- Z tobą niby mamy się wybrać? - rzucił ostrym tonem Olaf. - Z pierwszą mordą do picia, z pierwszą kuśką do chędożenia?! - Olaf grzmiał coraz głośniej, próbując przełamać swój strach wobec zjawy. Ojciec wiele razy powtarzał młodemu wilkowi, że tylko krzyk wściekłości może pokonać strach. Więc Olaf krzyczał niemal-że, trochę jednak piskliwym z niepewności głosem. - Tobie nawet kulawego psa bym nie oddał pod opiekę, co dopiero pomoc tak zacnemu i legendarnemu avatarowi! - wskazał palcem na ducha, samemu jednak na niego nie patrząc. Wolał nie ryzykować prania gaci.
Młodzik zbliżył się do Vidgara na odległość, z której czuć było nieświeży oddech obu kuzynów. Spojrzał mu głęboko w oczy, w których roześmiane ogniki aż tańczyly, lecz na twarzy był wściekły grymas. Pozwoliło to Olafowi choć na chwilę zapomnieć o zjawie niedaleko obok.
- Oczywiście, że z tobą pójdę! W końcu ktoś musi ratować twój kaprawy tyłek! - krzyknął z uśmiechem, szczerząc białe zęby i odwracając się do reszty. - To moja powinność, dbać o przodków, choćby nie wiem co! Może nigdy tego nie zrozumiecie, ale my - Wilki! - tutaj uderzył się w pierś - zawsze atakujemy stadem! Posilamy się w stadzie! Jestesmy stadem! - krzyczał, próbując nie patrzeć usilnie na zjawę, która powodowała u niego efekt podobny do moczopędnych ziółek - tym razem ziółek o zaostrzonym działaniu. Tylko siła woli powstrzymywała zwieracze Olafa, które czuły się niczym powalone przez bobry drzewo, tamujące pędzącą rzekę.
- Przekaż duchowi, że zajmiemy się jego sprawą, tylko niech nam powie, czy widział kto podkradł mu ten klucz... i niech znika, bo mnie ciarki przechodzą - powiedział już ciszej do kuzyna, klepiąc go w ramię.
PBF: DrecarE - Cienie na Śniegu
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
- Haurze Gromodzierżco, powiedźcie więc gdzie znajdziemy tego, który pragnie sprofanować miejsce spoczynku twojego i twych druhów, przeto wraz z moimi towarzyszami powstrzymamy grabieżców. Jeśli wiadomo wam też, któż to jest, mogłoby to nam pomóc w odzyskaniu samego klucza. Czy w samym grobowcu jest jakiś artefakt, o który mogłyby się pokusić plugawe sługi ciemności?
- Los przywiódł nas na tą ziemię również z innego powodu, a mianowicie poszukujemy grupy zaginionych mężów, naszych krewnych. Według wróżby kapłanki, przynajmniej jeden z nich znajduje się pomiędzy życiem, a śmiercią. Jest to wojownik z plemienia wilka, mianem Vestein. A z nim podróżował mój wuj, szaman Harald Kvedrson. Czy wiecie może coś o nich? Pomyślałam, że może ich zniknięcie ma coś wspólnego z tymi, którzy chcą się wedrzeć do waszego grobowca.
- Los przywiódł nas na tą ziemię również z innego powodu, a mianowicie poszukujemy grupy zaginionych mężów, naszych krewnych. Według wróżby kapłanki, przynajmniej jeden z nich znajduje się pomiędzy życiem, a śmiercią. Jest to wojownik z plemienia wilka, mianem Vestein. A z nim podróżował mój wuj, szaman Harald Kvedrson. Czy wiecie może coś o nich? Pomyślałam, że może ich zniknięcie ma coś wspólnego z tymi, którzy chcą się wedrzeć do waszego grobowca.
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Tańczący po czarnej spirali spuścił łeb powracając na swoje miejsce. Był wściekły na siebie, na nieudolność jaką się wykazał. I świadomość, że nigdy nie nastąpił by na tę przeklętą butelkę, gdyby nie była ukryta pod śniegiem, nijak mu nie pomagała. Za to na myśli cisnęła się inna, głosząca, że oto zawędrowali w rejony permanentnie śniegiem kryte i wcale nie miało być lżej.
Ze spuszczonym łbem więc obserwował całe zajście. A pojawienie się zjawy, sprawiło, że jeszcze gorzej to wszystko znosił.
Zjawa oznacza magię, a magia kłopoty.
