Wszystko stało się za szybko. Upiorne wycie, ohydny smród lepiący się do skóry jak zimny śluz, desperackie próby parowania wijących się chaotycznie macek, których młodemu wojownikowi zdawało się, że było ze sto. Wybuchający gdzieś płomień, co Narleds ledwo zauważył i absurdalny, mieszający się z tym wszystkim zapach wódki z muchomorów. Później silny ból, brak oddechu i niebo które najpierw przepłynęło przed jego twarzą a potem grunt, który podskoczył i uderzył go w plecy.
Widgar jak najszybciej zerwał się na nogi, zanim jeszcze kurzawa śniegu opadła, lecz równie szybko usiadł z powrotem. Po chwili wstał ponownie i zauważył, że nogi tym razem już zdołały go utrzymać, chociaż nie sądził, że dadzą radę go gdzieś zanieść. Spojrzał dziwnie wyraźnym wzrokiem przed siebie i zobaczył dogasający dziwny kształt, który teraz wydał mu się znacznie mniejszy niż kiedy nacierał z furią na jego tarczę.
Zaczął coś mówić do Norlaug ale zdołał tylko zakaszleć. Był trochę oszołomiony. Kiedy dotarło do niego, że zagrożenie minęło a reszta drużyny porusza się i jest bezpieczna, rozluźnił się i omal powrotem nie opadł na śnieg. Duma jednak wzmocniła jego kolana i stał dzielnie wciąż.
Kidy Norlaug zbliżyła się chciał znowu coś powiedzieć. Czy Ty zawsze musisz wałęsać się po jakiś jamach z potworami. Nie to nie było właściwe, przecież nie wiedział, czy to się wiedźmie zdarza często. I po co żeś wlazła do tej dziury? To też chyba się nie nadawało, przecież ona chyba tam wpadła po prostu. Po co znalazłaś tego potwora? Nie to było zdecydowanie najgorsze a poza tym, tak naprawdę cieszył się strasznie, że ją znaleźli i że nic jej nie jest. Był jednak zły za to, że znalazła takiego potwora. Jakby nie mogła znaleźć jakiegoś mniejszego.
Kiedy myślał o tym, żeby może jednak powiedzieć coś miłego zauważył, że Norlaug ogląda go jak jakąś roślinę i już chciał zgłosić sprzeciw, kiedy przypomniał sobie, że ona przecież też umie uzdrawiać. Zamknął się więc osłupiały, kiedy ta po chwili zaczęła nucić. Najpierw kiedy usłyszał cichy szept, odruchowo przestraszył się, że może to zaraz zmieni się w typowe jazgotliwe jęczenie jego babci ale tak się nie stało. Spokojna i melodyjna muzyka usuwała ból z jego ciała i wzburzenie z jego głowy. Rozluźnił się ponownie a jego nogi podtrzymywały go nadal i to już bez wysiłku.
Poczuł jak świeże powietrze wypełnia jego płuca a krew rozprowadza ciepło po ciele. Poczuł też bliskość drugiej istoty obok siebie, jej oddech i krew która też musiała w niej płynąć i poczuł zwykłą ale totalnie wszechogarniającą radość z tego że żyje. Nie chodziło o to, że przeżył, po prostu sam fakt życia, krwi i energii płynącej przez ten dziwny kawał mięsa i kości, możliwość oglądania tymi dziwnymi oczami nieba, gór, drzew innych istot, zdolność słyszenia, zapachu dotyku, wszystko przepełniało go ekstazą. Uściskał więc w przypływie entuzjazmu Norlaug, wykonując obrót o 360 stopni a kiedy zaskoczoną postawił powrotem na ziemi powiedział tylko spokojnie i pogodnie.
- Cieszę się, że nic ci nie jest.
