Rzucam na siebie Lodową Aurę. Stoję tam, gdzie stałem. Z daleka będę ciskał Pociskiem, a z bliska używał Ranienia.
PBF: DrecarE - Cienie na Śniegu
-
zapalki_chaosu
- Reactions:
- Posty: 167
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57
- Dobry wieczór, my do spiżarni! - wrzasnął Olaf i napinając łuk z nałożoną magiczną strzałą przygotował się do oddania strzału w cokolwiek, co się wychyli zza drzwi. - Wyjdźcie z podniesionymi rękami, to nic wam się nie stanie! - dodał po chwili, oczekując na rozwój wydarzeń.
Strzelam do tego, co się wychyli przez drzwi. Od razu!
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
[center]Ersor, 14 mroliść (vajni), 360 rok Ery Silniri.[/center]
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=74MXxSrJapE[/center]
Kiedy po latach, wracali czasami myślą do tej pierwszej, prawdziwej walki, zdawali sobie sprawę zawsze z tego, że wszystko stało się tak szybko. Wtedy bazowali bardziej na instynkcie, niż wyszkoleniu czy umiejętnościach. Nie mieli czasu zastanawiać się, reagowali naturalnie. I może dlatego to ta pierwsza walka tak naprawdę pokazała im, że mogą na sobie polegać...
[center]***[/center]
Vidgar podbiegł do drzwi chałupy i stanął przy nich z obnażonym mieczem i tarczą, gotową do odparcia ataku. Olaf naciągnął strzałę, słysząc jak Alfr inkantuje śpiewnie niezrozumiałe słowa. Wkrótce postać Maga otoczyła błękitna, lśniąca poświata w kolorze lodu. Tańczący warknął i wysunął się naprzód, podczas gdy Norlaug w pośpiechu zmieniała broń, dobywając toporka do rzucania. I wtedy się zaczęło...
[center]
[/center]
Drzwi eksplodowały nagle wraz z fragmentem framugi, roztrzaskane przez potężną bestię, o ciemnym futrze i gorejących gniewem oczach. Jednocześnie okiennice chałupy wyleciały z zawiasów i bohaterowie ujrzeli przyczajonych w oknie rudowłosą kobietę i kobolda. Pokurcz opierał o parapet potężną i ciężką kuszę...
Ani Tańczący, ani Vidgar nie mieli jednak czasu przyjrzeć się temu. Zanim drzazgi opadły na ziemię Wylkołek biegł już, szarżując w kierunku drzwi. Niedźwiedź ryknął i chciał ruszyć przed siebie, przeszkodził mu w tym jednak młody Einherjer, który zagrodził mu drogę, osłaniając się tarczą. Drewno jęknęło pod naporem potężnego cielska, siła uderzenia sprawiła, że wojownik cofnął się kilka kroków. Nie wiedział, czy ta krucha ściana z dębu ochroni go przed ciosem bestii, a jednak run widniejący na tarczy objawił swą magię i choć Vidgar nie mógł w to uwierzyć, tarcza wytrzymała cios.
Kobold złożył się do strzału celując w biegnącego Wylkołka. Ciężki bełt świsnął w powietrzu, wbijając się w łopatkę czworonoga. Tańczący warknął jednak tylko. Klątwa, która odmieniła jego postać chroniła go także przed takimi ranami. Potrzeba było magii by zranić Wylkołka. Jego bystre oczy dojrzały postać, wyłaniającą się za Niedźwiedzia. Był to szczupły mężczyzna z krótkim mieczem w dłoni. Jego ciało otaczała zielonkawa aura, w której Tańczący natychmiast rozpoznał moc żywiołu ziemi. Przyśpieszył i obnażył zęby, przemykając pod ciężką łapą włochatej bestii, która próbowała złamać mu kark. Mężczyzna widząc atakującego Wylkołka krzyknął i odskoczył gwałtownie. Miecz w jego ręku rozjarzył się nagle, zmieniając się w tryskający iskrami gejzer mocy.
- To nie są ludzie Jarla - zawołał w powszechnym - To jakieś młokosy!
