PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 10 października 2015, 20:37

Charleston WV Koncert Anarchistów. Przed Elizjum: Nyctofilia. 10.08.1993 Długa Noc

- Przyjąłem - wyszczerzył zęby Morderca. - Wykonam.

Rozejrzał się szybko po okolicy, ustalając położenie grupy i notując w pamięci układ terenu:

- Mashy*. Stańcie z tamtej strony, dalej od tłumu i poczekajcie na mnie - powiedział cicho, wskazując bramę przy jednym z budynków. - Kiedy muzyk zginie, zapanuje chaos. On będzie martwy w czasie trzech minut. Będę musiał napić się później, by zachować efektywność. Za sześć minut będę przy was. Jeśli nie, nie czekajcie.

Przerwał na chwilę i zawahał się, próbując zdecydować komu powinien przekazać bęben: wariatowi, złodziejowi czy typowi, którego serdecznie nie znosił? Wyjątkowo żadna z kart, które tym razem los wyrzucił na stół, nie podobała mu się specjalnie. Wszystkie wydawały się trefne. W końcu jednak wybrał Horacego, uznając, że posiadanie Potencji przemawia w tym momencie na jego korzyść. Zresztą osobiste animozje nie miały teraz znaczenia i mogły poczekać...

- Min faDlik** - powiedział, zdejmując z ramienia okrągłą torbę z czymś płaskim i lekkim. - To bęben Lupinów. Przypilnujcie go. Saakunu fi l baiyt baada qalel.***

Po czym, zanim Horacy zdążył cokolwiek odpowiedzieć, sylwetka Mordercy rozwiała się, zlewając się z nocą. Zabójczy cień opadł na ziemię i śmignął w stronę budynków po drugiej stronie ulicy. Poruszał się zakosami, korzystając z osłony otoczenia i omijając snopy światła padające z reflektorów. W tej formie jawiły mu się one jako palące smugi przeraźliwej bieli, wgryzające się bez litości w ciało Ciemności. Wspiął się po ścianie, na dach kamienicy, która wedle jego oceny gwarantowała dobre stanowisko strzeleckie. Zacieniona przez wznoszący się obok, wyższy budynek i rosnący obok szpaler topoli, zapewniała znakomity widok i mnóstwo miejsc, w których strzelec mógł się ukryć.

Przyjmując na powrót formę z kości, mięsa i krwi przyklęknął na dachu, zdejmując plecak. Jego ręce odnalazły chłodne metalowe elementy, właściwie bez udziału umysłu. Dotknęły ich, rozpoznały i zaczęły łączyć, tworząc śmiercionośną sylwetkę SWD Dragunowa. Morderca w tym czasie rozglądał się, ustalając najlepsze miejsce do strzału. W końcu wybrał, przesunął broń i położył się płasko na brzuchu, spoglądając przez lunetę karabinu. Jak zwykle chłodny dotyk metalu i zapach oliwy uspokajał go, wprowadzając w niemal mistyczny stan wyostrzenia świadomości. Było to zarazem tak, jakby był tutaj i jednocześnie, jakby obserwował wszystko z jakiegoś oddalonego miejsca. Słyszał wrzask podnieconego tłumu, lecz jakby z oddali, jakby zza jakiejś szyby. Być może tafli lustra...Wciąż na tyle transparentnej jednak, iż nie przeszkadzała mu jednocześnie rozróżniać pojedynczych głosów i smakować emocji, składających się na tą symfonię zniszczenia. Teraz, oddalony od sceny o kilkaset metrów, mógł obserwować ofiarę. Jej ostatnie ruchy i słowa, zdające się płynąc powoli w nocnym powietrzu:
[center]I'm willing to die...[/center]
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem... - szepnął Morderca. I nacisnął spust.

Śmiertelna Cisza pożarła odgłos wystrzału.
[center]Obrazek[/center]
Kula weszła dokładnie w gładziznę kości czołowej muzyka. Energia wystrzału rozerwała strukturę czaszki, rozsiewając jej fragmenty po całej scenie. Wokalista osunął się na ziemię. Jego szyja zakończona była krwawym ochłapem mięsa, z którego wystawały sine strzępy arterii. Na scenie nagle zapadła cisza. A później Morderca usłyszał pierwszy krzyk zgrozy i przerażenia. I uśmiechnął się w ciemności...
Palę 2 PK na przemianę w Cień. Na dachu 1 PK na Śmiertelną Ciszę. Kolejne 2 PK na przemianę w Cień. Poluję w budynku. Spijam 5 PK. Jeśli zdążę, z dwóch ofiar. Jeśli nie, to z jednej (wtedy podcinam jej też żyły, żeby nie było, że krew sobie poszła gdzieś...). Zmieniam się w cień ponownie (-2 PK) i wracam do reszty koterii.(
* arab. OK
** arab. Proszę.
*** arab. Będę za chwilę.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 11 października 2015, 15:42

Charleston WV Koncert Anarchistów. Przed Elizjum: Nyctofilia. 10.08.1993 Długa Noc

Gdy utwór się skończył, muzyka przycichła o ponad połowę, przechodząc w podkład dla wokalisty, który otrzymał całą moc głośników.

