PBF - Ach, ci przeklęci korsarze!

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 30 lipca 2015, 10:56

Wyspy Baracha, Tortuga, zaułek uliczny

- Ja się już sam znalazłem! - rzekł szybko Stygijczyk, wyłaniając się zza załomu i rozglądając z paranoicznym błyskiem w oku. - Pospieszajmy przeto do "Albatrosa" nim znów jakieś rezuny się zjawią. I rozglądajcie się bystro - dodał ściszonym głosem zbliżając się do towarzyszy - bowiem Conan mówił, że ktoś może nas śledzić...
Ruszajmy do "Albatrosa".
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 30 lipca 2015, 14:43

Wyspy Baracha, port Tortuga. Tawerna "Albatros", kilka minut po północy.

Gdy tylko kurtyzana znikła za rogiem, z czeluści zaułka wysunął się Nehaher. Po krótkiej naradzie najemnicy ruszyli dalej, czując na sobie piętno prześladowania. Po kilkunasto minutowym kluczeniu między zaułkami i kolejnym, kilkukrotnym upewnieniu się, że nikt za nimi nie podąża, a ewentualny ogon odpadł niczym u jaszczurki, całe towarzystwo weszło do "Albatrosa". W niewielkiej sali, przy jednym ze stolików siedział kapitan Conan. Po ilości dzbanów i zapachu wina można się było domyśleć, że mężczyzna jest pijany - a przynajmniej powinien być.

Jakież było zaskoczenie - i pewna doza zazdrości u obu barbarzyńców - keidy okazało się, że Conan był zaledwie lekko pijany - niczym zwykły człowiek po winie wypitym po obiedzie.

- Już myślałem, że i was załatwili - mruknął na powitanie. Karczmarz bez słowa podszedł do stolika, zebrał zamówienie, zaryglował drzwi i zniknął w kuchni. Wtedy dopiero Conan podjął wątek.

- Zostaliście ostatnimi ludźmi na tej przeklętej wyspie, którym mogę zaufać, więc należą wam się słowa wyjaśnienia. Ten łotr, Zarano i jego sługus Menkara, są na usługach księcia Kordawy. Wspólnie chcą wygryźć starego króla, przez żeniaczkę księcia z królewną. Chabella przeczuwając zamiary tych trzech nicponi wsiadła na statek i zdołała uciec do swojego kuzyna, ukrytego w Shem, by ten pomógł stłumić rebelię. Ja zaś chce pomóc księżniczce, dlatego wyruszyłem za Menkarą. Jak widać, przechytrzyli mnie! - Conan walną ręką w stół, łamiąc jedną z desek. Zaraz jednak się opanował.

- Na domiar złego okazało się, że nie jestem tutaj mile widziany, kiedy Belith nie ma na wyspie. W dodatku ktoś wywołał małe zamieszanie na wyspie, podpalając kordawską karczmę. To może sprawić, że za niedługo będzie tu bardzo niebezpiecznie. Mam nadzieję, że to nie wy podpaliliście, hm? - spojrzał groźnie na Garro, który aż się wewnętrznie skulił pod wzrokiem niebieskich oczu.

- Zarano i Menkara szybko opuszczą wyspę, a wraz z nimi odpłyną ich sługusy, więc z ich stroni nic nam nie będzie grozić. Jest późno, musimy wypocząć, a rano zorientować się w sytuacji i spróbować ukraść jakiś statek. Najlepiej z załogą... - mruknął Conan, pociągając łyk z kubka.
Jeżeli macie jakieś pytania, to jest dobry moment, by je zadać.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

adamwl
Reactions:
Posty: 163
Rejestracja: 21 stycznia 2015, 20:38

Post autor: adamwl » 30 lipca 2015, 16:54

Adoth

Masz już jakiś konkretny statek na oku?

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 01 sierpnia 2015, 13:42

Wyspy Baracha, port Tortuga. Tawerna "Albatros", kilka minut po północy.

- Witaj Conanie, dobrze widzieć cię w zdrowiu! - odezwał się z szerokim uśmiechem Nehaher, siadając przy stole zajmowanym przez wielkiego barbarzyńcę. W skupieniu wysłuchał wyjaśnień Cymeryjczyka, po czym rzekł:

- Uważam, że lepiej jest myśleć, że to im nieszczęście zagraża z naszej strony, niż drżeć o własne życie. Ta perspektywa bardziej mi odpowiada - nalał sobie nieco wina z jednego z dzbanów, spróbował, skrzywił się i dolał wody. - I choć sam jestem zwykle wrogiem przemocy, jednak tuszę, iż te dwie gnidy należałoby rozdeptać. I to jak najrychlej. Albowiem czas działa tu tylko na naszą niekorzyść, dając im możliwość działania...