- Dobrze! - odwrzasnęła mu ruda - kundle! Żywcem nas nie wezmą! Celuj w maga, Kavir!
Kobold chciał najwyraźniej posłuchać tej porady, jednak nim zdołał wykonać choćby jeden ruch, Olaf wycelował w niego. Początkowo chciał trafić niedźwiedzia, a jednak niemagiczna strzała niewiele zdziałałaby przeciwko zmiennokształtnemu. Poza tym kusza w ręku pokurcza pomogła mu podjąć decyzję. Wiedział, że strzał będzie trudny. Nad parapetem widoczna była tylko część ciała kobolda. Wierzył jednak w swe szczęście. Zwolnił cięciwę, czując, jak jego łuk śpiewa pieśń śmierci. Strzała z cichym gwizdem przeszyła powietrze, trafiając Kavira prosto między oczy. Brzydal upadł i nie pojawił się więcej.
Norlaug cisnęła ze złością toporkiem celując w rudą, lecz tamta odskoczyła płynnie kryjąc się w cieniach wypełniających chatę. Broń czarownicy odłupała jedynie fragment ościeżnicy i upadła na ziemię. Cienie nie mogły jednak skryć kobiety przed wzrokiem Alfra. Kyariel podniósł dłoń i wypowiedział słowa mocy, a Ogień posłusznie przepłynął wzdłuż jego palców i utworzył pocisk, który pomknął w stronę niewiasty i uderzył ją w pierś. Zaklęła wrzaskliwie i sięgnęła po oszczep, spoglądając z nienawiścią na maga. Broń świsnęła w powietrzu. Adept jednak odskoczył w porę i oszczep wbił się w ścianę za jego plecami. Kyariel poczuł jak przechodzi go dreszcz. Całe ostrze broni zagłębione było bowiem w drewnie...
Olaf nie pozwolił jednak, by ruda powtórzyła swój wyczyn. Posłał kolejną strzałę w stronę okna, korzystając z tego, iż kobieta wychyliła się z cieni. Śmierć znów odnalazła swą ofiarę. Strzała wbiła się w krtań niewiasty. Z ust rudej bluznęła krew, później upadła a ściana chaty litościwie skryła jej ostatnie chwile.
Tańczący ponownie rzucił się do przodu, warcząc i tocząc pianę z pyska. Jego kły sięgały ku szyi mężczyzny z mieczem, lecz otaczająca czarownika aura spowolniła i zatrzymała siłę ataku, odrzucając Wylkołka. Sapnął sfrustrowany czując, że jedynie musnął zbroję wroga. Tamten jednak nie pozwolił mu czekać na swój ruch i uderzył elektrycznym mieczem w grzbiet Wilczarza. Tym razem klątwa mienaictwa nie powstrzymała siły ciosu i Wylkołek skamląc osunął się na ziemię, czując jak pochłania go ciemność.
Norlaug krzyknęła z wściekłości widząc jak Tańczący pada na ziemię, podbiegłą kilka kroków, nadal jednak trzymając się poza zasięgiem walczących i cisnęła toporkiem w znienawidzoną postać z magicznym mieczem. Broń przemknęła tamtemu nad głową. Mężczyzna tylko zaśmiał się i przekroczył leżące na ziemi ciało, zbliżając się do Vidgara.
Młody Wojownik odparł właśnie kolejny cios bestii, po czym uderzył sam, zagłębiając miecz w boku niedźwiedzia. Stwór ryknął, a jego krew, gęsta, parująca czarna splamiła śnieg. Vidgar wyszczerzył zęby czując, jak moc ukochanej Bogini wypełnia jego ducha i prowadzi ostrze jego broni.
Mag spojrzał na wyłaniającą się z zniszczonego wejścia postać. Jeden rzut oka pozwolił mu rozpoznać żywioł, który ochraniał tamtego. Uśmiechnął się. Ziemia, nie zapewniała osłony przed Ogniem... Kolejny magiczny pocisk rozświetlił ciemność nocy, mknąc ku tajemniczemu mężczyźnie. Przeniknął przez sferę zielonej energii i uderzył go w ramię, buchając iskrami. Mężczyzna zaklął w jakimś nieznanym języku i wykonał krok w bok, aby skryć się za walczącymi.