Podkład:[center]https://www.youtube.com/watch?v=3L_isSGyVqU[/center]

[center]You take a mortal man
And put him in control
Watch him become a god
Watch people's heads a'roll
A'roll, a' roll

Just like the Pied Piper
Led rats through the streets
We dance like marionettes
Swaying to the symphony
Of destruction

Acting like a robot
Its metal brain corrodes
You try to take its pulse
Before the head explodes
Explodes, explodes

Just like the Pied Piper
Led rats through the streets
We dance like marionettes
Swaying to the symphony

Just like the Pied Piper
Led rats through the streets
We dance like marionettes
Swaying to the symphony
Swaying to the symphony
Of destruction

The earth starts to rumble
World powers fall
A'warring for the heavens
A peaceful man stands tall
Tall, tall

Just like the Pied Piper
Led rats through the streets
We dance like marionettes
Swaying to the symphony

Just like the Pied Piper
Led rats through the streets
We dance like marionettes
Swaying to the symphony
Swaying to the symphony
Of destruction
[/center]

Iskra odezwał się do opętanego mocą Prezencji tłumu:

- Nie jesteście sami, bo jestem z wami! Razem stanowimy jedność! Nikt nie może nas powstrzymać! Fuck the system! Teraz możemy zmienić świat! Hej, ludziska! Dajmy nauczkę jednemu z tych dupków, co sądzą że są nie do ruszenia! Milioner, Garibald Lshandt nie pozwolił na nasz koncert w Nyctofilii. Jebać go! Tu mam twoją decyzję, cioto! - Brujah wzniósł środkowy palec i skierował go w kierunku głównego wejścia do Elizjum.

W tym momencie przez tłum przeszła fala wrzasków, okrzyków i oklasków. Horacy, Terry i Darshan wyraźnie widzieli do czego zmierza cała sytuacja. Żaden z nich nie znał mocy Prezencji i nie był w stanie nic zrobić. Czekali z niecierpliwością, aż Namtar wykona swoje zadanie. Brujah kontynuował:

- Przenosimy imprezę do lokalu! Hej, podobno mają tam darmowy alkohol! Za mną... - nie dokończył jednak., gdyż w tym momencie padł martwy, od śmiertelnego strzału snajpera. Z ręki muzyka wypadł splamiony krwią mikrofon.

Ludzie przed sceną zaczęli krzyczeć. Przez pierwsze sekundy wydawało się, że tłum wpadnie w panikę. Strach jednak został zdominowany przez działającą dalej siłę Prezencji. Muzyka włączyła się na powrót, pisk sprzężonego mikrofonu umilkł. I nagle w głośnikach pojawiło się kilka trzasków. A potemz kolumn wydobył się głos:

- Śmierć za śmierć! Rozpierdolcie Nyctofilię! Rozpierdolcie majątek Edgewood'ów! To oni kazali zabić Iskrę! Śmierć za Śmierć! To nie jest koncert, to wojna!

Tłum jak za dotknięciem magicznej różdżki ruszył w stronę nocnego klubu. Kilka osób biegło, wyprzedzając inne. Wkrótce niektóre zaczęły pokonywać ogrodzenie za którym był kompleks należący do szanowanego Toreadora. Nigdzie nie było widać żadnych członków Camarilli. Policja także gdzieś się ulotniła. Fala gniewu i nienawiści spowodowana śmiercią muzyka, przetaczała się przez tłum, niosąc chaos. W niecałą minutę na ulicy przed Elizjum rozpętało się istne piekło. Butelki i kamienie wzbijały się w powietrze salwami niszcząc budynek klubu. Wszystkie szyby w okolicy zostały rozbite, płonęły drogie samochody.

Assamita dołączył właśnie do pozostałych członków koterii. Spokrewnieni z niedowierzaniem gapili się na chaos i zniszczenie jakie wywołał wściekły motłoch. Horacy patrzył jak w jego ukochanym mieście rozpoczęła się wojna z Anarchistami.
Emocje Horacego i Terrego:
Uwzględnijcie w swoich postach emocje. Ekscytuje was to co się dzieje. Nie kontrolujecie swoich odczuć, ale jesteście świadomi swoich działań. Bez sukcesów w poprzednim teście już byście lecieli z tłumem. Logicznie wiecie, że rozwałka nie ma sensu, ale odczuwacie radość i uśmiech jakoś sam pojawia się na waszej twarzy.
W technicznym rozdałem PD. Mam nadzieję, że się cieszycie.
Ostatnio zmieniony 11 października 2015, 23:47 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 13 października 2015, 16:39

Charleston WV Koncert Anarchistów. Przed Elizjum: Nyctofilia. 10.08.1993 Długa Noc

- I od razu muzyka się poprawiła... - wyszczerzył zęby Morderca wychodząc z cieni. Panujący dookoła chaos wydawał się nie robić na nim większego wrażenia. Wojna była wszystkim, co znał. Całym jego światem, w którym miał swoje miejsce i który rozumiał. Pokój zawsze wprowadzał go w stan pewnej konsternacji, gdy zastanawiał się co powinien powiedzieć czy zrobić. I właściwie zawsze ta błyskotliwa myśl czy cięta riposta umykały mu gdzieś, pozostawiając go na mieliźnie jeśli idzie o relacje społeczne. Wojna nie robiła mu takich numerów i miała proste zasady: przetrwaj. I nie daj żyć innym.

- Psy, co sterują tłumem, są za sceną - uśmiechnął się i przekrzywił lekko głowę. - Decydujcie, co chcecie z tym uczynić. Jako wasz ochroniarz odradzałbym bezpośredni atak na ludzi. Jest ich sporo, a ja nie mam przy sobie broni automatycznej - w ostatnim zdaniu zabrzmiała nieśmiało, lecz niewątpliwie szczerze, nuta cichego żalu.
Jak zwykle z uwagi na swoje niedostosowanie społeczne, Assamita przeżywa emocje trochę nieodpowiednio do sytuacji i czuje się całkiem rozluźniony wśród tego chaosu. Nie traci jednak czujności i dba o bezpieczeństwo koterii.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19