Ręce Assamity znieruchomiały na krótką chwilę. Po czym Morderca wrócił do dalszego czyszczenia broni.
- Nie jesteś mi nic winna i nie masz wobec mnie żadnego długu - powiedział. - To jest moja praca.
Przez chwilę milczał zajmując się składaniem karabinu snajperskiego. Spojrzał w lunetę i przetarł ją. Zdawał się nie zwracać uwagi na Victorię, a jednak wiedział, że pozostała na miejscu, spoglądając na niego. Niemal czuł siłę jej wzroku, pełnego emocji, których nie umiał zrozumieć. W końcu więc podniósł głowę i spojrzał na nią.
- Mówiłem wam, że nie jestem taki jak wy - odezwał się spokojnie. - Poświęcenie czy honor są moją codziennością. Nie powodem do dumy. Nie czymś, za co należy mi się wdzięczność. To jest moja ścieżka i tyle. Dbam o nią dla siebie, nie dla was... Więc nie widzę powodu, by mi za to dziękować. Chociaż rozumiem, że wy, Niewierni, traktujecie pewne cechy jak coś unikalnego, bowiem nie widzicie ich we własnych sercach.
Przerwał na chwilę i zastanowił się.
- Można dziękować za dobrze wykonaną pracę. To rozumiem i przyjąłem. Ale nadal nie macie wobec mnie długu. Atra-hasis zapłacił krwią za moją służbę. - dodał i powrócił do składania broni, dając do zrozumienia, że rozmowę uważa za zakończoną.
PBF - Charleston by Night
Ostatnio zmieniony 24 maja 2015, 13:59 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Kiedy Mroczna Pani dotknęła jego ramienia, Terry delikatnie obrócił się w jej stronę. Skinął głową na znak, że rozumie i akceptuje słowa które doń skierowała. W milczeniu podążał za nią wzrokiem, kiedy kolejno podeszła do sarkofagu Gavina oraz Dartha Namtara, zajętego pielęgnowaniem broni.
Podczas krótkiej wymiany zdań, Morderca zamigotał zestawem wpadających w szary, błękitno-fioletowych barw, głównie wskazujących na zdystansowanie i chęć pozostania w tym stanie. Victoria nie trwała przy nim długo, zostawiając go spowitego w blady seledyn ulgi. Terry ruszył po chwili w jego stronę. Zbliżył się nieśmiało i zatrzymał w niewielkiej odległości, dbając jednak by nie wejść w jego sferę osobistą. Mroczny Jedi nie przerwał swej czynności, Malkavian odezwał się więc, nie bacząc, że rozmówca nawet na niego nie patrzy.
- Widziałem co zrobiłeś wtedy w magazynie. Zapłaciłeś krwią za nas wszystkich. Słyszałem też co powiedziałeś do Gangrela o Dzikim Sercu. Chciałem ci podziękować i jeśli uznasz to za stosowne, uregulować tę sprawę. Powinienem zrobić to wtedy, na miejscu, jednak stałem jak prostak i cham nie czyniąc nic. Mój brak reakcji wynikał ze strachu przed Czerwonookim Olbrzymem, który przerażał mnie niemal tak bardzo jak ty. Teraz jednak stoję przed tobą, pozwól mi więc zachować się jak należy.
Assamita podniósł głowę, spoglądając na Terry'ego zza ciemnych okularów. Sprawiał wrażenie lekko zaskoczonego.
- Afham.* Mężczyzna powinien spłacać swoje długi. - powiedział, po czym powrócił do swego zajęcia.
Zmieszany Terry wyraźnie na coś czekał, kiedy jednak nic się nie stało, odezwał się, prosząc o jedną z fiolek Łowcy. Ten bez słowa podał mu naczynie, a kiedy po chwili dostał je z powrotem napełnione, sprawnym ruchem ukrył je w leżącej obok torbie.
- Shukran.** - rzekł, co Malkavian odczytał jako jakiś rodzaj podziękowania.
Przez chwilę wpatrywał się w skupionego na swojej pracy Assamitę, zastanawiając się, jak zacząć kolejny temat, który już od wydarzeń na cmentarzu planował poruszyć. Ten ponownie podniósł głowę.
- Coś jeszcze? - zapytał.
