Ravnos postanowił zachować swoje przemyślenia, dotyczące głębokiej pogardy dla klanu Gangrel, dla siebie. Chociaż myśl ta budziła wewnątrz cygana odrazę, osoba Gangrela była niezbędna dla odzyskania pozostałych kruków. W końcu kogo, na dłuższą metę, obchodzi że pawian świeci rzycią?
Nie wszystko wyglądało jednak tak jak próbował to widzieć Ravnos. Nieświadomie oddalił się on kilka kroków od Gangrela. Bestia wewnątrz jego istoty pragnęła by źródło strachu odeszło jak najszybciej, jak najdalej. W bardziej sprzyjających warunkach rzuciłby się zapewne na Gangrela i próbował go rozszarpać, tak jak robią to szczury w większej przewadze. Niemniej nie było tu innych szczurów więc konfrontacja nie wchodziła w gre. Pozostało oczekiwać aż drapieżnik oddali się sam.
PBF - Charleston by Night
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Terry zadrżał, zaciskając pięści. Nie pierwszy raz słyszał wyzwiska podparte dawnymi praktykami kościoła. I jak zawsze, nie umiał w ich obliczu zachować spokoju.
- Jeśli będziesz łaskawy wysłuchać słów moich, to chciałbym coś sprostować. To przeze mnie Łowca skuł Ozzy'ego. Zadbałem jednak o to by nie czynił mu bólu. O zacięciu nożem dowiaduję się w tej właśnie chwili. - tu gniewnym wzrokiem zmierzył Dartha Namtara - Ozzy został skuty, bo baliśmy się by nie powiadomił nikogo o naszej tu obecności. Moją intencją było ocalenie mu życia, nie pastwienie się nad nim, czy poniżanie go. Wychodząc mam zamiar pozbawić go tych przykrych wspomnień. Więc proszę, nie patrz na mnie jak gdybym tarzał się w jego cierpieniu. I proszę nie nazywaj tego hipokryzją, bo naprawdę nią nie jest.
Jego głos drżał gdy wypowiadał te słowa. Wyraźnie się trząsł, po trochu ze zdenerwowania, po trochu ze strachu przed gniewem swego rozmówcy. Szczęki miał mocno zaciśnięte, kiedy zwrócił się do Assamity.
- Pociąłeś go nożem? Dlaczego? Nie stanowił zagrożenia. Pomógł nam.
- Jeśli będziesz łaskawy wysłuchać słów moich, to chciałbym coś sprostować. To przeze mnie Łowca skuł Ozzy'ego. Zadbałem jednak o to by nie czynił mu bólu. O zacięciu nożem dowiaduję się w tej właśnie chwili. - tu gniewnym wzrokiem zmierzył Dartha Namtara - Ozzy został skuty, bo baliśmy się by nie powiadomił nikogo o naszej tu obecności. Moją intencją było ocalenie mu życia, nie pastwienie się nad nim, czy poniżanie go. Wychodząc mam zamiar pozbawić go tych przykrych wspomnień. Więc proszę, nie patrz na mnie jak gdybym tarzał się w jego cierpieniu. I proszę nie nazywaj tego hipokryzją, bo naprawdę nią nie jest.
Jego głos drżał gdy wypowiadał te słowa. Wyraźnie się trząsł, po trochu ze zdenerwowania, po trochu ze strachu przed gniewem swego rozmówcy. Szczęki miał mocno zaciśnięte, kiedy zwrócił się do Assamity.
- Pociąłeś go nożem? Dlaczego? Nie stanowił zagrożenia. Pomógł nam.
Terry się trzęsie ze zdenerwowania. Słowa Gangrela wyraźnie wyprowadziły go z równowagi. W sumie nie widzieliście go chyba jeszcze w takim stanie.
Ostatnio zmieniony 21 maja 2015, 11:34 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Hroacy zamyślił się
Ja tam nie wiedziałem kto jest czyim pociotkiem jak wbijałem na tą melinę. Nie mam sobie zbyt wiele do zarzucenia, może tylko to że późno się zorientowałem że Ozzy ma ten cały zespół kogoś tam... Ale tego tez na czole wypisanego nie miał. Dla mnie jest to dziecko i dlatego prosiłem byś dał mu żyć, choć przyznam się szczerze, że miałem wtedy pełne gacie. Jednak biorąc pod uwagę fakt dla kogo pracował to te kajdanki i decyzja koterii, że wytnie mu się te wszelkie złe przeżycia nie była dla niego najgorszym scenariuszem. Myślę że mniej wyrozumiali byliby dla niego jego właśni krewniacy gdyby wpadli do tej meliny w stosownej bojowe formie.
Nosferatu zawahał się, nie był pewien, lecz kilka rzeczy nie dawało mu spokoju. Nie mógł tak po prostu pozwolić mu wyjść bez wyjaśnienia. Oczy Horacego omiotły postać primogena i strach w jego sercu powoli zaczęła zastępować choroba zwana ciekawością.
