PBF - Charleston by Night

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 15 czerwca 2015, 11:31

Terry przysłuchiwał się rozmowie, lecz napięcie wcale go nie opuściło. Wciąż nerwowo się rozglądał, za oknami auta spodziewając się za chwilę zobaczyć kłębiącą się masę szponów, kłów i macek.

I nic z tego nie wynikło. Ostrzegłem was natychmiast, kiedy tylko zobaczyłem tę zgraję. Ale nikt z was nie podjął żadnych kroków. Jedynie te do samochodu. A Jasper powiedział, że nic o tym nie wie. Kłamał. Musiał kłamać. Przecież nie można być Magiem i nie widzieć tego bezkresu obserwujących nas ślepi. I nic i tak z tego nie wynika. Dalej tu jesteśmy, a jakoś nie wydaje mi się, by ta metalowa puszka mogła nas w jakiś sposób ochronić. Mam tylko nadzieję, że Darth Namtar nie odszedł zbyt daleko...

Świadomość, że swoje nieżycie składa na ręce Ducha z Otchłani wcale go nie uspokoiła. Właściwie poczuł się jeszcze bardziej nieswojo. Nie chciał się zdradzić przed nowymi znajomymi, lecz tak naprawdę nie marzył o niczym innym jak się stąd oddalić.
Spoiler!
Nie przestaję obserwować otoczenia. Mam wrażenie, że moje ostrzeżenie pozostało bez odpowiedzi, bo nikt nie ustosunkował się na głos, z wyjątkiem Gavina, ale i tak zostało to zgaszone przez potencjalnego wrogoprzyjaciela. Ale teraz mocno się skupiam.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 15 czerwca 2015, 14:39

Koteria Arta-hasisa wraz z napotkanymi Magami udałą się do samochodu, tym samym pozbawiając go możliwości dalszego śledzenia rozmowy. Nie przejął się jednak tym zbytnio, zakładając, że kuffrowie i tak przekażą mu informacje, które powinien znać. Poza tym perspektywa spędzenia kilku chwil w samotności nie była taka zła. Mówiąc prawdę nigdy nie czuł się dobrze, rozmawiając z kimś spoza Klanu. Właściwie to nie miał zbyt wielu takich doświadczeń. Odkrył jednak, że praca ochroniarza pozwala mu uniknąć wielu takich sytuacji i był to ten element, który zdecydowanie zaczynał mu się w niej podobać. Korzystając z osłony rosnącego nieopodal klonu, ukrył się w poszarpanym cieniu, rzucanym przez jego koronę. Stąd doskonale widział dżipa Koterii, parking znajdował się w końcu nie dalej, jak półtora metra obok. Wielkie krople deszczu uderzały o liście, wygrywały nierówny rytm na błyszczących w świetle lamp karoseriach samochodów. Kilka osób wymknęło się szybko z parku i pospiesznie przecięło wyasfaltowaną przestrzeń. Morderca odgadł więc, iż panująca aura na dobre zniechęciła gapiów. Obserwował okolicę, pamiętając o słowach Malkavianina. Mimo wszystko nie lękał się duchów, choć miał świadomość, iż jest kilka osób po drugiej stronie, które na pewno chciałyby go spotkać... Jednak czujność była wyrobionym nawykiem. Lustrując otoczenie przyłapał się na tym, iż pozwala swoim myślom błądzić, przeskakując swobodnie z tematu na temat.

