Horacy był zupełnie zaskoczony nietypowym wybuchem Victorii. Przez chwilę milczał pozwalając by niezręczna cisza trwała nadal. Po chwili jednak, przerwał ją nieprzyjemny zgrzyt przeciąganego po podłodze krzesła, na którym zasiadł Horacy. Obrócił je odwrotnie niż zwykło się zasiadać; to jest w stary marynarski sposób chroniący oparciem podbrzusze przed pchnięciem w nie nożem. Z tym, że Horacy nie był pewien, czy dojedzie go szybciej Asamita czy Lasombra. Położył ręce na oparciu krzesła i westchnął zerkając na Gavina.
- Widzisz Gavinku, lala chyba się na nas wkurwiła nieco. I szczerze mówiąc ma w tym też trochę racji... Może faktycznie, nazbyt pobudliwie odezwałem biorąc za bardzo do siebie manipulacje, które uważam niesprawiedliwie mi zarzucono. No i to całe klepanie Krecika jakoś mi nie podeszło, bo szczerze mówiąc… zależy mi na tym mieście, to mój dom. I nawet lubię te wszystkie przygłupy, które w nim mieszkają, księcia także... No mniejsza z tym. - machnął ręką.
Trzeba jej to przyznać. Z rzadka się odzywa ale trzeba jej przyznać, że jak tak się zacietrzewia i wybucha niczym wulkan to wychodzi ten jej śródziemnomorski temperament. Dodaje to jej uroku trzeba przyznać tylko musi być wkurzona. A jakby ten stan od czasu do czasu sztucznie podgrzać... Co ona mówiła o oliwie? Horacy szelmowsko uśmiechnął się pod maską, znajdując sobie nowy cel zabaw i używania. I to znacznie wdzięczniejszy od ponuraka Namtara. Już miał zamiar zapytać, czy Victoria da się namówić na prywatny pokaz tego bajeru z cieniami kiedy wrócą do domu, lecz w ostatniej chwili zrezygnował.
Chrząknął.
- Działać... Tak musimy działać. Co w takim razie konkretnego proponujecie jako nasz następny krok?
PBF - Charleston by Night
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Ostatnio zmieniony 30 czerwca 2015, 23:14 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Charleston WV Point Pleasant, Motel Flowers Cottage 10.08.1993
Pisałem wyżej o postawie Namtara w stosunku do Gavina i Horacego. Wykonałem testy, by wszystko było jasne jak mają wasze postacie. Namtar używa zastraszania na Horacym i Gavinie i osiąga 5 sukcesów.
Horacy broniąc się Siłą Woli zdobywa 0 sukicesów, a Gavin 3 sukcesy.
Horacy zastraszony jest za 5 sukcesów, a Gavin za 2 sukcesy. Co oznacza, że:
Horacy nie panuje nad swoim strachem i boi się odezwać do Namtara w tej sytuacji. Nie będzie w stanie w tej scenie podjąć żadnych działań wobec Assamity. Nosferatu jest przerażony, bo jego Bestia podpowiada mu, że może skończyć jako obiad dla Łowcy.
Gavin także czuje się podobnie, ale może coś mówić. Nie podejmie w tej scenie, żadnych działań przeciwko Assamicie.
Victoria używa Autorytetu ST:8 -2(za zaletę)=6 i uzyskuje 7 sukcesów! Wszyscy, do których mówi Lasombra stają się podporządkowani jej słowom i nie będziecie w stanie dyskutować z nią, czy oponować. W jej głosie było coś czemu nie jesteście się stanie oprzeć. Każdy z was jest pod wielkim wrażeniem jej słów, tonu głosu, ruchu ciała i ciemności dookoła. Pierwszy raz widzicie jej przywództwo, co wywołuje chwilę szoku. Wszystkie testy społeczne przeciwko Victorii do końca tej nocy będziecie mieć z karą +2 ST do testów. Proszę także o fabularne uwzględnienie tego w waszych postach.
Horacy broniąc się Siłą Woli zdobywa 0 sukicesów, a Gavin 3 sukcesy.
Horacy zastraszony jest za 5 sukcesów, a Gavin za 2 sukcesy. Co oznacza, że:
Horacy nie panuje nad swoim strachem i boi się odezwać do Namtara w tej sytuacji. Nie będzie w stanie w tej scenie podjąć żadnych działań wobec Assamity. Nosferatu jest przerażony, bo jego Bestia podpowiada mu, że może skończyć jako obiad dla Łowcy.
Gavin także czuje się podobnie, ale może coś mówić. Nie podejmie w tej scenie, żadnych działań przeciwko Assamicie.