- Najpierw Szanowny Primogenie mnie nazywasz porządnym facetem a chwilę potem zyczysz mi diabolizmu. Sam rozumiesz, że to budzi pewne wątpliwości co do osoby z jaką rozmawiam Może my wcale nie mamy przyjemności z Wild Heartem. Dlatego bardzo cię proszę przyjacielu żebyś powtórzył to co rzekłeś koterii kiedy byliśmy przy wyjściu z elizjum***, żeby potwierdzić twoją tożsamość. Wszyscy odetchniemy z ulgą.
Ja tam nie wiedziałem kto jest czyim pociotkiem jak wbijałem na tą melinę. Nie mam sobie zbyt wiele do zarzucenia, może tylko to że późno się zorientowałem że Ozzy ma ten cały zespół kogoś tam... Ale tego tez na czole wypisanego nie miał. Dla mnie jest to dziecko i dlatego prosiłem byś dał mu żyć, choć przyznam się szczerze, że miałem wtedy pełne gacie. Jednak biorąc pod uwagę fakt dla kogo pracował to te kajdanki i decyzja koterii, że wytnie mu się te wszelkie złe przeżycia nie była dla niego najgorszym scenariuszem. Myślę że mniej wyrozumiali byliby dla niego jego właśni krewniacy gdyby wpadli do tej meliny w stosownej bojowe formie.
Nosferatu zawahał się, nie był pewien, lecz kilka rzeczy nie dawało mu spokoju. Nie mógł tak po prostu pozwolić mu wyjść bez wyjaśnienia. Oczy Horacego omiotły postać primogena i strach w jego sercu powoli zaczęła zastępować choroba zwana ciekawością.
- Najpierw Szanowny Primogenie mnie nazywasz porządnym facetem a chwilę potem zyczysz mi diabolizmu. Sam rozumiesz, że to budzi pewne wątpliwości co do osoby z jaką rozmawiam Może my wcale nie mamy przyjemności z Wild Heartem. Dlatego bardzo cię proszę przyjacielu żebyś powtórzył to co rzekłeś koterii kiedy byliśmy przy wyjściu z elizjum***, żeby potwierdzić twoją tożsamość. Wszyscy odetchniemy z ulgą.
Rezerwuję sobie możliwość edycji posta jeśli MG uzna że nie jestem wstanie zapanować nad moją cofającą się bestią.
*** nic nam nie powiedział, bo się nie spotkaliśmy przy wyjściu
*** nic nam nie powiedział, bo się nie spotkaliśmy przy wyjściu
Ostatnio zmieniony 21 maja 2015, 14:12 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
- Chciałem sprawdzić jego krew. Dla bezpieczeństwa. - odezwał się Morderca w odpowiedzi na pytanie Terrego. - To jest powierzchowne skaleczenie, nic poważnego.
Jego głos był jak zwykle obojętny i pozbawiony emocji.
- Niemniej, niewiedza nie zwalnia z odpowiedzialności - spojrzał na Wild Hearta i uśmiechnął się zimno. - Nie doceniłem cię i to był mój błąd. Wybacz więc.
Podwinął rękaw kurtki ukazując smagłe przedramię. Prawą ręką powoli wyjął nóż wojskowy i wbił go w drugą rękę tuż poniżej nadgarstka. Powoli pociągnął ostrze w kierunku łokcia, jednocześnie zaciskając lewą dłoń w pięść. Ciemna stal gładko przecięła skórę i mięśnie, tworząc głęboką, podłużną ranę. W jej środku dostrzec można było połyskującą blado kość. Mimo to ani jeden mięsień nie drgnął na twarzy Assamity:
- Krew za krew - zwrócił się spokojnie do Primogena. - Biorę ciebie na świadka, iż spłacam dług względem krewniaków Ozziego. Wystarczy ci to, czy chcesz sam poprawić?
Wyszczerzył zęby i oblizał nóż.
Jego głos był jak zwykle obojętny i pozbawiony emocji.
- Niemniej, niewiedza nie zwalnia z odpowiedzialności - spojrzał na Wild Hearta i uśmiechnął się zimno. - Nie doceniłem cię i to był mój błąd. Wybacz więc.
Podwinął rękaw kurtki ukazując smagłe przedramię. Prawą ręką powoli wyjął nóż wojskowy i wbił go w drugą rękę tuż poniżej nadgarstka. Powoli pociągnął ostrze w kierunku łokcia, jednocześnie zaciskając lewą dłoń w pięść. Ciemna stal gładko przecięła skórę i mięśnie, tworząc głęboką, podłużną ranę. W jej środku dostrzec można było połyskującą blado kość. Mimo to ani jeden mięsień nie drgnął na twarzy Assamity:
- Krew za krew - zwrócił się spokojnie do Primogena. - Biorę ciebie na świadka, iż spłacam dług względem krewniaków Ozziego. Wystarczy ci to, czy chcesz sam poprawić?
Wyszczerzył zęby i oblizał nóż.
Spoiler!
