PBF - Ach, ci przeklęci korsarze!

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 16 maja 2015, 16:28

Wyspy Baracha, wczesne południe. Ognisko na plaży przy wschodnim wybrzeżu.

Sigurd drążył temat, ale Morda niechętnie odpowiadał. Wszyscy zgromadzili się przy ognisku, które rozpalono na plaży. Palono drzewami, które rosły nieopodal. Były wysokie, ale dosyć wąskie i paliły się całkiem nieźle. Duże liście idealnie nadawały się na budowę dachu, albo jako talerz, z którego to chętnie korzystali korsarze, posilając się wyłowionymi zapasami.

- Wyspy Baracha to głównie kryjówki piratów, napadających zingarskie wybrzeża, statki handlowe. Czasem zapuszczają się nawet w głąb Stygii, płynąć do Luxoru, gdzie sprzedają zrabowane dobra i wymieniają je na inne. To tutaj stacjonują najgorsze załogi, dowodzone przez jeszcze straszniejszego, tajemniczego kapitana. Powiadają, że to sam diabeł w ludzkiej skórze dowodzi tymi piratami - Morda pociągnął rumu z flaszki. - Biedny nasz los, jeżeli zorientują się, że ktoś przybił do ich wyspy. Niewolnicy zwykle kończą jako galernicy, karmieni szczurami i resztkami ze stołów. Wiodą żywot gorszy, niż niewolnicy w Stygii.

- Nie strasz ich. Może uda nam się zbudować łódź i odpłynąć stąd, zanim się zorientują. Wyspy Baracha to dziesiątki wysepek i wątpie, by na każdej była kryjówka piratów - powiedział łagodnym tonem nawigator, przeżuwając kęs suszonej wołowiny.
Reasumując, raczej nie ma co czekać na pomoc. Możecie pomóc zbudować łódź i dopłynąć nią do jednego z portów Argos (według Mordy, to jakieś dwa dni spokojnej żeglugi stąd), albo zbadać wyspę i sprawdzić, czy jest jakieś inne wyjście...
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

adamwl
Reactions:
Posty: 163
Rejestracja: 21 stycznia 2015, 20:38

Post autor: adamwl » 16 maja 2015, 18:24

Adoth

Nie ma co trząść portkami, ja bym chętnie zbadał jakieś kryjówki piratów i skarbów poszukał

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 16 maja 2015, 18:42

Wyspy Baracha, wczesne południe. Ognisko na plaży przy wschodnim wybrzeżu.

- Myślę, że mój zacny przyjaciel, Adoh, na swój prosty sposób ujął w słowa to, co należy uczynić. - odezwał się powoli Nehaher, rysując patykiem dziwne zawijasy na piasku. - Owszem, popieram pomysł wyruszenia stąd co rychlej, jednakże uważam także, że powinniśmy najpierw zbadać wyspę. Potrzebujemy zaopatrzenia, zwłaszcza słodkiej wody. Co więcej, możliwe że natkniemy się na porzucone zapasy piratów, lub nawet na ich niewielki posterunek, który może być wyposażony w łódź. Przecież teoretycznie istnieje możliwość, że z drugiej strony wyspy stoi na kotwicy jakaś jednostka morska. Zdobycie jej zaoszczędziło by nam pracy i czasu.

Przerwał na chwilę i w zamyśleniu przyozdobił rysowany wzór w kilka fal i spiralkę.