Olaf ponownie naciągnął łuk. Wypuszczając strzałę mierzył w szczupłą postać otuloną szmaragdowym światłem. Pocisk jednak przemknął obok czarownika, nie czyniąc mu najmniejszej krzywdy. Zwiadowca zaklął cicho. Najwyraźniej szczęście nie sprzyjało mu tym razem.
Przeklęty cudzoziemiec na oczach Olafa skoczył w stronę jego kuzyna, który odpierał właśnie cios ciężkiej, pazurzastej łapy, wznosząc tarczę, i ciął mieczem w jego bok. Pod wpływem niespodziewanego ciosu Vidgar zachwiał się, a jego broń chybiła celu.
Norlaug krzyknęła krótko, widząc, w jakim kierunku toczy się walka. Teraz obaj przeciwnicy otaczali Vidgara z dwóch stron, tak, iż nie mógł się bronić skutecznie. Cisnęła ponownie toporkiem, lecz i tam razem broń chybiła celu. Nie chybił celu jednak płomienny pocisk, który trafił wrogiego czarownika w bok. Kyariel z satysfakcją obserwował, jak płomienie ogarniają człowieka i posyłają go na kolana.
Olaf przycelował w leżącą postać. Nie ufał czarownikom i wiedział, że ich magia może ocalić im życie. Postanowił nie sprawdzać, czy będzie tak tym razem. Strzała wystrzelona z jego łuku przybiła kulącą się postać do śniegu. Zielona aura, otaczająca mężczyznę zgasła.
Czarownica w desperacji sięgnęła do pasa, zagłębiając dłoń w woreczku z pyłem z konwalii. I choć wiedziała, że takie działanie jest szaleństwem, podbiegła do niedźwiedzia, ciskając mu w oczy trującym proszkiem. Bestia zaryczała i szarpnęła łbem, po czym poczęła miotać się bezładnie, próbując dosięgnąć Vidgara. Młody Wojownik był jednak zwinniejszy, doskoczył do jej boku wbijając miecz w potężne cielsko. Ostrze weszło głęboko w ciało i zwierz ryknął w agonii. Litościwie jednak dobił go kolejny pocisk, ciśnięty przez Alfra. Niedźwiedź, brocząc ciemną posoką i roztaczając woń spalonego futra padł na ziemię, zmieniając się w rosłego wojownika Nardlens. Na jego czole widniał wypalony znak. Symbol banity.
[center]
[/center]
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=74MXxSrJapE[/center]
Kiedy po latach, wracali czasami myślą do tej pierwszej, prawdziwej walki, zdawali sobie sprawę zawsze z tego, że wszystko stało się tak szybko. Wtedy bazowali bardziej na instynkcie, niż wyszkoleniu czy umiejętnościach. Nie mieli czasu zastanawiać się, reagowali naturalnie. I może dlatego to ta pierwsza walka tak naprawdę pokazała im, że mogą na sobie polegać...
[center]***[/center]
Vidgar podbiegł do drzwi chałupy i stanął przy nich z obnażonym mieczem i tarczą, gotową do odparcia ataku. Olaf naciągnął strzałę, słysząc jak Alfr inkantuje śpiewnie niezrozumiałe słowa. Wkrótce postać Maga otoczyła błękitna, lśniąca poświata w kolorze lodu. Tańczący warknął i wysunął się naprzód, podczas gdy Norlaug w pośpiechu zmieniała broń, dobywając toporka do rzucania. I wtedy się zaczęło...
[center]
[/center]Drzwi eksplodowały nagle wraz z fragmentem framugi, roztrzaskane przez potężną bestię, o ciemnym futrze i gorejących gniewem oczach. Jednocześnie okiennice chałupy wyleciały z zawiasów i bohaterowie ujrzeli przyczajonych w oknie rudowłosą kobietę i kobolda. Pokurcz opierał o parapet potężną i ciężką kuszę...
