PBF - Charleston by Night

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 28 czerwca 2015, 11:38

Terry stał pod ścianą, opierając się o nią plecami. Prawą stopą wystukiwał o podłogę, sobie tylko znany rytm. Lub po prostu jego brak, ciężko było stwierdzić. Wyglądał na mocno zniecierpliwionego, a jednocześnie mocno skupionego na toczonej w pokoju rozmowie. Jego szczęki nie przestawały się ruszać, chociaż usta miał zamknięte. Kiedy Assamita skończył mówić, Malkavian niemalże wszedł mu w słowo.

- Jeśli będzie zagrożeniem. Jeśli zaś nim nie będzie, to wtedy nie. Chyba nie będzie, co? Jak myślicie? W sumie Horacy zauważył, że Kret w pojedynkę nie zrobiłby czegoś takiego. To znaczy, że miał pomoc, jeśli dobrze rozumiem tę insynuację. Chyba, że miałeś na myśli po prostu jego pobudki moralne, czy raczej zasady, które by mu na to nie pozwoliły. To wtedy co innego. Ale chyba ktoś o umyśle zwierzęcia nie ma takich granic. Jeśli zaś faktycznie nie był sam i ma wspólników w zbrodni, to stawiał bym na coś silnego. Jak wilkołaki właśnie. Też są zwierzętami, eee, poniekąd. I nie musiały być to te "dobre", z mojej wiedzy wynika, że u nich także jest coś takiego jak Sabat u nas. Oni się jakoś nazywali, tylko nie mogę w tej chwili tego złapać, gdzieś mi uciekło. Ale nieważne! Ważne, że skoro współdziała z tymi złymi to może być zagrożeniem jak Darth Namtar powiedział! Z drugiej zaś strony, może być zupełnie odwrotnie. Może po prostu on jest ten dobry i ma dobrego wspólnika i... - przerwał na chwilę, jakby coś sobie przypomniał - A co jeśli on jest ten zły, ale ma ochroniarza jak my. Jeśli dobrze mi się wydaje, klan Łowców ma gdzieś politykę. Czyli mógł na przykład wynająć sobie ochronę. Mógł być też dobry i wynająć sobie ochronę. Wtedy moje następne pytanie można uznać za niebyłe, ale może ono też być istotne, więc pozwolę sobie je po prostu zadać. Co wtedy, Duchu z Otchłani? Co w sytuacji kiedy Kret stanowiłby dla nas zagrożenie, chciałbyś go... usunąć, a okazało by się, że ma ochronę twego klanu? Co wtedy jest ważniejsze, Klan, czy Kontrakt? Czy może macie jakiś tryb postępowania w takich chwilach? I czy zakłada on naszą śmierć w takim przypadku, czy może kontrolowany dialog między stronami?

Właściwie całość wypowiedzi Terry'ego została zeń wypluta, niczym seria z karabinu maszynowego. Jego mina zaś pokazywała większą niż zazwyczaj pewność siebie. Sprawiał wrażenie dumnego, jakby właśnie zadał najważniejsze pytanie w historii, na które to właśnie jemu udało się wpaść.
Spoiler!
Właśnie to przeczytałem i złapałem się za głowę. Więc spieszę poinformować, że staram się jedynie odegrać osobę porobioną Amfetaminą, Tylko dlatego powstała ta dziwna wypowiedź. Ja naprawdę nie jestem taki głupi jak ten śmiecio-monolog powyżej ;)
Ostatnio zmieniony 28 czerwca 2015, 11:55 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 28 czerwca 2015, 15:01

