PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 11 kwietnia 2015, 00:22

Nikt z was nie posiada odpowiedniej wiedzy, aby dowiedzieć się więcej o tym co mówi Horacy i Assamita. Ewentualne poszukiwania mogą rzucić większe światło na tą sprawę. Stwierdzenie Assamity Prawdziwy Brujah, znaczy dla was to samo co Brujah. Nie macie świadomości, że jest coś takiego jak Prawdziwy Brujah.
Spoiler!
Test Wiedzy o klanach ST:9 = 3 sukcesy. Wiesz, że są plotki o Prawdziwych Brujah, tych którzy byli stworzeni przez Przetpotopowca przed zdiabolizowaniem go przez Trolie. Wiesz, że ta linia przetrwała i są to bardzo stare wampiry. Obecni Brujah nie mają o tym pojęcia, tym bardziej, że doskonale wiesz, iż Prawdziwi Brujah byli mędrcami i filozofami, a nie bandą Anarchistów.
Spoiler!
Test Wiedzy Archeologia ST:7 = 5 sukcesów.
Szuruppak - starożytne miasto w Sumerze; obecnie stanowisko archeologiczne Fara w prowincji Al-Kadisijja w Iraku.
Literatura mezopotamska umieszcza początki Szuruppak w legendarnym okresie przed potopem. Według Sumeryjskiej opowieści o potopie miasto to założyć miał sam bóg Enki i przeznaczyć je na siedzibę bogini Sud. W Sumeryjskiej liście królów Szuruppak występuje jako siedziba jednej z "przedpotopowych" dynastii królewskich, której jedynym przedstawicielem miał być panujący przez 18600 lat władca o imieniu Ubar-Tutu. Szuruppak jest też miastem rodzinnym Utnapisztima, bohatera opowieści o potopie z babilońskiego Eposu o Gilgameszu. Odpowiednikiem Utnapisztima jest Atra-hasis.
Ostatnio zmieniony 11 kwietnia 2015, 10:24 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 11 kwietnia 2015, 11:28

W Sanktuarium panowała cisza. Żadnych zbędnych pytań, rozmów, kroków, szelestów ubrania - po prostu cisza. Nareszcie był sam.

- nemase-te pulhu-imel, ereshkigal puthra* - pozdrowił Strażnika. - Czy możesz okryć to miejsce ciemnością? Potrzebuję tego...

- Tak, Cieniu Ahrymana -odparł duch głosem suchym niczym tysiącletnie kości. Lśnienie cokołu zgasło, niczym zdmuchnięta świeca i pomieszczenie spowił nieprzebyty mrok.

- Utrzymaj ten stan przez najbliższą godzinę - polecił Łowca.

Niemal natychmiast, odruchowo dostroił się do wszechobecnej ciemności. Jego oczy dostosowały się do panujących warunków, postrzegając otoczenie dzięki mocy Asbu Ilat. Sprawiała ona, iż sprzęty i przedmioty wypełniające sanktuarium zdawały się jeszcze bardziej niesamowite, jawiąc się w dziwnym, widmowym blasku, emanującym z każdej widocznej powierzchni. Na Łowcy jednak nie robiło to większego wrażenia. Ten świat mroku i upiornych lśnień, który nie miał nic wspólnego z normalnym światłem, był dla niego najbliższą rzeczywistością. To światła, istniejącego poza ciemnością obawiał się tak naprawdę. Światło było kłamstwem... Nienawidził go...

Przeszedł przez pomieszczenie kierując się do swego sarkofagu. Czuł zawieszoną wokół siebie ciemność, cierpliwą i przychylną niczym duże zwierzę. Odruchowo pogłaskał przestrzeń. Zdjął kurtkę i położył obok trumny. Ostrożnie zaczął zdejmować podkoszulek. Materiał miejscami przywarł zbyt mocno do rany i Morderca klął chwilami cicho, po arabsku, odrywając go wraz z fragmentami skóry.

Rzucił podkoszulek na bok. Zanotował, że później będzie musiał go wyprać. Z kieszeni plecaka wyjął pudełko naboi i wysypał jego zawartość do kieszeni kurtki. Złożył grubą tekturę czterokrotnie i wsunął sobie pomiędzy zęby. Znał ból, który towarzyszył regeneracji nerwów i w tym przypadku wiedział, że będzie on trwał dość długo. Mógł bowiem uzdrawiać swoje ciało czerpiąc z mocy Tiamat, lecz był to powolny proces. W dodatku posiadał swoje ograniczenia.

