PBF - Charleston by Night

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 15 lipca 2015, 18:21

WV Point Pleasant Dom Pogrzebowy 10.08.1993, Po północy

Gavin nie bawił się w przydługie rozmowy, szybko podjęta decyzja dała dodatkowych kilka sekund na ucieczkę. Niczym zabłąkany powiew wiatru wycofał się do biura a potem ewakuował przez okno. Jedynym śladem jego bytności była dziura pozostawiona w oszkleniu okna. Zrezygnował z zacierania śladów przy pomocy iluzji. Po pierwsze był na to zbyt osłabiony, po drugie iluzja jednoznacznie wskazywała na członka klanu Ravnos, dziura w szybie już niekoniecznie.

Przykryty płaszczem niewidoczności bezproblemowo dotarł do samochodu koterii. Potem kulturalnie wsiadł do samochodu, zajmując miejsce obok nadal nieobecnych duchem nieumarłych. Używając swojego czarującego głosu przedstawił zwięźle sytuacje członkom koterii.

- Nastąpiły pewne nieoczekiwane okoliczności. Namtar został zbadać sprawę dogłębniej. Mamy się wycofać i czekać na niego pod motelem Flowers Cottage. Spotka się tam z nami za jakiś kwadrans. Radziłbym ruszać bo czas tyka.

Samochód powoli ruszył w we właściwym kierunku, pozostawiając dom pogrzebowy i jego mroczne tajemnice za sobą.
Ostatnio zmieniony 16 lipca 2015, 11:15 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 18 lipca 2015, 00:06

WV Charleston, Bliska Umbra, Dom Horacego 10.08.1993, Po północy

- Terry, tam na dole został Face-Off, cholera on nadal żyje a one go objadają. Terry musimy pomóc temu biedakowi! Jak je odciągnąć, myśl. Jak szybkie mogą być? - Horacy kroczył po nieboskłonie wokół mnicha, rzucając co chwilę spojrzenia w kierunku swojego domu. Niepokój jego aury był tak gęsty, że niemal bardziej materialny niż obaj unoszący się nad nimi Kainici.

[center]Obrazek[/center]

- Czyż zapomniałeś już co powiedziałem tam na dole? Znam dobrze ten rodzaj duchów, pochodzą one wprost z czeluści piekielnych i są zdecydowanie szybsze niż my. Znają skróty, dzięki którym mogą zniknąć i pojawić się przed nami. Szczerze wątpię, bym zdołał je zdominować, czy sprowadzić na nie szaleństwo. Nie mamy też żadnych szans w starciu z nimi, nie bez odpowiedniej broni, której nie mamy. A i wtedy szanse na zwyciężenie jednego takiego zaledwie, były by znikome.

- A nie masz na podorędziu Ojcze jakiego egzorcyzmu. Albo nie możesz dyscypliną popierdolić im w głowach? Co w sumie na jedno wychodzi.

- Mogę spróbować egzorcyzmu, jednak taki rytuał trwa trochę. A jestem przekonany, że ledwie bym zaczął, natychmiast by to poczuły.

Horacy ledwo wytrzymywał presję czasu. Zdawał sobie sprawę, że Fratter szuka rozwiązania najszybciej jak umie, jednak myśl, że tam na dole coś pożera jego kumpla a Horacy nic nie może zrobić była nie do wytrzymania.

- Jestem więcej niż chętny by pomóc twojemu przyjacielowi, jednak wolałbym nie poświęcać naszych żyć w trakcie. Musimy wymyślić sposób, który nie zakłada nas jako odciągnięcie uwagi, bo zwyczajnie zginiemy.

Horacy chciał nawet złapać Ojczulka za ramiona i telepnąć nim parę razy by szybciej wydobywał mądrości ze swojej głowy lecz próbując poczuł jak ręce przelatują przez równie niematerialne ciało Malkavianina. Czuł rosnącą bezsilność lecz nie chciał się jeszcze poddać.

- W sumie, mam pewien pomysł. Posiadasz moc Animalizmu. Mógłbyś wezwać jakąś większą hordę szczurów. One w krótkim raczej czasie mogły by zniszczyć ów rzeźby. Wówczas te pomioty piekieł nie mogły by dalej pożerać twojego brata.

Horacy podniósł dłoń by Terry przerwał i kręcąc przecząco głową wszedł mu niemal w słowo.

- Nie znam tej dyscypliny aż tak dobrze, poza tym zew może zająć sporo czasu. Może strażnik sanktuarium mógłby pomóc. Idziesz ze mną? Jak mówiłeś nazywają się te duchy?
Odległość pomiędzy domem Horacego a Sanktuarium była niewielka. Przejście pomiędzy tymi dwoma miejscami było niemal momentalne jednak dla Horacego wydawało się i tak trwać okrutnie długo. Kiedy Nosferatu zbliżył się do sanktuarium, stwierdził z wielkim szokiem, że nie istnieje jednak ono w świecie duchowym.

