PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 07 maja 2015, 22:07

Charleston WV główny parking przy Cmentarzu Spring Hill 09.08.1993 Po północy

Assamita po słowach Lasombry wyszczerzył zęby i skinął głową. Nie tracił czasu na zbędne słowa. Szybkim krokiem oddalił się w stronę granicy parkingu. Członkowie koterii znów mieli okazję zobaczyć jak ciało ochroniarza zmienia się w żywą ciemność, po czym całkowicie znika z pola widzenia.

Cień połączył się z mrokiem nocy, przemykając pod osłoną drzew. Poruszanie się w tej formie było proste. Nie przeszkadzał mu w tym deszcz, głębokie kałuże oraz strugi płynącej wody. Bez problemów odnalazł miejsce przy murze cmentarza, przez który przeszli sabatnicy. Rzut oka na otoczenie upewnił go, że nikt poza nim nie znajduje się w okolicy. Ślady sfory zostały zatarte przez deszcz, a jedyny rozsądny kierunek z którego mogli przyjść wskazywał na parking niecałe trzysta metrów dalej. Ruszył wąskim chodnikiem sunąc jako cień pomiędzy ociekającymi deszczem drzewami. Zatrzymał się na skraju wyjścia z krótkiej alejki, widząc rozżarzone światła ośmiu lamp oświetlających wyasfaltowaną przestrzeń. Na sporej powierzchni stały tylko trzy samochody. W ciemnozielonym mercedesie zauważył ruch. Auto znajdowało się trzydzieści metrów dalej.

Wpełzł jako plama ciemności na pobliskie drzewo, po czym rozejrzał się po okolicy, upewniając się, że nie ma tam nikogo innego. Teraz widział wyraźnie, że ktoś siedzi w samochodzie. Z tego miejsca dostrzegał zarys sylwetki. Jedna osoba... Światło lamp i padający deszcz utrudniały jednak jakąkolwiek dokładniejszą ocenę sytuacji.

[center]Obrazek[/center]
Dla Namtara: Asbu Ilat:4 = 2 sukcesy, test udany.
Parking oświetla osiem lamp ulicznych. W formie cienia możesz się zbliżyć maksymalnie na 20 metrów.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 07 maja 2015, 22:57

Łaska Tiamat otaczała go swą czarną obecnością. Deszcz był niczym płynna ciemność. Krew w żyłach nocy, przepływająca przez niego, łącząca go z mrokiem... Kuffrowie i ich problemy zostały gdzieś za nim. Ulewa zmyła większość myśli i pamięć o nich. Teraz był strzępem mroku. Bez twarzy i bez imienia. Czekał. I obserwował kolejną ofiarę. Jaśniejsza plama, która pojawiła się przez chwilę w oknie mercedesa mogła być tylko widmem bladej dłoni. Wrażenie ruchu, ulotne, oniryczne, prawie nierealne... Być może odwrócenie głowy? Wiedział, że nie zauważyłby tego, gdyby nie jedność z nocą, która pozwalała mu przebić wzrokiem jej zasłonę...

Spełzł z drzewa i zbliżył się do krawędzi parkingu. Cień ostatniego wiązu osłaniał go, dalej, była już tylko zimna, nieprzystępna przestrzeń światła i asfaltu. Przeszkoda, której nie mógł sforsować w tej formie. Parking był prawie pusty. Nie zapewniał żadnej osłony ani dla cienia, ani dla samotnego wędrowca. Spojrzał w stronę lamp i przeklął je w imię Nar Mattaru, a dwie z nich zamigotały i zgasły... Tylko dwie. Światła wciąż było zbyt wiele, by mógł przejść.

Korzystając z osłony, którą zapewniało rozłożyste drzewo, przyjął fizyczną formę. Deszcz prawie natychmiast odnalazł drogę pod ubranie, spływając chłodną strugą po klatce piersiowej Mordercy.

- Tiamatumma, sajjiban naafi'an* - szepnął. Modlitwa zatonęła w wszechobecnej melodii kropel.

Miał nadzieję, iż ulewa skutecznie zatrze szczegóły jego wyglądu i kierowca nie zorientuje się z kim ma do czynienia, nim nie będzie za późno. Poprawił ułożenie broni, po czym spokojnym krokiem wyszedł na parking. Szedł przecinając go na ukos, jakby kierował się do jednego z dwóch pozostałych samochodów. Wtulił głowę w ramiona i podniósł kołnierz, udając mocno spóźnionego przechodnia. Nie sądził, aby tamten dał się długo nabrać na ten numer, ale miał nadzieję, iż zapewni mu to chociaż chwilę...
Kolejne strugi wody spływały po jego ciele. Nie przeszkadzało mu to w żaden sposób. Brak wspomnień dotyczących życia pozbawił go negatywnych skojarzeń związanych z deszczem. Mimo wszystko sytuacja nie podobała mu się do końca. Samochód był za mały, by pomieścić sforę. Jedyny miniwan w okolicy stał spory odcinek dalej. Był jednak pusty... Instynkt podpowiadał mu, iż niedługo pozna rozwiązanie tej zagadki. Świadom ciężaru spoczywającej pod kurtką broni, kątem oka uważnie obserwował mercedesa.