PBF: DrecarE - Cienie na Śniegu
-
zapalki_chaosu
- Reactions:
- Posty: 167
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57
Głos potwora, świdrując umysł, wysysał wszelką energię, oraz jakiekolwiek chęci do działania. Wywlekał najgłębiej skrywane lęki i najczarniejsze myśli. Wnikał w niego coraz głębiej, odnajdując w nim samym podobną ciemność. Zalęgała się ona w sercu i duszy. Zatruwała go, a jednocześnie kusiła słodyczą i niezliczonymi tajemnicami. Mówiła..wyjaśniła mu wszystko, sprawiając, że nie chciał wiedzieć więcej. Prawda go nie wyzwoliła, a pozostawiła zdrętwiałego z grozy, której doznał. Wszystkie dążenia, marzenia, pragnienia były złudzeniem, pyłem na wietrze, bezcelową utratą energii życiowej. Jedynie zagłuszały i wypełniały pustkę, której każdy wolał udwać, że nie ma. Ignorancja, ucieczka...Prawda cóż, jest bolesna. Przynajmniej wiedział. Lecz wszystko w co wierzył rozpadało się na jego oczach, a dalej ziała wszechogarniająca czerń.
Poprzez ogarniącą go pajęczynę mroku, w której tkwił niczym mucha w sieci, zaczęły przebijać się czerwone rozbłyski. To jakaś częśc jego ja jeszcze walczyła. Chyba coś mówił, próbował coś zrobić. Ale przed kim chcę udawać? Po co podtrzymywać tą nędzną iluzję życia? Jak wszystko i tak powróci w otchłań, skąd przyszło. Jej ramiona były wyzwoleniem, obietnicą ulgi. Znał ją...ale przez wiekszość czasu przed nią uciekał, jak wszyscy. Ale był głupi.
Na zewnątrz również rozgrywała się walka, choć bardziej zażarta niz w nim. Stał niezdolny się ruszyć i patrzył. Cierpienie własne i innych- tak samo bezcelowe. Miotając się tylko coraz silniej zaciska się pętlę. A nie lepiej po prostu sie poddać i zanurzyć w jej czarną toń? Poddać? Nagle to słowo przebiło sie spośród innych, jakby miało większą wagę. Przypomniał sobie o jego przeciwieństwie i o przysiędze. Złudzenia? Toż to teraz tkwił w sieci iluzji! Wysiłkiem spętanej jeszcze woli dotknął zranionego ramienia. Wiedział, że musi zrobic coś by wyrwać się z tego stuporu, a jedynie ogień może mu pomóc, ogień w jego krwii. Musiał ucieć się do pierwotnej siły instynktów by przełamać czar sił ciemności. Wbił palce w ranę i dopiero ten szok go otrzeźwił. Na raz poczuł gniew i ból i niemal automatycznie zaczął przyzywać ogień, który począł napływać i wybuchnął z jego dłoni, kiedy skumulował całą swoją wściekłość.
[center]***[/center]
Po tym wszystkim przykląkł wyczerpany, gdyż sporo kosztowała go ta walka i fizycznie i mentalnie. A wpływ ciemności również nie należał do najprzyjemniejszych. Starał się ochłonąć i oczyścić z minionych wrażeń. By odwrócić swoją uwagę od tego co zaszło skupił się na otoczeniu. I z pewnym zaskoczeniem, oraz rozbawieniem oglądał co się dzieje między Norlaug a Vidgarem. A co jak co, raczej umiał obserwować i wyciągać wnioski.
Poprzez ogarniącą go pajęczynę mroku, w której tkwił niczym mucha w sieci, zaczęły przebijać się czerwone rozbłyski. To jakaś częśc jego ja jeszcze walczyła. Chyba coś mówił, próbował coś zrobić. Ale przed kim chcę udawać? Po co podtrzymywać tą nędzną iluzję życia? Jak wszystko i tak powróci w otchłań, skąd przyszło. Jej ramiona były wyzwoleniem, obietnicą ulgi. Znał ją...ale przez wiekszość czasu przed nią uciekał, jak wszyscy. Ale był głupi.
