Po uwadze Davida zrobiło się na króciutką chwilę cicho w gabinecie. Pascal zamilkł zerkając na doktora. I David miał wrażenie, że całą uwaga Gayeta teraz skupiła się na nim. Jego dwaj towarzysze nagle przestali się dla doktora liczyć jakby w jedną chwilę zmierzył, zważył i dokładnie poznał ich charaktery by umieścić w jednej z szarych szufladek w swoim umyśle. Głos doktora był spokojny i tak samo jak twarz nie zdradzał żadnych emocji*.
- Cóż wygląda na to, że wypada wyjaśnić powód dla którego zabroniłem podpisywania Panu Pascalowi tego dokumentu. Termin wyznaczony w umowie był ambitny, żeby nie powiedzieć mało realny. Właściciel tego szpitala wyznaczył go nie mając wiedzy jak skomplikowane i czasochłonne jest przekazywanie pacjenta do innych placówek. O ile w miarę bez problemów udało mi się ta sztuka łagodniejszymi przypadkami wśród pacjentów o tyle nie łatwo było znaleźć miejsca dla tych najbardziej... trudnych. Jestem właśnie po kolejnej rozmowie ze szpitalem w Lyonie. Podtrzymują swoją wolę ich przyjęcia ale ze względu na obniżony skład personelu na święta, zrobią to dopiero za kilka dni. Przykro mi, że muszę Pana rozczarować ale do północy kiedy rozpoczną się święta zmarłych pozostało... - powiedział spoglądając na markowy zegarek na ręce - ...niecałe sześć godzin, więc szczerze wątpię czy uda nam się rozwiązać ten problem w całości przed upływem tego czasu. Czy grywa Pan w szachy, Panie Beltfort?
Spoiler!
[/center]