Charleston, Droga do Sanktuarium, Bardzo Zła Taksówka, w czasie Długiego Monologu Nowego Ravnosa. 10.08.1993 Długa Noc
- Czy wyraziłem się jasno?
Terry miał już potwierdzić, że owszem, całkiem przejrzyście i że nie ma potrzeby zastraszania i...
I wtedy odezwał się Darshan. Malkavian słuchał jak Ravnos w sposób łopatologiczny naświetla rozmówcy logikę swych słów, używając ich w tym celu więcej i więcej. I więcej. Dopiero po chwili zorientował się, że to raczej próba wydobycia informacji, niźli nieporadne tłumaczenie. Nie przerywał więc.
Spojrzał na trzymaną w ramionach, nieprzytomną Sidonię. Nie miał pojęcia, co jeszcze mógłby zrobić, by jej pomóc. Bardzo wyraźnie słyszał w pamięci przestrogę Atrahasisa, by nie ufać NIKOMU spoza Koterii. Rozumiał zatem, że kiedy tylko dojdzie do siebie, no i może naświetli im ostatnie wydarzenia, będzie musiała szukać pomocy gdzie indziej.
Ktokolwiek opętał kierowcę, ma trochę racji. Tym razem nam się udało i zdążyliśmy. W ostatniej chwili. Jednak musimy się zająć naszym zadaniem, a wtedy nie będziemy w stanie ci pomóc na zawołanie, jak to miało miejsce dzisiaj. Będziesz musiała na siebie bardziej uważać. Szczególnie, jeśli jesteś Strażniczką takiej relikwii... - podniósł głowę, kierując wzrok na drogę. Wciąż jechali z zawrotną szybkością. Przypomniało mu to niedawną przejażdżkę z... - Mroczny Jedi. Ciekaw, czy mu się udało... O czym ja myślę, oczywiście, że mu się udało. Pan sprowadził go na moją ścieżkę, Ducha wprost z Otchłani. Takie rzeczy nie dzieją się bez powodu, a jestem pewien, że jeszcze nie wszystko zostało między nami powiedziane. Kto wie, może będzie już na nas czekał, kiedy dojedziemy na miejsce? Jeśli dojedziemy na miejsce...
Szczerze pragnął, by pasażer na gapę już sobie poszedł. Chciał jak najszybciej dotrzeć do Schronienia, a każda chwila rozmowy z nim, oddalała to w czasie. Dlatego z ulgą przywitał ciszę, jaka nastała po ostatnich słowach Ravnosa. Zapowiadała bowiem rychły koniec rozmowy, a co za tym idzie, szybki powrót do Sanktuarium.
PBF - Charleston by Night
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Długa Noc
Gdzieś od połowy drogi zaczął mieć uporczywe wrażenie, że inni użytkownicy dróg jednak go widzą. Nie spodobało mu się to, więc przestał gwizdać. Praktycznie psuło całą zabawę w niewidzialny motor... Do tego Nosferatu okazał się wyjątkowo znerwicowanym pasażerem. Pomyślał, że gdyby nie Odporność, miałby już połamanych kilka żeber. 'Innah yumaris aljins.* Poza tym coś cholernie piło go w nerki. Wszystkie te drobiazgi jednak starał się usuwać na bok, koncentrując się przede wszystkim na prędkości, wietrze na twarzy i radości, która go wypełniała. Dawno już nauczył się wykorzystywać maksymalnie te krótkie chwile wolności, które dostawał od losu. I nie zamierzał zmarnować kolejnej z powodu drobnych niewygód. Zwolnił jedynie odrobinę, wjeżdżając na Edgewood i zahamował gwałtownie przed domem.
- Mogłeś zostawić tą Niewidzialność - odezwał się do Horacego, gasząc silnik. - Było o wiele zabawniej, gdy działała...
Przez chwilę lustrował wzrokiem okolicę. Nic się nie zmieniło. Światło palące się na piętrze uspokajało, będąc dowodem na to, iż pozostali dotarli do schronienia. Przynajmniej większość... Miał taką nadzieję. Zsiadł z motoru i rozmasował bolące krzyże. Nie miał pojęcia co Horacy nosi pod tym płaszczem. Młotek? Siekierę? Ten kij od szczotki, którego fragment wystawał z serca Anarchisty? W sumie jednak pomyślał, że nie chce wiedzieć. Złapał za kierownicę, by zaprowadzić maszynę do garażu.
