PBF - Bluźniercza otchłań

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 22 lipca 2015, 19:17

Enkaiden, dystrykt Fractorius, 214.815.M41

Podróż przez pierwszy poziom metropolii poniżej Szczytu zajęła trójce agentów ponad godzinę, głównie z powodu kompletnej nieznajomości miasta. Labirynt podziemnych przejść, promenad, klatek schodowych i łańcuchowych wind składał się na trójwymiarowy schemat, który miejscowi znali na pamięć, a który w obcoświatowcach budził spore skonfundowanie. W mijanych po drodze jadłodajniach wzrok przyciągały zbiorniki ze słoną wodą i poruszające się w nich egzotyczne kształty, podświetlane niewielkimi reflektorkami, prezentujące ofertę kulinarną restauracji. Sklepy z rękodziełem, kramy handlarzy złomem, punkty oferujące wycieczki połowowe, szybkie kredyty czy rekolekcje wabiły krzykliwymi neonami, komunikatami monozadaniowych serwitorów i wysokimi głosami kiepsko opłacanych małoletnich obwoływaczy. Z zadymionych klubów dobiegały dźwięki rytmicznej muzyki, powietrze w pobliżu ich wejść przesycał charakterystyczny zapach legalnych używek.

Gwarny tłum wypełniał niemal całą przestrzeń tego rozległego labiryntu, w dziwny sposób wywołując u Nathana ukojenie. Wychowany we wnętrzu Sibellusa, były regulator czuł się swobodnie w ścisku i tłoku, nic sobie nie robiąc z potrącania przez innych przechodniów, wręcz czerpiąc z tego faktu niezrozumiałe zadowolenie. Medea czytała bez trudu mowę ciała Silvanusa, doskonale rozumiejąc powody jego zachowania. Rezydenci imperialnych kopców byli silnie stadnymi osobnikami, tracącymi pewność siebie w izolacji, bezwiednie łaknącymi czyjegoś towarzystwa. Enkaiden był metalowym walcem wzniesionym na szczycie podmorskiej góry, ale dla Nathana stanowił oczywistą namiastkę pozostawionego wiele lat świetlnych w tyle domu.

Gigantyczne łopaty wentylatorów obracały się z rytmicznym łoskotem, tłocząc świeże powietrze w niższe partie ogromnego morskiego miasta. Z sufitów promenad kapała skroplona para, szczękały jakieś wiszące w górze pęki łańcuchów. Wszędzie czuć było zapach ludzkiego potu oraz pieczonego mięsa, sprzedawanego przez ulicznych handlarzy na każdym narożniku.

Grupa podchmielonych mężczyzn przeszła w przeciwną do agentów stronę, rozmawiając hałaśliwie i śląc miejscowym zaczepne spojrzenia. Ich wyróżniające się w tłumie stroje identyfikowały wszystkich niezbicie jako załogantów jakiegoś orbitującego nad Enkaidenem towarowca, podobnie jak ledwie zrozumiały dialekt niskiego gotyku, którym się posługiwali. Medea uśmiechnęła się kącikami ust wyłapując w tłumie wzrokiem sylwetki idących za nimi młodych ludzi w ubraniach miejskiego gangu, przeciskających się między przechodniami na podobieństwo drapieżników płynących skrycie poprzez ławicę w stronę łakomego kąska.

Hoster powiedział coś, czego dziewczyna nie dosłyszała, więc zabójczyni uniosła pytające swe brwi.

- To straszne - powtórzył Merisier, rozglądając się po metalowym mieście szeroko otwartymi oczami - Jak można tak żyć? Bez słońca, w takim ścisku? To szaleńcy...

- Jak widzisz, można - uśmiechnął się porozumiewawczo Nathan. Ledwie chwilę później uśmiech zniknął z jego twarzy zastąpiony wyrazem profesjonalnego skupienia - Mikrokomunikatory straciły zasięg.

Medea już to wiedziała, zaalarmowana cichutkim piśnięciem wetchniętego w prawe ucho urządzenia. Sprzęgnięte z radiem ojca spowiednika moduły łączności straciły połączenie z centralą, odseparowane od niej kompozytowymi konstrukcjami podziemnego miasta, sieciami energetycznymi i płytami ekranującymi.

