PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 15 kwietnia 2015, 15:46

Rezydencja Furstenhof; 22/11/14; wieczór

Diabeł dostrzegł niemą determinację Steinbacha i kiwnął głową przytakująco:

- A zatem niech tak będzie... Rozbierz się...

Gdy Thomas stanął nagi na środku sali, Rundstedt odszedł kilka kroków i złożywszy palce w dłoni w swojego rodzaju kwadrat przez dłuższy czas stał przypatrując się przez dziurę w palcach ciału Stainbacha, tak jakby próbował uchwycić tremere w ramy fotograficznego kadru.

Gdy zakończył oględziny, wskazał dłonią szpitalne łóżko. Samemu nie czekając podszedł do szafki i zaczął wyciągać różne fiolki. Po chwili miał w strzykawce brunatny dekokt, którego przeznaczenia Steinbach mógł się tylko domyślać:

- Połóż się Thomasie. Podam Ci teraz preparat przeciwbólowy, ale z góry uprzedzam, że i tak będzie to bolesny zabieg.
Spoiler!
Rundstedt całkowicie zmieni Twój wygląd, ale bez żadnych dziwactw, choć korciła mnie para rogów i koźle nogi;) Możesz zmienić posturę, wzrost, twarz, wszystko. O ile nie bedziesz wygladac jak emo lub żebrak, to dostaniesz dwie kropki w Wyglądzie. No a Rundsteda możesz traktować jako Mentora za 3 kropki.

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 15 kwietnia 2015, 19:58

Achille obserwował oddechy watachy unoszące się w mroźny powietrzu.

Piękne.

Szybko ważył w myślach słowa. Chorwaci. W Jugosławii nie było dobrych i złych, jedynie źli i potwornie źli. Jeszcze wczoraj wiedziałby, że ci tutaj byli niewyobrażalnie źli. Teraz już nie wiedział co myśleć. Zbudowana straszliwym wysiłkiem równowaga duchowa która wyniósł przechodząc przez tą wojnę domową z szeroko otwartymi oczami chwiała się.

Naprawdę wzniosłem tak chwiejny konstrukt? Przygryzl lekko wargi układając koleje zdania. Nie, po prostu tutaj tez zdarzają się szare koty, między czarnymi i białymi. Nawet diabeł jest pregowany

- Nie zrobiliśmy mu żadnej krzywdy. Przeciwnie. - Nie ważył się spojrzeć im w oczy, jego wzrok przemykal po obrysie ciała basiora. Czekał na jakikolwiek gest podziękowania, choćby najbardziej subtelne skłonienie głową. Nie liczył z reszta, że jemu podziękuja. I w cale tego nie oczekiwał. Intrygowala go ich relacja z Rundstedtem. A potem trochę wbrew sobie rzucił miecz na szalę.

- Mówią ze pare kad odlaze imaju stotinu nogu, a kad dolaze samo dvije, ale zawsze ciesze się, gdy to zdanie się nie sprawdza. - Skupiając całą odwagę zatrzymał wzrok na oczach przywódcy watachy, uśmiechając się sympatycznie. Jednak pilnował uważnie aby nie odsłonić zębów.
(bosn.) Pare kad odlaze imaju stotinu nogu, a kad dolaze samo dvije. - Pieniądze, kiedy odchodzą, mają setki nóg, kiedy przychodzą, tylko dwie.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 15 kwietnia 2015, 23:28

Rezydencja Furstenhof; 21/11/14; po 23:00

- Znam kako ka?u...*

Achile mógłby przysiąc, że przez krótką chwilę dostrzegł szczere zaskoczenie na twarzy mówiącego po chorwacku lupina. Szybko jednak mina została przykryta maską agresji. Garou wzburzony odezwał się po niemiecku do towarzyszących mu pobratymców, najwyraźniej nie rozumiejących bałkańskich języków. Przez chwilę wymieniali się uwagami, a Martin złowrogo szczerzył kły w stronę Moreau i kainta zoroentował się, że wetknął kij w mrowisko. Rundstedt choć nie zrozumiał tego co powiedział Moreau po chorwacku, ale słysząc rozmowe wilkołaków spojrzał na Toreadora piorunującym wzrokiem:

- Kazałeś im zapłacić?! Nie waż się wtrącać w sprawy tego domu... - syknął tonem ledwo skrywanego oburzenia, tak że Achile już chyba wolałby bliżej przyjrzeć się z bliska uzębieniu Martina w formie crinos niż usłyszeć to jeszcze raz z ust Tzimisce. Diabeł skierował otwarte dłonie w stronę coraz bardziej zbulwersowanych lupinów i obwieścił spokojnym tonem:

- Nic się zmieniło. Nie musicie nic płacić. Znacie reguły tego miejsca.

