PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 01 sierpnia 2015, 14:22

WV Charleston, Dom Horacego, Piwnica 10.08.1993, Po północy

Z własnego doświadczenia wiedział, jak płynna i zwodnicza bywa granica pomiędzy szaleństwem a geniuszem. Teraz miał okazję przekonać się o tym ponownie, słuchając propozycji Świra. I musiał przyznać, że było to sprytne posunięcie. Karmiące obie strony. Choć tylko jedna z nich otrzymywała coś prawdziwego - drugiej pozostawały iluzje i oczekiwania... Nie musiał się jednak martwić o to. Problem przecież nie dotyczył jego. A te kilka słów, wypowiedzianych w ciemnej piwnicy otworzyło przed nim możliwości, o jakich wcześniej nie marzył. Od pierwszego łyku do ostatniej kropli krwi, zlizanej z zabliźniającej się rany czuł już tylko rozkosz. Ta eucharystia w mroku uświadomiła mu, w jaki sposób Wola Haqima może objawić nawet poprzez Niewiernych. I że wypełnianie nakazów Khabar zawsze prowadzi dalej, ku kolejnej nagrodzie. Ku krwi, która pozwala mu wzrastać i być narzędziem Zemsty. Ku krwi, którą karmi ciemność wewnątrz...

[center]Haqimumma baarik lanaa fiih ła zidnaa minh...*[/center]
Pierwszy łyk i smak strachu, zaostrzyły jedynie głód, sprawiając, że miał ochotę na więcej. Krew Ravnosa była słaba, jednak jego lęk, skondensowany w jej wnętrzu, wzbogacał degustację o intrygujące odcienie. Daem** Nosferatu spróbował z początku ostrożnie, pamiętając o dzisiejszym, przykrym doświadczeniu z innym członkiem tego Klanu. Jednak jej bukiet i siła szybko rozproszyła jego obawy. To była dobra krew, silna i wiekowa. Aż dziw, że Szczur posiadał w swych żyłach coś tak cennego. Perfumy Victorii nieco zaburzyły odbiór kolejnego posiłku, gryząc się z bukietem i pozostawiając nieco nieprzyjemne wrażenie dysonansu. Był to jednak tylko szczegół. Pijąc dalej, badał fakturę i smak. Krew była słabsza niż u Horacego, jednak wciąż dość interesująca. Wyczuwał zwiniętą w niej ciemność. Inną od tej, którą znał. Ta została nazwana, a przez to w pewien sposób oswojona. Jednak ciemność tak naprawdę nie różniła się od ciemności. I wiedział, że mógłby sięgnąć do jej serca i zbudzić... Co? Przez chwilę miał ochotę sprawdzić, jednak świadomość tego, że nie mają czasu powstrzymała go. Następnym razem - pomyślał, zalizując ranę. Wiedział, że będzie jeszcze kolejny raz. Nie odmówią sobie tego, by nie spróbować... Cóż, mówiąc prawdę liczył na to...
Smak krwi Świra znał już, lecz nie chciał marnować okazji do odświeżenia go sobie. Nie obawiał się szaleństwa płynącego w żyłach Klanu Księżyca. Czyż on i jego bracia nie byli najlepszym dowodem na to, że można je kontrolować? Malkawianie należeli do Bękartów Khayina, cóż więc dziwnego w tym, że ich słabe umysły, nie znajdując oparcia w Prawdzie załamywały się, gdy widzieli zbyt wiele? Strzaskane lustra i ciemność, wyjąca i chichocząca w pustce, poza nimi... Nie, to go nigdy nie przerażało. Prawdę mówiąc to go stworzyło...

[center]Obrazek[/center]
Uśmiechnął się i zamknął oczy, spoglądając głębiej...