- Jeśli zaś Bogowie nie będą dla nas łaskawi i siła wroga okaże się zbyt wielka, przynajmniej rozpoznamy niebezpieczeństwo, i będziemy mogli się do niego należycie przygotować... Dlatego proponuję, by wyruszyć na zwiad cichcem i skrycie, mając oczy i uszy szeroko otwarte... Dobrze byłoby znaleźć wysoko położone miejsce, z którego będziemy mogli się rozejrzeć po okolicy...
Ostatnio zmieniony 17 maja 2015, 12:07 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 maja 2015, 16:30

Wyspy Baracha, wczesne południe

Garro starannie ukrywał bezmiar wstrząsu, jakim okazała się dla niego katastrofa statku. Wyrzucony na dzikie wybrzeże w towarzystwie nieokrzesanych prostaków, najpewniej mających ręce zbroczone aż po łokcie krwią niewinnych, uzdrowiciel nie potrafił się do końca pozbierać. Władcze zapędy człowieka zwanego przez innych za plecami Mordą tylko medyka w tym przeświadczeniu utrwalały, przyprawiając Zingarczyka o czarne myśli. Adoth i Sigurd przelali dość argosańskiej krwi, by żaden z korsarzy nie odważył się ich dotknąć, a Nehaher roztaczał wokół siebie nienaturalną aurę zniechęcającą do popędzania i ubliżania. Tylko Garro, przynajmniej we własnym przeświadczeniu, skazany był na oczywistą poniewierkę.

Lecz zrozpaczony zingariański uzdrowiciel nie zamierzał poddać się bez walki. Krążąc pomiędzy złorzeczącymi rozbitkami oglądał ich obrażenia, oczyszczał rany, usztywniał złamane ręce i nogi, nastawiał ponownie wybite ze stawów kończyny. Rozmawiając z ożywieniem o swoich diagnozach kładł szczególny nacisk na ewentualne komplikacje oraz konieczność ustawicznego doglądania poważniej poszkodowanych przez kogoś posiadającego odpowiednią wiedzę.
Czy ja uratowałem cokolwiek z tej katastrofy? Mam na myśli przede wszystkim młynek do ziół. Jeśli tak, chciałbym poszukać wzdłuż linii brzegowej czegokolwiek, co może posłużyć do stworzenia łagodzącego ból naparu.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 17 maja 2015, 17:30

Wyspy Baracha, wczesne południe

Galvat kompletnie nie znał się na budowaniu łodzi, czy tratwy. W jego mniemaniu zabierało to za dużo czasu i było pewnie szalenie skomplikowane. Nie bał się piratów, wiedział bowiem, że dobra gadka i wrodzony spryt potrafią zadziałać cuda w najbardziej parszywej części świata. Trzeba znaleźć jakiś kompanów, którzy znają się na jakiś ziołach i żarciu. Zdechnę tutaj sam, albo zjem coś co mnie wykończy szybciej niż zamorański kat. Łotr rozejrzał się po plaży. Morda na szczęście dał mu spokój i na dobre się odjebał. Ucieszył, go obrót spraw. Garro... Tak, ten facet coś potrafi, a Nehaher jakoś za dobrze tutaj ma. Dobra Garro będzie pierwszy, jabłka się kiedyś kurwa skończą i Morda będzie chciał mnie zjeść. Chuj, trudno! Bądź miły, bądź miły i nie pierdolnij czegoś z dupy - powtarzał w myślach Galvat, po czym skierował swe kroki w stronę opatrującego nogę jednego z piratów, Garro.

- Dobry w tym jesteś. Kurde, doceniam to. Galvat jestem - przedstawił się zamorańczyk. - Potrafisz może znaleźć coś do żarcia w tej dziczy? - zadał pytanie z nadzieją. - Dobrze będzie jak ruszymy dupę z tego miejsca, bo mam przeczucie, że budowanie łajby to zły pomysł. To jak okradanie króla na weselu jego córki. Pfff... Nie ważne...

Przerwał na moment by skupić się na temacie i opanować niesforny jęzor.

- Za zdobyte żarcie będę miał na ciebie oko - dodał po chwili. - Morda to pojeb, ale jak widać można z nim normalnie pogadać. Jak będziesz mieć problemy to pomogę. Masz moje słowo, bo kurwa jak braknie słodkiej wody, zamienimy się w dzikusów gorszych niż trzyma się w lochach Zamory. Co ty na to? - Galvat uśmiechnął się przyjacielsko odsłaniając szeroką bliznę na gardle. U szyi wisiał symbol Mitry.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]