Charleston WV Nyctofilia, Elizjum Pełne Zdrajców. 10.08.1993 Długa Noc
Pomieszczeni zgęstniało od niemal namacalnej atłasowej ciemności. Nie było to zjawisko naturalne ani nawet zbliżone do egipskich ciemności do jakich przywykł chociażby w kanałach. Horacy poczuł dziwny chłód, który w jednej chwil przeniknął jego ciało. Chuchnął i zobaczył swój oddech w wirujących oparach jak gdyby była zima.
Horacy okrył ich swoją mocą ale im dalej odchodzili od Sali tym mniej chętniej poruszał się z nimi. Z każdym krokiem ciążył mu coraz bardziej niepokój. Lecz nie tylko. Było w nim coś jeszcze. Gniew, głęboko podsycony wpierw przez najazd na jego dom, przez utratę jedynej osoby na jakiej tak naprawdę mu zależało, dla jakiej walczył by nadal żyć. Zdrada jego własnego ojca mocno rozbuchały te płomienie nienawiści, które w nim się paliły od śmierci Face-Offa. Do tego doszła fala bojowej pewności siebie jaką zafundował mu koncert. Zaczynał mieć tego wszystkiego dość. Wszystko był dobrze póki wraz koterią zbliżali się do rozwikłania zagadki zniknięcia Otta. Teraz wyglądało na to, że musiał odpuścić całe poszukiwania. I to kiedy był tak blisko.
Przecież gdzieś w tym elizjum mógł być jego syn lub być może informacja o nim. Toreador mógł być kluczem do rozwiązania tej zagadki, znał wszystkich. Na pewno wiedział kim jest ten człowiek za jakim miał się spotkać jego syn. Jeśli on zginie, po cóż ratować ten świat? A co jeśli on tu gdzieś jest przetrzymywany? Przecież ten dziki tłum barbarzyńców gotów go rozszarpać na kawałki jeśli go przez przypadek znajdzie. Nie ja nie mogę stad tak po prostu wyjść.
- Namtar, gdzie jest Lshandt? Czy... mówił coś o Ottonie? - zapytał niespokojnie.
- Kto to jest Lshandt? - zapytał obojętnie Morderca.
Horacy się wzdrygnął. Czyżby wszystkich ich tak szybko zapominał?
- No kurwa, przecież to ten bambus co trzymał Sidonie, co pisze te bzdurne, krzywdzące i obrzydliwe paszkwile o wybitnej sztuce cichych i skromnych artystów... rzeźbiarzy, na przykład.
- Nic nie mówił - Namtar wzruszył ramionami. - Nie zdążył. Trafiłem go dwa razy w plecy. Pewnie poszedł w torpor. Jakiś Tremer powiedział, że musi odpowiedzieć za swoje zbrodnie przeciw Camarilli i że się tym zajmie. Więc go zostawiłem. Skąd wiesz, że on mógł wiedzieć, gdzie jest Otto?
PBF - Charleston by Night
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Ostatnio zmieniony 22 października 2015, 13:19 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Charleston WV Nyctofilia, Napad Anarchistów na Elizjum. 10.08.1993 Długa Noc
Ravnos zabrał się za rozbrajanie ładunku wybuchowego. Wyciągnął z podręcznej torby małą lutownicę na baterie i kilka kabli, z odsłoniętymi końcówkami. Nasmarował ich miedziane żyły pastą lutowniczą, po czym uchyli delikatnie drzwi od rozdzielni.
- Weź cynę i pomóż przy lutowaniu - odezwał się spokojnie do Terrego, wskazując wzrokiem małe metalowe pudełko, przypominające opakowanie od pasty do butów.
Spokrewnienie zajęli się lutowaniem dłuższego obwodu, by mogli otworzyć wejście do szachtu na oścież. Wtem usłyszeli, że krzyki i wrzaski nabierają na sile, a ludziom udało się w jakiś sposób dostać do wnętrza budynku. Nikt na szczęście nie wszedł ukrytym wejściem, którym się tutaj dostali, jednak hałasy dość szybko zaczęły dobiegać z korytarza. Domyślili się więc, że muszą tam znajdować się wejścia do magazynów i innych pomieszczeń socjalnych, które posiadały okna.
