Charleston WV Point Pleasant Tu-Endie-Wei State Park 10.08.1993
Jasper wysłuchał wszystkiego, co miał do powiedzenia Horacy, po czym odpowiedział:
- Nie no, to teraz dojebałeś stary. To mnie przekracza i Grace też, bo wygląda to na robotę potężniejszych od nas. Mówisz, że będzie masakra? I kurwa dobrze, bo nikt nie chce nas słuchać jak mówimy, że obecny świat to śmietnik! Kurwa, mam dość tego pierdolenia, że się mylimy i nie mamy podstaw. Coś wam powiem przyjaciele: wszystko tutaj jest spierdolone, na każdym etapie. Zaczynając od komórki, a na duchowości kończąc. Technokracja zajebała ducha na amen, wszyscy żyją przeszłością. Nie ma przyszłości dla nikogo, więc po cholerę próbować? Pozbądź się złudzeń, człowieku, a odnajdziesz wolność...
Jasper przerwał na chwilę, by zapalić papierosa. W tym celu wyciągnął z kieszeni kurtki świeżo skręconego jointa. Po chwili dym świeżo palonej marihuany zaczął wypełniać wnętrze pojazdu. Deszcz nabierał na sile, sprawiając że większość ludzi postanowiło schować się w domach. W tym czasie inicjatywę przejęła Grace:
- Ach, Jasper, ty to potrafisz tragizm sytuacji podkreślić! Uwielbiam jak to robisz, ciarki mnie normalnie przechodzą... Może zabralibyśmy naszych nowych znajomych na spotkanie z przyjaciółmi? Ja lubię, gdy ktoś stawia mi drinka, a w zamian powiem mu coś z jego przeszłości - uśmiechnęła się zalotnie do Gavina. - Nie sądzisz, że wyglądam apetycznie?
Mag zaciągnął się dymem, by po chwili kontynuować:
- Nie potrafię zrobić tego, o co mnie prosisz człowieku, bo nie mam takiej mocy. A ci co potrafią, mają w dupie i są zawsze zajęci czymś innym... Jednak muszę przyznać wam rację co do przeznaczenia. To, że tutaj jesteśmy razem to faktycznie nie jest przypadek. Odlot nie? Widzicie, Porządek Hermesa was spali za fakt, że jest z wami Tremere, Niebiański Chór spali za to czym jesteście, dla Euthanatosów jesteście wynaturzeniem i stoicie w kole przemiany, Mówcy Marzeń gadają tylko z rdzennymi mieszkańcami, Verbena odeszły z tych ziem wiedząc o klątwie Cornstalka, Kultyści Ekstazy najpierw was czymś zaćpają, a potem spuszczą z was krew. Bracia Akashic poczęstują was kopniakiem z półobrotu, takim, że nawet Chuck Norris poczułby się zawstydzony normalnie... A tak są jeszcze najnowsze Tradycje, Synowie Eteru i Wirtualni Adpeci, ale nie dogadacie się z nimi... Nie wyglądacie na miłośników technologi i maszyn. Charleston jest jak Wszechświat - wielki, kosmiczny bałagan, ludzie! Technokracja zawsze chciała położyć łapę na tym magicznym i niestabilnym terenie. Panowie w Czerni niebawem znów się pojawią, a wtedy najlepiej zniknąć im z oczu. Jesteście zdani na nas, to jest dopiero przeznaczenie! Yeah! - krzyknął i po chwili zaciągnął się dymem. - Ej, niezły ten towarez... - dodał pop chwili, patrząc na jointa.
- Zapraszam was ziomki na spotkanie z liderem naszej Kabały. On na pewno pomoże, ale musicie przyjść koniecznie w tych strojach na imprezkę u Justina jutro po zmroku. Będzie coooool... Nie pożałujecie!
- Jasper chcesz ich przestawić samemu Despero? Och! Ach! Ale to będzie zajebiste! - krzyknęła z podniecenia Grace. - Będę mogła zrobić sobie z wami fotkę? Jesteście tacy mroczni, normalnie czuję, jak przy was mój mrok staje się czarniejszy... A ty przystojniaku w tej koloratce, wyglądasz nieziemsko...