Rezydencja Furstenhof; 21/11/14; po 23:00
- Znam kako ka?u...*
Achile mógłby przysiąc, że przez krótką chwilę dostrzegł szczere zaskoczenie na twarzy mówiącego po chorwacku lupina. Szybko jednak mina została przykryta maską agresji. Garou wzburzony odezwał się po niemiecku do towarzyszących mu pobratymców, najwyraźniej nie rozumiejących bałkańskich języków. Przez chwilę wymieniali się uwagami, a Martin złowrogo szczerzył kły w stronę Moreau i kainta zoroentował się, że wetknął kij w mrowisko. Rundstedt choć nie zrozumiał tego co powiedział Moreau po chorwacku, ale słysząc rozmowe wilkołaków spojrzał na Toreadora piorunującym wzrokiem:
- Kazałeś im zapłacić?! Nie waż się wtrącać w sprawy tego domu... - syknął tonem ledwo skrywanego oburzenia, tak że Achile już chyba wolałby bliżej przyjrzeć się z bliska uzębieniu Martina w formie crinos niż usłyszeć to jeszcze raz z ust Tzimisce. Diabeł skierował otwarte dłonie w stronę coraz bardziej zbulwersowanych lupinów i obwieścił spokojnym tonem:
- Nic się zmieniło. Nie musicie nic płacić. Znacie reguły tego miejsca.
- Zabierzemy naszego i odejdziemy tak jak zwykle. - Przywódca lupinów odpowiedział spokojnie, po czym skinął garou aby podnieśli z łoża powoli wracającego do siebie wilkołaka. Martin spojrzał jeszcze na Achile nienawistnym wzrokiem, jakby żałując, że nie doszło do konfrontacji, ale nie ośmielił się przeciwstawić przywódcy stada.
- Parę pijaw kręciło się w pobliżu. Szukali kłopotów, a nie twojej pomocy. Teraz i tak nic im już nie pomoże... - Chorwat położył na szpitalnym łóżku kilka zakrwawionych przedmiotów, najwyraźniej muszących należeć do nieszczęśników. Toreador dostrzegł jak lupin i wampir po chwili ciszy kiwnęli sobie nieznacznie głowami jakby w geście niezręcznego podziękowania.
*(chorw) Znam to powiedzenie.
Pan Chorwat tak zrozumiał przekaz Moreau, co lekko zaogniło sytuację. Jakieś sprostowania, czy Achile trzyma już gębę na kłódkę?