Po minucie obwód był gotowy. Darshan natychmiast zabrał się za rozbrajanie podłączonego do sieci elektrycznej ładunku wybuchowego. Zadanie okazało się prostsze niż myślał. Wystarczyło zwiększyć rezystancję na potencjometrze, przekroczyć standardowe 110V i zmienić w ten sposób wartość prądu zwarcia. Gdy skończył, tuż nad jego głową, w odległości pół metra zaledwie odezwał się głos:
- Sssnakomicie. Jessstem pod wrażeniem pańssskich sssdolnossssci. Dziękuję ssssaa pomoc... Ssss... - powiedział ktoś, skryty między kablami elektrycznymi.
Zaskoczony Ravnos zdążył jedynie wyostrzyć wzrok, dzięki mocy Nadwrażliwości, aby móc dostrzec tego, kto doń znienacka przemówił, nim ogromna, czarna kobra, znikła mu całkiem z pola widzenia, wspinając się niezwykle sprawnie piętro wyżej. I nagle wyczuł, że coś się zmieniło...
W tym czasie Terry wyjrzał ostrożnie na korytarz, starając się być mniejszy niż zwykle. Ujrzał pierwszych dwóch Anarchistów, którym udało się dostać do środka przez główny magazyn. Zamknięte na klucz drzwi nie były dla nich przeszkodą, zamki puściły już po pierwszym porządnym kopniaku. Po sile, z jaką drzwi magazynu uderzyły o ścianę, otwierając się, Świr pojął natychmiast iż nie ma do czynienia z ludźmi. Z pozostałych pomieszczeń dobiegały równie niepokojące dźwięki, świadczące o nadciągającym szturmie rozwścieczonych Anarchistów. Już miał uciekać, gdy nagle zobaczył ich. Na końcu korytarza pojawił się Horacy i Namtar. Morderca niósł na rękach nieprzytomną Sidonię. Na ten widok Terry poczuł nagły przypływ odwagi i rezygnując z ucieczki postanowił pomóc w ratowaniu Primogena klanu Malkavian.
Ravnos zabrał się za rozbrajanie ładunku wybuchowego. Wyciągnął z podręcznej torby małą lutownicę na baterie i kilka kabli, z odsłoniętymi końcówkami. Nasmarował ich miedziane żyły pastą lutowniczą, po czym uchyli delikatnie drzwi od rozdzielni.
- Weź cynę i pomóż przy lutowaniu - odezwał się spokojnie do Terrego, wskazując wzrokiem małe metalowe pudełko, przypominające opakowanie od pasty do butów.
Spokrewnienie zajęli się lutowaniem dłuższego obwodu, by mogli otworzyć wejście do szachtu na oścież. Wtem usłyszeli, że krzyki i wrzaski nabierają na sile, a ludziom udało się w jakiś sposób dostać do wnętrza budynku. Nikt na szczęście nie wszedł ukrytym wejściem, którym się tutaj dostali, jednak hałasy dość szybko zaczęły dobiegać z korytarza. Domyślili się więc, że muszą tam znajdować się wejścia do magazynów i innych pomieszczeń socjalnych, które posiadały okna.
Po minucie obwód był gotowy. Darshan natychmiast zabrał się za rozbrajanie podłączonego do sieci elektrycznej ładunku wybuchowego. Zadanie okazało się prostsze niż myślał. Wystarczyło zwiększyć rezystancję na potencjometrze, przekroczyć standardowe 110V i zmienić w ten sposób wartość prądu zwarcia. Gdy skończył, tuż nad jego głową, w odległości pół metra zaledwie odezwał się głos:
- Sssnakomicie. Jessstem pod wrażeniem pańssskich sssdolnossssci. Dziękuję ssssaa pomoc... Ssss... - powiedział ktoś, skryty między kablami elektrycznymi.
Zaskoczony Ravnos zdążył jedynie wyostrzyć wzrok, dzięki mocy Nadwrażliwości, aby móc dostrzec tego, kto doń znienacka przemówił, nim ogromna, czarna kobra, znikła mu całkiem z pola widzenia, wspinając się niezwykle sprawnie piętro wyżej. I nagle wyczuł, że coś się zmieniło...
