PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 05 września 2015, 16:47

Tak jak poprzednio Horacy przetłumaczył co rzekł Kret. Tłumaczył słowo w słowo a w jego głosie słychać było coraz większe zrezygnowanie.

- No dobra, przestańmy go już dręczyć bo nie mam siły już tego słuchać. - powiedział opierając się ciężko o swój sarkofag. - Co do ciebie Krecie to jeszcze twe winy nie są zmazane ale nie obawiaj się. Dostaniesz ode mnie szansę na odkupienie.

- Wielki Duchu strażniku sanktuarium, skoro twoja moc jest tak duża w tym miejscu, że potrafisz unieruchomić osobę to czy w twej mocy jest sprawić by żaden z tych dwóch nieszczęśników nie słyszał naszej rozmowy?

Po odpowiedzi zwrócił się do Ravnosa słowami:

- Dość szczegółowo powiedziałeś co potrafisz Mistyku. W swej wypowiedzi wspomniałeś coś o tych komputerowych skrzynkach. Mój syn nim zniknął szperał w tym pudełku. Stoi on w mym domu w piwnicy i myślę, że można tam podesłać jakiego sługę by przyniósł ów przedmiot wraz z komórką Otta doklejoną do niego. Chciałbym cię prosić o przysługę, byś odczytał z tego szmelcu co się na nim ostatnio wydarzyło. Lecz uprzedzam, że monitor jest uszkodzony więc obawiam się, że odczytanie czegokolwiek z tego całego.. - prychnął z pogardą - ...komputera, jest już w takim razie zaprzepaszczone na wieki.
Reszta wypowiedzi zależy od odpowiedzi ducha.
OD MG: Strażnik Sanktuarium spełni życzenie Horacego.
Ostatnio zmieniony 05 września 2015, 17:48 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 05 września 2015, 17:51

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium 10.08.1993 Przed świtem

- Jesteś pewien? - zapytał Assamita, przekrzywiając lekko głowę i przyglądając się trzymanemu Nosferatu. - Tak naprawdę nic mu jeszcze nie zrobiłem. Mogę dopiero zacząć. Podoba mi się smak jego cierpienia, a tutaj mamy dużo czasu... Jeśli chcesz, wyciszę jego wrzaski. Nic nie usłyszysz...

Szeroki uśmiech towarzyszący tej wypowiedzi, pozwalał przypuszczać, że Morderca ma wiele pomysłów na to, w jaki sposób spożytkować resztki tej nocy. Choć Nieumarli zebrani w Sanktuarium byli zadziwiająco zgodni co do tego, iż nie chcieliby widzieć ich realizacji.

- Tak, jestem pewien - odparł Horacy zdecydowanie. - poza tym on się może jeszcze przydać.

Namtar wypuścił Kreta z miną, która wyrażała pewność, iż jego talenty marnują się w tym towarzystwie. Pozwolił upaść ciału na podłogę, po czym odsunął się i przykucnął na sarkofagu. Metodycznie zaczął zlizywać ciemne smugi z dłoni. Mimo pozornego spokoju, wciąż obserwował obu unieruchomionych Niewiernych z napięciem z jakim wąż obserwuje mysz. Nie powiedział jednak nic więcej. Nie było potrzeby. Cała postawa Assamity była w tej sytuacji aż nadto wymowna.
Ostatnio zmieniony 05 września 2015, 18:10 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 05 września 2015, 18:08

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium 10.08.1993 Przed świtem

Victoria, stojąc do tej pory w milczeniu obserwowała poczynania Horacego i Namtara. Mogła doskonale zrozumieć napięcie i strach, kierujące Szczurem. Jego zachowanie aż nadto wskazywało na przywiązanie, jakim darzył swojego syna. I świadomość, że w obecnej sytuacji zrobi wszystko, by go ratować, nie wróżyła niczego dobrego. Jak do tej pory Horacy wykazywał się zdrowym rozsądkiem i nie działał pochopnie, jednak w obliczu zagrożenia nie była do końca pewna, czy jego emocje nie przeważą szali i czy nie zrobi niczego głupiego. Z drugiej strony, potrzeba okrucieństwa i zadawania bólu, która wręcz biła od Assamity wcale nie była lepsza. Kątem oka wyłowiła drapieżny uśmiech na twarzy Łowcy. Jedynie Terry wydawał się przejęty sytuacją. I spokojny na tyle, by zrobić to, co należało, w odpowiedni sposób.

Kiedy Lasombra spojrzała na łkającego Kreta, niewiele więcej mogła zrobić. Nie rozumiała, co mówił. Jego cierpienie było jego własnym i nie potrafiła mu pomóc.

- Chyba czas, by Darshan poznał szczegóły dotyczące zajść w Charlestone. A co do Kreta... Jeśli jest świadomy tego, co uczynił i będzie chciał odkupić swoje winy i wspomóc nas w działaniach, może liczyć na nasze wsparcie. Przekaż mu to proszę Horacy...

Kiedy skończyła, podeszła do Darshana. Dłuższą chwilę wpatrywała się w jego śniadą twarz i oczy, próbując wyczytać z nich cokolwiek. Hindus zdawał się być wyciszony i spokojny, a jego spojrzenie bystre i przenikliwe. Wampirzyca wyciągnęła rękę w geście powitania.