Skulił się nieco, przygnieciony nadmiarem wrażeń. Nie bał się, przecież to nic strasznego. Ot, duch stary na starym kurhanie. Magia niby ale nic strasznego. Nie bał się. Tylko chociaż usilnie starał się przekonać o tym samego siebie, sierść nieprzerwanie jeżyła mu się na karku, a łapy nie wiedzieć czemu, same z siebie próbowały zawrócić go do wioski...
Dopiero kiedy podekscytowany Vidgar wykrzyczał radośnie dobre jego zdaniem nowiny, Tańczący zmusił się by podnieść łeb. Jednak widok Haurra Gordensangra i jego błyszczących ślepi, szybko sprawił, że mimowolnie opuścił go z powrotem.
- ...Powiedzcie więc proszę, czy weźmiecie udział w tym szlachetnym przedsięwzięciu, bo nie godzi się, żeby takiego bohatera w potrzebie zostawić! - wykrzyczał przejęty, jednak radosny w swym przejęciu Vidgar.
Wylkołek poczekał na swą kolej, po czym oznajmił swą gotowość swym warkliwym głosem.
- Tak. Nie godzi się. Pójdę.
Ze spuszczonym łbem więc obserwował całe zajście. A pojawienie się zjawy, sprawiło, że jeszcze gorzej to wszystko znosił.
Zjawa oznacza magię, a magia kłopoty.
Skulił się nieco, przygnieciony nadmiarem wrażeń. Nie bał się, przecież to nic strasznego. Ot, duch stary na starym kurhanie. Magia niby ale nic strasznego. Nie bał się. Tylko chociaż usilnie starał się przekonać o tym samego siebie, sierść nieprzerwanie jeżyła mu się na karku, a łapy nie wiedzieć czemu, same z siebie próbowały zawrócić go do wioski...
Dopiero kiedy podekscytowany Vidgar wykrzyczał radośnie dobre jego zdaniem nowiny, Tańczący zmusił się by podnieść łeb. Jednak widok Haurra Gordensangra i jego błyszczących ślepi, szybko sprawił, że mimowolnie opuścił go z powrotem.
- ...Powiedzcie więc proszę, czy weźmiecie udział w tym szlachetnym przedsięwzięciu, bo nie godzi się, żeby takiego bohatera w potrzebie zostawić! - wykrzyczał przejęty, jednak radosny w swym przejęciu Vidgar.
Wylkołek poczekał na swą kolej, po czym oznajmił swą gotowość swym warkliwym głosem.
- Tak. Nie godzi się. Pójdę.
Ostatnio zmieniony 30 września 2015, 13:19 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.
- I sar Haurr Gordensangr, son wa fynrl Erlan, etir Hanar, a sa wet ma Nerga...
Słowa ducha, nad którego realnością jeszcze przed chwilą się zastanawiał powracały ciągle echem w jego skołowanym umyśle. Słowa, które były zimne , odległe i jak nie z tego świata, niczym podmuch wiatru na pustkowiu pośród najciemniejszej nocy. Ich dźwięk przywodził na myśl odgłos gałęzi drzew klekoczących o siebie, albo przesypujących się suchych kości... o właśnie - głos ducha mroził go do kości i sprawiał, że nie mógł się poruszyć, chociaż wszystko w nim się rwało do ucieczki. Czuł się jak w koszmarnym śnie, z którego nie może się obudzić, ani w którym nie może nic zrobić. Litościwy umysł skupił się na wypowiedzi martwego wojownika, spychając jego widok do podświadomości, chroniąc się przed większym pomieszaniem.
Gdy otrząsnął się z pierwszego szoku stwierdził, że coś mówi mu miano Haurra. Ale niestety bardzo niewiele. Zaraz też głos w jego glowie skomentował z przekąsem jak zwykle: Chciałeś zobaczyć ducha, to masz. Więc o co ci chodzi?
Patrząc nie dalej niż na swoje stopy, wymamrotał coś co miało być potwierdzeniem, że zgadza się z innymi. Choć nie bardzo docierało do niego na co. Byleby się znaleźć gdzie indziej.
Słowa ducha, nad którego realnością jeszcze przed chwilą się zastanawiał powracały ciągle echem w jego skołowanym umyśle. Słowa, które były zimne , odległe i jak nie z tego świata, niczym podmuch wiatru na pustkowiu pośród najciemniejszej nocy. Ich dźwięk przywodził na myśl odgłos gałęzi drzew klekoczących o siebie, albo przesypujących się suchych kości... o właśnie - głos ducha mroził go do kości i sprawiał, że nie mógł się poruszyć, chociaż wszystko w nim się rwało do ucieczki. Czuł się jak w koszmarnym śnie, z którego nie może się obudzić, ani w którym nie może nic zrobić. Litościwy umysł skupił się na wypowiedzi martwego wojownika, spychając jego widok do podświadomości, chroniąc się przed większym pomieszaniem.