Tam, gdzie wszystkie te odcienie czerwieni, płynące niczym krwawe strumienie wpadały w złowrogi nurt czarnej, wzburzonej rzeki. Rzeki bezimiennej, która pożarła jego pamięć i która teraz była jego całym życiem. Słońce nigdy nie wschodziło ponad tymi wodami. Nie tutaj. Nie wewnątrz. Tu nie było dla niego miejsca. Jedynie gwiazdy, czarne i wypalone konały gdzieś na krańcach pustego nieba. Ich skowyt niósł się z wichrem wspomnień przywołując na wpół zatarte, niezrozumiałe obrazy... Ponad falami wzbierał mrok i Namtar czuł jak powstaje i jak przenika jego żyły, mięśnie i kości... Jak oplata go wyrastając na zewnątrz, niczym jakaś dziwaczna, bezkształtna roślina... Jego dotyk gasił głód i przez chwilę pozwalał zapomnieć o bólu. O tym rodzaju cierpienia, które wrosło w egzystencję Mordercy tak bardzo, że właściwie nie umiał już bez niego istnieć. I które znikało jedynie w momencie zaspokojenia, pozostawiało go nieco zagubionego na granicy pomiędzy ekstazą a ukojeniem. Tak było i tym razem. Zlizując ostatnie tony czerwieni z warg poczuł to zmieszanie, wywołane wyborem, którego zwykle nie posiadał. I do którego nie był przyzwyczajony. Sięgnął do pojemnika przy pasie. Wyjął z niego kolejną fiolkę, w oplocie z miedzianego drutu i odkorkował ją zębami a następnie wychylił jej zawartość. Na efekt nie musiał długo czekać. Haszysz otulił go miękko i płynnie, sprawiając, że ekstaza podała mu rękę i pozwoliła mu przekroczyć próg swojego królestwa... Przez chwilę było tak, jak gdyby ból nigdy nie istniał. Dzięki czemu Morderca wiedział, że będzie oczekiwał jego powrotu i przywita go z ulgą...


Otworzył oczy. Słowa Świra dźwięczały w powietrzu. I zawierały sens, który potrafił zrozumieć. Uśmiechnął się:

- Tak, teraz już wiecie. I jesteście jedynymi Niewiernymi, którzy przeżyli mój posiłek - powiedział powoli. - A to jest osiągnięcie...

[center]Obrazek[/center]
Spoiler!
Tracisz 1 PK. Zalizuję ranę.
Spoiler!
Palę 2 PK na podniesienie Siły, żebym mógł zmieścić to co spijam z Terrego i z fiolki.
I oczywiście cały czas używam Wody Życia:1, by określić właściwości krwi.
Wypijam z fiolki 1 PK krwi z haszyszem. Mam teraz pełny poziom krwi.
Assamita zrobi się rozluźniony i spokojny, a co dziwne szybko odkryjecie, że jest także dość rozmowny. Podejrzewam, że osoby o dużej empatii pewnie zauważą, że w tej, wypitej przez niego fiolce musiał być jakiś specyfik, który działa na niego w ten sposób.

* arab. O Haqimie pobłogosław ją i daj mi więcej...
** arab. Krew
Ostatnio zmieniony 24 września 2015, 11:09 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 02 sierpnia 2015, 21:26

Horacy odczekał jeszcze parę chwil aż uznał, że mroczna libacja definitywnie dobiegła końca.

- Cóż, co do Kreta...

Horacemu średnio podobał się pomysł przerzucania czegokolwiek w umysł psychopaty. Przekazywanie myśli to jakby nie było, kontakt, pewna chwilowa styczność dwóch umysłów. Kiedy sobie to wyobraził, poczuł głęboką niechęć połączoną ze złymi przeczuciami.

- Kret jest bardzo specyficznych i raczej trudno go będzie pomylić z jakimkolwiek innym Nosferatu. No bo ilu nagich Nosferatu w życiu widziałeś - zarechotał ale szybko zamilkł przypominając sobie swoją eskapadę po ubranie w domu Red Wisdoma. - To znaczy, miał resztki ubrań ostatnim razem jak go widziałem ale teraz pewnie nie ma już nic i wątpię by sobie zakombinował nowe wdzianko. W przeciwieństwie do tego wspaniałego zwierzęcia jakie naśladuje nie jest ślepy. Ma wielkie oczy i bardzo silnie kończyny zakończone długimi i ostrymi jak brzytwa pazurami. I czasem dziwnie rusza noskiem ale to jak mu się czasem przypomni...

[center]Obrazek[/center]

Potem powiedział jakby z głębokiego zamyślenia.

- Dużo ważniejszy jest dla mnie mój syn...

Stuknął parę razy długi placem w zdjęcie, które leżało nadal na stole. Po czym schował je powoli z namysłem w poły płaszcza. Przez chwile wiercił się w sobie co był widoczne w jego zachowaniu. W końcu zebrał się na odwagę i wypalił.