Położył się w sarkofagu i poczuł, jak mrok faluje wkoło niego, wsączając się w rany i w sieć żył w ciele. Prawie natychmiast pojawił się ból. Myśli Mordercy odruchowo skupiły się na Ścieżce. Zawsze myślał o niej w takich chwilach. Zacisnął zęby. Fragmenty zir pojawiały się i znikały, zmywane przez czerwone fale cierpienia, gdy zakończenia nerwowe w ciele zaczęły wreszcie działać poprawnie. Innaa Haqim ła innaa ilajhi raadżi'uun... Hqimumma dżurnii fii musiibatii, łakhluflii khajran minhaa...**

Ból tak naprawdę nigdy nie stanowił dla Mordercy problemu. Nauczył się akceptować go już na początku swojego nieżycia. W zasadzie nie pozostawiono mu zresztą innego wyboru. Później, lata szkolenia w klanie jedynie pogłębiły to przekonanie. Aktualnie więc traktował go jak część rzeczywistości, równie obiektywną i obojętną na to, co o niej myśli, jak deszcz, wiatr, czy księżyc. Ból się po prostu przytrafiał... Nie wstydził się więc go i godził się z jego istnieniem z całkowitym spokojem. Wiedział, że cierpienie jest nieodłącznym elementem egzystencji i w sumie nie umiał sobie nawet wyobrazić swojego nieżycia bez niego... Znał je dobrze z obu stron - zarówno jako kat i ofiara. Czasami wykorzystywał tkwiący w nim potencjał, aby rozładować frustrację... Oczywiście, takie podejście do sprawy całkowicie usuwało z horyzontów jego etyki zagadnienia współczucia, czy empatii. Nie miał litości ani dla siebie, ani dla innych. W zasadzie posiadał jedynie bardzo mgliste pojęcie o istnieniu tego rodzaju wartości... Nie mógł także zanegować faktu, iż zawsze, gdy był przyczyną cierpienia, wzbudzało ono w nim głęboką fascynację. Pewien rodzaj głodu, któremu trudno się było oprzeć... Więc w takich chwilach jak ta, gdy sam go doświadczał, wiedział, że to poznanie pozwoli mu lepiej zrozumieć, co czują ofiary. Była to cena, którą należało zapłacić, aby móc się do nich zbliżyć w momencie śmierci i być może pojąć wreszcie... Lub choćby poczuć przez chwilę... Co tak naprawdę stanowiło istotę tego niepojętego fenomenu zwanego życiem...?

Po godzinie wstał i założył świeży podkoszulek. Skóra na jego twarzy i klatce piersiowej zregenerowała się i była teraz jedynie zaczerwieniona, jak po powierzchownych oparzeniach. Czuł się dobrze. Ból właściwie minął. Jego wcześniejsza obecność wyostrzyła jednak zmysły i dala mu pewne poczucie oczyszczenia. Popełniona niedawno diabolizacja nastrajała go niezwykle optymistycznie. Musiał przyznać, że otworzyły się przed nim nowe perspektywy i odczucie to było swoistym objawieniem. Rozumiał teraz więcej, pojmując głębszy sens swojej nowej pracy. Zaczynał bowiem dostrzegać, iż jest ona znakomitym sposobem na realizowanie Woli Haqima. W jego umyśle pojawiły się słowa pisenki Pink Floyd i Morderca uśmiechnął się zimno:
[center]When you're one of the few to land on your feet,
What do you do to make ends meet?[/center]
Wychodzę z Sanktuarium i piszę esemesa do Crimson Raina z listą zakupów. Chcę, by poinformował mnie o cenie tego wyposażenia i podał dane do przelewu na konto. Wszystko ma być na jutro. Dodaję do tego informację, że ma mi przywieźć także garnitur i torbę z HK G36. Obie te rzeczy są w moim schronieniu.

Sprawdzam dom i zabezpieczenia przy drzwiach. Jeśli wszystko jest w porządku wracam do biblioteki, do reszty drużyny. W tym momencie mam na sobie czarny podkoszulek z napisem "Anyway - people die". Przez ramię mam przewieszone szelki z bronią krótką.
Spoiler!
Korzystam z Asbu Ilat:4, co pozwala mi wyleczyć dodatkowy punkt Prawdziwych Obrażeń na noc, nie wydając Siły Woli. Wydaję 5 PK.

* staropers. Bądź pozdrowiony Pulh-Imel, synu Ereshkigal
** arab. Do Haqima należymy i do Niego będzie nasz powrót... O Haqimie, wynagródź mnie za to nieszczęście i zastąp je czymś lepszym.
Ostatnio zmieniony 03 sierpnia 2015, 16:02 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 12 kwietnia 2015, 10:29

Dla Namtara: Dom i okolica wydaje się być w porządku. Nikogo nie widziałeś, żadnych dodatkowych śladów obecności.

