Enkaiden, dystrykt portowy, 215.815.M41
Chociaż para agentów zrozumiała każde słowo wypowiedziane przez Septimusa, ani Medea ani Nathan nie zdążyli odpowiedzieć na wezwanie. Dyszący ciężko regulator skręcił z rozpędu w sąsiednią uliczkę, będącą w zasadzie niewielkich rozmiarów placykiem. Poruszający się truchtem mężczyzna niosący w ramionach młodą kobietę musiał stanowić w oczach wielu kuriozalny widok, a placyk w przeciwieństwie do wcześniejszej uliczki nie był opustoszały. Oczy kilkunastu przechodniów pobiegły szybko ku parze agentów, bez trudu rozpoznając w nich obcoświatowców.
Przybyszy z innego świata, a zatem osobników z natury podejrzanych o przeróżne dewiacje, mutacje i heretyckie uczynki.
Ewidentny pośpiech pary obcych może jeszcze od biedy dałby się jakoś uzasadnić, gdyby nie dwa alarmujące miejscowych fakty. Po pierwsze, niesiona w nieobyczajny sposób, a przez to na pewno rozwiązła kobieta broczyła plamiącą bruk krwią! Po drugie, w jednej dłoni trzymała coś, co mogło być wyłącznie bronią: czarnym laserowym pistoletem o dziwnej konstrukcji. Krwawiąca cudzoziemka z bronią wieściła poważne kłopoty, toteż po zaledwie kilku sekundach powietrze przeszyły pierwsze ostrzegawcze, wibrujące paniczną nutą okrzyki.
Nathan omiótł placyk spojrzeniem w mgnieniu oka, próbując naprędce zwolnić kroku, znaleźć w myślach racjonalne wyjaśnienie dla swych poczynań i uprosić boską opatrzność o wsparcie.
Bóg-Imperator po raz kolejny zajęty był czymś niezmiernie ważnym w innym zakątku wszechświata.
Dwaj rozmawiający z ulicznym handlarzem oficerowie Magistratum odwrócili się w stronę cudacznej pary otwierając ze zdumienia usta, ale mowa ich ciał podpowiadała Nathanowi, że wpajane funkcjonariuszom protokoły postępowania zaraz wezmą górę nad zwyczajnie ludzkim oszołomieniem.
...