Ani Tańczący, ani Vidgar nie mieli jednak czasu przyjrzeć się temu. Zanim drzazgi opadły na ziemię Wylkołek biegł już, szarżując w kierunku drzwi. Niedźwiedź ryknął i chciał ruszyć przed siebie, przeszkodził mu w tym jednak młody Einherjer, który zagrodził mu drogę, osłaniając się tarczą. Drewno jęknęło pod naporem potężnego cielska, siła uderzenia sprawiła, że wojownik cofnął się kilka kroków. Nie wiedział, czy ta krucha ściana z dębu ochroni go przed ciosem bestii, a jednak run widniejący na tarczy objawił swą magię i choć Vidgar nie mógł w to uwierzyć, tarcza wytrzymała cios.
Kobold złożył się do strzału celując w biegnącego Wylkołka. Ciężki bełt świsnął w powietrzu, wbijając się w łopatkę czworonoga. Tańczący warknął jednak tylko. Klątwa, która odmieniła jego postać chroniła go także przed takimi ranami. Potrzeba było magii by zranić Wylkołka. Jego bystre oczy dojrzały postać, wyłaniającą się za Niedźwiedzia. Był to szczupły mężczyzna z krótkim mieczem w dłoni. Jego ciało otaczała zielonkawa aura, w której Tańczący natychmiast rozpoznał moc żywiołu ziemi. Przyśpieszył i obnażył zęby, przemykając pod ciężką łapą włochatej bestii, która próbowała złamać mu kark. Mężczyzna widząc atakującego Wylkołka krzyknął i odskoczył gwałtownie. Miecz w jego ręku rozjarzył się nagle, zmieniając się w tryskający iskrami gejzer mocy.
- To nie są ludzie Jarla - zawołał w powszechnym - To jakieś młokosy!
- Dobrze! - odwrzasnęła mu ruda - kundle! Żywcem nas nie wezmą! Celuj w maga, Kavir!
Kobold chciał najwyraźniej posłuchać tej porady, jednak nim zdołał wykonać choćby jeden ruch, Olaf wycelował w niego. Początkowo chciał trafić niedźwiedzia, a jednak niemagiczna strzała niewiele zdziałałaby przeciwko zmiennokształtnemu. Poza tym kusza w ręku pokurcza pomogła mu podjąć decyzję. Wiedział, że strzał będzie trudny. Nad parapetem widoczna była tylko część ciała kobolda. Wierzył jednak w swe szczęście. Zwolnił cięciwę, czując, jak jego łuk śpiewa pieśń śmierci. Strzała z cichym gwizdem przeszyła powietrze, trafiając Kavira prosto między oczy. Brzydal upadł i nie pojawił się więcej.
Norlaug cisnęła ze złością toporkiem celując w rudą, lecz tamta odskoczyła płynnie kryjąc się w cieniach wypełniających chatę. Broń czarownicy odłupała jedynie fragment ościeżnicy i upadła na ziemię. Cienie nie mogły jednak skryć kobiety przed wzrokiem Alfra. Kyariel podniósł dłoń i wypowiedział słowa mocy, a Ogień posłusznie przepłynął wzdłuż jego palców i utworzył pocisk, który pomknął w stronę niewiasty i uderzył ją w pierś. Zaklęła wrzaskliwie i sięgnęła po oszczep, spoglądając z nienawiścią na maga. Broń świsnęła w powietrzu. Adept jednak odskoczył w porę i oszczep wbił się w ścianę za jego plecami. Kyariel poczuł jak przechodzi go dreszcz. Całe ostrze broni zagłębione było bowiem w drewnie...
Olaf nie pozwolił jednak, by ruda powtórzyła swój wyczyn. Posłał kolejną strzałę w stronę okna, korzystając z tego, iż kobieta wychyliła się z cieni. Śmierć znów odnalazła swą ofiarę. Strzała wbiła się w krtań niewiasty. Z ust rudej bluznęła krew, później upadła a ściana chaty litościwie skryła jej ostatnie chwile.
Tańczący ponownie rzucił się do przodu, warcząc i tocząc pianę z pyska. Jego kły sięgały ku szyi mężczyzny z mieczem, lecz otaczająca czarownika aura spowolniła i zatrzymała siłę ataku, odrzucając Wylkołka. Sapnął sfrustrowany czując, że jedynie musnął zbroję wroga. Tamten jednak nie pozwolił mu czekać na swój ruch i uderzył elektrycznym mieczem w grzbiet Wilczarza. Tym razem klątwa mienaictwa nie powstrzymała siły ciosu i Wylkołek skamląc osunął się na ziemię, czując jak pochłania go ciemność.
