Charleston WV 410 Elizabeth St, klub Empty Glass 09.08.1993 Po północy
- Znam wartość krwi wampirów i wiem, jakie ma właściwości - odezwał się Brooks. - Niektórzy waszego z rodzaju poją nią ludzi, a także piją z nich nazywając krwawymi lalkami. To co wyprawia się w Nyctofili... Cóż, nie powiem, by to było zdrowe. Klienci tego lokalu zaczynają gadać o niezwykłych rozkoszach jakie serwuje się wybrańcom. Pijawki stają się coraz bardziej nieostrożne, na ulicach jest coraz więcej plotek... I to bynajmniej nie z naszej winy - uśmiechnął się lekko.
Spojrzał ponad okularami na Victorię. Jego oczy wydały jej się dziwnie pełne światła:
- Możesz dać mu swojej krwi, jeśli chcesz mu pomóc. Zważ jednak, iż dowiedzą się o tym wszyscy Zmiennokształtni w Charleston. Tak więc jeśli twe intencje są czyste przyniesie ci to zaszczyt. Jeśli jednak nie jesteś pewna swego serca, lepiej strzeż się.
Lasombra wysłuchała Alfreda i skinęła głową. Pasmo włosów opadło jej na czoło, gdy delikatnie, zębami rozcięła swój nadgarstek. Podniosła rękę pozwalając krwi spływać do dzioba Coraxa. Gęsta czerwień sączyła się powoli. Victoria trzymała głowę ptaka w takich sposób, aby ten nie utopił się przy całej operacji. Brooks obserwował ją uważnie, lekko pochylony. Po chwili odezwał się do Horacego:
- Flynn miał olbrzymie szczęście. Gdy to się stało przebywał razem z Jasperem z Opustoszałych na miejscowym cmentarzu. Jasper się nie przyznał, ale obalali tam taniego winiacza opowiadając sobie różne strasznie historyjki. Powiedział, że przez skórę Flyna wysączyły się nagle setki czerwonych kropelek, które po chwili złączyły się w karmazynową chmurę i odleciały. Zaklinał się, że to nie była jego wina i że nic nie kombinował tej nocy. Dzieciak. Ale później powiedział coś ważnego...
Alfred przerwał na chwilę i zamyślił się, jakby starał się odpowiednio ułożyć słowa:
- Chwilę wcześniej, nim stało się to nieszczęście, Jasper ujrzał, iż jeden z pierścieni na ręku Flynna zaczął emitować energię magiczną. Potem nasz przyjaciel zemdlał, a wystraszony Jasper nie wiele myśląc, zabrał go i przyniósł do mnie. Prawie całkowicie wytrzeźwiał przy tym z wrażenia. Najnowsze wieści mówią, że podobne rzeczy spotkały kilku Garou i Magów. Oczywiście, Krew na Twarzy zapewne niedługo o tym usłyszy. O ile już nie usłyszał... - westchnął ciężko.
Krew wciąż płynęła, zasilając wycieńczone ciało Coraxa. Przyczajony w mroku Asamita śledził każdą spadającą kroplę. Doskonale wyczuwał jej zapach, co sprawiało, że mógł sobie wyobrazić także smak...
Victoria już po krótkiej chwili zorientowała się, iż jej działanie wywiera odpowiedni efekt. Leżący ptak zaczął oddychać głębiej i nastroszył pióra. Pozwoliła, aby proces trwał dalej. Pozostała dwójka obserwowała ją w skupieniu. Victoria odezwała się:
- Wystarczy... Myślę, że teraz szybko stanie na nogi - powiedziała, odkładając głowę kruka na bok, aby zalizać ranę.