Używam nadwrażliwości, podkręcam sobie słuch. Jeśli gość w samochodzie zacznie otwierać okno lub drzwi (by np. strzelić do mnie) wyłączę ten efekt i będę unikał. Pistolet mam przygotowany. Jeśli zacznie się akcja włączę Śmiertelną Ciszę i Akcelerację, a także skorzystam z Ech Nirwany:1, by przyśpieszyć swój Refleks.

* arab. Tiamat, niech ta deszczowa chmura przyniesie nam korzyść.
Ostatnio zmieniony 08 maja 2015, 18:58 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 08 maja 2015, 14:20

Charleston WV główny parking przy Cmentarzu Spring Hill 09.08.1993 Po północy

Namtar pewnym siebie krokiem zbliżał się do Mercedesa. Gdy podszedł na kilka metrów spostrzegł, że w samochodzie znajduje się jeszcze jedna osoba. Nagle jego instynkt ocknął się, wyczuwając nadchodzące kłopoty. Wytężył wzrok, by lepiej się przyjrzeć pasażerom. Ciemność w jego wnętrzu wzburzyła się, ostrzegając. Szósty zmysł Assamity zadziałał bezbłędnie. Niebezpieczeństwo, padnij! Myśl ta bezgłośnie eksplodowała w jego umyśle. Niemal w tym samym momencie rzucił się na ziemię, odwracając głowę. Kątem oka zauważył jak wnętrze pojazdu wypełniło niezwykle jasne światło, o wiele silniejsze od flesza lampy fotograficznej. Nie było słychać huku. Rozbłyskowi nie towarzyszył żaden dźwięk zakłócający szum padającego deszczu. Zaklął w myślach, jednocześnie ciesząc się, że zdołał uniknąć oślepienia. Skoczył jednym susem w stronę pojazdu, tak, by znaleźć się przy tylnym kole, przy lewej części auta. Nagle drzwi samochodu od strony pasażera otworzyły się ukazując wysokiego mężczyznę w płaszczu, trzymającego stary karabin. Broń musiała pamiętać jeszcze czasy Wielkiej Wojny. Namtar był pewien, że tamten go nie widzi. Znajdował się po przeciwnej stronie mercedesa, który chwilowo zapewniał Łowcy osłonę.
[center]Obrazek[/center]
Wyczucie Niebezpieczeństwa ST:8 = 5 sukcesów. Niebezpieczeństwo, samochód, światło, jeden z pasażerów to wróg, niszcząca magia.
Spoiler!
Runda 1:
Namtar włącza Śmierć 1 i Akcelerację , wydaje 2 PK.
Namtar się schyla i strzela pod samochodem celując w nogę ST:7 = 4 sukcesy, 10 obrażeń (3 obrażenia).
Namtar otwiera drzwi od strony kierowcy i widzi dymiący szkielet za kierownicą.
Namtar zamyka drzwi, przechodzi za przednie koło chowając się za maską samochodu.

Runda 2:
Namtar włącza Akcelerację, 1 PK.
Namtar wskakuje na maskę i widzi leżącego faceta trzymającego się lewą ręką za nogę. Prawą rękę ma na broni, która leży na asfalcie.
Namtar przycelowuje w głowę i wyłącza Śmiertelną Ciszę.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 08 maja 2015, 15:02

Moc w jego krwi otoczyła samochód całunem Śmiertelnej Ciszy. Schylił się i strzelił pod podwoziem, celując w nogę przeciwnika. Tamten upadł. Nie tracąc czasu Łowca szarpnął drzwi od strony kierowcy, gotów wsadzić mu kulę w łeb. Jednak za kierownicą ujrzał tylko nadpalony szkielet. Wnętrze samochodu wypełniał żółtobrązowy dym, wirujący gwałtownie w podmuchu wdzierającej się do środka ulewy. Zapach palonego mięsa był przytłaczający. Na siedzeniu zebrała się tłustawa warstewka sadzy. Zaklął bezgłośnie. Sytuacja podobała mu się coraz mniej. Zwłaszcza, że ktoś właśnie usmażył jego zapasy krwi.

Cofnął się zamykając drzwi. Uważał, by stać za przednim kołem. Nie chciał, by przeciwnik odpłacił mu pięknym za nadobne. Po drugiej stronie Mercedesa nie dostrzegł żadnego ruchu. Trzymając broń w prawej ręce, wskoczył na maskę. Mężczyzna z karabinem leżał na asfalcie, ściskając jedną ręką czerwoną od krwi nogawkę. Zaciskał zęby z bólu, spoglądając na Mordercę zielonymi, błyszczącymi oczyma. Drugą dłoń opierał na antycznym karabinie. Morderca zawahał się. Nie lubił nie wiedzieć, do kogo strzela.

Wycelował nieznajomemu w głowę.
I rozproszył Ciszę.

- Żadnych numerów - ostrzegł. - Będę szybszy. Kim ty jesteś do cholery?

- Podpułkownik Kenneth Cole, Assamito.

Twarz Mordercy nie zmieniła wyrazu, mimo, iż ranny najwyraźniej wiedział więcej, niż powinien. Teraz widział jego aurę. Nie była blada.

- Jesteś Łowcą? - zapytał spokojnie.

- Głupie pytanie... A czy Ty jesteś Łowcą?

- Neik* - Morderca skrzywił się i opuścił broń. - Nie chcę cię zabijać. Nie strzelałbym, gdybym wiedział. Usmażyłeś mój zapas krwi, ale jakoś t