PBF - Charleston by Night

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 19 sierpnia 2015, 21:22

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem, chociaż nie aż tak...

Terry wysunął się z samochodu, słysząc pytanie przybysza. Nie pasowała mu ta wizyta, chciał jak najszybciej wyjaśnić sprawę z Gavinem. Najchętniej sam by się do nich odezwał, zależało mu wszakże na czasie. Długo nie wytrzymał, po chwili już zabierając głos, mówiąc głośno i wyraźnie.

- Jestem frater Terry, z Krwi Malkava i Koterii Czerwonego Mędrca. - przedstawił się w pierwszej kolejności.

- Christiana Paina pierwszy raz ujrzałem w Charleston. Nie mam pojęcia i wątpię by ktokolwiek z nas miał, komu zależało na jego przybyciu. Ciekawe jednakże pytanie, jakby nie patrzeć. Co do ewentualnego konfliktu na linii "my - Pain". Raczej nie będziemy dążyć do spotkania z nim. Jeśli jednak nasze drogi się skrzyżują, również wierzę w pokojowe rozwiązanie, z tego co pamiętam, Painowi zależy by nam się udało.

- Dzięki również za ostrzeżenie. Będziemy bardziej uważać. Coś pominąłem? - Malkavian uniósł brwi, w pytającym grymasie. Następnie rozejrzał się po koterii, sprawdzając czy ktoś jeszcze ma coś do powiedzenia, zanim pożegna swego rozmówcę.
Wysiadam z samochodu, ale nie odchodzę od niego. Przemawiam oparty jedną ręką o bok auta.
Terryemu zależy na szybkim rozwiązaniu sprawy Ravnosa. Chciałby jak najszybciej pozbyć się gości (świadków) i załatwić sprawę Gavina.
Ostatnio zmieniony 19 sierpnia 2015, 21:56 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 20 sierpnia 2015, 17:00

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

Victoria wysiadła z samochodu, zajmując miejsce obok Terrego. Pojawienie się Anarchistów nie mogło być przypadkiem i nie sądziła, by łatwo udało ich się spławić. Z drugiej strony, jeśli przyjechali tutaj, warto wykorzystać taką okazję i zdobyć więcej informacji. Spojrzała na zniszczony trawnik, mimo że jej irytację budził fakt, iż jak dotąd mało wiedzieli o rozgrywkach w mieście. Odezwała się do Robina.

- Dobry wieczór, panowie - jej spokojny głos popłynął melodyjnie przez noc. - Cieszę się, że możemy w końcu się poznać. Jestem Victoria Evangeline i w istocie, owa "chata" jest moja domeną. Jednak nie zapominajcie, że w spadku po Atrahasisie otrzymała ją cała Koteria. Choć z pewnością historie testamentu znacie, zatem odpuśćmy sobie formalności. Mimo to chciałabym, z uwagi na grzeczność chociażby wiedzieć, z kim mam przyjemność rozmawiać. Poza tym... - urwała na chwilę, przyglądając się z uwagą i błąkającym uśmiechem na ustach Robinowi - ... nie godzi się podejmować gości na zniszczonym trawniku. Zatem? Czy przyjmiecie zaproszenie na chwilę rozmowy? - Ruszyła wolno w kierunku drzwi frontowych posiadłości, chcąc wprawić w ruch nadciągające wydarzenia.

- Wspomniałeś o Painie... cóż. Terry powiedział chyba wszystko w tej kwestii. W mieście jesteśmy zaledwie od dwóch nocy, zatem nie tutaj powinieneś szukać rozwiązania nurtujących cię pytań. Być może jednak inne rzeczy cię zainteresują, Anarchisto. Zapraszam... Nic nie stoi na przeszkodzie, by łączyć przyjemne z pożytecznym - uśmiechnęła się, ręką wskazując by czwórka wampirów ruszyła przodem.

- Jak chcesz - odparł krótko Robin.

Kiepski czas wybraliście na wywiad, ale jak to mawiają? Rób to co możesz, z tym co masz i tam gdzie jesteś...

Odwróciła się do członków koterii i jej wzrok utkwił w samochodzie zaparkowanym pod domem. Nie umknęło to ich uwadze. Po krótkiej chwili namysłu powiedziała.

- Chciałabym podjąć wraz z Terrym... wszystkich... naszych gości w bibliotece. Do tego czasu proszę, zajmijcie się bagażem. Kilka minut na rozgoszczenie się panom powinno w zupełności wystarczyć. Dołączcie do nas, gdy już skończycie.

Anarchiści podążyli za Victorią i Terrym do willi. Wewnątrz panował przyjemny chłód i półmrok. Odgłos ciężkich butów i skrzypiącej skóry ich ubrań dziwnie kontrastował z cichym stukotem obcasów na kamiennej posadzce, roznosząc się echem po korytarzach. Lasombra skierowała się do biblioteki, wskazując im miejsca, gdzie mogliby usiąść. Zapaliła kinkiety, oświetlające miękko dębowe regały zastawione książkami. Na chwilę pozwoliła sobie sycić oczy tym widokiem. Kiedy miałam ostatnio czas, by czytać i czuć zapach i fakturę pergaminu w palcach... Podeszła do jednego z nich, dotykając grzbietu starej księgi.