- Saakunu fi l baiyt baada qalel** - odezwał się jeszcze. - Muszę się ogarnąć. Zmyć krew i w ogóle... Później pogadamy. Mam dla was sporo ważnych informacji...
* arab. Jebać to.
** arab. Będę za chwilę
Gdzieś od połowy drogi zaczął mieć uporczywe wrażenie, że inni użytkownicy dróg jednak go widzą. Nie spodobało mu się to, więc przestał gwizdać. Praktycznie psuło całą zabawę w niewidzialny motor... Do tego Nosferatu okazał się wyjątkowo znerwicowanym pasażerem. Pomyślał, że gdyby nie Odporność, miałby już połamanych kilka żeber. 'Innah yumaris aljins.* Poza tym coś cholernie piło go w nerki. Wszystkie te drobiazgi jednak starał się usuwać na bok, koncentrując się przede wszystkim na prędkości, wietrze na twarzy i radości, która go wypełniała. Dawno już nauczył się wykorzystywać maksymalnie te krótkie chwile wolności, które dostawał od losu. I nie zamierzał zmarnować kolejnej z powodu drobnych niewygód. Zwolnił jedynie odrobinę, wjeżdżając na Edgewood i zahamował gwałtownie przed domem.
- Mogłeś zostawić tą Niewidzialność - odezwał się do Horacego, gasząc silnik. - Było o wiele zabawniej, gdy działała...
Przez chwilę lustrował wzrokiem okolicę. Nic się nie zmieniło. Światło palące się na piętrze uspokajało, będąc dowodem na to, iż pozostali dotarli do schronienia. Przynajmniej większość... Miał taką nadzieję. Zsiadł z motoru i rozmasował bolące krzyże. Nie miał pojęcia co Horacy nosi pod tym płaszczem. Młotek? Siekierę? Ten kij od szczotki, którego fragment wystawał z serca Anarchisty? W sumie jednak pomyślał, że nie chce wiedzieć. Złapał za kierownicę, by zaprowadzić maszynę do garażu.
- Saakunu fi l baiyt baada qalel** - odezwał się jeszcze. - Muszę się ogarnąć. Zmyć krew i w ogóle... Później pogadamy. Mam dla was sporo ważnych informacji...
Namtar wydaje się totalnie nie zauważać seksualnego kontekstu sytuacji. Możliwe, że udaje - choć Horacy zna go na tyle, że powinien wiedzieć, że nie udaje... Ale zaraz, zaraz... Czy ten gość czasami nie miał amnezji? Ponoć nie pamięta jak to jest być żywym... Hmmm.. W tym przypadku to chyba dobrze dla Nosferatu, prawda?
Na razie piszę tyle, bo nie wiem czy my będziemy przed czy po towarzystwie z taksówki? Chyba powinniśmy dojechać po nich, ale niech MG to ustali.
* arab. Jebać to.
** arab. Będę za chwilę
Ostatnio zmieniony 30 października 2015, 18:50 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Charleston, Droga do Sanktuarium, Bardzo Zła Taksówka. 10.08.1993 Długa Noc
Przez całą wypowiedź Darshana, z twarzy murzyna nawet na chwilę nie zniknął szeroki uśmiech. Kierowca, co chwila spoglądał w stronę Ravnosa i słuchał z zainteresowaniem, czekając na swoją kolej.
- Po cóż miałbym doświadczać tego, co Samuel? To bez sensu i do niczego mnie nie prowadzi. Czy podczas posiłku myślisz o tym, co czuje twoja ofiara? Drapieżnik zjada innych i taka jest jego natura, a my jesteśmy nieumarłymi drapieżnikami. Można to zaakceptować lub nie, ale jedno jest pewne: Każdy radzi sobie z tym na swój własny sposób. Ty musisz tłumaczyć sobie wiele wiedzą mistyczną...
Murzyn zrobił krótką pauzę, by wejść bezpiecznie w zakręt. Przyhamował delikatnie i płynnie skręcił w prawo, po czym znów znalazł się na prostej.
- Obserwując cię doszedłem do wniosku, że takiemu wybuchowemu mistykowi jak ty, przyda się kopniak od rzeczywistości. Może nie będziesz uciekał w medytację i odosobnienie, udając przed sobą, że jesteś wolny. W Charleston trwa Wielki Jyhad i jesteś jego integralną częścią. Oni nie pozwolą ci odejść... Cały czas wypełniasz wolę starszych, czy tego chcesz czy nie. Możesz medytować lub znaleźć sobie inny iluzoryczny sposób na ucieczkę, ale i tak prawda jest oczywista. Od krwi nigdy nie możesz się odwrócić...
