O tyle, o ile rozumiał reakcję Horacego, który zaklął na wieść o swoim schronieniu, o tyle słowa Gavina zdziwiły go lekko. Ravnos zakończywszy rozmowę, nie zdradził bowiem zdenerwowania jak reszta. A Terry był pewien, że każde z nich dostało jakieś złe wieści. Wyczuł to na chwilę nim to się stało. Rozmasował swoje prawe przedramię i podniósł lekko brew, spoglądając się na Ravnosa.
- Ależ tak! Zaskakujesz mnie, Gavinie. Pozytywnie, rzecz jasna, bo masz całkowitą rację, nie mniej zaskakujesz. Bowiem zdawało mi się, że to zostało już wielokrotnie powiedziane. W istocie, Darth Namtar jest z zupełnie innego niż my świata. Nie rozumie naszych ścieżek ni zasad. W dodatku jest Mrocznym Jedi, co również podkreślam od początku, jakże więc można by oczekiwać po nim ludzkich reakcji? W istocie, nie można. Jednak odpowiadając na twe pytanie, owszem, widzę metodę w tym szaleństwie. Tyle, że masz zwyczajnie rację, więc nie widzę szaleństwa w tym szaleństwie.
Uśmiechnął się jeszcze do Oszusta, po czym spojrzał na siedzącego obok Horacego. Był mocno wzburzony i zdecydowanie coś go trapiło. Niby nic dziwnego, kiedy ktoś niszczy twój dom. Terry położył dłoń na jego ramieniu i przyjaznym głosem zapytał.
- Wspomniałeś, że czegoś szukali. Myślisz, że to może mieć związek z naszą sprawą? Miałeś u siebie jakieś magiczne artefakty? - widząc jednak zdenerwowanie Nosferatu, postanowił zmienić zestaw pytań - Mogę ci jakoś pomóc? Wiesz, jeśli chcesz, znam jedną modlitwę, która naprawdę świetnie się sprawdza w takich chwilach.
PBF - Charleston by Night
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Rozmowę siedzących w samochodzie Kainitów przerwało lekkie puknięcie w szybę. Terry uchylił okno i spojrzał na żółtawe światło ulicznych latarni, odbite w czarnych okularach Mordercy:
- Przeczytałem - powiedział cicho Namtar, podając mu zadrukowane kartki. - Ale niewiele z tego rozumiem. Unia Technokratyczna, shu hadha?* Co to jest?
- Unia technokratyczna to... - Terry zastanowił się chwilę, szukając odpowiednich słów - Magowie - rzekł wreszcie, starając się wyrazić w możliwie przystępny sposób. - Dziwni magowie, którzy wykorzystują technologię, do czarów czynienia. Nie wiem jak i dlaczego, wiem natomiast, że potrafią mieć gadżety wyprzedzające naszą epokę. Wiesz, broń laserowa, deskolotki, takie tam dziwactwa...
- Neik,** broń laserowa - powtórzył w zamyśleniu Assamita. Najwyraźniej ta idea nie podobała mu się zbytnio. Milczał przez chwilę, systematyzując i rozważając nowe informacje. Terry chciał już powrócić do przerwanej rozmowy z Horacym, lecz przeszkodziło mu kolejne pytanie Mordercy:
- To coś, co wyszło przed wasz samochód, to był jeden z tych Ludzi w Czerni, albo Szarych Ludzi, czy nie?
- Myślę że tak - odparł Malkavianin. - na pewno Grace to zasugerowała. Krzyczała, że to MiB i mocno ją przeraził ten mężczyzna. Ja też jestem takiego zdania.
- Jai'yed.*** - Łowca skinął głową, jakby spodziewał się takiej odpowiedzi. Jego ton jak zwykle nie zdradzał żadnych emocji. - W takim razie powinniśmy udać się do tego domu pogrzebowego. Chciałbym się tam rozejrzeć. To może być ważne. Jedziemy?
* arab. Co to jest?
** arab. Kurwa
*** arab. Dobrze
- Przeczytałem - powiedział cicho Namtar, podając mu zadrukowane kartki. - Ale niewiele z tego rozumiem. Unia Technokratyczna, shu hadha?* Co to jest?
