PBF - Bluźniercza otchłań

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 16 maja 2015, 22:21

Prom orbitalny Czternastego Klanu

Trzej siedzący w tylnej części lądownika mężczyźni zapięli się ponownie w fotelach, kiedy maszyna opuściła górne warstwy atmosfery, ponieważ w pewnej chwili brak siły ciążenia zaczął utrudniać im pozostanie w jednym miejscu. Jednostki tak małe jak ich wahadłowiec pozbawione były integralnego generatora grawitacji, dlatego szybkie przypięcie się do siedzeń wydało się agentom najlepszym z rozwiązań.

Trzymając przełożonego przez nakolanniki Godhammera w obu rękach, Nathan Silvanus przymknął oczy i pogrążył się w pozornej drzemce. Nie zamierzał bynajmniej zasypiać, nie pozwoliłaby mu na to buzująca w krwi adrenalina. Zamknięcie oczu zniechęcało do ewentualnej rozmowy pozostałych dwóch operatorów, a Silvanusowi najbardziej zależało teraz na ciszy.

Opinająca ciało mężczyzny arbitratorska zbroja budziła w Nathanie mieszane uczucia. Regulator Magistratum nigdy w czasach swej służby w Sibellusie nawet nie marzył o wstąpieniu w szeregi Arbites. Niemal wszyscy członkowie tej elitarnej i budzącej słuszny lęk formacji pochodzili spoza systemu słonecznego Scintilli, z dalekich światów nie mających nic wspólnego z populacją stołecznej planety. Rekrutowani w imperialnych sierocińcach i poddawani surowej indoktrynacji, stanowili doskonałe ucieleśnienie litery Lex Imperialis i prędzej poświęciliby swe życie niż przyzwolili na to, by ktoś w ich obecności prawo złamał.

Scintillijscy regulatorzy szanowali arbitratorów, ale nie darzyli ich przyjaźnią. Aroganccy w swym przeświadczeniu o wysokiej pozycji społecznej, funkcjonariusze Adeptus Arbites nawet nie starali się nawiązać ze służbami porządkowymi Magistratum bliższych więzi.

Wykorzystanie ciemnoniebieskiego pancerza Arbites w bieżącej misji wydało się Nathanowi całkowicie przypadkowym, ale wybornym w swym ukrytym przesłaniu żartem.

- Zbliżamy się do celu - z metalowego głośnika na ścianie przedziału popłynął zniekształcony radiowymi trzaskami głos Septimusa - Przygotujcie się do opuszczenia maszyny.
Do orbitalnego doku już niedaleko...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 maja 2015, 12:58

Prom orbitalny Czternastego Klanu

Lądownik zaczął wytracać swą prędkość za pomocą niewielkich silniczków korekcyjnych, zbliżając się do masywnej bryły jednego z orbitalnych doków. Przechylona w fotelu Medea śledziła z wstrzymanym oddechem ostatni etap podróży, bezwiednie zaciskając palce na podłokietnikach siedzenia. Nienawidziła podobnych sytuacji, uczucia całkowitej bezradności w obliczu potencjalnego zagrożenia. Musiała pokładać całą swą ufność w umiejętnościach pilota-serwitora oraz nadzorującego go Septimusa, a nie była osobą chętną do obdarzania innych zaufaniem. Z doświadczenia wiedziała, że Bóg-Imperator pilniej strzegł tych, którzy potrafili zadbać o siebie samych.

W eterze rozlegały się krótkie transmisje w formacie binarnym, wymieniane skompresowanymi pakietami pomiędzy serwitorem Septimusa i wieżą kontrolną stacji. Wyglądająca wciąż za okna kokpitu Medea przeciągnęła spojrzeniem po nieruchomych kształtach kosmicznych statków przycumowanych do wysięgników parkingowych orbitala, połączonych z kompleksem za pomocą teleskopowych kaftanów umożliwiających swobodny transfer pomiędzy jednostkami i stacją. Jeden z tych ciemnych kształtów był celem komórki Ordo, chociaż w oczach akolitki wszystkie wyglądały tak samo.

- Cel jest przycumowany przy wysięgniku 88 - oznajmił Septimus, który bezbłędnie odgadł nieme pytanie operatorki - Uzyskałem zgodę na wlot do wnętrza stacji od strony sektora technicznego. To kilkanaście minut drogi od celu. Gdyby ktokolwiek wyrażał zainteresowanie tak szybkim przybyciem Arbites, macie przygotowane wyjaśnienie. Ćwiczyliście akcje abordażowe na wysokiej orbicie, zareagowaliście jako pierwsi ze względu na dogodną lokalizację, przybyliście zarekwirowanym doraźnie na potrzeby interwencji lądownikiem Czternastego Klanu. To wszystko, operatorko Trix. Od tej chwili los akcji spoczywa w twoich rękach. Będę głosem w twym uchu, ale nie oczami. Działaj rozważnie i pamiętaj o priorytetach misji. Imperator strzeże.