O wielki Pulhu-Imel gdzie jesteś! - Odpowiedziała mu jednak tylko cisza. Przez głowę momentalnie przeleciała mu głupia myśl. - O, kurwa zagryzły i jego albo się ich przestraszył i sobie poszedł w piz...

W tym jednak momencie z cienia wyłoniła się znajoma sylwetka strażnika.

- Czego ode mnie chcesz. - Głos ducha zaszeleścił w przestrzeni, niczym martwe od wielu stuleci skrzydła śmierci. Horacy poczuł jak mimowolnie zadrżał. Do tej pory unikał jak mógł rozmowy ze strażnikiem. Sam nie wiedział dlaczego ale zawsze czuł coś zniechęcającego do small talku ze strażnikiem. Teraz jednak nie miał wyjścia, sprawa była nagląca i ważyły się losy czyjegoś życia.

- Ekhemm.. czy mógłbyś przenieść mnie do sanktuarium.

Horacy poczuł jakby coś szarpnęło go i w jednej chwili przeniosło w miejsce gdzie czas nie miał już tak dużej władzy...
Ostatnio zmieniony 18 lipca 2015, 11:43 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 18 lipca 2015, 11:30

WV Charleston, Sanktuarium 10.08.1993, Po północy

[center]Obrazek[/center]
- Widzisz o Wielki Duchu Pulhu-Imelu - odezwał się Nosferatu - krótko mówiąc w tej chwili duchy pożerają mojego znajomego i chcę mu jak najszybciej pomóc. Duchów jest sześć i zmaterializowały się w woskowych figurach które uczynił w mej pracowni. Chcę je przegnać lecz nie wiem co takiego mogłoby je przestraszyć lub wypłoszyć. Czy możesz mi odpowiedzieć? Może światło?

Strażnik spojrzał na Horacego i przez chwilę milczał, jakby zaskoczyło go pytanie i sposób myślenia Nosferatu. Kiedy wreszcie odezwał się, głos jego brzmiał miarowo i spokojnie, niczym piasek przesypujący się w klepsydrze czasu:

- Nie wiem jakiego rodzaju są istoty o których mówisz, tak więc nie mogę odpowiedzieć na to pytanie.

Terry wciął się w słowo:

- To są Psychomachie, Duchu Potępiony.

Strażnik spojrzał pustym wzrokiem na Terrego i powoli skinął głową:

- Jeżeli są to Psychomachie to nic nie możecie uczynić. Nie sądzę, by ktoś z was miał zdolności, które pozwalają na walkę z nimi. W formach, które posiadacie zostaniecie przez nie zniszczeni. Duchy te są w istocie potężnymi wojownikami, wzrastającymi poprzez szerzenie szaleństwa i śmierci. Ich zdolności was przekraczają.

Horacy nie dał się tak łatwo zbyć i zapytał ponownie:

- Jeśli niemożliwe będzie ich przegnanie, to czy można je czymś przekupić lub sprawić by za czymś pogoniły?

Strażnik znów milczał przez chwilę, co sprawiło, że Nosferatu nerwowo zaczął miętosić brzeg płaszcza:

- To, że potrafisz pływać nie oznacza, że jesteś rybą - odezwał się w końcu Phul-Imel. - Jesteś synem Kaina, czym więc chcesz przekupić istoty, które nie należą do waszego świata? Jak możesz o to pytać wiedząc, że nie potrafisz z nimi rozmawiać? Psychomachia może być jedynie spętana silną wolą kogoś biegłego w sztukach czarnoksięskich.

- A może wręcz odwrotnie - ciągnął swoje Horacy. - czemu one go pożerają? Być może dałoby się jakoś obrzydzić im posiłek, uczynić go im skrajnie niesmacznym?

Kolejne długie spojrzenie Strażnika dało mu odczuć, że znów się wygłupił. Duch pozostał jednak spokojny, aczkolwiek w głosie jego znać było pewną rezygnację. Jakby sądził, że rozmowa o przegranej sprawie nie ma większego sensu.

- Psychomachia w ten sposób zdobywa swoją moc - szepnął - Zabijając zyskują energię. To duchy okrucieństwa, więc takie postępowanie sprawia im rozkosz. Cierpienie innych, ich strach i rozpacz pozwalają im zwiększyć swoją siłę. Powinieneś rozumieć, sam pożywiasz się na innych istotach, choć niekoniecznie w ten sposób... Brak ci wiedzy o Umbrze. Świadczą o tym zresztą pytania, które mi zadajesz...

- Tutaj czas zwalnia, może i w Penumbrze jest jakiś sposób by go spowolnić - Horacy nadal próbował rozpaczliwie znaleźć jakiejś wyjście. - Choćby nawet tylko dla nich, tak by nie mogły nas pochwycić zanim się bezpiecznie schronimy w tym Sanktuarium? Czy tu w ogóle jest bezpiecznie?