Gdy otrząsnął się z pierwszego szoku stwierdził, że coś mówi mu miano Haurra. Ale niestety bardzo niewiele. Zaraz też głos w jego glowie skomentował z przekąsem jak zwykle: Chciałeś zobaczyć ducha, to masz. Więc o co ci chodzi?
Patrząc nie dalej niż na swoje stopy, wymamrotał coś co miało być potwierdzeniem, że zgadza się z innymi. Choć nie bardzo docierało do niego na co. Byleby się znaleźć gdzie indziej.
-
zapalki_chaosu
- Reactions:
- Posty: 167
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57
- "Z tobą niby mamy się wybrać?"
Vidgar zmarszczył brwi zmieszany nieco a kiedy kuzyn kontynuował zaczął się złościć i już nawet szedł w jego stronę, z determinacją patrząc mu w oczy, tuż powyżej celu w który miał zamiar po męsku przyłożyć z bańki. Coś w wymowie i artykulacji Olafa kazało mu się jednak zatrzymać. Ryczał jak... jak... Vidgar nie umiał znaleźć odpowiedniego porównania, wszystko co przychodziło mu do głowy byłoby nie dość głośne. Może raczej powinno się powiedzieć, że coś wyjątkowo głośnego ryczało jak Olaf maskujący swój strach. Młody Nardlens znał tą cechę swojego kuzyna, chociaż musiał przyznać, że minęło wiele lat od ostatniego takiego zdarzenia. Słyszeli go pewnie w karczmie, która była przecież kawał drogi stąd.
- "Oczywiście, że z tobą pójdę!"
Acha, więc była jedna z tych sytuacji, kiedy to Olaf Elokwentny wykorzystuje okazję, żeby sprowokować i zadrwić ze swojego kuzyna. Postanowił puścić mu to płazem, jako że nie chciał się przed duchem wydurniać. Poza tym jestem dorosły, jego gówniarskie zaczepki nie powinny robić na mnie wrażenia - pomyślał zadowolony ze swojej pomysłowości i odpowiedział Olafowi złośliwym i szerokim wyszczerzeniem zębów oraz przyjacielskim łupnięciem (z całej siły) w ramię.
- Wiedziałem, że możemy na Ciebie liczyć o bystrooki i nieustraszony bardzie grający na cięciwie łuku i o głosie donioślejszym niż ryk rodzącej Khas!
Wypowiedź Norlaug wprawiła go w pewne zakłopotanie. To przecież był wojownik na litość bogów! Czemu ta niewiasta się wtrąca w rozmowę między mężczyznami?! Złość Vidgara wzbudziła jej impertynencja - jak ona śmiała mówić w imieniu innych? Każdy przecież był dorosły i mógł mówić za siebie a niektórzy jeszcze nie wyrazili zgody na wyprawę - oczywiście nie do pomyślenia było, że mogliby odmówić, ale żeby mówić za kogoś? To było nie w porządku. Gdyby ktoś tak chciał wyręczyć Vidgara w obliczu wielkiego bohatera, poczułby że godzi to w jego honor - w jego głowie znów pojawiły się myśli o rozwiązaniu sprawy szybkim ciosem z bańki - odegnał je szybko, jako że nie godzi się traktować w ten sposób przybłę... czarownicy - poprawił się szybko. Poza tym jak ona śmiała pytać o to o co on już pytał? I czemu na litość wypytuje o artefakty? To sprawa samego Haurra na litość! A może jędz... czarownica chciała na nich położyć swoje pazurzaste... dłonie? Oby duch tak nie pomyślał bo jeszcze gotów i prześwięcić swoim toporem i przegnać na cztery strony....
"Los przywiódł nas na tą ziemię również z innego powodu"
Czemu jej się znowu na pogaduchy zebrało! Jak oddamy klucz to wtedy można pytać. Teraz trza wziąć się do roboty, jako że pilna! Vidgarowi mowę odjęło.
Z apatii i bezradności wyrwały go zmamrotane odpowiedzi Tańczącego i Alfra. Spojrzał na nich skiną głową, jego wzrok na powrót się wyostrzył. Zwrócił się ponownie do ducha:
- Tak jak przypuszczałem czcigodny Haurrze Gromodzierżco, wszyscy wyrazili wolę pomocy w odzyskaniu klucza. Powiedz nam gdzie iść a udamy się tam! Odbierzemy klucz i złożymy gdzie wskażesz! A miejsca spoczynku potężnych artefaktów niech pozostaną tajemnicą tak długo jak zapragniesz i nie interesują one nas wcale! - tutaj spojrzał na Norlaug wzrokiem za jaki Orta Vitra mogli by skonfiskować jego oczy, za łamanie konwencji.