Światło latarni i krople, rozbijające się na ciemnej powierzchni parkingu przypomniały mu wczorajsze spotkanie z Łowcą. Zastanowił się przelotnie, gdzie teraz był podpułkownik? Czy leczył swoje rany w jakimś obskurnym pokoiku hotelowym, wyciszając ból za pomocą alkoholu? Gdzieś, gdzie nikt nie zainteresuje się kilkoma dodatkowymi ciemnymi plamami na linoleum? Był wciąż zbyt młody, by zrozumieć, że w tym zawodzie liczyła się tak naprawdę tylko efektywność. Duma bywała luksusem, który należało umieć odstawić na bok, gdy w grę wchodziła skuteczność. Zabijanie, tylko to liczyło się tak naprawdę...; Liczba Bękartów Khayyina, których posłałeś do piachu... Odruchowo spojrzał na samochód koterii... Miał tylko nadzieję, że siedzący w nim Niewierni nie wpadli nagle na pomysł by znów wziąć dziwne narkotyki, doprawione nutką Demencji. A potem zacząć się gryźć - to chyba musiało sprawiać im przyjemność? Zresztą, nie miał ochoty dywagować nad tym. Musiał jednak przyznać, że księgi mówiły prawdę i zgnilizna moralna tocząca munafiqun była o wiele głębsza niż mógł sobie początkowo wyobrazić. Wciąż nie umiał zrozumieć po co okłamywali go i dlaczego wciąż próbowali nim manipulować. Nie potrafił tego pojąć, choć z drugiej strony nie był pewien, czy chciałby. Podejrzewał jedynie, że po prostu nie umieją inaczej. Wszystkie ich relacje skażone były wzajemną podejrzliwością i dążeniem do władzy. Niemalże obsesją, jeśli chodzi o to ostatnie. Choć właściwie, należało dziękować za to losowi. Zjednoczenie Niewiernych w postaci Camarilli było i tak zbyt wielkim zagrożeniem. Czyż nie byli w stanie wcześniej zranić Klanu poprzez Klątwę? Dzieci Haqima wciąż pamiętały, Pomiot Khayyina mógł zapomnieć... Przez chwilę pozwolił sobie na sublimację nienawiści. To było dobre, oczyszczające uczucie... Później powrócił do poprzedniego wątku rozmyślań.

Dlaczego wciąż próbowali nim manipulować? Nie był taki jak oni, powiedział im przecież... Ten Kontrakt był teraz całą jego perspektywą. A jednak mimo to wciąż przypominali mu, że znajduje się wśród wrogów, próbując zmusić go do okazania słabości, nakłaniając go do wzięcia udziału w grze... Na ich zasadach... Mógł wysnuć z tego tylko wniosek, iż jego lojalność nie wystarczyła im. Zaprawdę, Klątwa Khayyina była niczym zaraza... Być może więc właśnie to, sam fakt, że nie należał do zarażonych wywoływał w nich taką a nie inną reakcję. Opartą na strachu i na zazdrości, która kazała im zniszczyć wszystko, co pozostawało czyste... Nie lękał się jednak tej konfrontacji. Znał własną siłę i moc swej krwi... A jednak całą ta gra irytowała go, będąc w jego odczuciu elementem całkowicie zbędnym. Poruszanie się w świecie Kaffir było jak błądzenie w labiryncie krzywych zwierciadeł, w których nic nie zdawało się takie, jakie było naprawdę. Tu wszyscy nosili maski. Nawet Nosferatu ukrywał swą prawdziwą twarz. Kłamstwo wrosło w ich egzystencję tak głęboko, że nie umieli już bez niego istnieć. Nie czuł jednak współczucia. Jedynie obrzydzenie i wzgardę.

Okna dżipa zaszły srebrną mgłą i Morderca cieszył się, że nie widzi siedzących w środku postaci. Jedynie cienie. Pomyślał, że będzie musiał zabić i zmyć krwią to niepokojące i niewygodne odczucie, które pojawiało się zawsze gdy znajdował się zbyt blisko Bękartów Khayyina.

[center]Obrazek[/center]
Ostatnio zmieniony 02 listopada 2015, 23:38 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 15 czerwca 2015, 17:20

Charleston WV Point Pleasant Tu-Endie-Wei State Park 10.08.1993

Jasper wysłuchał wszystkiego, co miał do powiedzenia Horacy, po czym odpowiedział:

- Nie no, to teraz dojebałeś stary. To mnie przekracza i Grace też, bo wygląda to na robotę potężniejszych od nas. Mówisz, że będzie masakra? I kurwa dobrze, bo nikt nie chce nas słuchać jak mówimy, że obecny świat to śmietnik! Kurwa, mam dość tego pierdolenia, że się mylimy i nie mamy podstaw. Coś wam powiem przyjaciele: wszystko tutaj jest spierdolone, na każdym etapie. Zaczynając od komórki, a na duchowości kończąc. Technokracja zajebała ducha na amen, wszyscy żyją przeszłością. Nie ma przyszłości dla nikogo, więc po cholerę próbować? Pozbądź się złudzeń, człowieku, a odnajdziesz wolność...