- Nazwałem cię wybuchowym mistykiem, bo to ja kazałem podłożyć ładunki wybuchowe które rozbroiłeś, a potem ukradłeś. Zatrzymaj je, przydadzą się w medytacji zapewne - powiedział z pewną dozą uszczypliwości.
- Edgewood Country Club to wylęgarnia Węży, a ty uratowałeś ich od zagłady. Do tego mieli tam zginąć przywódcy rebelii, których także uratowałeś rozbrajając ładunek. To był bardzo kiepski ruch w waszym wydaniu, wynikający z niewiedzy. Dlatego postanowiłem dać wam ostrzeżenie i jeszcze jedną szansę. Wydajecie się zdawać sprawę z powagi sytuacji...
Zwrócił się jeszcze raz bezpośrednio do Ravnosa:
- Następnym razem zanim zaczniesz myśleć i gadać jak typowy prawnik, przejrzyj na oczy i zobacz czyją wolę wykonujecie. Przecież powinno wam zależeć na wypełnieniu woli Red'a, prawda? Czas podjąć właściwą decyzję panowie, zanim będzie za późno. Każdy ruch ma swoje konsekwencje...
- Dodam od siebie, że nie miałem zamiaru zabijać Sidoni oraz członków waszej koterii. Niestety nawet ja nie widzę wszystkiego, ale jestem pewien, że za kurtyną jest ktoś kto przewidział mój atak na Elizjum i wysłał tam osoby, które miały zostać zniszczone. Życie Sidonii, za życie Setytów i liderów rebelii...
Zwrócił się do Terrego:
- Uratowałeś swoją księżniczkę, jednak cena jaką Charleston zapłaci za to jest ogromna. Coś mi mówi, że jeszcze się spotkamy, a teraz żegnam i życzę bezpiecznej podróży.
Po tych słowach kierowca pogłośnił muzykę w radiu i zapytał siedzącego obok Darshana:
- Trochę głupia sprawa, ale muszę się jeszcze raz zapytać. Gdzie jedziemy?
Ravnos odparł:
- 1017 Edgewood, pod dom Tuckwiller'a.
- No tak, oczywiście.
Przez całą wypowiedź Darshana, z twarzy murzyna nawet na chwilę nie zniknął szeroki uśmiech. Kierowca, co chwila spoglądał w stronę Ravnosa i słuchał z zainteresowaniem, czekając na swoją kolej.
- Po cóż miałbym doświadczać tego, co Samuel? To bez sensu i do niczego mnie nie prowadzi. Czy podczas posiłku myślisz o tym, co czuje twoja ofiara? Drapieżnik zjada innych i taka jest jego natura, a my jesteśmy nieumarłymi drapieżnikami. Można to zaakceptować lub nie, ale jedno jest pewne: Każdy radzi sobie z tym na swój własny sposób. Ty musisz tłumaczyć sobie wiele wiedzą mistyczną...
Murzyn zrobił krótką pauzę, by wejść bezpiecznie w zakręt. Przyhamował delikatnie i płynnie skręcił w prawo, po czym znów znalazł się na prostej.
- Obserwując cię doszedłem do wniosku, że takiemu wybuchowemu mistykowi jak ty, przyda się kopniak od rzeczywistości. Może nie będziesz uciekał w medytację i odosobnienie, udając przed sobą, że jesteś wolny. W Charleston trwa Wielki Jyhad i jesteś jego integralną częścią. Oni nie pozwolą ci odejść... Cały czas wypełniasz wolę starszych, czy tego chcesz czy nie. Możesz medytować lub znaleźć sobie inny iluzoryczny sposób na ucieczkę, ale i tak prawda jest oczywista. Od krwi nigdy nie możesz się odwrócić...
- Nazwałem cię wybuchowym mistykiem, bo to ja kazałem podłożyć ładunki wybuchowe które rozbroiłeś, a potem ukradłeś. Zatrzymaj je, przydadzą się w medytacji zapewne - powiedział z pewną dozą uszczypliwości.
- Edgewood Country Club to wylęgarnia Węży, a ty uratowałeś ich od zagłady. Do tego mieli tam zginąć przywódcy rebelii, których także uratowałeś rozbrajając ładunek. To był bardzo kiepski ruch w waszym wydaniu, wynikający z niewiedzy. Dlatego postanowiłem dać wam ostrzeżenie i jeszcze jedną szansę. Wydajecie się zdawać sprawę z powagi sytuacji...