- Unia technokratyczna to... - Terry zastanowił się chwilę, szukając odpowiednich słów - Magowie - rzekł wreszcie, starając się wyrazić w możliwie przystępny sposób. - Dziwni magowie, którzy wykorzystują technologię, do czarów czynienia. Nie wiem jak i dlaczego, wiem natomiast, że potrafią mieć gadżety wyprzedzające naszą epokę. Wiesz, broń laserowa, deskolotki, takie tam dziwactwa...
- Neik,** broń laserowa - powtórzył w zamyśleniu Assamita. Najwyraźniej ta idea nie podobała mu się zbytnio. Milczał przez chwilę, systematyzując i rozważając nowe informacje. Terry chciał już powrócić do przerwanej rozmowy z Horacym, lecz przeszkodziło mu kolejne pytanie Mordercy:
- To coś, co wyszło przed wasz samochód, to był jeden z tych Ludzi w Czerni, albo Szarych Ludzi, czy nie?
- Myślę że tak - odparł Malkavianin. - na pewno Grace to zasugerowała. Krzyczała, że to MiB i mocno ją przeraził ten mężczyzna. Ja też jestem takiego zdania.
- Jai'yed.*** - Łowca skinął głową, jakby spodziewał się takiej odpowiedzi. Jego ton jak zwykle nie zdradzał żadnych emocji. - W takim razie powinniśmy udać się do tego domu pogrzebowego. Chciałbym się tam rozejrzeć. To może być ważne. Jedziemy?
* arab. Co to jest?
** arab. Kurwa
*** arab. Dobrze
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
Victoria siedziała na jednym z siedzeń samochodu w kompletnej ciszy. Po telefonie, który otrzymała, świat jakby skurczył się do mikroskopijnych rozmiarów. Wszystko wokół stało się odległe i nieobecne. Dźwięki i strzępy rozmów dochodzące gdzieś z oddali, nie mogły przebić się przez falę bólu i wspomnień, który przelał się przez jej ciało i umysł. Zamknęła oczy, pozostając w bezruchu i pozwalając, by obezwładniająca siła kłębowiska emocji minęła. Trwało to o wiele dłużej, niż by sobie tego życzyła...
Powoli otworzyła oczy. Jej odrętwiałe ciało zdradzało napięcie, a mechaniczny ton głosu jakby gdzieś z oddali, wydawał się obcy nawet jej samej.
- Horacy, zbierz jak najwięcej informacji o tym ataku na twój dom. - Słowa padały spokojnie, rzeczowo. Jak ustalanie jadłospisu na bankiet, lub załatwianie innych formalności. - Jeśli czegoś potrzebujesz, nie wahaj się. Pomożemy ci. Teraz ustal co się stało, byśmy mogli działać efektywnie. - Zwróciła się do pozostałych. Ruchy jej ciała i gesty zdradzały wewnętrzne rozterki i przeżycia.
- Reszta, jedziemy obejrzeć dom pogrzebowy. Namtar i Gavin, proszę byście sprawdzili co się tam stało. Dyskretnie. Ale trzymajcie się blisko, w razie konieczności, zrywamy się stąd. Terry mógłbyś obserwować okolicę? Powinniśmy być przygotowani na towarzystwo, jeśli się pojawi. Ruszajmy, nie ma czasu...
Kiedy wypowiedziała ostatnie zdania, znów pogrążyła się w myślach, nienaturalnie głęboko i spokojnie pozostając w bezruchu.
Powoli otworzyła oczy. Jej odrętwiałe ciało zdradzało napięcie, a mechaniczny ton głosu jakby gdzieś z oddali, wydawał się obcy nawet jej samej.
- Horacy, zbierz jak najwięcej informacji o tym ataku na twój dom. - Słowa padały spokojnie, rzeczowo. Jak ustalanie jadłospisu na bankiet, lub załatwianie innych formalności. - Jeśli czegoś potrzebujesz, nie wahaj się. Pomożemy ci. Teraz ustal co się stało, byśmy mogli działać efektywnie. - Zwróciła się do pozostałych. Ruchy jej ciała i gesty zdradzały wewnętrzne rozterki i przeżycia.
- Reszta, jedziemy obejrzeć dom pogrzebowy. Namtar i Gavin, proszę byście sprawdzili co się tam stało. Dyskretnie. Ale trzymajcie się blisko, w razie konieczności, zrywamy się stąd. Terry mógłbyś obserwować okolicę? Powinniśmy być przygotowani na towarzystwo, jeśli się pojawi. Ruszajmy, nie ma czasu...