- Zabierzemy naszego i odejdziemy tak jak zwykle. - Przywódca lupinów odpowiedział spokojnie, po czym skinął garou aby podnieśli z łoża powoli wracającego do siebie wilkołaka. Martin spojrzał jeszcze na Achile nienawistnym wzrokiem, jakby żałując, że nie doszło do konfrontacji, ale nie ośmielił się przeciwstawić przywódcy stada.

- Parę pijaw kręciło się w pobliżu. Szukali kłopotów, a nie twojej pomocy. Teraz i tak nic im już nie pomoże... - Chorwat położył na szpitalnym łóżku kilka zakrwawionych przedmiotów, najwyraźniej muszących należeć do nieszczęśników. Toreador dostrzegł jak lupin i wampir po chwili ciszy kiwnęli sobie nieznacznie głowami jakby w geście niezręcznego podziękowania.
*(chorw) Znam to powiedzenie.

Pan Chorwat tak zrozumiał przekaz Moreau, co lekko zaogniło sytuację. Jakieś sprostowania, czy Achile trzyma już gębę na kłódkę?

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 16 kwietnia 2015, 01:38

Moreau długo wpatrywał się w malejące sylwetki lupinow. Od momentu gdy odezwał się Tzimishe żaden mięsień jego ciała nie poruszył się nawet odrobinę. Tkwił jak alabasterowa figura. Pozwalał smutkowi przepłynąć przez siebie. Jak strumień zgarniajacy zeschłe liście.

Dokładnie tak jak myślałem.

- Tak właśnie to widzą. Altruizm, poświęcenie, bezinteresowność. Tam gdzie powinna pojawić się dobra wola, pod cienką powierzchnią chwiejnego sojuszu dopatruja się innych motywów. Noże w rękawach. - Popatrzył jak jego własny oddech z trudem formuje biała chmurę i zimnym, alpejskim powietrzu. Jestem za zimny.

- Rekin wrócił do oceanu. Jego ofiary nie zawsze będą zdolne doczołagac się do bram Furstenhof po pomoc. Przysięga Hipokratesa z całą swoją szlachetnościa... tą wspaniała szlachetną ideą... kończy się tam. - Achille wskazał wzrokiem na granicę rezydencji. - Dalej świat rozgrywa się tak jak zawsze. Jestem tak straszliwie zmęczony

- Chciałbym... - Zwrócił się do Diabła z pełnym szacunku formalizmem. - Chciałbym przeprosić za moje zachowanie. W najmniejszym stopniu nie chciałem podważyć reputacji Pana, ani pańskiego schronienia. Jednak fakt, że się tego dopuściłem jest oczywiście naganny. I niemożliwy do usprawiedliwienia.

Po raz drugi przestaje wierzyć w kwiat paproci.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 17 kwietnia 2015, 19:53

Rezydencja Furstenhof; 21/11/14; po 23:00

Rundstedt stał w milczeniu, obserwował oddalających się lupinów i powoli, wyuczonym przez lata ruchem nabijał staromodną fajkę. W mroźnym powietrzu uniósł się słodki zapach tytoniu, wypełniając nozdrza Toreadora przyjemnym aromatem.

- Masz rację... - smutno przytaknął Gerhard: - przysięga Hipokratesa kończy się za horyzontem, choć chciałbym by było innaczej. Dalej świat rządzi się już swoimi brutalnymi prawami. I nie zmienię całego świata chłopcze. Widzisz, nie wszyscy przybywają tu po moją pomoc. Niektórzy szukają mojej krwi. I altruzim, przysięgi trzeba odłożyć na bok aby przetrwać.

- Ci zmiennokształtni zjawiają się tu czasem. Z reguły poharatani przez swoich