- Tak. - odezwał się Terry. Pytanie sugerowało by mówić lub dać mu spokój, pomimo, że wypowiedziane spokojnym tonem nie kryło w sobie groźby. - Dziś, kiedy pokonałeś Potwora Spiro, a potem także na cmentarzu, gdy dołączyłeś do nas na parkingu, błyszczałeś dużą ilością fioletu z przebijającymi się przezeń plamami cynobru. wiem co to znaczy. sam widziałem u siebie taniec tych barw, za każdym razem kiedy udało mi się pokonać Sługi Piekieł, wysłane przez mego prześladowcę. U mnie jednak działo się to w momencie zwycięstwa, a zaraz potem spowijał mnie zawsze srebrny obłok, który szybko tracił blask i stawał się zwyczajnie szary. Jak to jest, że u ciebie ta euforia potrafi trwać?
- Pytasz o diabolizację, ale oni nie chcą słuchać o tym - Darth Namtar skinął głową w stronę Victorii i pozostałych. - Boją się śmierci i bestii w sobie... Nawet gdybym spróbował ci wyjaśnić, wątpię, byś potrafił zrozumieć. Zwykle nikt z was, Niewiernych, nie chce widzieć, ani rozumieć tego, co potępiają. Więc po co w ogóle pytasz o to?
Frater Terry otworzył szerzej oczy. Reakcja Mrocznego Jedi, który nagle zabłysnął ciemną zielenią, pozwalała mu kontynuować temat, na co szczerze liczył. Dawało mu to szansę poznania elementu Klątwy, o którym sam nie śmiał nawet rozmyślać. Jego spojrzenie kryło niemalże opętańcze zainteresowanie, kiedy zaczął dopytywać się dalej.
- Pytam o to, bo mnie to przeraża, ale jednocześnie nie mogę udawać, że tego nie ma. Szczególnie, że jest to element klątwy. Ale najbardziej chyba chcę o tym usłyszeć, bo kiedy widziałem cię zaraz po tym, uśmiechałeś się. Stąd wnioskuję, że Amarant jest dla ciebie czymś tak Świętym i Doniosłym, jak dla mnie Objawienie. Zawsze miałem bardzo płytkie wyobrażenie na ten temat. Zakazany owoc, którego spożycie grozi depresją oraz śmiercią ostateczną. Lecz kiedy ujrzałem ciebie, zrozumiałem jak dziecinną była moja opinia. Twój obraz bowiem stanowił całkowite zaprzeczenie tego co zawsze na ten temat słyszałem. Nie wyglądałeś jakbyś właśnie umarł, a wręcz jakbyś znów się narodził. Chciałbym więc, jeśli to możliwe, poznać prawdziwy opis tego uczucia. Jeśli byłbyś tak łaskawy, oczywiście, chciałbym usłyszeć co czuje się w momencie kiedy pochłania się kogoś i czyni go częścią siebie. Czy to przynosi ból, czy może rozkosz. Przygnębienie czy radość. Czujesz się wtedy potworem, czy może zwycięzcą? W szczególności proszę cię byś mi opisał moment w którym unicestwiłeś Spiro...
Ostatnie zdanie wypowiedziane było półszeptem, jakby Malkavian wciąż obawiał się, że Ojciec może go usłyszeć. A Mroczny Jedi uśmiechał się szeroko.
** arab. Dziękuję
Podczas krótkiej wymiany zdań, Morderca zamigotał zestawem wpadających w szary, błękitno-fioletowych barw, głównie wskazujących na zdystansowanie i chęć pozostania w tym stanie. Victoria nie trwała przy nim długo, zostawiając go spowitego w blady seledyn ulgi. Terry ruszył po chwili w jego stronę. Zbliżył się nieśmiało i zatrzymał w niewielkiej odległości, dbając jednak by nie wejść w jego sferę osobistą. Mroczny Jedi nie przerwał swej czynności, Malkavian odezwał się więc, nie bacząc, że rozmówca nawet na niego nie patrzy.
- Widziałem co zrobiłeś wtedy w magazynie. Zapłaciłeś krwią za nas wszystkich. Słyszałem też co powiedziałeś do Gangrela o Dzikim Sercu. Chciałem ci podziękować i jeśli uznasz to za stosowne, uregulować tę sprawę. Powinienem zrobić to wtedy, na miejscu, jednak stałem jak prostak i cham nie czyniąc nic. Mój brak reakcji wynikał ze strachu przed Czerwonookim Olbrzymem, który przerażał mnie niemal tak bardzo jak ty. Teraz jednak stoję przed tobą, pozwól mi więc zachować się jak należy.
Assamita podniósł głowę, spoglądając na Terry'ego zza ciemnych okularów. Sprawiał wrażenie lekko zaskoczonego.
- Afham.* Mężczyzna powinien spłacać swoje długi. - powiedział, po czym powrócił do swego zajęcia.