Kiedy wypowiedziała ostatnie zdania, znów pogrążyła się w myślach, nienaturalnie głęboko i spokojnie pozostając w bezruchu.
Victoria po telefonie jest poddenerwowana, chociaż stara się sprawiać wrażenie spokojnej. Chwilami działa mechanicznie, jakby na autopilocie. Jeśli ktoś obserwuje jej aurę, wszystkie barwy wskazują na to, że jest głęboko poruszona wewnętrznie. Kolory oscylują wokół miłości, nienawiści i bólu.
Ostatnio zmieniony 11 lipca 2015, 12:09 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
WV Point Pleasant, Okolice Tu-Endie-Wei Park 10.08.1993, Po północy
Po słowach Victorii, Lucas wraca za kierownicę i ruszacie w stronę domu pogrzebowego. Jeżeli Horacy chce podjąć w tej chwili jakieś działania, to jest jeszcze na to czas. Czekam do wieczora na ewentualne posty lub deklaracje na PW, a potem ruszamy dalej z fabułą.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Horacy milczał przez chwilę i właściwie nawet się nie ruszał. W przeciwieństwie do jego wnętrza które aż kotłowało się od emocji myśli mknących z prędkością światła. Ktoś właśnie zaatakował jego prywatny świat, który na przekór przewalającym się przez miasto falom Sabatu utrzymywał bezpiecznym przez niemal dwie setki lat. Teraz jego statek unoszący się dotąd bezpiecznie na ocenach czasu, tonął. Uczucia Horacego wibrowały silnymi błyskami aury, szkarłat gniewu mieszał się z żółcią lęku o najważniejsze.
Nosferatu uchyli szyby by słyszeli go wszyscy po czym jakby z głębi siebie wyrzucił. A mówił niezwykle szybko, każda sekunda mogła okazać się bezcenna.
- Pora się pożegnać bo możliwe, że już się nie spotkamy. Zamierzam niezwłocznie ruszyć do mojego domostwa. Jak tylko skończycie w domu pogrzebowym proszę was byście niezwłocznie ruszyli pod mój adres domowy. Będę wdzięczny za każdą pomoc lub pomstę. Był tam prawodopodobnie Kret podkopał się pod dom i wygląda na to, że sprowadził ze sobą sforę Sabatu. To było godzinę temu ale przed chwilą dzwonił Face-Off który był na miejscu i chyba go skasowali więc nadal ktoś z nich tam jest. Moje ciało pozostanie w transie medytacji więc nie będę mógł was osłonić niewidzialnością, przykro mi. Uważajcie na siebie. - po szybkim namyśle dodał - Wybaczcie ale jest jedna rzecz ważna dla mnie tak samo jak zobowiązanie wobec Mędrca, jest nim życie mego syna Ottona. Red Wisdom by zrozumiał, na pewno nie miał by o to żalu do mnie.
Nosferatu uchyli szyby by słyszeli go wszyscy po czym jakby z głębi siebie wyrzucił. A mówił niezwykle szybko, każda sekunda mogła okazać się bezcenna.
- Pora się pożegnać bo możliwe, że już się nie spotkamy. Zamierzam niezwłocznie ruszyć do mojego domostwa. Jak tylko skończycie w domu pogrzebowym proszę was byście niezwłocznie ruszyli pod mój adres domowy. Będę wdzięczny za każdą pomoc lub pomstę. Był tam prawodopodobnie Kret podkopał się pod dom i wygląda na to, że sprowadził ze sobą sforę Sabatu. To było godzinę temu ale przed chwilą dzwonił Face-Off który był na miejscu i chyba go skasowali więc nadal ktoś z nich tam jest. Moje ciało pozostanie w transie medytacji więc nie będę mógł was osłonić niewidzialnością, przykro mi. Uważajcie na siebie. - po szybkim namyśle dodał - Wybaczcie ale jest jedna rzecz ważna dla mnie tak samo jak zobowiązanie wobec Mędrca, jest nim życie mego syna Ottona. Red Wisdom by zrozumiał, na pewno nie miał by o to żalu do mnie.
Spoiler!
Spoiler!