- Spodziewałam się tego prędzej czy później - skomentowała zabójczyni, przesuwając wzrokiem po podwieszonychpod sufitem promenady kierunkowskazach.
Pokonaliście bez trudu połowę drogi do habitatu tragicznie zmarłego Tronda, ale właśnie straciliście dalekosiężne połączenie radiowe. Od tej pory moduły łączności obsługują wyłącznie Wasze rozmowy, nie macie połączenia z Kazadim ani Septimusem. Mam nadzieję, że Was to nie zaniepokoiło, to tylko taki drobny poboczny detal.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 23 lipca 2015, 18:25

Enkaiden, dystrykt Fractorius, 214.815.M41

Położone w głębi gigantycznego walca poziomy miasta były dla Hostera całkowicie obcym światem, ale nawet niespokojny psyker spostrzegł, że ich natura ulegała zmianie z każdą pokonaną klatką schodową. Drogie restauracje i kluby pojawiały się teraz rzadziej, w ich miejscu widać było coraz częściej przetwórnie ryb, warsztaty rzemieślnicze oraz rozmaite punkty usługowe, których oferta nie do końca była oczywista. Pojawiało się też więcej osób o zaniedbanym wyglądzie, zdradzającym ubóstwo i niedożywienie. Podobnie jak w klasycznych imperialnych kopcach, każda położona niżej warstwa poziomów przypominała boleśnie o różnicach w zamożności miejskiej populacji.

Chociaż większość przechodniów nie sprawiała groźnego wrażenia, tu i ówdzie baczne oczy agentów zauważały bladoskórych młodych ludzi o aparycji klansterów, noszących kolory różnych gangów oraz podejrzanie wypchane pod pachami kamizelki. Ich obecność równoważyli pałający religijnym żarem kaznodzieje Eklezjarchii, wykrzykujący z wysokości przenośnych pulpitów pełne emfazy kazania.

- To ten habitat - powiedział w pewnej chwili Nathan, wskazując ruchem głowy wejście do strefy mieszkalnej wciśniętej pomiędzy wibrującą dźwiękami maszynerii walcownię, a opustoszały kompleks, który w latach świetności pełnił zapewne rolę fabrycznej kantyny.

Ponad przypominającym wielki okrętowy właz wejściem, zaopatrzonym w śluzę przypominającą o ustawicznym ryzyku zatopienia podwodnej części miasta przez ocean, wisiała na ogromnych łańcuchach tablica opatrzona skrótem TB-413. Medea nie potrzebowała otrzymanego od Ariama infotableta, aby zyskać pewność, że to właśnie gdzieś tutaj mieszkał Trond.

- Takie habitaty mogą pomieścić do tysiąca rezydentów - podpowiedział obyty z imperialną infrastrukturą Silvanus - Jeśli listy mieszkańców nie były aktualizowane przez dłuższy czas, możemy spędzić tu sporo czasu.

- Wolałabym szybko załatwić sprawę - odparła ściszonym głosem zabójczyni, spoglądająca znacząco, aczkolwiek wciąż dyskretnie ponad ramieniem Nathana. Były regulator odczekał krótką chwilę, potem obejrzał się pozornie przypadkiem za siebie odnotowując wzrokiem obecność kilku kręcących się w pobliżu klansterów. Wszyscy nosili czerwone opaski na głowach i palili skręty, od których biła silna woń liści lho zmieszanych z obskurą. Chociaż żaden nie przejawiał wrogości, ani jeden nie spuszczał oczu z trójki kręcących się po dystrykcie obcoświatowców.

Trix zdawała sobie sprawę z tego, że weszła na obce terytorium. Rozsądek podpowiadał, by szybko załatwić swe sprawy i zniknąć bez niepotrzebnych komplikacji.
Jesteście głęboko pod powierzchnią Enkaidenu. Wszędzie stal i szkło, sztuczne oświetlenie, nieprzyjemne zapachy i hałasy. Weszliście na teren, gdzie rzadko widuje się obcoświatowców i gdzie równie rzadko zaglądają patrole Magistratum. Łatwo tu o kłopoty, łatwo kogoś sprowokować. Zalecam daleko posuniętą ostrożność. Rozum podpowiada też, że jeśli Trond mieszkał w takiej okolicy, to musiał znajdować się bardzo nisko w hierarchii gildii LaGrando. Jakieś komentarze, sugestie?

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 23 lipca 2015, 22:37

"Łatwo tu o kłopoty, łatwo kogoś sprowokować. Zalecam daleko posuniętą ostrożność."
Spoko, Unikanie Kłopotów to drugie imię Hostera ;). Sugeruję kogoś zostawić na stójce tuż po drzwiami lokalu którego szukamy.
Kto z nas ma "klucze" do domu Tronda?
Jeśli nic nie wywęszymy w środku to czy jest sens popytać o Tronda tych uprzejmych panów w czerwonych czapeczkach?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 23 lipca 2015, 23:18

Nie macie niestety żadnych kluczy do mieszkania przemytnika. Co do zagadywania miejscowych, róbcie, co chcecie, Wy decydujecie o swym losie ;)