Zwrócił się jeszcze raz bezpośrednio do Ravnosa:
- Następnym razem zanim zaczniesz myśleć i gadać jak typowy prawnik, przejrzyj na oczy i zobacz czyją wolę wykonujecie. Przecież powinno wam zależeć na wypełnieniu woli Red'a, prawda? Czas podjąć właściwą decyzję panowie, zanim będzie za późno. Każdy ruch ma swoje konsekwencje...
- Dodam od siebie, że nie miałem zamiaru zabijać Sidoni oraz członków waszej koterii. Niestety nawet ja nie widzę wszystkiego, ale jestem pewien, że za kurtyną jest ktoś kto przewidział mój atak na Elizjum i wysłał tam osoby, które miały zostać zniszczone. Życie Sidonii, za życie Setytów i liderów rebelii...
Zwrócił się do Terrego:
- Uratowałeś swoją księżniczkę, jednak cena jaką Charleston zapłaci za to jest ogromna. Coś mi mówi, że jeszcze się spotkamy, a teraz żegnam i życzę bezpiecznej podróży.
Po tych słowach kierowca pogłośnił muzykę w radiu i zapytał siedzącego obok Darshana:
- Trochę głupia sprawa, ale muszę się jeszcze raz zapytać. Gdzie jedziemy?
Ravnos odparł:
- 1017 Edgewood, pod dom Tuckwiller'a.
- No tak, oczywiście.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
[center]Rozdział II[/center]
WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House 11.08.1993 Długa Noc
Po zaskakujących wydarzeniach w jakich uczestniczyli członkowie koterii Red'a, udało im się spotkać razem w jednym miejscu. Pokój bym oświetlony słabym światłem jednej lampki nocnej, przy której tłukła się spora, kosmata ćma. Jej cień przybierał dziwaczne rozczapierzone kształty kładąc się na regałach z książkami. W tej części miasta było cicho, najwyraźniej fala rebelii nie dotarła tutaj jeszcze. Szum przejeżdżających drogą pojazdów, dobiegał do nich znacznie stłumiony odległością i ciężkimi zasłonami w oknach. Sidonia leżała na kanapie, wydawała się niezwykle blada. Siedzący obok na krześle chusteczką Terry zmywał krew z twarzy Primogenki.
[center]
[/center]
WV Charleston 1017 Edgewood Tuckwiller House 11.08.1993 Długa Noc
Po zaskakujących wydarzeniach w jakich uczestniczyli członkowie koterii Red'a, udało im się spotkać razem w jednym miejscu. Pokój bym oświetlony słabym światłem jednej lampki nocnej, przy której tłukła się spora, kosmata ćma. Jej cień przybierał dziwaczne rozczapierzone kształty kładąc się na regałach z książkami. W tej części miasta było cicho, najwyraźniej fala rebelii nie dotarła tutaj jeszcze. Szum przejeżdżających drogą pojazdów, dobiegał do nich znacznie stłumiony odległością i ciężkimi zasłonami w oknach. Sidonia leżała na kanapie, wydawała się niezwykle blada. Siedzący obok na krześle chusteczką Terry zmywał krew z twarzy Primogenki.
[center]
[/center]
Drodzy gracze, zakończyliśmy właśnie Rozdział I, który nosi tytuł "Gniazdo Węży". Gratuluję przejścia dalej i życzę sukcesów w kolejnej części przygody. Z oczywistych powodów nie podam tytułu jaki ma Rozdział II.
Wasza koteria dociera do domu Red'a. Terry i Darshan wniósł Primogenkę do domu. Jest dalej nieprzytomna i uznaję, że Terry położy ją na kanapie i przykryje kocem. Namtar weźmie prysznic, po czym dołączy do reszty. Victoria przebierze się i zejdzie na dół. Horacy czeka na wieści od klanu Tremere.
Podsumowując jesteście razem w pokoju muzycznym na parterze domu.
Wasza koteria dociera do domu Red'a. Terry i Darshan wniósł Primogenkę do domu. Jest dalej nieprzytomna i uznaję, że Terry położy ją na kanapie i przykryje kocem. Namtar weźmie prysznic, po czym dołączy do reszty. Victoria przebierze się i zejdzie na dół. Horacy czeka na wieści od klanu Tremere.
Podsumowując jesteście razem w pokoju muzycznym na parterze domu.
Ostatnio zmieniony 13 października 2016, 13:45 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]