Jeśli nie mamy ze sobą wyposażenia pozostałego po poprzednim zadaniu (ehhh Godhammer !) to pistolet laserowy, nóż i zwykłego shotguna (którego miałam "z podstawowej postaci")
PBF - Bluźniercza otchłań
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Osnowa, pokład Diamentowej Gwiazdy
Chociaż Nathan nie mógł wiedzieć, czy krwiożercze monstrum dysponuje jakimkolwiek rozwiniętym intelektem, stwór zaświergolił ponownie przeraźliwie wysoką nutą. Zabrzmiało to tak jakby stworzenie zrozumiało wykrzyczane przez człowieka wyzwanie i odpowiedziało mu własnym zewem, wręcz wibrującą czystą agresją i czymś, co przerażająco przypominało zwierzęcy głód.
Złożywszy skrzydła bestia rzuciła się ponownie w dół ciasnej przestrzeni mierząc swą szeroko otwartą paszczą w głowę podnoszącego nóż Nathana. Mężczyzna ugiął błyskawicznie nogi, zasłaniając się uzbrojoną w ostrze dłonią i mrugając oczami, do których ściekały mu z pokaleczonego czoła krople własnej krwi. W głowie wciąż mu się kręciło od wstrętnego fetoru zwierzęcia, ale szaleńcza desperacja nie pozwalała ulec omdleniu.
Donośny huk wstrząsnął korytarzem, niczym piorun z jasnego nieba. Spadający wprost na Silvanusa stwór rozpadł się pośród rozbryzgu czarnej krwi i zdezintegrowanej tkanki, odbił się od ściany korytarza lądując na perforowanej podłodze niczym wypełniony piaskiem worek.
Dyszący ciężko Nathan opuścił uzbrojoną w nóż dłoń, oderwał zaskoczone spojrzenie od stwora odwracając głowę w przeciwną stronę.
Stojący opodal młody mężczyzna w ciemnozielonym uniformie załoganta Diamentowej Gwiazdy oblizał bezwiednie usta, ściskając w dłoniach strzelbę o krótkiej lufie.
- Co to... co to było? - wykrztusił napotkawszy wzrok Silvanusa - Demon?
Chociaż Nathan nie mógł wiedzieć, czy krwiożercze monstrum dysponuje jakimkolwiek rozwiniętym intelektem, stwór zaświergolił ponownie przeraźliwie wysoką nutą. Zabrzmiało to tak jakby stworzenie zrozumiało wykrzyczane przez człowieka wyzwanie i odpowiedziało mu własnym zewem, wręcz wibrującą czystą agresją i czymś, co przerażająco przypominało zwierzęcy głód.
Złożywszy skrzydła bestia rzuciła się ponownie w dół ciasnej przestrzeni mierząc swą szeroko otwartą paszczą w głowę podnoszącego nóż Nathana. Mężczyzna ugiął błyskawicznie nogi, zasłaniając się uzbrojoną w ostrze dłonią i mrugając oczami, do których ściekały mu z pokaleczonego czoła krople własnej krwi. W głowie wciąż mu się kręciło od wstrętnego fetoru zwierzęcia, ale szaleńcza desperacja nie pozwalała ulec omdleniu.
Donośny huk wstrząsnął korytarzem, niczym piorun z jasnego nieba. Spadający wprost na Silvanusa stwór rozpadł się pośród rozbryzgu czarnej krwi i zdezintegrowanej tkanki, odbił się od ściany korytarza lądując na perforowanej podłodze niczym wypełniony piaskiem worek.
Dyszący ciężko Nathan opuścił uzbrojoną w nóż dłoń, oderwał zaskoczone spojrzenie od stwora odwracając głowę w przeciwną stronę.
Stojący opodal młody mężczyzna w ciemnozielonym uniformie załoganta Diamentowej Gwiazdy oblizał bezwiednie usta, ściskając w dłoniach strzelbę o krótkiej lufie.
- Co to... co to było? - wykrztusił napotkawszy wzrok Silvanusa - Demon?
Pojawiła się kawaleria, dosłownie w ostatniej chwili. Myślę, że teraz Nathan może już sobie pozwolić na spektakularną utratę przytomności! 
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Nathan kiwnął tylko ramionami, sam nie wiedział bowiem z czym miał do czynienia. Choć w głowie kręciło mu się, a przed oczyma pojawiały się mroczki, to nie môgł pozwolić sobie na chwilę słabości.
- Jest pan ranny?
Nie kurwa, wylałem na siebie talerz barszczu - odpowiedział sobie w myślach były regulator, zaprzeczając ruchem głowy i pozwalając sobie na cień uśmiechu.
- Już go miałem...
Spokojnym jak się tylko dało krokiem podszedł do interkomu zamierzając złożyć raport Sibelliusowi.
- Jest pan ranny?
Nie kurwa, wylałem na siebie talerz barszczu - odpowiedział sobie w myślach były regulator, zaprzeczając ruchem głowy i pozwalając sobie na cień uśmiechu.
- Już go miałem...
Spokojnym jak się tylko dało krokiem podszedł do interkomu zamierzając złożyć raport Sibelliusowi.