Na zewnątrz również rozgrywała się walka, choć bardziej zażarta niz w nim. Stał niezdolny się ruszyć i patrzył. Cierpienie własne i innych- tak samo bezcelowe. Miotając się tylko coraz silniej zaciska się pętlę. A nie lepiej po prostu sie poddać i zanurzyć w jej czarną toń? Poddać? Nagle to słowo przebiło sie spośród innych, jakby miało większą wagę. Przypomniał sobie o jego przeciwieństwie i o przysiędze. Złudzenia? Toż to teraz tkwił w sieci iluzji! Wysiłkiem spętanej jeszcze woli dotknął zranionego ramienia. Wiedział, że musi zrobic coś by wyrwać się z tego stuporu, a jedynie ogień może mu pomóc, ogień w jego krwii. Musiał ucieć się do pierwotnej siły instynktów by przełamać czar sił ciemności. Wbił palce w ranę i dopiero ten szok go otrzeźwił. Na raz poczuł gniew i ból i niemal automatycznie zaczął przyzywać ogień, który począł napływać i wybuchnął z jego dłoni, kiedy skumulował całą swoją wściekłość.
[center]***[/center]
Po tym wszystkim przykląkł wyczerpany, gdyż sporo kosztowała go ta walka i fizycznie i mentalnie. A wpływ ciemności również nie należał do najprzyjemniejszych. Starał się ochłonąć i oczyścić z minionych wrażeń. By odwrócić swoją uwagę od tego co zaszło skupił się na otoczeniu. I z pewnym zaskoczeniem, oraz rozbawieniem oglądał co się dzieje między Norlaug a Vidgarem. A co jak co, raczej umiał obserwować i wyciągać wnioski.
[center]Szare Grzbiety, 26 mroliść (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]
Vidgar dźwignął się powoli z ziemi, wspierając się na ramieniu Norlaug. W tej chwili mógłby się założyć o garniec najprzedniejszego piwa z He'res, że ma pęknięte przynajmniej dwa żebra. Każdy oddech przyprawiał go o ból, jednak jakimś cudem udawało mu się zgrywać z jego purpurowym rytmem, choć sam nie do końca wiedział, jak tego dokonuje. Kyariel także wstał powoli, odzyskując panowanie nad sobą. Maszkara była martwa i to wydawało się najważniejsze.
- Heeej! Żyjecie? - dobiegł ich odległy krzyk. A gdy zwrócili się w tamtą stronę ujrzeli trzy wspinające się szybko po zboczu sylwetki. W świetle gwiazd Alfr bez trudu rozpoznał Brnjara i jego dwóch wojów, którzy zaalarmowani odgłosami walki spieszyli właśnie w ich kierunku. Wkrótce dołączyli do nich i postawny kupiec zatrzymał się na chwilę, aby złapać oddech, dyszał bowiem ciężko jak niedźwiedź. Vani i Red dzierżąc dwuręczne topory zbliżyli się ostrożnie do dziury w ziemi i omietli ponurym spojrzeniem wystające z niej macki. Wszakże większość z nich zdołała już utracić swą formę, roztapiając się w bezkształtną masę, przypominającą psujące się mięso.
- Czy wszystko... wszystko w porządku? - wydyszał w końcu Brnjar.
- Tak, żyjemy! -odkrzyknął Vidgar radośnie, choć wypowiedzenie tych paru słów kosztowało go sporo samozaparcia. Cieszył się jednak, gdyż nawet ból płynący z połamanych żeber informował go, że wciąż oddycha. I że to do nich należy zwycięstwo.
- Szybkoście sobie... poradzili. Uff! Nie nadaję się... do takiego biegania... - dodał kupiec. Vani w tym czasie trącił jedną z macek toporem i wyburczał coś niezrozumiale.
Wspólnie z Redem, używając toporów, jak szerokich łopat zaczęli zagarniać resztki cielska i wrzucać je do jamy. Czynili to w milczeniu, najwyraźniej chcąc mieć jak najszybciej za sobą tą nieprzyjemną pracę.
Brnjar złapał wreszcie oddech i wyprostował się:
- Dobrze, że wszyscy żyjecie. Wracajmy co rychlej do groty. Myśliwi także powinni się niedługo zjawić.
[center]***[/center]
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=sSseJSd8qHY[/center]
Nocny spacer nie był tak bardzo wyczerpujący, jak obawiał się tego Tańczący. Co prawda mocno utykał i musiał iść powoli, jednak droga wiodła w dużej mierze w dół i pozbawiona była stromizn, które trudno byłoby mu pokonać w tym stanie. Nie rozmawiali wiele. Olaf zajęty był rozglądaniem się po okolicy i rozmyślaniem o tym, jak przenieść do groty tak dużą porcję mięsa. Nic jednakże wszakże ich nie niepokoiło i dotarli do celu bezpiecznie.