Morderca słuchał potoczystego monologu Świra, pozostając praktycznie bez ruchu. Jedynie jego oczy, skryte za ciemnymi okularami podążały uważnie za każdym gestem Malkawianina. Obserwując i oceniając. Neik, ten Maabol* znów się czymś zaćpał. Haqimi Yekhrib beitak!** Oby to nie było halucynogeny, bo na wszystkie Demony Pustyni, jeśli zobaczę Jezusa to się tu poleje krew! Spojrzał uważnie na pozostałych, jednak ich stan nie wydał mu się niepokojący. Chociaż, jeśli chodzi o Niewiernych nigdy nie można było mieć pewności... Żałował, że nie może im w tym momencie powiedzieć, co o tym myśli. Ich beztroska zaczynała naprawdę działać mu na nerwy. Zacisnął szczęki i poczekał, aż minie mu pierwsza fala wściekłości. A kiedy się odezwał jego głos jak zwykle był cichy i spokojny. A także bardzo, bardzo zimny:

- Nie jestem od tego, by oceniać, co ze sobą robisz. Nie obchodzi mnie to. Jednak jak mówiłem wcześniej, wolałbym, byś brał narkotyki w Sanktuarium. I powstrzymał się od nich, gdy zajmujemy się zadaniem, ponieważ twój stan wpływa na efektywność i utrudnia pracę innym.

- Ale ja wcale nie uważam, żeby... - spróbował mu przerwać Malkawianin, gestykulując gwałtownie.

- Us kut!*** - warknął Morderca tonem, który sprawił, że Terry zamilkł nagle. Nie mógł bowiem nie zauważyć nagłego spadku temperatury w pomieszczeniu, ani ręki Assamity, która nagle znalazła się niebezpiecznie blisko sztyletu.

- Co do twoich pytań, mówiłem już raz i waa faqri, nienawidzę się powtarzać. Eliminuję osoby, które są zagrożeniem. Nie zabijam członków Camarilli bez powodu. To są proste zasady, Hmar kelb tfou**** i nie wiem, czemu nie możesz ich zapamiętać, ibn himar!*****

- Nie musisz się też martwić o potencjalną ochronę Kreta. Mój Klan nie zajmuje się ochroną zagrożonych gatunków zwierząt - uśmiechnął się paskudnie. - Jeśli chodzi o resztę, to mówiłem, że nie będę rozmawiał o sprawach Klanu i naleganie na to jest złamaniem Kontraktu. Więc sugeruję, byś zajął się myśleniem o czymś innym, zanim ci wyrwę krtań lub uszkodzę inną część ciała. I lepiej wytrzeźwiej, jeśli chcesz rozmawiać ze mną. Zanim twe głupie słowa przyjmą cenę w twej krwi. Khadżaf!******

Przez chwilę wyglądał, jakby chciał coś jeszcze dodać, lecz patrząc na Terrego szybko zmienił zdanie. Tak, miał kilka istotnych pytań - a właściwie jedno. Niemniej wolał poczekać aż jego rozmówca wytrzeźwieje, wiedząc, że dyskusja z zaćpanym Świrem nie ma najmniejszego sensu. W zasadzie przerwanie tej rozmowy w tym momencie, było najlepszym sposobem, by ochronić tego Maabol, przed skutkami jego własnej głupoty.



* arab. wariat
** arab. Niech go Haqim przeklnie!
*** arab. Zamknij się!
**** arab. męczący idioto
***** arab. synu osła
****** arab. Jesteś kompromitacją!
Ostatnio zmieniony 28 czerwca 2015, 15:31 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 28 czerwca 2015, 17:54

"...Wiedział, że Horacemu najprawdopodobniej nie spodoba się to, co właśnie usłyszał*..."

Horacy przysłuchiwał się szybkiej wymawianie zdań pomiędzy Terrym a Namtarem. Nie spodobało mu się ani to co właśnie usłyszał ani to co Namatar powiedział wcześniej o zabijaniu Kreta. Im dłużej przebywali w jednej grupie tym bardziej Nosferatu zdawał sobie sprawę, iż coraz większą niezależność i wpływ na grupę przejmuje Namtar. Zauważył, iż działo się to wyłącznie przez epatowanie siłą i zastraszanie. Plan Terrego, polegający na emocjonalnym zbliżeniu się do tego szaleńca, spalił na panewce. Opierał się bowiem na błędnym założeniu, że ten rzeźnik ma jeszcze jakieś ludzkie odczucia, do których można by było przemówić tworząc wątły pomost wzajemnego zrozumienia i relacji. Okazało się, że wspólnych mostów po prostu nie było. Szaleniec rozumiał za to siłę pięści, strach i swoją smycz... smycz!