Zemdleć? Prawdziwi twardziele nigdy nie mdleją! To tylko lekkie zadrapania.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Osnowa, pokład Diamentowej Gwiazdy
Prowadzeni przez Septimusa agenci Tronu zdążyli pokonać jeden półpoziom, zanim wpadli na grupę biegnących prowadzącymi w dół schodami załogantów. Był z nimi kapitan Galahar, ściskający w ręce ciężki laserowy pistolet o inkrustowanej złotem obudowie.
- Rzeczniku, co tutaj robicie?! - krzyknął właściciel frachtowca zatrzymując ostrym ruchem ręki swoich podkomendnych. Trzymająca się boku Septimusa Medea zauważyła, że większość marynarzy miała w rękach strzelby, ale dwóch niosło ciężkie miotacze ognia połączone rurami z założonymi na plecy zbiornikami paliwa - Wróćcie natychmiast do swojej kabiny!
- To nie moja pierwsza podróż przez Osnowę, kapitanie - odpowiedział Septimus kierując ku podłodze korytarza lufę swego pistoletu - I domyślam się, co oznacza protokół Periculum Anima! Potrafię posługiwać się bronią, moi przyboczni również. Odrzucenie naszej pomocy będzie ewidentnym błędem.
Galahar zawahał się przelotnie, potem z wyraźną niechęcią skinął głową.
- Nie mamy pewności, co takiego się stało - oświadczył przywołując do siebie Septimusa i nakazując jednocześnie ruchem ręki, by jego ludzie podążyli dalej w dół klatki schodowej - Ktoś podniósł alarm na pokładzie piątym, ale komunikat był kompletnie niezrozumiały. Na mostku usłyszeliśmy jedynie odgłosy zaciekłej walki. W Osnowie to może oznaczać tylko jedno!
Medea nie mogła mieć całkowitej pewności, ale wydało jej się, że Septimus stężał jeszcze bardziej, a to świadczyło o głębokim, choć starannie skrywanym zdenerwowaniu akolity.
- Ojcze konfesorze, wróć po Haxtana i Taurona, niech wezmą ze sobą broń i do nas dołączą - polecił zmieniwszy raptownie wcześniejsze dyspozycje - Istnieją powodu ku temu, by zakładać poważne niebezpieczeństwo dla nas wszystkich.
Ojciec Kazadi mruknął coś pod nosem, ale wbrew oczekiwaniom Medei nie wdał się z Septimusem w sprzeczkę. Zamiast tego z zadziwiającą dla siebie spolegliwością pobiegł korytarzem z powrotem w kierunku oddanego do dyspozycji pasażerów dormitorium.
Prowadzeni przez Septimusa agenci Tronu zdążyli pokonać jeden półpoziom, zanim wpadli na grupę biegnących prowadzącymi w dół schodami załogantów. Był z nimi kapitan Galahar, ściskający w ręce ciężki laserowy pistolet o inkrustowanej złotem obudowie.
- Rzeczniku, co tutaj robicie?! - krzyknął właściciel frachtowca zatrzymując ostrym ruchem ręki swoich podkomendnych. Trzymająca się boku Septimusa Medea zauważyła, że większość marynarzy miała w rękach strzelby, ale dwóch niosło ciężkie miotacze ognia połączone rurami z założonymi na plecy zbiornikami paliwa - Wróćcie natychmiast do swojej kabiny!
- To nie moja pierwsza podróż przez Osnowę, kapitanie - odpowiedział Septimus kierując ku podłodze korytarza lufę swego pistoletu - I domyślam się, co oznacza protokół Periculum Anima! Potrafię posługiwać się bronią, moi przyboczni również. Odrzucenie naszej pomocy będzie ewidentnym błędem.
Galahar zawahał się przelotnie, potem z wyraźną niechęcią skinął głową.
- Nie mamy pewności, co takiego się stało - oświadczył przywołując do siebie Septimusa i nakazując jednocześnie ruchem ręki, by jego ludzie podążyli dalej w dół klatki schodowej - Ktoś podniósł alarm na pokładzie piątym, ale komunikat był kompletnie niezrozumiały. Na mostku usłyszeliśmy jedynie odgłosy zaciekłej walki. W Osnowie to może oznaczać tylko jedno!
Medea nie mogła mieć całkowitej pewności, ale wydało jej się, że Septimus stężał jeszcze bardziej, a to świadczyło o głębokim, choć starannie skrywanym zdenerwowaniu akolity.
- Ojcze konfesorze, wróć po Haxtana i Taurona, niech wezmą ze sobą broń i do nas dołączą - polecił zmieniwszy raptownie wcześniejsze dyspozycje - Istnieją powodu ku temu, by zakładać poważne niebezpieczeństwo dla nas wszystkich.
Ojciec Kazadi mruknął coś pod nosem, ale wbrew oczekiwaniom Medei nie wdał się z Septimusem w sprzeczkę. Zamiast tego z zadziwiającą dla siebie spolegliwością pobiegł korytarzem z powrotem w kierunku oddanego do dyspozycji pasażerów dormitorium.
A reszta drużyny wraz z ekipą kapitana zmierza na poziom piąty, gdzie ktoś włączył interkom, a potem wydawał z siebie odgłosy sugerujące walkę na śmierć i życie!