Na efekt nie trzeb było jednak długo czekać. Flynn otworzył nagle swoje czarne oczy, które z początku wydawały się nieco zmętniałe. Jego wzrok jednak szybko nabrał ostrości. Ptak podniósł dziób do góry trzepocząc skrzydłami i kracząc zawzięcie. Po chwili zebrani zobaczyli jak Corax zmienia swoją formę przekształcając się w młodego mężczyznę. Jego ubiór był typowy dla przedstawiciela gotyckiej subkultury. Victoria nigdy nie była świadkiem przemiany żadnego z Zmiennokształtnych, było więc to dla niej nadzwyczaj piękne i oryginalne doświadczenie. Na Horacym nie wywarło to większego wrażenia. Był przyzwyczajony do przemian swego przyjaciela. Assamita przyglądał się całej scenie z uwagą, korzystając z możliwości zdobycia nowej wiedzy na temat Zmiennokształtnych. Flynn rozejrzał się, siedząc na krześle. Przez chwilę wyglądał na zaskoczonego, później jednak uśmiechnął się szeroko, spoglądając na znajome mu osoby.
- Horacy? Alfred...? O kurde, chłopaki, co ja tu robię? Niezła impreza musiała być, bo nic nie pamiętam. Jasper to szuja, a mówił, że nic mi po tej flaszce nie będzie... - Corax poprawił się na fotelu, przyjmując nieco bardziej pionową pozycję.
[center]

[/center]
- Horacy przyprowadził swoją przyjaciółkę. To krew Victorii pozwoliła Ci obudzić się. Musimy pilnie porozmawiać... - odpowiedział Brooks. W jego głosie znać było ulgę. - Zdejmij szybko ten pierścień i odłóż go na bok. To prawdopodobnie dzięki niemu zostałeś zaatakowany.
Flynn błyskawicznie ściągnął z palca jeden z pierścieni jaki znajdował się na jego dłoniach, po czym położył go na stoliku obok.
Dalsza rozmowa potwierdzała dokładnie to, co zostało już powiedziane wcześniej przez Alfreda. Flynn dodał kilka istotnych szczegółów, choć nie mógł się opanować, by nie dorzucić garści ploteczek. Po kilkunastu minutach wymiany zdań, Brooks podsumował:
- A więc powiadasz, że ten pierścień należał do jakiegoś wampira, który został zaatakowany jakieś dwa lata temu, w zaułku, między budynkami przy Morris St. Cztery pijawy ubrane jak zbiry wywlekły faceta ubranego w drogi garnitur i spuściły mu taki łomot, że umarł. Tak całkiem i na dobre. A gdy się oddalili, poszedłeś tam, zastając rozkładające się zwłoki. Zauważyłeś pierścień, który mu zostawili... Pewnie przez niedopatrzenie. Cóż, mogłeś przynieść go do mnie, pewnie bym coś więcej ci o nim powiedział. Zakładanie go było mocno nierozsądne, nawet jak na twoje standardy...
- Martin Schackler, Ventrue - wtrącił się Horacy - syn Richarda, do dziś nikt nie wiedział, co się z nim naprawdę stało. Primogen mówił, że wyjechał do innego miasta wspierać klan Ventrue... Cholera... I to stało się tutaj, pod moim nosem. Flynn dlaczego mi o tym nie powiedziałeś? - głos Nosferatu wyrażał lekkie zaskoczenie.
- Mówiłem, na pewno! Chociaż czekaj... Faktycznie, może nie tobie, tylko komuś innemu...? - Corax odpowiedział zmieszany. - Wiesz, jak to jest, tyle się dzieje i zwykle wszystko na raz. Zapomniałem, sorry stary. Poza tym od czasu, gdy zawitali tu ci goście z Sabatu, takie rzeczy się zdarzają, nie?
- Dobrze - przerwał spokojnie Alfred. - Jesteście tu i jak widzę, także chcecie się dowiedzieć, kto stoi za tymi atakami, prawda? Myślę, że warto, byśmy sobie pomogli nawzajem. Mam więc nadzieję, że podzielicie się z nami tym, co wiecie. Może to pomóc innym poszkodowanym, a na pewno pomoże wykryć sprawcę... Rozumiecie, Garou naprawdę się zdenerwowali i lepiej zapobiegać sporom, niż później próbować odbudowywać ruiny.