Vidgar zmarszczył brwi zmieszany nieco a kiedy kuzyn kontynuował zaczął się złościć i już nawet szedł w jego stronę, z determinacją patrząc mu w oczy, tuż powyżej celu w który miał zamiar po męsku przyłożyć z bańki. Coś w wymowie i artykulacji Olafa kazało mu się jednak zatrzymać. Ryczał jak... jak... Vidgar nie umiał znaleźć odpowiedniego porównania, wszystko co przychodziło mu do głowy byłoby nie dość głośne. Może raczej powinno się powiedzieć, że coś wyjątkowo głośnego ryczało jak Olaf maskujący swój strach. Młody Nardlens znał tą cechę swojego kuzyna, chociaż musiał przyznać, że minęło wiele lat od ostatniego takiego zdarzenia. Słyszeli go pewnie w karczmie, która była przecież kawał drogi stąd.
- "Oczywiście, że z tobą pójdę!"
Acha, więc była jedna z tych sytuacji, kiedy to Olaf Elokwentny wykorzystuje okazję, żeby sprowokować i zadrwić ze swojego kuzyna. Postanowił puścić mu to płazem, jako że nie chciał się przed duchem wydurniać. Poza tym jestem dorosły, jego gówniarskie zaczepki nie powinny robić na mnie wrażenia - pomyślał zadowolony ze swojej pomysłowości i odpowiedział Olafowi złośliwym i szerokim wyszczerzeniem zębów oraz przyjacielskim łupnięciem (z całej siły) w ramię.
- Wiedziałem, że możemy na Ciebie liczyć o bystrooki i nieustraszony bardzie grający na cięciwie łuku i o głosie donioślejszym niż ryk rodzącej Khas!
Wypowiedź Norlaug wprawiła go w pewne zakłopotanie. To przecież był wojownik na litość bogów! Czemu ta niewiasta się wtrąca w rozmowę między mężczyznami?! Złość Vidgara wzbudziła jej impertynencja - jak ona śmiała mówić w imieniu innych? Każdy przecież był dorosły i mógł mówić za siebie a niektórzy jeszcze nie wyrazili zgody na wyprawę - oczywiście nie do pomyślenia było, że mogliby odmówić, ale żeby mówić za kogoś? To było nie w porządku. Gdyby ktoś tak chciał wyręczyć Vidgara w obliczu wielkiego bohatera, poczułby że godzi to w jego honor - w jego głowie znów pojawiły się myśli o rozwiązaniu sprawy szybkim ciosem z bańki - odegnał je szybko, jako że nie godzi się traktować w ten sposób przybłę... czarownicy - poprawił się szybko. Poza tym jak ona śmiała pytać o to o co on już pytał? I czemu na litość wypytuje o artefakty? To sprawa samego Haurra na litość! A może jędz... czarownica chciała na nich położyć swoje pazurzaste... dłonie? Oby duch tak nie pomyślał bo jeszcze gotów i prześwięcić swoim toporem i przegnać na cztery strony....
"Los przywiódł nas na tą ziemię również z innego powodu"
Czemu jej się znowu na pogaduchy zebrało! Jak oddamy klucz to wtedy można pytać. Teraz trza wziąć się do roboty, jako że pilna! Vidgarowi mowę odjęło.
Z apatii i bezradności wyrwały go zmamrotane odpowiedzi Tańczącego i Alfra. Spojrzał na nich skiną głową, jego wzrok na powrót się wyostrzył. Zwrócił się ponownie do ducha:
- Tak jak przypuszczałem czcigodny Haurrze Gromodzierżco, wszyscy wyrazili wolę pomocy w odzyskaniu klucza. Powiedz nam gdzie iść a udamy się tam! Odbierzemy klucz i złożymy gdzie wskażesz! A miejsca spoczynku potężnych artefaktów niech pozostaną tajemnicą tak długo jak zapragniesz i nie interesują one nas wcale! - tutaj spojrzał na Norlaug wzrokiem za jaki Orta Vitra mogli by skonfiskować jego oczy, za łamanie konwencji.
Reakcja Vidgara na wypowiedź Norlaug jest mocno przesadzona ze względu na stres jaki odczuwa w tej chwili, normalnie nie zdenerwowałby się tak bardzo. Przesadę reakcji potęguje też fakt, że Norlaug trochę tyra Vidgara - jest wiedźmą związaną z Jezzą, która jest mroczna i generalnie wszystkich trochę niepokoi, no i kojarzy mu się z babcią.
Ostatnio zmieniony 30 września 2015, 17:21 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.