Sala Ślepców, chór Astra Telepathica, 456.815. M41
Dwaj strzegący wejścia do Sali Ślepców strażnicy skłonili głowy na widok nadchodzących astropatów, potem zaś pociągnęli równocześnie za skrzydła zdobionych z pietyzmem mosiężnych wrót. Obaj nosili na głowach zakrywające całą twarz hełmy, zaopatrzone w przyciemnione wizjery i wytłumiacze psionicznych sygnatur. Zwyczajni ludzie nie posiadali daru wyczuwania psykerów, ale sprawy miały się inaczej ze strzegącymi bezpieczeństwa chóru zaprzysiężonymi przybocznymi. Śmiertelnicy przebywający w miejscu, gdzie eteryczny śpiew pochodzący z jaźni blisko setki astropatów nie cichł nawet na sekundę bywali podani na utratę zdrowych zmysłów, fobie i nagłe zmiany emocji, chociaż większość z nich nawet nie podejrzewała rzeczywistych przyczyn swego stanu zdrowia. Rzadkie i cenne wytłumiacze wbudowane w hełmy strażników pozwalały im zachować rozum i nie ulegać niepożądanej psionicznej manipulacji ze strony swych podopiecznych... zwłaszcza, że w efekcie splotu najbardziej niepożądanych wypadków mogli się przeistoczyć z opiekunów astropatów w ich przymusowych egzekutorów.
W rozświetlonej dziesiątkami świeczników Sali Ślepców czekał jakiś człowiek. Kassat i Lorentz nie widzieli z oczywistego powodu szczegółów jego fizjonomii, ale ich wyostrzone zmysły pozwalały odkryć obecność gościa poprzez wsłuchanie się w odgłos jego oddechu, pobrzękiwanie metalowych ozdób stroju i szelest podeszw butów.
- Bracie Lorentzie, oto czcigodny Morgan Blackthorn, dziedzic Gwarancji Kupieckiej rodu Blackthornów - oświadczył z niejaką emfazą w głosie Oleandro Kassat - Pan i władca
Królowej Cierni, spadkobierca praw i przywilejów kapitana Wolnej Floty z nadania błogosławionego marszałka wojny Angevina.
Młodszy wiekiem astropata nie zdołał ukryć całkowicie swego zaskoczenia, chociaż po zaledwie sekundzie jego oblicze przybrało wyraz kamiennej maski. Tak krótka chwila wystarczyła, by Lorentz przyjrzał na wylot chytry plan uknuty przez mistrza astropatycznego chóru Port Wander. Niemile widziany przybysz z Lathe miał opuścić kosmiczną instalację, by przestać wzbudzać w swych pobratymcach zmieszanie i niechęć powodowaną zbyt kontrowersyjnymi przekonaniami religijnej natury.
- Szacowny panie Blackthorn - ciągnął dalej Kassat - Oto Christian Lorentz, chluba i duma naszego chóru. Z prawdziwą radością oddajemy go w służbę dynastii. Niechaj Bóg-Imperator na zawsze splecie ze sobą wasze ścieżki przeznaczenia.
Surielu, Octavianie, poznajcie się wzajemnie. Przekazanie astropaty w ręce kapitana jest ceremonią pozbawioną zbędnej pompy, ale niezobowiązująca uprzejma konwersacja będzie na pewno mile widziana. Lorentz ze swojej strony może chcieć wiedzieć, jaką pozycję reprezentuje ród Blackthornów (wcześniej o nim nie słyszał), jaką flotą dysponuje (ilość statków, masa załadunkowa, wielkość pokładowego chóru). Morganowi wypada podziękować za tak szybkie zaaprobowanie jego prośby, ewentualnie wypytać o swego nowego pupila.