Meks niespecjalnie był zainteresowany rewelacjami garniturka. Opadł jednak na obrotowe krzesło wciągając glany* spodziewając się jakiegoś pornola wygrzebanego przez plakatowego chłopca z kolekcji filmów ochrony. Bo czegóż innego sam mógłby tam szukać? Krzesło trzeszczało pod nim, gdy siłował się ze sznurówkami; okrągłe i wielkie jak pięcioeurówki źrenice towarzyszy oraz ich rozdziawione ponad akceptowalną w przeciętnej klasy burdelu gęby zwróciły jednak jego uwagę i po chwili dołączył do niemego chóru wytrzeszczonych, który łapał głęboki wdech do wspólnego, ostatecznego zapowietrzenia.
- No to...- Ervin odepchnął się nogą pozwalając, by krzesło leniwie odjechało na niewielką odległość. Po raz pierwszy od pobytu w tym jakże się okazywało gościnnym przybytku po prostu nie wiedział, co powiedzieć. Usiłował ułożyć w myślach wykluczające się elementy, a świat tymczasem kurczył się nieubłaganie. Jak zawsze, gdy rzeczywistość zmuszała go do radykalnych i zdecydowanych kroków starał się ogarnąć sytuację na tyle, na ile mógł, choćby wydawało się to irracjonalne. W takich momentach poszukiwał fundamentów, rzeczy pewnych, a konkretnie rzecz ujmując- sojuszników, z którymi balował, a którzy odwozili go do jakiegoś azylu, lub zabierali ze sobą. I nie miało znaczenia, czy pamiętał to potem jako lot spiralny na różowym słoniu z podwójną beczką ponad radiowozem, czy jako ostre glanowanie niechybnie winnego żula, który czymś mu się naprzykrzał- znaczenie miał fakt, że zwykle bawił się ze znajomymi przez doświadczenie unikając samodzielnych hulanek z zupełnie nieznajomymi. Tym razem jednak nie czuł krążących w ciele resztek znanego sobie syfu, nie miał tez poczucia kaca, czy innych fizjologicznych przypominajek ostrej sobotniej nocy. Coś tu zupełnie nie grało.
Z tym jednak potrafił już sobie jako tako radzić- z całym tym cywilizacyjnym szajsem, który zmuszał go do bycia buntownikiem. To nie on nie pasował do świata, tylko zwyczajnie świat odpierdalał. Bez względu na to, co się działo akumulator Ervina parł więc naprzód, przez cholerne bagno, którego w przeciwieństwie do poukładanych chłopców z plakatu nie miał potrzeby układać. Potrafił żyć w bajzlu, egzystować bez odpowiedzi z dnia na dzień. Jednak wewnętrzny bunt pchał go w kierunku prostej reakcji. Nie wiedział, jak ogarnąć tę chorą sytuację, ale wiedział, że ktoś dostanie za to porządnie po ryju!
Baart zerknął na niego po czym odwrócił wzrok zauważając narastające tykanie bomby. Pytanie wisiało w powietrzu. Meks skomentował powoli odzyskując pewność siebie.
- To nie jest moje pierwsze rodeo kociaki- po czym wykrzywił usta w karykaturze uśmiechu nerwowo dłubiąc przy tym w palcem w uchu.
- I nie mówcie mi, że nie macie ochoty znaleźć karła i spuścić mu dziki wpierdol.
*Ervin nie ściągał spodni, no ale cokolwiek ktokolwiek myślał, po tej scence wszystko ma już założone.
Jak się inni zgodzą, to przechodzimy na aktualne oko kamery i szukamy małego bękarta.