[center]Obrazek[/center]

Horacemu zabłysnęła w głowie pewna myśl. Dosyć niebezpieczna, zwłaszcza w tej jakże napiętej chwili jednak warta zaryzykowania. Każda kolejna noc oddawała mu kawałek władzy nad grupą. A teraz już decydował o życiu i śmierci klanowiczów z jego miasta. Horacy poczuł jak bezwiednie zaciska pięści. Nie była to jego rola, ściągnąć lejce temu mordercy ale nie miał wyjścia, ktoś to w końcu musiał zacząć robić. Miał tylko nadzieję, na wsparcie kogoś jeszcze oprócz ojczulka...

Horacy ziewnął, udając znudzenie sytuacją. Po czym monotonnym tonem zaczął.**

- Nie jestem co prawda prawnikiem, ale jestem pewien że nasz koteria ma dwa statusy. Po pierwsze jest przedmiotem twojego kontraktu na mocy którego nas ochraniasz. A po drugie na mocy słów samego Red Wisdoma spisanymi w testamencie jest także jego spadkobiercami. Tak byliśmy honorowani do tej pory zarówno przez księcia Democritusa jak i przez Imphu-mela. W mojej opinii możemy zatem dopytywać o szczegóły kontraktu, które mogą mieć zajebisty wpływ na nasze dalsze poczynania. Terry nie zrobił nic złego, ani nie pytał o klan, ani cię niczym nie obraził. Chciał jedynie wyjaśnić konkretną sytuację w ramach umowy. Nie rozumiem zatem dlaczego mu grozisz, choć kontrakt każe ci go strzec.

Horacy obserwował reakcję, Namtara po czym powoli dodał.***

- Prosiłem, cię żebyś nie jechał jeśli nie jesteś w stanie zapanować nad swoimi emocjami tej nocy. - Nosferatu westchnął jakby znudzony wyjaśnieniami - Zrozum, że nikt z nas ani ci nie grozi, ani jako pierwszy nie wyciągnie po ciebie łapy. Lecz mylisz się jeśli sądzisz, że będziemy stali bezczynnie patrząc jak wyrywasz krtań komuś, kogo oczekiwaliśmy że będziesz strzegł z narażeniem swego własnego istnienia. My, nie jesteśmy jakąś wynędzniałą sforą Sabatu, tylko kilkusetletnimi wampirami - dodał chłodno - Mamy władzę zarówno nad mrokiem - zerknął w kierunku Victorii - jak i nad światłem... - spojrzał dyskretnie na Gavina - ...Chrystusa, przed którym żadne gogle nie ochronią. A także spadkobiercami Red Wisdoma i właścicielami kontraktu, który możemy rozwiązać jeśli będzie nam utrudniał wykonanie zadania. Cieszę się, że sobie to mogliśmy spokojnie wyjaśnić, bez głupich rękoczynów.
*Post #540
Spoiler!
** Horacy jest bardzo spięty ale próbuje tego w ogóle nie okazywać. Proszę MG o rzut na przebiegłość.

*** Nosferatu obserwuje korzystając z każdych dostępnych zmysłów, jeśli Namtarowi nie wypadnie zawleczka do tego momentu to kontynuuje powoli i spokojnie dalszą wypowiedź. W tym momencie zdaje się mową ciała i pauzą najbardziej liczyć na słowne wsparcie kogoś jeszcze z koterii.

Ps. jak go teraz razem lekko nie dociśniemy to będzie nam robił co chciał, ten mały wariat z wielkiej piaskownicy :) a moim zdaniem jego miesjce jest tutaj:

[center]Obrazek[/center]
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt: