PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 11 stycznia 2016, 23:16

WV Charleston Autostrada 81, tuż przed Martinsburgiem 11.08.1993, Długa Noc

Scarface przeładował broń, po czym rozległ się głośny grzechot karabinu maszynowego. Seria gwiżdżących pocisków przecięła w pojazdy za uciekającym Cadillackiem. Pierwszy oberwał Suv należący do lokalnej policji. Kule przeszyły metal, trafiając go w silnik. Pasażer, siedzący obok kierowcy także nie miał wiele szczęścia - seria rozpruła mu brzuch i klatkę piersiową, zmieniając go w poszarpany kawał mięsa. Przednią szybę pokrył szkarłat, widoczny nawet przez płomienie tańczące na masce. Auto zwolniło gwałtownie i po chwili i zjechało na pobocze rozbijając barierki bocznej linii drogi. Obserwujący zajście członkowie koterii Red'a poczuli nieprzyjemny dreszcz. Nikt z nich nie chciałby zostać przypadkowo draśnięty przez kule tego kalibru. Tylko Namtar zdawał się całkowicie nieporuszony. Trudno powiedzieć, czy z braku wyobraźni, czy tez z uwagi na profesjonalne przeszkolenie. Assamita jednak ustawił się w taki sposób, by przejąć każdą kulę rykoszetującą w kierunku limuzyny.

Następny oberwał pojazd należący do ochrony lotniska. Pociski dosłownie rozerwały prawe, przednie koło, zmieniając je w postrzępiony kawał złomu. Samochodem zarzuciło gwałtownie, tak, iż otarł się o kolejnego, jadącego obok, policyjnego Suv'a. Kierowca jednak jakimś cudem zdołał odzyskać panowanie nad kierownicą, pozostawiając za sobą jedynie biała smugę iskier, dogasających powoli na jezdni.

Członkowie koterii nie byli w stanie określić, co zdarzyło się podczas dalszego pościgu. Rozpędzone pojazdy zniknęły za następnym zakrętem, pozostawiając za sobą słabnący ryk policyjnych syren.
Ostatnio zmieniony 11 stycznia 2016, 23:40 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 11 stycznia 2016, 23:39

WV Charleston Autostrada 81, tuż przed Martinsburgiem 11.08.1993, Długa Noc

Horacy przysłuchiwał się temu co mówili członkowie koterii w dużym skupieniu. Te legendarne zabawki, które dostały się w ich ręce były dla niego bardziej niż ciekawe nie tylko ze względu na tkwiącą w ich wnętrzu magię ale i ze względu na osobliwe, starożytne pochodzenie. Przyłapał się że podczas słuchania gładził swój pazur. W jednej chwili przypomniało mu się, że przecież będzie musiał go oddać. Na samą myśl o tym poczuł głęboką niechęć i przez chwilę miał wrażenie, jakby dziecinna część jego natury mocno tupnęła nóżką wyrażając sprzeciw i upór wobec takiej niesprawiedliwości losu. Logiczna część umysłu próbowała uspokoić drzemiącą w nim pożądliwość małego nienasyconego dziecka. I w tym momencie minął go postrzelony kulami Al Pacino...
W pierwszej chwili kiedy minął już szok, spodziewał się jeszcze za chwilę ujrzeć Jezusa, pająka i guzik. Nie koniecznie w tej kolejności. Potem w jednym i tym samym błysku pojawiła się inna myśl. Że w samochodzie ktoś coś rozpylił halucynogennego a te przeklęte zapachowe choinki jakie znalazł miały za zadanie zamaskować zapach. Ale szybko do niego dotarło coś jeszcze, więc podniecony rzucił szybko:

- To nie zwykły Toreador, to Archont i chyba skoro ściga go klan spoza Camarilli to chyba mamy obowiązek mu pomóc. Skoro należymy do tej kochanej organizacji... No chyba, że uznamy że to jego jakiś genialny plan i nie wolno nam się wplątywać bo znowu coś namieszamy w cudzej zupie.

Opadł na fotel nieco zaniepokojony tym co się kryło za jego własnymi słowami. Czuł że jednak, chyba wolałby stąd pojechać miast wyłapywać ołowiane kulki, na co się niestety zanosiło. Żal byłoby dziurawić takie piękne ciało, jego drugą szansę...

Choć z drugiej strony może warto się zdobyć na to małe poświęcenie by zrewanżować się tym cholernym Makaroniarzom i dać szansę pobadać śmierć jaką się pasjonują być może nieco dokładniej, być może nieco głębiej a na pewno jednorazowo.

Poczuł jak jego wzrok bezwiednie biegnie mu w kierunku sylwetki Namtara.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 12 stycznia 2016, 18:51

- Nie wszyscy członkowie koterii należą do Camarilli, poza tym przed chwilą uznaliście, że nie ma sensu zajmować się, żadnymi pobocznymi wątkami. Poza tym, w tym samochodzie nie dałbym rady ich dogonić.

Powiedział Ravnos to co wydawało mu się aż nazbyt oczywiste, żeby o tym przypominać.