- Witam cię w imieniu całej koterii, Darshanie Vimal, w Sanktuarium domu Atrahasisa, Mędrca w Czerwieni. Jestem Victoria Evangeline z klanu Lasombra i z woli starca jestem liderem tej koterii. - Darshan odwzajemnił uścisk dłoni, kiedy jej melodyjny głos płynął w przestrzeni. - Na mocy testamentu starca cała posiadłość, w której przebywamy, jest naszym spadkiem, zatem możesz od tej chwili traktować ją jak swój dom. Na mocy Prawa Domeny stosowanej w Camarilli, Książę Democritus ustanowił to miejsce również moją Domeną. Nie sądzę, by wasz Klan przywiązywał wagę to tego typu spraw, niemniej jednak wiedza taka zawsze się przydaje.

Obserwowała chwilę jego reakcje, a początkowy spokój i dystans, który w nim wyczuwała, stopniowo zamieniał się w żywe zainteresowanie.

- Pozwól ze mną... - ruchem ręki wskazała kamienne sarkofagi i skierowała się w tamtą stronę, zajmując miejsce na swoim. Darshan podążył za nią. - Zanim zaczniemy planować kolejne działania, powinieneś wiedzieć co do tej pory udało nam się ustalić. Nie będzie tego wiele, choć mam nadzieję, że świeże spojrzenie na tę łamigłówkę wskaże coś, co być może przeoczyliśmy.

Kiedy oboje usadowili się wygodnie, Victoria zaczęła mówić...
Victoria przekazuje fakty, nazwiska, etc, Jest dokładna i podaje dużo szczegółów, pomijając jakiekolwiek osobiste wycieczki, czy emocjonalny stosunek do zdarzeń. Pilnuje tego, mając świadomość, że jej własny osąd i emocje mogą zaburzyć jasny przekaz informacji.


[center]***[/center]
Zmiana fabularna, czyszczenie pamięci Gavinowi zostaje przesunięte, kiedy już Ravnosi pogadają sobie. Przepraszam wszystkich za to niedopatrzenie, w szczególności zapałki.
Po streszczeniu krótkiej historii, Darshan i Gavin oddalili się od pozostałych, by mieć nieco więcej prywatności. Po skończonej rozmowie Hindus wrócił, a Voctoria zwróciła się do Terryego.

- Terry, czy mógłbyś mi pomóc? Dość już okrucieństwa jak na dzisiejszą noc, dlatego ciebie proszę, byś zajął się pamięcią Gavina... - Duchowny zbliżył się szybkim krokiem, zajmując miejsce u jej boku. Podeszli oboje do Złodzeja.

- Przykro mi Gavinie, że w ten sposób musimy się rozstać. - Na chwilę zamilkła, patrząc w oczy Gavina i szukając odpowiednich słów. - Chciałabym, byś teraz pozwolił Terryemu zabrać szczegółowe wspomnienia, które dotyczą bezpośrednio śledztwa. To ważne, dla naszego i twojego bezpieczeństwa. Chyba rozumiesz. Mam nadzieję, że zrozumienie własnych błędów cię wzmocni i odnajdziesz własną drogę.

- Voctorio pozwól, zajmę się nim... - głos Malkavianina wydawał się smutny i przytłoczony, jednak kiedy pomagał Ravnosowi podnieść się i przejść w bardziej ustronne miejsce, jego ruchy i postawa nabrały sprężystości i energii, jakby wstępowała w nie łaska Pana, dodając sił i wiary w to, co czynić będzie. Oddalili się, oddając w cichej rozmowie w ustronnym miejscu Sanktuarium.
Ostatnio zmieniony 06 września 2015, 17:44 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 05 września 2015, 18:38

- Dobrze wiec możemy porozmawiać swobodnie zatem. Po pierwsze możliwe, że to czego szukamy w związku z testamentem jest tym co zostało uwolnione z podziemi. Nie zdziwiłbym się gdyby cała ta krew powędrowała by uwolnić istotę zza kamiennej bramy. W tej sytuacji wydaje mi się, że mógłby być dobrym ruchem zaproszenie do sanktuarium kolejnego Nosferatu - Rustego. Myślę, że trzeba to zrobić niezwłocznie. Oczywiście możemy się łudzić, że Rusty ma nad tym kontrolę i wyłączając go na chwilę za pomocą kołka ją straci ale... po co nam wierzyć w takie bajania.

- Po drugie proszę Victorio byś wysłała kogoś by przywlókł komputer Otta. Nie jest to jedynie prywatna prośba. Uważam, że skoro przepadł bez śladu to może, na naszej szachowej planszy w która się wplątaliśmy mamy jeszcze jednego gracza. Świadomego bardziej od nas o naturze i celach tej całej gry. Jeśli to Sabat z kanałów... - zacisnął ręce na sarkofagu aż zatrzeszczały kłykcie jego dłoni.

- Po trzecie zapominamy o wciąż o Lucjanie, czy ktokolwiek z was wie jak mu idzie z artefaktami których miał szukać. Czy do cholery ktokolwiek go nadzoruje i kontroluje? Jeśli nie, to proponuję by zajął się nim Darshan.

- Musimy ustalić co robimy następnej nocy ale wydaje mi się, że to dopiero jutro kiedy zobaczymy co się będzie działo w mieście.

Horacy mówił rzeczowo i chłodno. Jednak widać był w nim, że w jego środku właśnie coś powoli i nieuchronnie zdychało. Trując rozczarowaniem i brakiem nadziei jego duszę.

- Jest jeszcze jeden temat nie związany bezpośrednio ze sprawą ale najpierw chcę posłuchać waszych opinii.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
</