Zmieszany Terry wyraźnie na coś czekał, kiedy jednak nic się nie stało, odezwał się, prosząc o jedną z fiolek Łowcy. Ten bez słowa podał mu naczynie, a kiedy po chwili dostał je z powrotem napełnione, sprawnym ruchem ukrył je w leżącej obok torbie.
- Shukran.** - rzekł, co Malkavian odczytał jako jakiś rodzaj podziękowania.
Przez chwilę wpatrywał się w skupionego na swojej pracy Assamitę, zastanawiając się, jak zacząć kolejny temat, który już od wydarzeń na cmentarzu planował poruszyć. Ten ponownie podniósł głowę.
- Coś jeszcze? - zapytał.
- Tak. - odezwał się Terry. Pytanie sugerowało by mówić lub dać mu spokój, pomimo, że wypowiedziane spokojnym tonem nie kryło w sobie groźby. - Dziś, kiedy pokonałeś Potwora Spiro, a potem także na cmentarzu, gdy dołączyłeś do nas na parkingu, błyszczałeś dużą ilością fioletu z przebijającymi się przezeń plamami cynobru. wiem co to znaczy. sam widziałem u siebie taniec tych barw, za każdym razem kiedy udało mi się pokonać Sługi Piekieł, wysłane przez mego prześladowcę. U mnie jednak działo się to w momencie zwycięstwa, a zaraz potem spowijał mnie zawsze srebrny obłok, który szybko tracił blask i stawał się zwyczajnie szary. Jak to jest, że u ciebie ta euforia potrafi trwać?
- Pytasz o diabolizację, ale oni nie chcą słuchać o tym - Darth Namtar skinął głową w stronę Victorii i pozostałych. - Boją się śmierci i bestii w sobie... Nawet gdybym spróbował ci wyjaśnić, wątpię, byś potrafił zrozumieć. Zwykle nikt z was, Niewiernych, nie chce widzieć, ani rozumieć tego, co potępiają. Więc po co w ogóle pytasz o to?
Frater Terry otworzył szerzej oczy. Reakcja Mrocznego Jedi, który nagle zabłysnął ciemną zielenią, pozwalała mu kontynuować temat, na co szczerze liczył. Dawało mu to szansę poznania elementu Klątwy, o którym sam nie śmiał nawet rozmyślać. Jego spojrzenie kryło niemalże opętańcze zainteresowanie, kiedy zaczął dopytywać się dalej.
- Pytam o to, bo mnie to przeraża, ale jednocześnie nie mogę udawać, że tego nie ma. Szczególnie, że jest to element klątwy. Ale najbardziej chyba chcę o tym usłyszeć, bo kiedy widziałem cię zaraz po tym, uśmiechałeś się. Stąd wnioskuję, że Amarant jest dla ciebie czymś tak Świętym i Doniosłym, jak dla mnie Objawienie. Zawsze miałem bardzo płytkie wyobrażenie na ten temat. Zakazany owoc, którego spożycie grozi depresją oraz śmiercią ostateczną. Lecz kiedy ujrzałem ciebie, zrozumiałem jak dziecinną była moja opinia. Twój obraz bowiem stanowił całkowite zaprzeczenie tego co zawsze na ten temat słyszałem. Nie wyglądałeś jakbyś właśnie umarł, a wręcz jakbyś znów się narodził. Chciałbym więc, jeśli to możliwe, poznać prawdziwy opis tego uczucia. Jeśli byłbyś tak łaskawy, oczywiście, chciałbym usłyszeć co czuje się w momencie kiedy pochłania się kogoś i czyni go częścią siebie. Czy to przynosi ból, czy może rozkosz. Przygnębienie czy radość. Czujesz się wtedy potworem, czy może zwycięzcą? W szczególności proszę cię byś mi opisał moment w którym unicestwiłeś Spiro...
Ostatnie zdanie wypowiedziane było półszeptem, jakby Malkavian wciąż obawiał się, że Ojciec może go usłyszeć. A Mroczny Jedi uśmiechał się szeroko.
Napełniam fiolkę 1PK.
* arab Rozumiem.** arab. Dziękuję
Ostatnio zmieniony 24 maja 2015, 21:42 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.