W tym czasie Terry wyjrzał ostrożnie na korytarz, starając się być mniejszy niż zwykle. Ujrzał pierwszych dwóch Anarchistów, którym udało się dostać do środka przez główny magazyn. Zamknięte na klucz drzwi nie były dla nich przeszkodą, zamki puściły już po pierwszym porządnym kopniaku. Po sile, z jaką drzwi magazynu uderzyły o ścianę, otwierając się, Świr pojął natychmiast iż nie ma do czynienia z ludźmi. Z pozostałych pomieszczeń dobiegały równie niepokojące dźwięki, świadczące o nadciągającym szturmie rozwścieczonych Anarchistów. Już miał uciekać, gdy nagle zobaczył ich. Na końcu korytarza pojawił się Horacy i Namtar. Morderca niósł na rękach nieprzytomną Sidonię. Na ten widok Terry poczuł nagły przypływ odwagi i rezygnując z ucieczki postanowił pomóc w ratowaniu Primogena klanu Malkavian.
Proszę o deklaracje na PW. Przeciwników na korytarzu obecnie jest 2. W następnej rundzie będzie 8, a w następnej jeszcze więcej...
Anarchiści są uzbrojeni w noże, pałki, pięści oraz broń palną. Zdecydowanie są to inni Spokrewnieni. Namtar zgasi oświetlenie w korytarzu przełącznikiem, ale światło będzie docierać także z pomieszczeń po lewej i prawej stronie.
Anarchiści są uzbrojeni w noże, pałki, pięści oraz broń palną. Zdecydowanie są to inni Spokrewnieni. Namtar zgasi oświetlenie w korytarzu przełącznikiem, ale światło będzie docierać także z pomieszczeń po lewej i prawej stronie.
Spoiler!
Na prośbę graczy stworzyłem mapkę:
[center]
[/center]
Na fioletowo zaznaczyłem Was, a na czerwono przeciwników.
[center]
[/center]Na fioletowo zaznaczyłem Was, a na czerwono przeciwników.
Ostatnio zmieniony 22 października 2015, 20:47 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
Charleston WV Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 11.08.1993 Długa Noc
- Nie wiem. Odkąd wyszli z domu jeszcze nie wrócili. Darshan i Horacy pojechali do Księcia. - Rzeczowa odpowiedź Strażnika Sanktuarium zaniepokoiła Lasombrę.
- Rozumiem. Dziękuję.
Przestępując próg ciemnej i ponuro cichej posiadłości miała wrażenie, że napięcie i strach skumulowane w jej ciele ostatnimi przeżyciami w tej chwili ustępuje, wylewając się falami skrywanych emocji. Było cicho i Victoria wdzięczna była za tę chwilę samotności. Spojrzała na drżącą dłoń, wyciągniętą przed siebie... Połamane i zakrwawione paznokcie konwulsyjnie zaciskały się w szponiaste pazury. Strzępy ubrań oblepione błotem i stęchłymi liśćmi, odkrywały granatowe wylewy pod zmaltretowaną skórą, opadając na podłogę wraz z zakrzepłymi płatami krwi, przywołując na nowo grozę i paniczny czerwony strach... Otrząsnęła się z ponurych myśli, lecz pomimo tego, ziarenko to niczym cierń, znalazło swoje miejsce w jej umyśle, wędrując w najgłębsze zakamarki i zapuszczając tam korzenie...
Łazienka... muszę zmyć z siebie te wspomnienia, póki nie wróci reszta...
Szła cicho przez korytarz, zważając na każdy krok. Nie chciała mącić tej chwili. Ból pojawiał się rytmicznie, choć rany już nie krwawiły. Ból w ciele był dobry. Jego rozumiała i akceptowała. Jednak ten w psychice... Victoria po raz pierwszy zdała sobie sprawę, że całe zadanie i przedsięwzięcie będzie ją kosztowało o wiele więcej. Po raz pierwszy od lat tak blisko, w tak krótkim czasie ocierała się o śmierć. Każdego to czekało i rozumiała to doskonale. Jednak siła tych granicznych doznań i emocji, które wywoływały, wstrząsały jej istotą coraz bardziej. Zmieniały i kształtowały na nowo. I pomimo przerażenia, które odczuwała, cieszyły ją... Bardziej niż wszystko inne, co kochała...