- Piękne miejsce prawda? - pytanie rzucone w przestrzeń, nie oczekujące odpowiedzi. Odwróciła się do milczących do tej pory postaci. - Przepraszam. Książki i wiedza, którą skrywają, zawsze były moja pasją. Choć zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy podzielają tego rodzaju zamiłowania. Zatem, co w istocie was tu sprowadza? Biblioteka jak i posiadłość Reda zostały dokładnie... - zamyśliła się, szukając odpowiedniego słowa - ... przeszukane. Jeszcze przed pogrzebem Mędrca. Zarówno przez Sabat jak i innych. Może coś wam wiadomo na temat Blue Cranea? I niebieskich ptaszków? Nic?

Usiadła na jednej z kanap w pobliżu Malkavianina, kontynuując.

- Wspomniałeś o harpiach i ich spotkaniu u Garibalda Lshandt'a. - bawiąc się pierścieniem na swoim palcu serdecznym. Zieleń szmaragdu delikatnie odbijała refleksy światła. - Zechciałbyś powiedzieć coś więcej na ten temat? To, że wszyscy dywagują i będą próbować załatwiać swoje sprawy jest zrozumiałe. Niemniej jednak nie sądzę, by na takim spotkaniu poruszano tematy bardziej istotne od diabolisty na Kontrakcie... Jak chociażby fakt, iż "serdeczny gość" Księcia, jak sam go określił, był Infernalistą. Z Klanu Baali. Nie sądzisz, że to ciekawszy temat do nocnych rozważań? - zapytała z niewinnym wyrazem twarzy, spoglądając mu prosto w oczy. Obserwowała, jak ta informacja wpłynęła na pozostałych, jednak jej uwaga skupiała się w dalszym ciągu na Robinie.

- I tak, Spiro nie stąpa już po tej ziemi. Podobnie jak Gorgon...

Czekała. Niektórych reakcji nie można było udawać, nawet będąc bardzo starym Kainitą. Obserwowała.
Spoiler!
Używam empatii i manipulacji z polityką, by wyciągnąć jak najwięcej informacji.
Ostatnio zmieniony 20 sierpnia 2015, 20:15 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 21 sierpnia 2015, 10:20

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 10.08.1993 Przed świtem

Mimo wielu godzin spędzonych za kierownicą samochodu Darshan nie czuł się zmęczony podróżą. Nie odczuwał także ekscytacji czy stresu w związku z całą sprawą w którą został zaangażowany. Jego wyszkolony umysł dobrze radził sobie z takimi sytuacjami, dobrze znosił godziny monotonnych czynności, automatycznie przechodząc w stan bliski medytacji i nie tracił energii na jałowe rozważania o przyszłych wydarzeniach. W pewien sposób wiedział jaka będzie przyszłość, co prawda nie posiadał profetycznych zdolności ale w tym co ludzie nazywali pamięcią widział raczej oczekiwania i intuicje dotyczące przyszłości, tego co musiało się wydarzyć w związku z obciążeniem karmicznym czy choćby aktualnym stanem aury. Umysł przyzwyczajony do liniowego postrzegania czasu, tłumaczył sobie te wrażenia na zasadzie najprostszych skojarzeń a więc odwołując się do obrazów doświadczeń, które były podobne. W efekcie pamięć pewnych wydarzeń wydawała się wciąż żywa. Dla niektórych wampirów, życie ich wspomnień było wszystkim, najcenniejszym klejnotem, jedynym światłem, to była tylko kwestia percepcji... i tego co się z nią robiło.

Jako mistrz sztuki iluzji i mistyk zachodnich nauk wiedział w jaki sposób umysł kształtuje rzeczywistość i w jaki sposób percepcja może być wytrychem do umysłu a więc i do rzeczywistości. Czasami potrafił się zgodzić ze stwierdzeniem, że na tym właściwie polegała magia.
Zmęczenie, które odczuwał obecnie było spowodowane czym innym. Czuł się przytłoczony. Przytłoczony miastem, a dokładniej tym co generowały umysły ludzi, którzy je zamieszkiwali. Przebywając w dużych miastach, zawsze po jakimś czasie ulegał wpływowi tego dziwnego wrażenia. Gdyby miał to opisać w odniesieniu do odczuć sensualnych, porównałby to do głośnego i monotonnego brzęczenia setek tysięcy maszyn, które w kółko powtarzały podobne pętle programów. Umysły ludzi, powtarzające w kółko te same myśli męczyły go. Za życia nie doświadczał takich stanów. Maił w sobie dość siły życiowej by wypełniać swój sen o rzeczywistości niemalże do granic. Teraz nie miał w sobie życia, nie miał swojego snu o rzeczywistości. Był tylko bytem podróżującym w cieniach, przenikającym sny innych istot. Jego egzystencję podtrzymywało daivi prakriti* i esencja snów żyjących. Czy przerażało go to? Nie całkiem, w końcu sam wybrał tą ścieżkę.