Jasper przerwał na chwilę, by zapalić papierosa. W tym celu wyciągnął z kieszeni kurtki świeżo skręconego jointa. Po chwili dym świeżo palonej marihuany zaczął wypełniać wnętrze pojazdu. Deszcz nabierał na sile, sprawiając że większość ludzi postanowiło schować się w domach. W tym czasie inicjatywę przejęła Grace:

- Ach, Jasper, ty to potrafisz tragizm sytuacji podkreślić! Uwielbiam jak to robisz, ciarki mnie normalnie przechodzą... Może zabralibyśmy naszych nowych znajomych na spotkanie z przyjaciółmi? Ja lubię, gdy ktoś stawia mi drinka, a w zamian powiem mu coś z jego przeszłości - uśmiechnęła się zalotnie do Gavina. - Nie sądzisz, że wyglądam apetycznie?

Mag zaciągnął się dymem, by po chwili kontynuować:

- Nie potrafię zrobić tego, o co mnie prosisz człowieku, bo nie mam takiej mocy. A ci co potrafią, mają w dupie i są zawsze zajęci czymś innym... Jednak muszę przyznać wam rację co do przeznaczenia. To, że tutaj jesteśmy razem to faktycznie nie jest przypadek. Odlot nie? Widzicie, Porządek Hermesa was spali za fakt, że jest z wami Tremere, Niebiański Chór spali za to czym jesteście, dla Euthanatosów jesteście wynaturzeniem i stoicie w kole przemiany, Mówcy Marzeń gadają tylko z rdzennymi mieszkańcami, Verbena odeszły z tych ziem wiedząc o klątwie Cornstalka, Kultyści Ekstazy najpierw was czymś zaćpają, a potem spuszczą z was krew. Bracia Akashic poczęstują was kopniakiem z półobrotu, takim, że nawet Chuck Norris poczułby się zawstydzony normalnie... A tak są jeszcze najnowsze Tradycje, Synowie Eteru i Wirtualni Adpeci, ale nie dogadacie się z nimi... Nie wyglądacie na miłośników technologi i maszyn. Charleston jest jak Wszechświat - wielki, kosmiczny bałagan, ludzie! Technokracja zawsze chciała położyć łapę na tym magicznym i niestabilnym terenie. Panowie w Czerni niebawem znów się pojawią, a wtedy najlepiej zniknąć im z oczu. Jesteście zdani na nas, to jest dopiero przeznaczenie! Yeah! - krzyknął i po chwili zaciągnął się dymem. - Ej, niezły ten towarez... - dodał pop chwili, patrząc na jointa.

- Zapraszam was ziomki na spotkanie z liderem naszej Kabały. On na pewno pomoże, ale musicie przyjść koniecznie w tych strojach na imprezkę u Justina jutro po zmroku. Będzie coooool... Nie pożałujecie!

- Jasper chcesz ich przestawić samemu Despero? Och! Ach! Ale to będzie zajebiste! - krzyknęła z podniecenia Grace. - Będę mogła zrobić sobie z wami fotkę? Jesteście tacy mroczni, normalnie czuję, jak przy was mój mrok staje się czarniejszy... A ty przystojniaku w tej koloratce, wyglądasz nieziemsko...
Spoiler!
Test Empatii ST:6 = 2 sukcesy. Grace i Jasper bardzo dobrze się znają i to od razu widać. Magowie są bardzo zainteresowani, a Grace wręcz podjarana spotkaniem z wami. Są otwarci na kontakt i są bardzo zafascynowani wampirami i gotyckim stylem życia. Są szczęśliwi z możliwości spotkania i rozmowy.
Spoiler!
Test Przebiegłości ST: 6 = 3 sukcesy. Efekt w dialogu.
Spoiler!
Niczego podejrzanego nie zauważasz. Ulewa pogarsza zasięg wzroku.
Test Wiedzy o Magach ST:8 = 2 sukcesy. Masz do czynienia z Magami, których nazywa się Opustoszali. Są to w większości nieuki, którzy nie posiadają żadnej z Tradycji. Są dla ciebie niczym Parias, który w społeczeństwie Kainitów kompletnie nic nie znaczy. Opustoszali bardzo rzadko dochodzą do większej mocy.
Spoiler!
Niczego podejrzanego nie zauważasz. Ulewa pogarsza zasięg wzroku.
Osta