Wchodząc do najbliższej łazienki na piętrze, odruchowo spojrzała w lustro. Przyzwyczajenie, że być może tym razem zobaczy w nim cokolwiek? Klątwa Klanu Nocy mogła być dla niektórych błogosławieństwem. Starsi tak uważali, uzurpując sobie władze absolutną nad resztą Spokrewnionych. Jednak dla Victorii wyjaśnienie owej tajemnicy leżało o wiele głębiej, w najciemniejszych odmętach Czarnych Wód. Bo cóż dla Ciemności mogły znaczyć gry śmiertelnych i nieśmiertelnych? Dla wszystkiego co istnieje, kiedyś nadejdzie koniec. A Ona? Ona pozostanie Ciemnością. Zawsze... Odkręciła kurek z gorącą wodą.
Kiedy ciepły strumień spłynął na jej ciało, powoli i ostrożnie zaczęła zdejmować z siebie zakrwawione odzienie, odrzucając je w kąt łazienki. Brudna i zaprawiona krwią woda spływała do wylotu kratki ściekowej, tworząc dziwne wzory strachu i przerażenia na białych kafelkach. Długo przyglądała się im w milczeniu, pustym i odległym wzrokiem. Nie potrafiła płakać. Nawet gdyby chciała, nie potrafiła. Już nie. I ta świadomość poruszyła ją bardziej, niż mogła przypuszczać. Szum i para po chwili wypełniły kabinę prysznicową, otaczając wampirzycę gorącą mgłą i zmywając resztki makabrycznych wspomnień. Mimo to nawet gorąca woda nie potrafiła jej rozgrzać...
Wychodząc z łazienki, skierowała się do swojej sypialni. Zostawiając za sobą rozterki, skupiła się na bieżących sprawach.
Skoro Horacy i Darshan są u Księcia, powinni wkrótce wrócić. Minęło sporo czasu. A pozostali?.. Hmmm Ciekawe jak wypadło spotkanie z Lucjanem i kiedy go dostarczą. Mam nadzieję, że ojczulek nie wywinie kolejnego numery z tym złodziejaszkiem. Choć przyznaję, użyteczny był, jeśli rzeczywiście odzyskał bęben. - uśmiechnęła się na myśl, co mógł zaoferować swoim ciałem, gdy wbijałaby w nie...
- Pani? - pytanie Lucasa sprowadziło ją do rzeczywistości. Stojąc w korytarzu, oświetlonego skąpo dobiegającym lśnieniem z kuchni wydawał się jej tak stary i kruchy.
- Zaraz do was przyjdę. - Powiedziała spokojnie, jak mówi się do starego przyjaciela. - Pozwól mi się najpierw ubrać, Lucas. Nie chciałabym doprowadzać cię do konsternacji widokiem krwiaków na tym ciele. Zanim wróci reszta koterii, chce wiedzieć co dzieje się w mieście. Telefony i elektronika wariują i coś się stało, to pewne. Sprawdźcie z Cleo sieć. Może w telewizji coś pokazują. Hmmm... i przygotuj samochód. Na wszelki wypadek.
Ruszyła szybkim i energicznym krokiem przez korytarz, zostawiając na nim mokre ślady stóp.
- Nie wiem. Odkąd wyszli z domu jeszcze nie wrócili. Darshan i Horacy pojechali do Księcia. - Rzeczowa odpowiedź Strażnika Sanktuarium zaniepokoiła Lasombrę.
- Rozumiem. Dziękuję.
Przestępując próg ciemnej i ponuro cichej posiadłości miała wrażenie, że napięcie i strach skumulowane w jej ciele ostatnimi przeżyciami w tej chwili ustępuje, wylewając się falami skrywanych emocji. Było cicho i Victoria wdzięczna była za tę chwilę samotności. Spojrzała na drżącą dłoń, wyciągniętą przed siebie... Połamane i zakrwawione paznokcie konwulsyjnie zaciskały się w szponiaste pazury. Strzępy ubrań oblepione błotem i stęchłymi liśćmi, odkrywały granatowe wylewy pod zmaltretowaną skórą, opadając na podłogę wraz z zakrzepłymi płatami krwi, przywołując na nowo grozę i paniczny czerwony strach... Otrząsnęła się z ponurych myśli, lecz pomimo tego, ziarenko to niczym cierń, znalazło swoje miejsce w jej umyśle, wędrując w najgłębsze zakamarki i zapuszczając tam korzenie...