- Kiedy będziemy mogli włączyć w końcu światło? Chcę zobaczyć jak wiele rzeczy mi poniszczyli. Wiecie, to były genialne i jedyne w swoim rodzaju dzieła sztuki, muszę to zgłosić do ubezpieczyciela...
Spoiler!
Poproszę o test śledztwa zatem. Chcę się porządnie rozejrzeć na dole. Ślady walki, ilość osób, szczegóły, pomagam sobie nadwrażliwością.
Na marginesie. Rozbite zapasy z krwią sugerują, że ktoś dobrze wiedział gdzie co jest. Jeśli mały przeszedł na ich stronę to solidnie dostanie w skórę od tatula.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 02 sierpnia 2015, 22:26

WV Charleston, Dom Horacego, Ciemnica-Piwnica 10.08.1993, Po północy troszkę czasu, zacieśniania przyjaźni ciąg dalszy

- Potrzebuję obrazu, wizji tego jak Kret wygląda. Albo chociaż fashkh* rysunku. Nie opisu - Morderca mówił spokojnie, jednak gdzieś w tle, czaiło się "nie wystawiaj na próbę mojej cierpliwości". - Muszę pokazać jego postać demonom, które wezwę, aby odszukały go. Hal tafham?** Trop twojego syna niewiele mi powie. Pewnie go stąd wynieśli.

- Jeśli o światło chodzi, możesz je już zapalić. Chociaż chyba nie ma prądu - uśmiechnął się paskudnie. - Jednak, gdy duchy Ahrymana przybędą na moje wezwanie, jako twój ochroniarz sugerowałbym je zgasić, aby ich nie obrazić...

- A jeszcze odnośnie mego syna... - dodał Horacy, lecz Assamita ostro wszedł mu w słowo.

- El Khara Dah?*** Co mnie obchodzi los twego syna? - syknął Morderca. - Mówiłem już, że wykonuję jedynie to, co nakazuje mi Kontrakt. I nic ponadto. Nie zamierzam ratować osób, które nie są nim objęte, nawet gdyby chodziło o czyjąś matkę.

- Ale czy wyjątkowo nie mógłbyś... - zaczął Terry.

- Laa, nie mógłbym - warknął Łowca, przerywając mu. - Horacy traktuje mnie jak psa, i przy każdej okazji stara się, bym pamiętał o tym, yebnen kelp.**** Nie szanuje ani mnie, ani mojego Klanu. Więc jeśli o niego chodzi będę robił tylko to, co muszę. Poza tym nie zamierzam ruszyć nawet jednym mięśniem by mu pomagać. Nie muszę. - odsłonił zęby w okrutnym uśmiechu. Najwyraźniej całą ta sytuacja zaczynała go w pewien sposób bawić.

- Ale naprawdę myślę, że ten jeden raz mógłbyś zrobić wyjątek. - nie dawał za wygraną Terry - Rozejrzyj się. Jego dom został zdemolowany, jego kolekcja obróciła się w pył. Prochy jego przyjaciela pokrywają podłogę, nie każmy mu do tego opłakiwać syna. - spojrzał na Mrocznego Jedi błagalnym wzrokiem.

- Powiedziałem, nie obchodzi mnie to - odrzekł zimno Morderca. - Yel'an Ardak A'rs!***** - dodał, spoglądając na Nosferatu. I choć zebrani nie zrozumieli z tego ni słowa, odnieśli wrażenie, że nie było to nic miłego.

Malkavian, przez chwilę zbity z tropu okrutną obojętnością Dartha Namtara, spuścił smutno głowę. po sekundzie jednak podniósł ją z powrotem z błyskiem w oku

- A jeśli ci za niego zapłacę? Dwie fiolki z krwią i zadbasz przy okazji o Otto. Możliwe, że on i Kret będą razem, w takim przypadku wystarczy tylko, żebyś zabrał go ze sobą. No i pewnie sam będzie szedł, nie będziesz nawet musiał go kołkować ni nosić. Ryzyko właściwie żadne. Co ty na to, Duchu z Otchłani?
Wypowiedź pierwsza to post Sigila, który zamieszczon tutaj ze względu na krótkość, a ważność jego.
* arab. pierdolonego
** arab. rozumiesz?
*** arab. O co kurwa chodzi?
**** arab. sukinsyn
***** arab. Przeklinam twoją rodzinę.