Przerwał na chwilę jakby układając w zamyśleniu to, co miał rzec, po czym odezwał się ściszonym nieco głosem:

- Sprawa, o której prawisz jest nam znana, albowiem rzeknę ci, iż ten kundel i amator, Menkara, któren nie odróżniłby miecza Barzai od zardzewiałej maczety, uchodzić musiał z Kordawy za naszą przyczyną. Samoczwart bowiem, z zacnymi towarzyszami mymi, przerwaliśmy jego ohydne praktyki, sprawiając, że uciekł haniebnie i chwilowo utracił stanowisko. Jad jego zaklęć osłabiał króla Ferdrugo, dzięki czemu książę Vilgaro miał szansę snuć swą niecną sieć intryg - skrzywił się i machnął ręką wyrażając obrzydzenie na samą myśl o tego rodzaju poczynaniach i spiskach.

- Wszakże mam zaufanych przyjaciół w Kordawie, ludzi zacnych i uczciwych, którzy także nie byliby szczęśliwi ujrzawszy Vilgaro na tronie Zingary. I którym nieobojętne są cierpienia księżniczki Chabelii. Pragnąłbym więc wspomóc ich w potrzebie. A przy tym także i was, Kapitanie, przyczyniając się do upadku Menkary, który wskutek jakiegoś nędznego zbiegu okoliczności jeno, śmie się zwać czarnoksiężnikiem. Zarano zaś także powinien zapłacić za swe niecne czyny. Zresztą, kto trzyma z Menkarą sam sobie wystawia niechlubne świadectwo. Tak więc jak widzicie cele nasze są zbieżne i sami Bogowie niechybnie splątał nasze ścieżki.

Westchnął i wzniósł oczy do nieba, lecz ujrzał jedynie powałę karczmy, o belkach poczerniałych od dymu i sadzy. Przez chwilę zapatrzył się więc na pajączka rozpinającego swoją sieć w kącie, między ścianą a sufitem. Uśmiechnął się niedostrzegalnie.

- Radzić przeto powinniśmy jak powstrzymać te szakale plugawe, zżerane przez żądzę zysku i władzy - podjął, powracając do przerwanego tematu. - Jak rozumiem, tutaj, na lądzie, będzie to niezmiernie trudne. Wszakże, powiadasz iż wkrótce wypływają. Nie wiesz może, gdzie się kierują? Ja co prawda niespecjalnie przepadam za podróżami morskimi, ale poświęcę się w przypadku konieczności...

Kolejne westchnienie wyrwało się z piersi czarownika, podkreślając jego ofiarność i szczerość intencji, a także chęć pomocy w tym zakresie.

- Powiadasz też, że księżniczka uciekła do swego kuzyna w Shem i że on pomoże jej strawić rebelię. To przyznam są dobre i napawające otuchą wieści, jednak chciałbym wiedzieć coś więcej na ten temat, czy przeto mógłbyś mnie oświecić nieco? Byłbym rady, gdybyś zechciał, bowiem rozumiejąc sytuację większą możemy służyć ci pomocą...
W czasie całej rozmowy Nehaher stara się robić dobre wrażenie, podkreślając swoje zaangażowanie w sprawę.
Ostatnio zmieniony 01 sierpnia 2015, 18:35 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 02 sierpnia 2015, 10:42

- Słodycz twych słów nie osłodzi twojej prawdziwej, gorzkiej natury, czarowniku - powiedział powoli Conan, trawiąc jak widać słowa stygijczyka. Po chwili pauzy zwrócił się do swojego pobratyńca z Cymerii.

- Mam kilka na oku statek "Rekin", niejakiego kapitana Magmusa... ów człek wyglądał na takiego, który szuka załogi... chyba nie będzie problemem przejąć stery nad statkiem - barbarzyńca błysnął białymi zębami w szerokim uśmiechu. - Co się tyczy zaś księżniczki... - odwrócił się w stronę stygijczyka i milcząc przez chwilę mierzył go wzrokiem.

- Nie mieszajmy się do tego - powiedział w końcu. - Wystarczy, że zatopimy "Pertela" z Menkarą i Zarano na pokładzie. Tak osłabiony książę nie będzie w stanie sam przejąć władzy. Nie wiem, dokąd płyną, ale wiem, że bar