Pytanie Świra świadczyło o głodzie. Możliwe, że jedynie poznania, jednak zawsze był to głód. A to umiał zrozumieć. Dlatego słuchał go z uwagą, a na jego twarzy pojawiał się coraz bardziej popieprzony uśmiech. Nie umiał nic na to poradzić. Zresztą, po co miałby próbować? Ta reakcja była dla niego tak naturalna, iż nie poświęcał jej nawet specjalnej uwagi. Skończył składać karabin i odłożył go na stół. Kiedy się odezwał, mówił spokojnie, jak zwykle. Lecz dla uważnego słuchacza, ton ten skrywał także dużo głębsze emocje, które czyhały gdzieś w tle, niczym potwory poruszające się pod powierzchnią ciemnego morza.
- Amarant jest sakramentem, sacrum dla mego Klanu. Hal tafham?* Krew jest dobra, lecz światło duszy jest tysiąc razy piękniejsze. A krzyk, który rozlega się, gdy ją rozrywam jest słodszy od wszystkiego co umiesz sobie wyobrazić... Sa-khaburakum fe-maa baad.** Być może, kiedyś... Teraz nie chcę mówić o tym, co jest dla mnie święte. Nie tutaj. Nie przy tych, którzy nie chcą zrozumieć... - wykonał ręką nieokreślony gest w kierunku pozostałych Kainitów.
- Jednak pojmuję twój głód... wiedzy - wyszczerzył zęby, robiąc tą pauzę. - Spiro był twoim ojcem, więc masz prawo pytać i oczekiwać odpowiedzi... Dlatego opowiem ci o jego końcu. Sowfa ateek aeyahoo.*** Dość, byś mógł wyrobić sobie pewne zdanie na ten temat...
Zamknął na chwilę oczy i odchylił głowę, wspominając tamtą chwilę na parkingu. Odruchowo przejechał językiem po zębach, czując ostrość kłów. W jego pamięci pojawił się fragment dawno zapomnianego wiersza:
[center]Pamiętam - słodycz krwi, Przeklinam -
Głód, co mnie zbudził, z jej powodu.
Więc twego szukałem ogrodu
By ujść mu... Straszna, długa zima
Szła po mych śladach niczym pies...[/center]
[center]
[/center]
- Jego krew była silna - odezwał się wreszcie. Mówił powoli, w skupieniu, tak, jakby przywoływał daleki sen lub wspomnienie. - Wzmocniła mnie. Była niczym czerwona rzeka ognia i krzyku. A później, gdy ogień zgasł spijałem ciemność, szaleństwo i ból... I wspomnienia, pamiętam smak jego wspomnień...
Spojrzał nagle na Terrego, który choć nie widział jego oczu, poczuł siłę wzroku Assamity i zadrżał. Morderca zaczął mówić szybko, tak jakby ponownie przeżywał tamtą chwilę:
- Tak wiele obrazów i uczuć. Nie rozumiem wielu. Ale wtedy... Gdy one przepływają przez ciebie, jest przez chwilę tak, jakbym prawie rozumiał... Jakby jego życie stawało się moim. To karmi pustkę wewnątrz, gasi głód... Na chwilę... Pamiętam twarze, dźwięk dzwonu... Laa!**** Nie umiem ci opowiedzieć o tym. Te wszystkie rzeczy, wizje, strzępy nie są tym, co możesz sobie wyobrazić... Są jak kryształowe krople, które spadają w mroku, którzm jesteś. Lśnią przez chwilę i rozpryskują się. Ale nie chcesz ich zatrzymać. Ich śmierć jest piękniejsza niż ich światło. A Ciemność w tobie staje się silniejsza gdy patrzysz na to...
Powolnym ruchem zdjął okulary przeciwsłoneczne i spojrzał w oczy Terrego. Malkavianin miał ochotę cofnąć się w pierwszym odruchu, bowiem w tych czarnych, szalonych oczach ujrzał przez chwilę wszystko, o czym Assamita mówił. I ujrzał także coś więcej. Przez mgnienie bowiem, w wejrzeniu Łowcy, widział także coś, co było poza nim - tak, jakby jego oczy były jedynie pustymi oknami, wychodzącymi na czystą czerń. To coś co nie miało formy, było żywą ciemnością i rozpalało źrenice Mordercy mrocznym lśnieniem nieuleczalnej gorączki. Później Namtar założył z powrotem okulary i uśmiechnął się.
- Teraz już wiesz - powiedział. - Wiesz tyle, ile powinieneś wiedzieć. Może kiedyś porozmawiamy jeszcze... Ciekawość, jest niczym głód, prawda?
Roześmiał się cicho i wstał, by odłożyć broń do sarkofagu.