- Sanktuarium mieści się daleko od waszego świata - tłumaczył spokojnie Phul-Imel. - Zostało wzniesione w Dalekiej Umbrze, dlatego czas biegnie tutaj inaczej. Atrahasis zdawał sobie sprawę, że będziecie potrzebować potężnego schronienia dlatego tutaj jesteście. Wzrok waszych wrogów nie sięgnie tutaj, bo to miejsce nie istnieje w Penumbrze ani nawet w Bliskiej Umbrze, lecz poza Horyzontem. Choć oczywiście Psychomachie będą w stanie wytropić cię tutaj po Aircie jaki pozostawisz... Dlatego odradzam takie działanie. Jestem Strażnikiem sanktuarium. Nie wolno mi wystawiać tego miejsca na niebezpieczeństwo.

- Czy zniszczenie ich woskowej formy załatwiłoby sprawę? Jeśli tak to wysoka temperatura wywołana przez jakiegoś żywiołaczka ognia szybko by je rozpuściła. Może dałoby się nakłonić jakiegoś do podgrzania kawałka domu do temperatury około 80-90 stopni C by nie zniszczyć i Face-Off'a.

- Zniszczenie fizycznej formy spowoduje wygnanie do ich naturalnego środowiska, czyli Bliskiej Umbry. Jeżeli potraficie rozmawiać z istotami z Umbry i nakłaniać je do współpracy to dlaczego tutaj stoicie? Ja tego nie uczynię, nie mam wpływu na istoty związane z Chaosem. Poza tym pragnąłbym, byście pamiętali, że moja moc sięga tylko na granice domu i Sanktuarium. Nie jest moim zadaniem nakłaniać jakiekolwiek duchy, by wam pomagały - westchnął Strażnik, a głos jego był niczym pył opadający na prastare sarkofagi w zapomnianych i mrocznych kryptach czasu.

- Jeśli nie duch ognia to może jakiś władca zwierząt na przykład szczurów byłby skłonny pomóc i wezwać rój który by zniszczył te sześć utrapień? - pytał dalej Nosferatu.

Strażnik zamilkł na chwilę, spoglądając na Horacego wzrokiem dziwnie odległym i pustym:

- Nie rozumiem o czym mówisz. Twój rodzaj zna moc kontroli zwierząt.

- Miałem nadzieję, że w tej odleglejszej części Umbry w której się znajdujemy są jakieś byty które mógłby mi pomóc w zamian za jakiś rewanż z mojej strony? Czy na przykład duch Keigh-tugh-gua, czyli wodza Shawnee Cornstalk potrafiłby tego dokonać?

Phul-Imel roześmiał się, dźwiękiem, który sprawił, że obaj Nieumarli poczuli ciarki.

- Dla istot z Umbry jesteś obcy. Nie pochodzisz z ich świata, a twoje pytania świadczą o twej ignorancji. Kroczysz po królestwie, którego praw nie pojmujesz, a to może się na tobie zemścić... Oczywiście możesz szukać pomocników, ale znaczna większość nie zna twojego języka. Jeżeli jednak trafisz na kogoś z kim zdołasz się porozumieć, to jak odróżnisz ducha o którym wspomniałeś od innych, zdradzieckich istot? Lub od Demonów, które polują na takich jak ty, wykorzystując ich niewiedzę? Umbra jest pełna niebezpieczeństw. Jeśli chcesz tu przetrwać, lepiej bądź uważny.

- Muszą mieć kogoś przeciwstawnego - myślał głośno Nosferatu - kto balansuje ich moc swoją pozytywną energią, czy może wiesz kto to taki i czy zechciałby nam pomóc?

Phul-Imel westchnął przeciągle. Nawet jego cierpliwość wydawała się mieć swoje granice:

- Umbra nie jest czymś w rodzaju gry, a chyba tak ją postrzegasz... Psychomachie mają rezonans Entropiczny, to dzieci Tiamat. Przeciwnymi siłami do niego są Ea i Anu - Życie i Porządek, lub jeśli wolisz Chaos i Statyka. Sam posiadasz zarówno rezonans Entropiczny jak i Statyczny, mimo, że to co nosisz na sobie ukrywa ten pierwszy... Nie rozumiem określenia: pozytywna energia. Niektórzy Przebudzeni, a także Duchy Bau niszczą siły Entropii, lecz oni ciebie również uznają za zagrożenie...

- A może da się chociaż je w jakiś sposób "oślepić" na jakiś czas? - Horacy wydawał się niezmordowany w znajdowaniu nowych pomysłów.

- To jest po za twoim zasięgiem - zaszeleścił w odpowiedzi Strażnik. - W tej sytuacji możesz liczyć tylko na siebie i innych wybrańców Atra-hasisa....
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40