[center]
[/center]
Wkrótce stanęli przed jaskinią. Ze środka dobiegało ciepłe światło ognia i zapach piekącego się mięsiwa, oraz szelest rozmów. To znacznie poprawiło im humor. A jednak, gdy tylko weszli do środka, zrozumieli, że podczas ich nieobecności coś musiało się wydarzyć. Oprócz dużego ogniska i dwóch piekących się na różnie zajęcy, zauważyli też od razu leżącego na skórach Vidgara, którego opatrywała Norlaug, oraz siedzącego nieopodal Kyariela. Mag wpatrywał się nieruchomym wzrokiem w płomienie, a jego rękaw był brązowy od świeżo przelanej krwi. Rytmiczny śpiew czarownicy przeplatał się z odgłosem trzaskających w ogniu gałązek. Mimo to jednak wszyscy wydawali się być w zaskakująco dobrych nastrojach i powitały ich rozpogodzone twarze.
- A wy, co? Na Aurena! Z pustymi rękami wracacie? - zaśmiała się Gunlid, widząc ich w wejściu. Choć jej twarz zaraz spoważniała, gdy ujrzała rany Wylkołka. Podniosła się ze skóry na której siedziała i zaprosiła gestem Tańczącego by się położył.
- Ano, gadajcie - odezwała się po chwili. - Bo zdaje się, że i wy macie swoją historię do opowiedzenia...
Vidgar dźwignął się powoli z ziemi, wspierając się na ramieniu Norlaug. W tej chwili mógłby się założyć o garniec najprzedniejszego piwa z He'res, że ma pęknięte przynajmniej dwa żebra. Każdy oddech przyprawiał go o ból, jednak jakimś cudem udawało mu się zgrywać z jego purpurowym rytmem, choć sam nie do końca wiedział, jak tego dokonuje. Kyariel także wstał powoli, odzyskując panowanie nad sobą. Maszkara była martwa i to wydawało się najważniejsze.
- Heeej! Żyjecie? - dobiegł ich odległy krzyk. A gdy zwrócili się w tamtą stronę ujrzeli trzy wspinające się szybko po zboczu sylwetki. W świetle gwiazd Alfr bez trudu rozpoznał Brnjara i jego dwóch wojów, którzy zaalarmowani odgłosami walki spieszyli właśnie w ich kierunku. Wkrótce dołączyli do nich i postawny kupiec zatrzymał się na chwilę, aby złapać oddech, dyszał bowiem ciężko jak niedźwiedź. Vani i Red dzierżąc dwuręczne topory zbliżyli się ostrożnie do dziury w ziemi i omietli ponurym spojrzeniem wystające z niej macki. Wszakże większość z nich zdołała już utracić swą formę, roztapiając się w bezkształtną masę, przypominającą psujące się mięso.
- Czy wszystko... wszystko w porządku? - wydyszał w końcu Brnjar.
- Tak, żyjemy! -odkrzyknął Vidgar radośnie, choć wypowiedzenie tych paru słów kosztowało go sporo samozaparcia. Cieszył się jednak, gdyż nawet ból płynący z połamanych żeber informował go, że wciąż oddycha. I że to do nich należy zwycięstwo.
- Szybkoście sobie... poradzili. Uff! Nie nadaję się... do takiego biegania... - dodał kupiec. Vani w tym czasie trącił jedną z macek toporem i wyburczał coś niezrozumiale.
Wspólnie z Redem, używając toporów, jak szerokich łopat zaczęli zagarniać resztki cielska i wrzucać je do jamy. Czynili to w milczeniu, najwyraźniej chcąc mieć jak najszybciej za sobą tą nieprzyjemną pracę.
Brnjar złapał wreszcie oddech i wyprostował się:
- Dobrze, że wszyscy żyjecie. Wracajmy co rychlej do groty. Myśliwi także powinni się niedługo zjawić.