Ostatnio zmieniony 21 maja 2015, 16:46 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Charleston WV Ferry St. Magazyn firmy "Z Polotem" 09.08.1993 Przed świtem
Wild Heart odezwał się do Mordercy, patrząc na spływającą krew:
- Twój dług jest spłacony. Ciekawe, za nich też zapłacisz?
- Jeśli będzie trzeba - odpowiedział Assamita beznamiętnie.
Przez chwilę mierzyli się wzrokiem w zupełnym bezruchu. Później Primogen odwrócił się do pozostałych i rzekł do Horacego:
- Nie przypominam sobie, bym z wami rozmawiał przed Elizjum... Jeśli pamiętasz coś innego, to twój problem - wzruszył ramionami.
- Sprawdzam was, bo najbliższe noce będą policzone dla degeneratów oddających się jarzmu Bestii. Oceniam, na ile jest to dla was polityką, a na ile faktycznie wierzycie w wartości jakie reprezentuje Camarilla. Na razie widzę, iż jesteście nieostrożni i lekkomyślni. W tak trudnej sytuacji, w jakiej znaleźli się Spokrewnieni, dajecie Garou kolejne powody do ataku. To, co spotkało Ozzy'ego nie poprawia naszej sytuacji. Democritus ma kilka nocy na wyjaśnienie sprawy, a do tego, ten Złodziej ukradł tej nocy święty fetysz plemienia Uktena. Garou na moją prośbę i stare przymierza zobowiązali się nie wchodzić do miasta, dlatego tutaj jestem. Obiecałem im, że go odzyskam... Macie szczęście, że trafiliście tutaj na mnie, a nie jedną z ich watach. Widziałem was u Księcia, więc wiecie w czym problem i dorośnijcie w końcu, zbyt wiele ważnych spraw zależy od waszych działań.
Przerwał na chwilę przyglądając się zgromadzonym. Członkowie koterii poczuli jak jego krwawe ślepia prześwietlają ich duszę. Świadomość ta sprawiała, iż poczuli się nad wyraz nieswojo.
- Na dole jest trzech śmieci, których zdominował Złodziej - odezwał się po chwili milczenia, wskazując drzwi za plecami. - Uczynił z tego miejsca swoją kryjówkę, umożliwiającą mu ewentualny szybki wypad. Obudzą się i niczego nie będą pamiętać. Powiedzieli, że Ozzy zawiózł go na lotnisko... A teraz zabieram Ozzy'ego i zajmę się nim, bo z wami nic dobrego go nie spotka...
Namtar bez słowa podał Gangrelowi klucz do kajdanek.
Wild Heart odezwał się do Mordercy, patrząc na spływającą krew:
- Twój dług jest spłacony. Ciekawe, za nich też zapłacisz?
- Jeśli będzie trzeba - odpowiedział Assamita beznamiętnie.
Przez chwilę mierzyli się wzrokiem w zupełnym bezruchu. Później Primogen odwrócił się do pozostałych i rzekł do Horacego:
- Nie przypominam sobie, bym z wami rozmawiał przed Elizjum... Jeśli pamiętasz coś innego, to twój problem - wzruszył ramionami.
- Sprawdzam was, bo najbliższe noce będą policzone dla degeneratów oddających się jarzmu Bestii. Oceniam, na ile jest to dla was polityką, a na ile faktycznie wierzycie w wartości jakie reprezentuje Camarilla. Na razie widzę, iż jesteście nieostrożni i lekkomyślni. W tak trudnej sytuacji, w jakiej znaleźli się Spokrewnieni, dajecie Garou kolejne powody do ataku. To, co spotkało Ozzy'ego nie poprawia naszej sytuacji. Democritus ma kilka nocy na wyjaśnienie sprawy, a do tego, ten Złodziej ukradł tej nocy święty fetysz plemienia Uktena. Garou na moją prośbę i stare przymierza zobowiązali się nie wchodzić do miasta, dlatego tutaj jestem. Obiecałem im, że go odzyskam... Macie szczęście, że trafiliście tutaj na mnie, a nie jedną z ich watach. Widziałem was u Księcia, więc wiecie w czym problem i dorośnijcie w końcu, zbyt wiele ważnych spraw zależy od waszych działań.
Przerwał na chwilę przyglądając się zgromadzonym. Członkowie koterii poczuli jak jego krwawe ślepia prześwietlają ich duszę. Świadomość ta sprawiała, iż poczuli się nad wyraz nieswojo.
- Na dole jest trzech śmieci, których zdominował Złodziej - odezwał się po chwili milczenia, wskazując drzwi za plecami. - Uczynił z tego miejsca swoją kryjówkę, umożliwiającą mu ewentualny szybki wypad. Obudzą się i niczego nie będą pamiętać. Powiedzieli, że Ozzy zawiózł go na lotnisko... A teraz zabieram Ozzy'ego i zajmę się nim, bo z wami nic dobrego go nie spotka...
Namtar bez słowa podał Gangrelowi klucz do kajdanek.
Ostatnio zmieniony 21 maja 2015, 18:34