ponad pokrywę śniegu. Wyglądały dziwnie rozpaczliwie, niczym zakrzywione palce tonącego, starające się schwycić cokolwiek, nim ostatecznie znikną w marznącej przerębli.
- Tu odpoczniemy - zakomenderował Vilberg patrząc w niebo. - Niedługo noc. Nie widzi mi się błąkać wśród skał po ciemku. Nic dobrego z tego nie przyjdzie.
Wszyscy przyjęli tą decyzję z ulgą. Niekończące się godziny kluczenia w labiryncie dały się bowiem we znaki zarówno koniom, jak i ludziom. Red i Vajni bez słowa zaczęli rozkulbaczać wierzchowce. Gunlid pogłaskała swojego kuca po spoconej szyi i rozejrzała się za osłoniętym miejscem, gdzie koniki mogłyby odpocząć. Starała się zagwizdać wesoło jakąś piosenkę, jednak w tym szarym i ponurym otoczeniu jej głos zabrzmiał dziwnie nieprzekonywająco, pogłębiając jedynie panującą wkoło ciszę.
- Hej, spójrzcie na to! - ozwał się nagle Kyariel, przyklękając przy jednym ze skalnych bloków. Śnieg musiał osypać się w tym miejscu, odsłaniając kamienną powierzchnię na której wyraźnie widoczne były spiralne wzory i rzeźbienia.
- To wcale nie są naturalne skały! To jakieś ruiny! - oznajmił mag z podnieceniem i zabrał się za oczyszczanie ze śniegu kolejnej partii kamieni. Nie mylił się. Jego palce i oczy napotkały podobne rzeźbienia jak te, które widział przed chwilą.
[center]
[/center]Tańczący przysiadł na zadzie i rozejrzał się, węsząc nerwowo. W tych ruinach, w tym miejscu było coś... Nie był pewien, jak ma to określić. A jednak wiedział... Miał zdecydowaną pewność, że nie są tutaj całkiem sami...
Zwiadowcy wykonują testy na znajdywanie drogi: Per + Przetrwanie:
Olaf: 31 + 11 -10 (za warunki) = 42; Rzut: 92. Porażka. Gubisz się w skalnym labiryncie.
Tańczący: 39 + 14 -10 (za warunki) = 53; Rzut: 33. Test z zdany z jednym przebiciem. Odnajdziesz drogę do wnętrza doliny, na tyle pewną by przeprowadzić nią konie. Zajmie ci to jednak tyle, iż zmrok zdąży już zapaść.
Testy Spostrzegawczości: Per + Obserwacja
Kyariel: 33 + 4 = 37; Rzut: 11. Test zdany! Zauważasz, dziwne zdobienia na jednym z kamieni i odkrywasz, że znajdujecie się nie w naturalnym, skalnym labiryncie, lecz w jakiś rozległych ruinach!
Norlaug: 22 + 2 = 24; Rzut: 79. Test nie zdany. Nie zauważyłaś nic nadzwyczajnego.
Olaf: 31 + 6 = 37; Rzut: 41. Test nie zdany. Nie zauważyłeś nic nadzwyczajnego.
Tańczący: 39 + 4 = 43; Rzut: 58. Test nie zdany. Nie zauważyłeś nic nadzwyczajnego.
Vidgar: 27 + 2 = 29; Rzut: 29. Test zdany marginalnie. Układ skał wydaje ci się jakiś nienaturalny i dziwny.
Olaf: 31 + 11 -10 (za warunki) = 42; Rzut: 92. Porażka. Gubisz się w skalnym labiryncie.
Tańczący: 39 + 14 -10 (za warunki) = 53; Rzut: 33. Test z zdany z jednym przebiciem. Odnajdziesz drogę do wnętrza doliny, na tyle pewną by przeprowadzić nią konie. Zajmie ci to jednak tyle, iż zmrok zdąży już zapaść.
Testy Spostrzegawczości: Per + Obserwacja
Kyariel: 33 + 4 = 37; Rzut: 11. Test zdany! Zauważasz, dziwne zdobienia na jednym z kamieni i odkrywasz, że znajdujecie się nie w naturalnym, skalnym labiryncie, lecz w jakiś rozległych ruinach!
Norlaug: 22 + 2 = 24; Rzut: 79. Test nie zdany. Nie zauważyłaś nic nadzwyczajnego.
Olaf: 31 + 6 = 37; Rzut: 41. Test nie zdany. Nie zauważyłeś nic nadzwyczajnego.
Tańczący: 39 + 4 = 43; Rzut: 58. Test nie zdany. Nie zauważyłeś nic nadzwyczajnego.
Vidgar: 27 + 2 = 29; Rzut: 29. Test zdany marginalnie. Układ skał wydaje ci się jakiś nienaturalny i dziwny.
Spoiler!
Spoiler!
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
- Ech... - westchnął zmęczony Olaf, rozglądając się po okolicy. Był już zmęczony wszechogarniajacym zimnem i pustkowiami, które ciągnęły się hen po horyzont. Misja była ciężka - musiał to przyznać - ale myśl o chwale, jaka go czeka, gdy tylko wróci do domu - nadawała sens temu ciężkiemu wyzwaniu.
Młody wilk spojrzał w niebo, na blask gwiazd na ciemnym niebie. Rozpoznawał niektóre konstelacje i kierunki, ale ze zmęczenia mieszało mu się to w głowie. By zająć czymś ogarnięty chaosem umysł, pomógł ojcu rozpalić ognisko. Szczerze mówiąc, wolał to po stokroć bardziej, niż błąkać się po ruinach, które 'odkrył' Kyariel. Dla Olafa było to po prostu kolejne gruzowisko...
Młody wilk spojrzał w niebo, na blask gwiazd na ciemnym niebie. Rozpoznawał niektóre konstelacje i kierunki, ale ze zmęczenia mieszało mu się to w głowie. By zająć czymś ogarnięty chaosem umysł, pomógł ojcu rozpalić ognisko. Szczerze mówiąc, wolał to po stokroć bardziej, niż błąkać się po ruinach, które 'odkrył' Kyariel. Dla Olafa było to po prostu kolejne gruzowisko...
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times