- Imperator strzeże - odpowiedziała Medea podnosząc się z fotela dość starannie, aby w warunkach zerowej grawitacji nie wlecieć wprost na przednią szybę kokpitu. Odbijając się rękami i nogami od ścian i siedzeń ciasnej kabiny zabójczyni wpłynęła do ciemnego przedziału transportowego. Jej trzej towarzysze odwrócili głowy w stronę zmierzającej do nich kobiety, wciąż pozostając w swoich fotelach.

- Wasze odznaki - oznajmiła Medea lądując zwinnie pomiędzy siedzeniami agentów - Przyczepcie do napierśników, mają magnetyczne paski...

Ostatnie słowo wypowiedziała nie do końca zrozumiale, zaskoczona nagłym powrotem znajomej siły przyciągania przyciskającej jej stopy do metalowej podłogi kabiny.
Lądownik wleciał w strefę pola grawitacyjnego generowanego przez układy stabilizujące orbitalu. Wszyscy macie swoje odznaki, pancerze są dopięte, ekwipunek przełożony. Hełmowe komunikatory przestawiacie za pomocą pokrętła na wysokości prawego ucha. W tej chwili ustawione są na kanale łączności drużynowej, monitorowanej przez Septimusa. Jakieś ostateczne deklaracje przed wejściem do orbitalu? Jakaś konwersacja pomiędzy członkami komórki?

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 17 maja 2015, 15:29

Hoster spojrzał na smukła dłoń Medei wyciągniętej do niego z odznaką. Podobała mu się kształt dłoni i paznokci. Szybko wziął od niej blachę i nie patrząc w jej twarz przypiął do pancerza.

Nie powiedziała nic więcej. To znaczy że w kokpicie powiedziano jej inne rzeczy których nie powinniśmy słyszeć. Na przykład o tym co robić gdy któryś z nas okazał się nieudacznikiem i zrobił o jeden błąd za dużo. Ciekawe co będzie jeśli to ona narobi błędów. To smutne...

Hoster potrząsnął głową odrzucając przykre myśli. Nie potrzebował ich teraz. Miał dosyć intensywności napięcia jakie odczuwał. Do tego dochodziło jeszcze to przeciążenie grawitacji które to spadał to rosło podrzucając cała zawartością żołądka. Poczuł, że jest mu trochę niedobrze.

- Ma ktoś może miętówkę...?
Jest gdzieś w necie rysunek rynsztunku jaki nosimy?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 maja 2015, 15:57

Prom orbitalny Czternastego Klanu

Niewielki prom zadrżał opadając na płytę orbitalnego hangaru, ugiął się na amortyzatorach podwozia pod wpływem impetu lądowania. Jego tylna rampa otworzyła się niemal natychmiast wpuszczając do wnętrza przedziału jaskrawe światło białych iluminatorów wzbogacone gdzieniegdzie żółtym blaskiem rzucanym przez lampy ostrzegawcze technicznych pojazdów. Podwójna śluza odgradzająca hangar od lodowatej pustki kosmosu zdążyła się szczelnie zamknąć, ale pompy tlenowe wciąż uzupełniały uległą częściowej dehermetyzacji atmosferę w pomieszczeniu.

Schodząca po rampie Medea rozejrzała się uważnie wokół siebie, śledząc oczami sceny zdumiewająco podobne do tych zaobserwowanych w bazie serwisowej pilotów w Sibellusie. Ludzie z obsługi technicznej wspomagani przez serwitorów oraz zakapturzonych techadeptów pracowali przy zaparkowanych w hangarze maszynach, wszystkich bez wyjątku lekkich wahadłowcach obsługujących niską orbitę planety. Widok wychodzących z lądownika arbitratorów wywołał wśród obsługi niemałe poruszenie. Spojrzenia ukrytych za ochronnymi goglami oczu pobiegły natychmiast w stronę przybyszów w ciemnoniebieskich pancerzach, uzbrojone w acetylenowe spawarki i nasadowe klucze ręce znieruchomiały na chwilę porażone zrozumiałym zaskoczeniem.

Nadzorujący robotników techadept zauważył spadek wydajności podwładnych, zarzucił studiowanie zawartości trzymanego w metalowej kończynie infotabletu kręcąc na wszystkie strony okrytą kapturem głową. Widząc arbitratorów ruszył natychmiast w ich stronę, poruszając się w sztywny nienaturalny sposób zdradzający istnienie ukrytych pod powłóczystymi szatami nożnych implantów.

- Błogosławieństwo Omnimesjasza z wami, Arbites - oznajmił metalicznym głosem płynącym z wszczepionego w krtań wokodera - Czy któryś z moich robotników nie dopełnił swych obowiązków?
Techadept sądzi, że arbitratorzy mają sprawę do jego brygady. O czym to może świadczyć?