Zakładam, że wracacie do groty, gdzie będzie czekał na was Vilberg (który nie może biegać z uwagi na strzaskane kolano). Niedługo po waszym powrocie pojawi się Gunlid z dwoma zającami. Zakładam, że pokrótce streścicie im sytuację (chyba, że chcecie to odegrać, to nie krępujcie się).
Norlaug zacznie opatrywać Vidgara i Kyariela:
Norlaug: Dwa testy Medycyny Ezoterycznej (Zw + Medycyna Ezoteryczna):
36 + 11 = 47; Rzut: 37; Zdane z jednym przebiciem. Udaje Ci się przywrócić Vidgarowi 2 punkty żywotności. Ponadto Żywnik przywróci mu 2 kolejne punkty w ciągu 1 h, uzdrawiając wojownika do poziomu obrażeń lekkich.
36 + 11 = 47; Rzut: 76; Nie umiesz pomóc Alfrowi za pomocą uzdrawiania. Jedynie okład z żywnika przywróci mu 1 punkt Żywotności w ciągu 1 h.
Norlaug zacznie opatrywać Vidgara i Kyariela:
Norlaug: Dwa testy Medycyny Ezoterycznej (Zw + Medycyna Ezoteryczna):
36 + 11 = 47; Rzut: 37; Zdane z jednym przebiciem. Udaje Ci się przywrócić Vidgarowi 2 punkty żywotności. Ponadto Żywnik przywróci mu 2 kolejne punkty w ciągu 1 h, uzdrawiając wojownika do poziomu obrażeń lekkich.
36 + 11 = 47; Rzut: 76; Nie umiesz pomóc Alfrowi za pomocą uzdrawiania. Jedynie okład z żywnika przywróci mu 1 punkt Żywotności w ciągu 1 h.
[center]***[/center]
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=sSseJSd8qHY[/center]
Nocny spacer nie był tak bardzo wyczerpujący, jak obawiał się tego Tańczący. Co prawda mocno utykał i musiał iść powoli, jednak droga wiodła w dużej mierze w dół i pozbawiona była stromizn, które trudno byłoby mu pokonać w tym stanie. Nie rozmawiali wiele. Olaf zajęty był rozglądaniem się po okolicy i rozmyślaniem o tym, jak przenieść do groty tak dużą porcję mięsa. Nic jednakże wszakże ich nie niepokoiło i dotarli do celu bezpiecznie.
[center]
[/center]Wkrótce stanęli przed jaskinią. Ze środka dobiegało ciepłe światło ognia i zapach piekącego się mięsiwa, oraz szelest rozmów. To znacznie poprawiło im humor. A jednak, gdy tylko weszli do środka, zrozumieli, że podczas ich nieobecności coś musiało się wydarzyć. Oprócz dużego ogniska i dwóch piekących się na różnie zajęcy, zauważyli też od razu leżącego na skórach Vidgara, którego opatrywała Norlaug, oraz siedzącego nieopodal Kyariela. Mag wpatrywał się nieruchomym wzrokiem w płomienie, a jego rękaw był brązowy od świeżo przelanej krwi. Rytmiczny śpiew czarownicy przeplatał się z odgłosem trzaskających w ogniu gałązek. Mimo to jednak wszyscy wydawali się być w zaskakująco dobrych nastrojach i powitały ich rozpogodzone twarze.
- A wy, co? Na Aurena! Z pustymi rękami wracacie? - zaśmiała się Gunlid, widząc ich w wejściu. Choć jej twarz zaraz spoważniała, gdy ujrzała rany Wylkołka. Podniosła się ze skóry na której siedziała i zaprosiła gestem Tańczącego by się położył.
- Ano, gadajcie - odezwała się po chwili. - Bo zdaje się, że i wy macie swoją historię do opowiedzenia...
Dla Kyariela: Zakładam, że w czasie gdy Norlaug opatruje wojownika, odzyskasz swoje punkty Energii dzięki medytacji. Odzyskasz także 1 punkt Żywotności i jeśli chcesz możesz się już leczyć magicznie (jesteś na lekkich).
Dla Norlaug: Odpisz sobie 2 dawki żywnika.
Dla Norlaug: Odpisz sobie 2 dawki żywnika.
Ostatnio zmieniony 16 grudnia 2015, 13:06 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times