Po obejrzeniu okolicy, skierował się do drzwi frontowych, zanim zdążył do nich dojść usłyszał jednak dźwięk samochodu, który po chwili zaparkował przed posesją. Przez chwilę przyglądał się z cieni nowo przybyłym i kiedy rozpoznał koterię, którą miał znaleźć ruszył w ich stronę. Zatrzymał się jednak w pół kroku ponieważ dźwięk silnika ich samochodu nie był jedyny. Jego intuicja nie zawiodła. Drugi samochód zatrzymał się także a z jego wnętrza wysiadły osoby z którymi Darshan nie życzył sobie rozmawiać. Wnioskując po tonie wypowiedzi lidera pasażerów Chevroleta, spodziewał się, że rozmowa będzie krótka, dlatego zdziwił się nieznacznie kiedy zostali oni zaproszeni od biblioteki.
Naturalnie nie uznawał praw Camarilli jednak fakt, że znajdował się na terenie osób, które przynajmniej deklarowały, że je uznają, oznaczał że musiał uwzględniać je w swoim postępowaniu. Z tego powodu wolał uniknąć pokazywania się innym kainitom zanim przedstawi się księciu.
Odsunął się więc ostrożnie od ścieżki prowadzącej do wejścia i odczekał aż drzwi zamknął się za wchodzącymi. Nie chcąc marnować więcej czasu niż to konieczne udał się na tyły budynku, gdzie odjechał samochód z bagażami.

Wyszedł z ukrycia.

[center]Obrazek[/center]

Chciał być dobrze widoczny jako, że miał dobre intencje. Kiedy wyszedł za róg budynku jego dłonie były widoczne. Jedna spoczywała na pasku czarnej torby sportowej przewieszonej przez ramię, zaś kciuk drugiej zatknięty była za kieszeń długiego, porządnie znoszonego, kiedyś czarnego, skórzanego płaszcza. Nie starał się tłumić chrzęstu jaki wydawały jego wysokie za kostkę, trampki na żwirowej drodze. W momencie kiedy wyszedł za róg, na jego drodze stała postać Assamity. Darshan usłyszał wcześniej dokładny opis wszystkich osób będących w koterii więc rozpoznał go bez trudu. Odezwał się niezwłocznie:

- Witaj łowco. Jestem Darshan Vimal z klanu Ravnos, jestem tutaj aby zastąpić Gavina. Ufam, że zostaliście uprzedzeni o moim przybyciu.

Assamita przez chwilę mierzył Ravnosa nieruchomym spojrzeniem. Darshan poczuł to wyraźnie, mimo, że oczy tamtego skryte były za ciemnymi okularami.

- Tak - odezwał się w końcu - zostaliśmy. Jednak muszę mieć pewność. Powiedz mi się nazywa ten, który cię przysłał? - Głos Mordercy brzmiał obojętnie, nie dało się w nim wychwycić nawet cienia emocji.

Ciekawa istota, bardzo silna, pochodzi z daleka
pomyślał Ravnos i nie miał na myśli sensu geograficznego. Po nieznacznej pauzie, odparł:

- Przysyła mnie Tabah Mufazzal

Łowca z wrodzoną sobie ekonomią ruchów odwracając się powiedział w stronę otwartych drzwi od garażu:

- Gavin jednak mówił prawdę. Wędrowny Klan przysłał drugiego Ravnosa.

Jednocześnie ruszając w tamtą stronę. Darshan Vimal spojrzał w przelotnie w niebo i ruszył za nim. - Czy wiesz może gdzie jest Gavin? Miałęm nadzieję porozmawiać z nim, zanim opuści miasto. - Zapytał.

- Leży na tylnym siedzeniu, z kołkiem, nie wyjmuj mu go na razie - odparł zupełnie bez emocjonalnie łowca.

Karma tak szybko cię dopadła Gavinie...

- Ok - odpowiedział Darshan, nie próbując nawet szukać słów w tej sytuacji.
Darshan nie ma problemu z tym, że Gavin ma kołek w sercu. Jest trochę zaskoczony, niemniej po chwili, widząc Łowcę orientuje się, że jest było to do przewidzenia. Poza tym Darshan nie ma w zwyczaju martwić się na zapas, uznaje że widocznie Gavin dał Łowcy powody do takiego działania. Poza tym widzi to jako wyładowanie karmy, po tym jak zawiódł zaufanie Rodziny Wuzho w sprawie honorowej dla klanu.
Moja postać posiada zaletę Sanctity http://reference.l2fury.com/index.php/Sanctity więc jeśli to zwróci uwagę Waszych postaci, proszę uwzględnijcie to.
*pierwotne światło
Ostatnio zmieniony 21 sierpnia 2015, 20:55 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika