PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 18 czerwca 2015, 01:20

W tym domu czai się groźba - wyszeptała ciemność w jego żyłach i Morderca odruchowo spojrzał na mijany budynek. Wydawał się tak prozaicznie zwyczajny, ze swoją pozbawioną stylu, otynkowaną na biało fasadą i czarnym, stylizowanym na gotyk napisem. A jednak Łowca wiedział, że w środku coś czeka... W powietrzu czuł oddech śmierci, którego nie zdołał zetrzeć deszcz. Chciał przyjrzeć się lepiej, zerkając ponad dachem dżipa, gdy samochód koterii nagle stanął w miejscu. Instynkt Łowcy zareagował niemal natychmiast. Tym razem nie był to szept, lecz wrzask który wybuchł pod czaszką i rozszedł się po ciele elektryzującą falą nieuchronności. Niebezpieczeństwo! Zorientowanie się w sytuacji zabrało mu mniej niż sekundę. Mężczyzna przed samochodem. Blada dłoń, przypominająca bezkrwistego pająka, znikająca pod marynarką. Zagrożenie. I rozpędzony szkolny autobus, którego słoneczna barwa zdawała się rozpaczliwie groteskowa na zalanej deszczem ulicy. Błyskawicznie wyszarpnął broń z kabury i strzelił do starca, blokującego dżipa. Jednak tamten był szybki, szybszy niż można było się spodziewać biorąc pod uwagę jego wiek i wysuszone ciało. Ułamek sekundy przed wystrzałem spojrzał w stronę Łowcy i rzucił się na ziemię, ukrywając za karoserią. Namtar był prawie pewien, że nie trafił. Nie miał czasu, aby poprawić.

- Yalla!* - krzyknął do Gavina. - Jedź!

Jednocześnie odwrócił się i wypalił, celując w ciemny, ledwo widoczny kształt za szybą autobusu. Tym razem był pewien trafienia. Autobus jednak był blisko, zbyt blisko by miało to już jakieś znaczenie. Silnik dżipa przebudził się nagle, z odgłosem nadciągającego grzmotu. Morderca odwrócił się do autobusu i ruszył gwałtownie, wiedząc, że od uderzenia dzielą go zaledwie sekundy. Honda zawyła i skoczyła naprzód, stając dęba na mokrej nawierzchni. Utrzymał równowagę i wystrzelił do przodu, mijając samochód koterii. Starzec w garniturze wciąż klęczał przed maską dżipa. Spojrzał na niego z zaskoczeniem, gdy Assamita, mijając go, wpakował mu kolejną kulę. Tym razem był pewien trafienia. I wiedział, co potrafi zrobić z ciałem pocisk 50 AE, wystrzelony z tej odległości. Tamten był już przeszłością. Wjechał na teren Domu Pogrzebowego i ostro obrócił motor, wykonując w miejscu skręt o 90 stopni. Jednocześnie usłyszał huk, z jakim żółta nemezis rąbnęła w samochód koterii Atra-hasisa. Zaklął bezgłośnie mając nadzieję, że Gavin miał choć tyle czasu, aby uniknąć głównej siły uderzenia...


* arab. Dalej!
Ostatnio zmieniony 18 czerwca 2015, 14:56 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 18 czerwca 2015, 13:55

Charleston WV Point Pleasant Droga przed Domem Pogrzebowym 10.08.1993

Uderzenie było potężne. Gdyby nie zapięte pasy, niektórzy pasażerowie mogliby wypaść przez okna pojazdu. Chwilę przed nim, Gavin zdążył ruszyć do przodu, lecz dzięki Akceleracji niemal natychmiast pojął, że nie uda mu się całkowicie uciec przez nadciągającym z zawrotną prędkością autobusem. Kierowca żółtej trumny śmierci trzymał dalej kurs, celując dokładnie w boczną część samochodu koterii. Ravnos w ostatniej chwili odbił na ile mógł w lewą, aby zderzenie nie było całkiem prostopadłe. Huk zderzenia i trzask dartego metalu, był ogłuszający. Nieumarłych wewnątrz pojazdu zasypał deszcz odłamków szkła. Gavin zderzył się z Victorią, którą siła uderzenia przesunęła na środek pojazdu, wraz z siedzeniem. Łokieć Ravnosa wbił się głęboko w brzuch Lasombry, a jej prawa ręka została całkowicie zmiażdżona. Poczuła ból w momencie zderzenia z Gavinem, gdy pękły jej trzy żebra. Horacy siedział najbliżej miejsca zderzenia. Większość szkła i metalowe części karoserii próbująca wbić się w ciało Nosferatu, zatrzymały się na kamizelce kuloodpornej. Jedynie prawe ramię i nogi zostały poharatane w wyniku wypadku. Malkavian zmówił w myślach szybką modlitwę prosząc Pana o pomoc. Uderzył głową w szybę podczas zderzenia z pojazdami stróżów prawa. Przez chwilę odłamki szkła, błyszczące wkoło jego głowy wyglądały niczym aureola. Później czaszka Malkavianina przebiła szybę i zderzyła się z karoserią policyjnego wozu. Jasper i Grace zniknęli z samochodu, jakby ich tam nigdy nie było.

Namtar obserwował wszystko z boku. Dzięki Akceleracji widział zderzenie w zwolnionym tempie. Siła uderzenia odrzuciła dżipa na kilka metrów. Lecące auto wykonało trzy obroty wokół własnej osi i wpadło między radiowozy policyjne. Dwóch policjantów zginęło natychmiast, zmiażdżonych pomiędzy pojazdami. Autobus zwolnił tempo, lecz nie zatrzymał się. Zderzenie zmieniło jego trajektorię, sprawiając, iż uderzył w budynek naprzeciwko Domu Pogrzebowego. Assamita widział, jak kierowca autobusu próbował wyskoczyć wcześniej, lecz nie udało mu się to. Uderzenie wyrzuciło także ciało leżącego na masce mężczyzny. Lecąc niczym szmaciana lalka, wpadł prosto w zamknięte okno, mieszczące się na piętrze Domu Pogrzebowego. Roztrzaskał przy tym masywne okiennice i szybę.

Pozostałych trzech policjantów ruszyło natychmiast pomóc poszkodowanym. Wydawało się, że nie zwrócili uwagi na strzały.
Dla Victorii:Zaczynasz się leczyć 1 punkt obrażeń, za 1 punkt krwi na rundę.
Dla Terrego:Zaczynasz się leczyć 3 punkt obrażeń, za 3 punkt krwi na rundę.
Dla Gavina:Zaczynasz się leczyć 1 punkt obrażeń, za 1 punkt krwi na rundę.
Dla Horacego:Zaczynasz się leczyć 2 punkty obrażeń, za 2 punkt krwi na rundę.
Dla Namtara: Dyskretnie przeładowujesz broń.
Ostatnio zmieniony 18 czerwca 2015, 19:53 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 18 czerwca 2015, 20:35

Charleston WV Point Pleasant Przed Domem Pogrzebowym 10.08.1993

Pojękując i przeklinając z bólu, Spokrewnieni zaczęli składać swoje nieumarłe ciała korzystając z dobrodziejstwa klątwy Kaina. Wnętrze dżipa było totalnie zdewastowane, zasypane odłamkami szkła i spryskane krwią. Gavin odruchowo pociągnął nosem, nie czuł jednak zapachu benzyny. Odetchnął z ulgą. Po chwili z budynku wybiegł mężczyzna, którego widzieli wcześniej, gdy mijał policjantów stojących na trawniku. Teraz mogli mu lepiej się przyjrzeć, bowiem z tej odległości rzęsisty deszcz nie ograniczał widoczności. Był trochę po trzydziestce, ubrany w szary prochowiec. Krótkie, ciemne włosy gładko przylegały do czaszki. Choć może był to tylko efekt ulewy. Nie miał zarostu. Rozejrzał się po całym pobojowisku i natychmiast wydał polecenia:

- Ty - zwrócił się do policjanta, który stał najbliżej jedynego nienaruszonego radiowozu - wezwij karetkę i posiłki. Ty, młodszy sprawdź co z Mcarturem i Kowalskim, a ja zajmę się tymi w dżipie. Biegiem! - wrzasnął na koniec, co zadziałało mobilizująco na pozostałych stróżów prawa. Bez dalszych pytań przystąpili do wykonywania otrzymanych rozkazów.

Podbiegł do samochodu i odezwał się:

- Horacy? Kurwa mać... Co wy tutaj...? Zresztą, to może poczekać. Wyciągnę was z tego. Ktoś wpadł w letarg? - zapytał szybko, zaglądając do wnętrza samochodu.

Korzystając z tego, iż uwaga wszystkich wkoło skupiona była chwilowo na skutkach wypadku, Assamita przeładował broń. Trzymał pistolet nisko przy udzie, pilnując, by policja nie zwróciła na niego uwagi. Mieli zresztą teraz co innego do roboty. Obserwował uważnie całe otoczenie, lustrując je pod kątem kolejnych możliwych zagrożeń. Kierowca autobusu znikł z pola widzenia, ponieważ przód pojazdu wbił się w front domku obok. Namtar postanowił jednak poczekać jeszcze chwilę, by upewnić się, że niebezpieczeństwo minęło.
Proszę info na PW, ile ran leczycie.
Co robicie? Czekam na posty.
Ostatnio zmieniony 19 czerwca 2015, 12:35 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 19 czerwca 2015, 13:33

- Horacy? Kurwa mać... Co wy tutaj...? Zresztą, to może poczekać. Wyciągnę was z tego. Ktoś wpadł w letarg? - Mężczyzna w szarym płaszczu pochylił się by zajrzeć do wnętrza samochodu.

Najpierw Terry pozwolił, by krew dokończyła łatać jego poobijane ciało. Następnie, wciąż oszołomiony siłą uderzenia rozejrzał się niepewnie po towarzyszach. Żadne z nich nie sprawiało wrażenia osoby nieprzytomnej, jednak wnętrze samochodu wręcz sugerowało, że raczej nikt nie powinien wyjść z tego cało. Dopiero teraz zanotował brak dwójki Opustoszałych. Nie mógł jednak z całą pewnością stwierdzić co się z nimi stało.

- Chyba nikt z nas. - odezwał się do zaglądającego do środka mężczyzny, na którym spoczęło jego zamroczone spojrzenie.

Wciąż bolała go głowa. Z trudem odpiął wpijające się w jego korpus pasy bezpieczeństwa. Przez chwilę siłował się z drzwiami. Obejrzał się raz jeszcze na resztę Koterii. Miał wrażenie, że sam wyszedł z tego w najlepszym stanie. Bez cienia wątpliwości zasługa tych kilku słów modlitwy na moment przed uderzeniem.

Z deszczu pod rynnę. Udało nam się uciec przed jednym zagrożeniem, by wjechać prosto w ramiona drugiego. Wcale mi się to nie podoba, musimy się stąd oddalić. Szybko. I musimy działać dalej. Nie mamy czasu, tak strasznie go nie mamy.
Ostatnio zmieniony 19 czerwca 2015, 14:01 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Rellon
Reactions:
Posty: 90</