Łazienka... muszę zmyć z siebie te wspomnienia, póki nie wróci reszta...
Szła cicho przez korytarz, zważając na każdy krok. Nie chciała mącić tej chwili. Ból pojawiał się rytmicznie, choć rany już nie krwawiły. Ból w ciele był dobry. Jego rozumiała i akceptowała. Jednak ten w psychice... Victoria po raz pierwszy zdała sobie sprawę, że całe zadanie i przedsięwzięcie będzie ją kosztowało o wiele więcej. Po raz pierwszy od lat tak blisko, w tak krótkim czasie ocierała się o śmierć. Każdego to czekało i rozumiała to doskonale. Jednak siła tych granicznych doznań i emocji, które wywoływały, wstrząsały jej istotą coraz bardziej. Zmieniały i kształtowały na nowo. I pomimo przerażenia, które odczuwała, cieszyły ją... Bardziej niż wszystko inne, co kochała...
Wchodząc do najbliższej łazienki na piętrze, odruchowo spojrzała w lustro. Przyzwyczajenie, że być może tym razem zobaczy w nim cokolwiek? Klątwa Klanu Nocy mogła być dla niektórych błogosławieństwem. Starsi tak uważali, uzurpując sobie władze absolutną nad resztą Spokrewnionych. Jednak dla Victorii wyjaśnienie owej tajemnicy leżało o wiele głębiej, w najciemniejszych odmętach Czarnych Wód. Bo cóż dla Ciemności mogły znaczyć gry śmiertelnych i nieśmiertelnych? Dla wszystkiego co istnieje, kiedyś nadejdzie koniec. A Ona? Ona pozostanie Ciemnością. Zawsze... Odkręciła kurek z gorącą wodą.
Kiedy ciepły strumień spłynął na jej ciało, powoli i ostrożnie zaczęła zdejmować z siebie zakrwawione odzienie, odrzucając je w kąt łazienki. Brudna i zaprawiona krwią woda spływała do wylotu kratki ściekowej, tworząc dziwne wzory strachu i przerażenia na białych kafelkach. Długo przyglądała się im w milczeniu, pustym i odległym wzrokiem. Nie potrafiła płakać. Nawet gdyby chciała, nie potrafiła. Już nie. I ta świadomość poruszyła ją bardziej, niż mogła przypuszczać. Szum i para po chwili wypełniły kabinę prysznicową, otaczając wampirzycę gorącą mgłą i zmywając resztki makabrycznych wspomnień. Mimo to nawet gorąca woda nie potrafiła jej rozgrzać...
Wychodząc z łazienki, skierowała się do swojej sypialni. Zostawiając za sobą rozterki, skupiła się na bieżących sprawach.
Skoro Horacy i Darshan są u Księcia, powinni wkrótce wrócić. Minęło sporo czasu. A pozostali?.. Hmmm Ciekawe jak wypadło spotkanie z Lucjanem i kiedy go dostarczą. Mam nadzieję, że ojczulek nie wywinie kolejnego numery z tym złodziejaszkiem. Choć przyznaję, użyteczny był, jeśli rzeczywiście odzyskał bęben. - uśmiechnęła się na myśl, co mógł zaoferować swoim ciałem, gdy wbijałaby w nie...
- Pani? - pytanie Lucasa sprowadziło ją do rzeczywistości. Stojąc w korytarzu, oświetlonego skąpo dobiegającym lśnieniem z kuchni wydawał się jej tak stary i kruchy.
- Zaraz do was przyjdę. - Powiedziała spokojnie, jak mówi się do starego przyjaciela. - Pozwól mi się najpierw ubrać, Lucas. Nie chciałabym doprowadzać cię do konsternacji widokiem krwiaków na tym ciele. Zanim wróci reszta koterii, chce wiedzieć co dzieje się w mieście. Telefony i elektronika wariują i coś się stało, to pewne. Sprawdźcie z Cleo sieć. Może w telewizji coś pokazują. Hmmm... i przygotuj samochód. Na wszelki wypadek.
Ruszyła szybkim i energicznym krokiem przez korytarz, zostawiając na nim mokre ślady stóp.
Ostatnio zmieniony 22 października 2015, 19:27 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40