Norlaug krzyknęła z wściekłości widząc jak Tańczący pada na ziemię, podbiegłą kilka kroków, nadal jednak trzymając się poza zasięgiem walczących i cisnęła toporkiem w znienawidzoną postać z magicznym mieczem. Broń przemknęła tamtemu nad głową. Mężczyzna tylko zaśmiał się i przekroczył leżące na ziemi ciało, zbliżając się do Vidgara.
Młody Wojownik odparł właśnie kolejny cios bestii, po czym uderzył sam, zagłębiając miecz w boku niedźwiedzia. Stwór ryknął, a jego krew, gęsta, parująca czarna splamiła śnieg. Vidgar wyszczerzył zęby czując, jak moc ukochanej Bogini wypełnia jego ducha i prowadzi ostrze jego broni.
Mag spojrzał na wyłaniającą się z zniszczonego wejścia postać. Jeden rzut oka pozwolił mu rozpoznać żywioł, który ochraniał tamtego. Uśmiechnął się. Ziemia, nie zapewniała osłony przed Ogniem... Kolejny magiczny pocisk rozświetlił ciemność nocy, mknąc ku tajemniczemu mężczyźnie. Przeniknął przez sferę zielonej energii i uderzył go w ramię, buchając iskrami. Mężczyzna zaklął w jakimś nieznanym języku i wykonał krok w bok, aby skryć się za walczącymi.
Olaf ponownie naciągnął łuk. Wypuszczając strzałę mierzył w szczupłą postać otuloną szmaragdowym światłem. Pocisk jednak przemknął obok czarownika, nie czyniąc mu najmniejszej krzywdy. Zwiadowca zaklął cicho. Najwyraźniej szczęście nie sprzyjało mu tym razem.
Przeklęty cudzoziemiec na oczach Olafa skoczył w stronę jego kuzyna, który odpierał właśnie cios ciężkiej, pazurzastej łapy, wznosząc tarczę, i ciął mieczem w jego bok. Pod wpływem niespodziewanego ciosu Vidgar zachwiał się, a jego broń chybiła celu.
Norlaug krzyknęła krótko, widząc, w jakim kierunku toczy się walka. Teraz obaj przeciwnicy otaczali Vidgara z dwóch stron, tak, iż nie mógł się bronić skutecznie. Cisnęła ponownie toporkiem, lecz i tam razem broń chybiła celu. Nie chybił celu jednak płomienny pocisk, który trafił wrogiego czarownika w bok. Kyariel z satysfakcją obserwował, jak płomienie ogarniają człowieka i posyłają go na kolana.
Olaf przycelował w leżącą postać. Nie ufał czarownikom i wiedział, że ich magia może ocalić im życie. Postanowił nie sprawdzać, czy będzie tak tym razem. Strzała wystrzelona z jego łuku przybiła kulącą się postać do śniegu. Zielona aura, otaczająca mężczyznę zgasła.
Czarownica w desperacji sięgnęła do pasa, zagłębiając dłoń w woreczku z pyłem z konwalii. I choć wiedziała, że takie działanie jest szaleństwem, podbiegła do niedźwiedzia, ciskając mu w oczy trującym proszkiem. Bestia zaryczała i szarpnęła łbem, po czym poczęła miotać się bezładnie, próbując dosięgnąć Vidgara. Młody Wojownik był jednak zwinniejszy, doskoczył do jej boku wbijając miecz w potężne cielsko. Ostrze weszło głęboko w ciało i zwierz ryknął w agonii. Litościwie jednak dobił go kolejny pocisk, ciśnięty przez Alfra. Niedźwiedź, brocząc ciemną posoką i roztaczając woń spalonego futra padł na ziemię, zmieniając się w rosłego wojownika Nardlens. Na jego czole widniał wypalony znak. Symbol banity.
[center]
[/center]Spoiler!