- A mój artefakt, komuś bardziej doświadczonemu ujawnił by mnóstwo sekretów dotyczących natury i prawdziwych motywacji a nawet związków karmicznych obserwowanej osoby. Nie wiem jak wiele mi się uda zobaczyć i szczerze mówiąc chciałbym się przekonać. Przedmiotu można użyć tylko raz na tej samej osobie.

Samochód stał jeszcze przez chwilę, kiedy Hindus czekał czy inni nie poprą nagle inicjatywy Horacego, by zaangażować się w ten pościg, który właśnie ich ominął.

- Gdzie więc chcecie jechać?
Oczywiście ruszam do Martinsburga kiedy tylko będzie jasne, że inni nie zmienili nagle planów

Zin-Carla
Reactions:
Posty: 162
Rejestracja: 06 maja 2015, 15:12
Kontakt:

Post autor: Zin-Carla » 15 stycznia 2016, 13:38

WV Charleston Autostrada 81, tuz przed Martinsburgiem 11.08.1993, Długa Noc

Gdy pościg minął ich limuzynę, a im samym nic się nie stało, Lasombra odetchnęła z ulgą. Ostatnie spotkanie z pędzącym w ich stronę autobusem nie wspominała zbyt dobrze. Przysłuchiwała się teraz rozmowie Darshana i Horacego zastanawiając się, ile razy członkowie koterii poruszą jeszcze tę kwestię? Wydawało jej się, że wszystko było ustalone. Czyż by trzeba było przypominać o najważniejszym co kilka minut? Problemy z pamięcią?

Lasombra nabrała ciężko powietrza do płuc, była dość zdenerwowana.

- Horacy, przepraszam, ale czy my mamy gdzieś napisane na czołach "obrońcy uciśnionych"? Odkąd spotkaliśmy się i działamy razem cały czas pomagamy komuś wyjść z kłopotów pakując się w nie sami po kolana. A przypominam MAMY do wykonania wolę Reda! Przy czym ganiamy za każdą sprawą, która się gdzieś pojawi jak pies za kością. Dość już zajmowania się wszystkim dookoła oprócz tego, co najważniejsze.

Przypominam, że jeżeli magowie chcą zesłać tu meteoryt, to jeśli jest to powiązane z tym, co robimy dla Reda, uratujemy o wiele więcej istnień. Nie wiem, czy ktoś nami tak manipuluje, czy to tylko nasze altruistyczne serca tak pragną nieść bezinteresownie pomoc - ale tym możemy się zająć po spełnieniu woli NASZEGO wspólnego przyjaciela. Możemy wtedy założyć grupę "Avengers are real" i robić karierę wśród spokrewnionych i innych nadnaturalni... Ale najpierw jezioro, kruki, Martinsburg. Jedziemy!

Victoria odetchnęła ciężko i rozgościła się już bardziej rozluźniona na siedzeniu. Samochód ruszył w dalszą drogę, a Lasombra zastanawiała się ile razy jeszcze coś ich zatrzyma w drodze... i co ich czeka na miejscu, skoro centrum fali pochodziło wyraźnie z miejsca do ktoego się udają...

- Nie bierz tego do siebie, proszę. Rozumiem i doceniam chęć niesienia pomocy wśród tych, którzy są w Camarilli i nie kwestionuje tego, ale tak jak powiedział Darshan nie wszyscy tu do niej nalezą, a jesteśmy grupą, która ma działać razem i zważać na każdego z jej partycypantów. Myślę również, że w tym momencie i tak mamy inny priorytet, czyż nie? Poza tym jedziemy limuzyną... na rowerze chyba byś ich szybciej dogonił.

Lekki uśmiech zabłąkał się na jej twarzy, gdy wyobraźnia zaczęła kreować obraz koterii na rowerach w strojach superbohaterów z powiewającym banerem głoszącym układające się z guzików słowa -"Uratujmy świat!" -

... otrząsnęła się szybko z owej wizji. Chyba obecność krwi Malkava w pobliżu źle na nią wpływa. Z lekkim przerażeniem spojrzała na sekundę w stronę Terrego zastanawiając się, czy to przypadkiem nie jego sprawka, po czym zaczęła rozglądać się przelotnie w poszukiwaniu Namtara, niby tak tylko... by upewnić się, że w razie kolejnych przygód na drodze.... on wciąż tam jest.
Ostatnio zmieniony 15 stycznia 2016, 15:28 przez Zin-Carla, łącznie zmieniany 1 raz.
The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown

H.P. Lovecraft

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 15 stycznia 2016, 15:20

WV Charleston Autostrada 81, tuz przed Martinsburgiem, chwilę po Pędzącej Strzelaninie, 11.08.1993, Długa Noc

Wiedział, że Horacy ma dużo racji. Oraz, że w istocie powinni pomóc, kiedy mieli taką możliwość. Jednak mocno trzymał się swej myśli sprzed kilku chwil, wedle której czas poświęcony osobom postronnym, to czas odebrany Mędrcowi w Czerwieni. Temu, któremu zawdzięcza swe nieżycie, temu, który być może, jeśli wierzyć słowom Czarnej Victorii, jest kluczem do ocalenia ich wszystkich. Jak i całej reszty populacji Zachodniej Virginii i okolic.

Samoc