Victoria używa Autorytetu ST:8 -2(za zaletę)=6 i uzyskuje 7 sukcesów! Wszyscy, do których mówi Lasombra stają się podporządkowani jej słowom i nie będziecie w stanie dyskutować z nią, czy oponować. W jej głosie było coś czemu nie jesteście się stanie oprzeć. Każdy z was jest pod wielkim wrażeniem jej słów, tonu głosu, ruchu ciała i ciemności dookoła. Pierwszy raz widzicie jej przywództwo, co wywołuje chwilę szoku. Wszystkie testy społeczne przeciwko Victorii do końca tej nocy będziecie mieć z karą +2 ST do testów. Proszę także o fabularne uwzględnienie tego w waszych postach.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
Sztorm cieni przerwał przerwał tą bezsensowną sytuację, uwalniając go od konieczności dalszej dyskusji z Niewiernymi. I prawdopodobnie uratował Szczurowi życie. Trzask pękającej żarówki był jednym z dźwięków, jakie sprawiały Łowcy szczególną przyjemność. Wyszczerzył zęby patrząc na wzbierającą w pokoju ciemność i oparł się swobodnie o drzwi. Wolał mieć rękę na pulsie, gdyby ktoś chciał przedwcześnie opuścić zgromadzenie. Mrok wezbrał w jego żyłach i Morderca poczuł dreszcz, gdy moc Tiamat przepłynęła poprzez i wokół niego.
- Nar Mattaru elu, Etutu dalilu ina. Tiamatu, mammi dalilu* - wyszeptał bezgłośnie, poruszając samymi wargami.
Tak, była tutaj. Ciemność. A gniew i strach Niewiernych karmiły cienie bez twarzy. Prawie widział ich kształty pełzające poza granicą zdrowych zmysłów... Nie, nie te, które emanowały z Lasombry i były posłuszne jej woli, lecz inne jeszcze, starsze i nie posiadające imienia... Czuł ich wezwanie i głód istnienia, którzy przepływał przez niego wraz z rytmem Zir. Z trudem przywrócił się do rzeczywistości, starając się nadążyć za słowami Victorii. Musiał przyznać, że wreszcie zrobiła to co powinna. Powiedziała to, co należało powiedzieć już dawno. Miał tylko nadzieję, że pozostali zrozumieją. Oczywiście, mógł ich zabić, ale to nie rozwiązywało sytuacji. Poza tym śmierć i tak czekała na nich... Pomimo iluzji nieśmiertelności, czekała tak naprawdę na wszystkich. Nie było więc sensu przyśpieszać tego, co nieuniknione. Te dwa bękarty mogły się jeszcze przydać... Gdy w pokoju wreszcie zapanowała cisza, zachował milczenie i nie odezwał się. Nie zależało mu tak naprawdę na ciągnięciu tej sprawy. Wszystko zostało już powiedziane i wyjaśnione. O wiele bardziej obchodził go Kontrakt i praca, którą miał do wykonania. Z ulgą więc przyjął zmianę tematu. Choć wolał pozwolić wypowiedzieć się najpierw innym...
A gdy fala ciemności opadła, poczuł jak cienie wślizgują się pod jego skórę i jak szczerzą zęby w najciemniejszych komnatach jego serca...
[center]
[/center]
* akad. Siły Otchłani, powstańcie, Ciemności pozdrawiam cię wewnątrz. Tiamat, Matko Bogów, pozdrawiam cię.
- Nar Mattaru elu, Etutu dalilu ina. Tiamatu, mammi dalilu* - wyszeptał bezgłośnie, poruszając samymi wargami.
Tak, była tutaj. Ciemność. A gniew i strach Niewiernych karmiły cienie bez twarzy. Prawie widział ich kształty pełzające poza granicą zdrowych zmysłów... Nie, nie te, które emanowały z Lasombry i były posłuszne jej woli, lecz inne jeszcze, starsze i nie posiadające imienia... Czuł ich wezwanie i głód istnienia, którzy przepływał przez niego wraz z rytmem Zir. Z trudem przywrócił się do rzeczywistości, starając się nadążyć za słowami Victorii. Musiał przyznać, że wreszcie zrobiła to co powinna. Powiedziała to, co należało powiedzieć już dawno. Miał tylko nadzieję, że pozostali zrozumieją. Oczywiście, mógł ich zabić, ale to nie rozwiązywało sytuacji. Poza tym śmierć i tak czekała na nich... Pomimo iluzji nieśmiertelności, czekała tak naprawdę na wszystkich. Nie było więc sensu przyśpieszać tego, co nieuniknione. Te dwa bękarty mogły się jeszcze przydać... Gdy w pokoju wreszcie zapanowała cisza, zachował milczenie i nie odezwał się. Nie zależało mu tak naprawdę na ciągnięciu tej sprawy. Wszystko zostało już powiedziane i wyjaśnione. O wiele bardziej obchodził go Kontrakt i praca, którą miał do wykonania. Z ulgą więc przyjął zmianę tematu. Choć wolał pozwolić wypowiedzieć się najpierw innym...
A gdy fala ciemności opadła, poczuł jak cienie wślizgują się pod jego skórę i jak szczerzą zęby w najciemniejszych komnatach jego serca...
[center]
[/center]* akad. Siły Otchłani, powstańcie, Ciemności pozdrawiam cię wewnątrz. Tiamat, Matko Bogów, pozdrawiam cię.