** arab. Powiem ci to później.
*** arab. Dam ci to.
**** arab Nie!
- Amarant jest sakramentem, sacrum dla mego Klanu. Hal tafham?* Krew jest dobra, lecz światło duszy jest tysiąc razy piękniejsze. A krzyk, który rozlega się, gdy ją rozrywam jest słodszy od wszystkiego co umiesz sobie wyobrazić... Sa-khaburakum fe-maa baad.** Być może, kiedyś... Teraz nie chcę mówić o tym, co jest dla mnie święte. Nie tutaj. Nie przy tych, którzy nie chcą zrozumieć... - wykonał ręką nieokreślony gest w kierunku pozostałych Kainitów.
- Jednak pojmuję twój głód... wiedzy - wyszczerzył zęby, robiąc tą pauzę. - Spiro był twoim ojcem, więc masz prawo pytać i oczekiwać odpowiedzi... Dlatego opowiem ci o jego końcu. Sowfa ateek aeyahoo.*** Dość, byś mógł wyrobić sobie pewne zdanie na ten temat...
Zamknął na chwilę oczy i odchylił głowę, wspominając tamtą chwilę na parkingu. Odruchowo przejechał językiem po zębach, czując ostrość kłów. W jego pamięci pojawił się fragment dawno zapomnianego wiersza:
[center]Pamiętam - słodycz krwi, Przeklinam -
Głód, co mnie zbudził, z jej powodu.
Więc twego szukałem ogrodu
By ujść mu... Straszna, długa zima
Szła po mych śladach niczym pies...[/center]
[center]
[/center]- Jego krew była silna - odezwał się wreszcie. Mówił powoli, w skupieniu, tak, jakby przywoływał daleki sen lub wspomnienie. - Wzmocniła mnie. Była niczym czerwona rzeka ognia i krzyku. A później, gdy ogień zgasł spijałem ciemność, szaleństwo i ból... I wspomnienia, pamiętam smak jego wspomnień...
Spojrzał nagle na Terrego, który choć nie widział jego oczu, poczuł siłę wzroku Assamity i zadrżał. Morderca zaczął mówić szybko, tak jakby ponownie przeżywał tamtą chwilę:
- Tak wiele obrazów i uczuć. Nie rozumiem wielu. Ale wtedy... Gdy one przepływają przez ciebie, jest przez chwilę tak, jakbym prawie rozumiał... Jakby jego życie stawało się moim. To karmi pustkę wewnątrz, gasi głód... Na chwilę... Pamiętam twarze, dźwięk dzwonu... Laa!**** Nie umiem ci opowiedzieć o tym. Te wszystkie rzeczy, wizje, strzępy nie są tym, co możesz sobie wyobrazić... Są jak kryształowe krople, które spadają w mroku, którzm jesteś. Lśnią przez chwilę i rozpryskują się. Ale nie chcesz ich zatrzymać. Ich śmierć jest piękniejsza niż ich światło. A Ciemność w tobie staje się silniejsza gdy patrzysz na to...
Powolnym ruchem zdjął okulary przeciwsłoneczne i spojrzał w oczy Terrego. Malkavianin miał ochotę cofnąć się w pierwszym odruchu, bowiem w tych czarnych, szalonych oczach ujrzał przez chwilę wszystko, o czym Assamita mówił. I ujrzał także coś więcej. Przez mgnienie bowiem, w wejrzeniu Łowcy, widział także coś, co było poza nim - tak, jakby jego oczy były jedynie pustymi oknami, wychodzącymi na czystą czerń. To coś co nie miało formy, było żywą ciemnością i rozpalało źrenice Mordercy mrocznym lśnieniem nieuleczalnej gorączki. Później Namtar założył z powrotem okulary i uśmiechnął się.
- Teraz już wiesz - powiedział. - Wiesz tyle, ile powinieneś wiedzieć. Może kiedyś porozmawiamy jeszcze... Ciekawość, jest niczym głód, prawda?
Roześmiał się cicho i wstał, by odłożyć broń do sarkofagu.
Cytat pochodzi z sonetu Chinnamasta mojego autorstwa. Całość tekstu można znaleźć pod adresem:
https://swiatyniakrzyku.wordpress.com/2 ... innamasta/
Informuję, iż wszelkie prawa do wykorzystania utworu w całości lub we fragmentach są zastrzeżone.
* arab. Rozumiesz?https://swiatyniakrzyku.wordpress.com/2 ... innamasta/
Informuję, iż wszelkie prawa do wykorzystania utworu w całości lub we fragmentach są zastrzeżone.
** arab. Powiem ci to później.
*** arab. Dam ci to.
**** arab Nie!
Ostatnio zmieniony 24 września 2015, 11:19 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19