Ostatnio zmieniony 24 września 2015, 11:40 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Wsłuchawszy się w słowa Mentora, Terry zamknął oczy by chłonąć, co ma do powiedzenia. Chwilę po tym kiedy przekaz się skończył, usłyszał krzyk Victorii. Otworzył oczy i ujrzał jej gniew. Nie śmiał jej przerwać, nie była w tej chwili osobą której się przerywa. Kiedy skończyła mówić, nastała cisza.
I nie było w tym nic dziwnego, to nie był moment na dalsze kłótnie i wyzwiska. Poza tym, powiedziała mniej więcej to, co Terry sam miał zamiar powiedzieć, wiedziony radą swego mistrza.
Po chwili jednak pozycja w której zastygł stała się niewygodna, a parę sekund później, nie do zniesienia. Horacy się odezwał, zadając na koniec pytanie, które było w opinii Malkaviana pytaniem właściwym. Wpierw jednak postanowił zwrócić się do Mrocznej Pani, pewne słowa musiały zostać wypowiedziane.
- Dziękuję ci, o Czarna Victorio. Mądrość spłynęła z twych ust, w najodpowiedniejszym momencie, by powstrzymać nieodwracalne. Mogła by nieco wcześniej, parę chwil nawet, ale i tak w samą porę.
Przeszedł następnie przez pokój, odwrócił się przodem do zebranych, swym zwyczajem wybierając miejsce, gdzie będzie dla wszystkich dobrze widoczny.
- Musimy poczekać na samochód. Bo tak na piechotę to zbyt wiele czasu będzie nam wszystko zajmować. Chociaż nie było by dla mnie problemem, żeby się przejść. Ale ubrania, ubrania to ważna rzecz i musimy i tak poczekać na ubrania, więc samochód też wtedy się znajdzie, z tego co rozumiem, więc musimy nań poczekać. A wtedy to... no po prostu chyba wtedy kruk, kruk będzie chyba tym co nas interesuje najbardziej w tym miejscu, prawda? Nie wiem, co z tym kolegą Horacego, w sumie dobrze by było zapunktować u Garou, ale przecież kruk. I to będzie zadanie dla was - ręką wskazał na Ravnosa i Nosferatu, - bo to wy umiecie rozmówić się ze zwierzętami. Sam bym to zrobił chętnie, niestety, leży to poza moim zasięgiem. I może powinniśmy sobie zrobić coś w stylu drużynowych koszulek. Np, czerwony t-shirt, wiecie, że jesteśmy Koterią Mędrca w Czerwieni. Taki znak rozpoznawczy. Albo czerwone przepaski na ramię... Nie, bez sensu... By nas każdy mógł rozpoznać. Więcej autobusów by mogło w nas zacząć wjeżdżać. W takim razie skupmy się na kruku w pierwszej kolejności. Taka jest moja opinia.
I nie było w tym nic dziwnego, to nie był moment na dalsze kłótnie i wyzwiska. Poza tym, powiedziała mniej więcej to, co Terry sam miał zamiar powiedzieć, wiedziony radą swego mistrza.
Po chwili jednak pozycja w której zastygł stała się niewygodna, a parę sekund później, nie do zniesienia. Horacy się odezwał, zadając na koniec pytanie, które było w opinii Malkaviana pytaniem właściwym. Wpierw jednak postanowił zwrócić się do Mrocznej Pani, pewne słowa musiały zostać wypowiedziane.
- Dziękuję ci, o Czarna Victorio. Mądrość spłynęła z twych ust, w najodpowiedniejszym momencie, by powstrzymać nieodwracalne. Mogła by nieco wcześniej, parę chwil nawet, ale i tak w samą porę.
Przeszedł następnie przez pokój, odwrócił się przodem do zebranych, swym zwyczajem wybierając miejsce, gdzie będzie dla wszystkich dobrze widoczny.
- Musimy poczekać na samochód. Bo tak na piechotę to zbyt wiele czasu będzie nam wszystko zajmować. Chociaż nie było by dla mnie problemem, żeby się przejść. Ale ubrania, ubrania to ważna rzecz i musimy i tak poczekać na ubrania, więc samochód też wtedy się znajdzie, z tego co rozumiem, więc musimy nań poczekać. A wtedy to... no po prostu chyba wtedy kruk, kruk będzie chyba tym co nas interesuje najbardziej w tym miejscu, prawda? Nie wiem, co z tym kolegą Horacego, w sumie dobrze by było zapunktować u Garou, ale przecież kruk. I to będzie zadanie dla was - ręką wskazał na Ravnosa i Nosferatu, - bo to wy umiecie rozmówić się ze zwierzętami. Sam bym to zrobił chętnie, niestety, leży to poza moim zasięgiem. I może powinniśmy sobie zrobić coś w stylu drużynowych koszulek. Np, czerwony t-shirt, wiecie, że jesteśmy Koterią Mędrca w Czerwieni. Taki znak rozpoznawczy. Albo czerwone przepaski na ramię... Nie, bez sensu... By nas każdy mógł rozpoznać. Więcej autobusów by mogło w nas zacząć wjeżdżać. W takim razie skupmy się na kruku w pierwszej kolejności. Taka jest moja opinia.
Ostatnio zmieniony 01 lipca 2015, 10:54 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.