Jesteście wszyscy w bibliotece na parterze domu. Gavin poszedł do piwnicy, szukać Lucjana. Namtar wrócił do koterii. Nie było go około kwadransa. Wszyscy widzicie, że jego rany oparzeniowe w tej chwili są dużo mniejsze.
Ostatnio zmieniony 12 kwietnia 2015, 12:31 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 12 kwietnia 2015, 10:50

Po powrocie do posiadłości i wysłuchaniu wymiany zdań pomiędzy Mordercą i Szczurem, Terry opuścił bibliotekę przechodząc do sąsiedniego pomieszczenia. Pierwsze emocje zrodzone z wydarzeń tego wieczoru zdążyły osłabnąć, wciąż jednak nie mógł się skupić. Szok wywołany zagładą Spiro całkowicie wytrącił go z równowagi. Ale to co martwiło go bardziej to fakt, że oprócz pustki po przeklętym Potworze, jego martwe serce przepełniała wdzięczność za to co się stało. I wstydził się tego. I bał się tego. Chciał jak najszybciej uwolnić się od tej niskiej emocji, radości z czyjegoś końca. Przeżegnał się i spróbował skupić się na modlitwie, która pomogła by mu na powrót odnaleźć Bożą Miłość.

[center]Zginam kolana moje przed Tobą, Ojcze,
od którego bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi,
proszę, abyś według bogactwa swej chwały sprawił we mnie przez Ducha swego wzmocnienie siły wewnętrznej.
Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w moim sercu; bym w miłości wkorzeniony i ugruntowany,
wraz ze wszystkimi świętymi zdołał ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość,
i poznał miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, bym został napełniony całą Pełnią Bożą.
Tobie zaś, który mocą działającą we mnie możesz uczynić nieskończenie więcej, niż proszę czy rozumiem,
Tobie chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie po wszystkie pokolenia na wieki wieków.
[/center]

Pozwolił by modlitwa trwała w nim jeszcze chwilę, bez słów. Czekał na ukojenie nerwów i osłabnięcie ekscytacji którą tak miał sobie za złe, jednak żadne z nich nie nadchodziło. Z jakiegoś powodu, uczucie ulgi, po trzech stuleciach strachu, brało nad nim górę. Potrząsnął głową, chcąc wyrzucić z niej myśli niegodne osoby jego stanu. Zrozumiał że zwykła modlitwa nie wystarczy. Wstał i dołączył do reszty koterii w bibliotece. Chcąc uniknąć jakichkolwiek pytań pod swoim adresem, odezwał się już w wejściu, zwracając się głównie do Horacego.

- Mówiłeś wcześniej, że masz dla nas bardzo ciekawe informacje. I że podzielisz się nimi kiedy tu dotrzemy. Jak na razie powiedziałeś nam że Atrahasis był Prawdziwym Brujah i że był piątej generacji. Niby zaskakujące, lecz logiczne. Tłumaczy pewne rzeczy, ale nie wiem jakie w tej chwili ma to znaczenie, gdyż zwyczajnie Mędrzec w Czerwieni w proch się obrócił.

- Rozumiem też, że skoro nie chcą by mówić o Baali, dostarczyłeś im dowodu na to że mówiliśmy prawdę. I w związku z tym, nasz zakaz jest cofnięty, czyż nie?

- Wspominałeś także o Klausie i podsłuchującej Toreadorce. Co do niego - swoje powiedziałem już wczoraj. Co do niej, rozumiem potrzebę udania się tutaj w celu rozmowy.

- Więc oto jesteśmy. Mów do nas, będziemy cię słuchać jak Księcia. Jakież to wieści nam przynosisz? Na co nas nakierują?
Ostatnio zmieniony 12 kwietnia 2015, 13:12 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 12 kwietnia 2015, 19:00

[center]
Obrazek
Muzyka:
https://www.youtube.com/watch?v=UyCWmZpFQ4o[/center]

Kiedy Assamita odszedł z tego planu, Gavin wyszedł z biblioteki, w holu skręcił w prawo i zszedł schodami w dół. W kilka chwil ułożył sobie w głowie to co miał zamiar powiedzieć Lucjanowi. Niepokojem za to napawała go potencjalna reakcja koterii. Nie wiedział z jak starymi wampirami współpracował, jednak że byli starzy - tego był pewien.

Po zejściu do piwnicy włączył światło. Oględziny miejsca zajęły tylko chwilę. Znalazł Lucjana leżącego na ławie, przykrytego jakąś białą szmatą. Posadził jego bezwładne ciało w pozycji siedzącej, po czym zaczął swój monolog.

- Witaj Lucjuszu, to ja Sergio. Ten prawdziwy, nie uzurpator z którym spędziłeś ostatnich kilka lat. Chciałbym Cie teraz prosić o profesjonalne zachowanie. Na górze znajduje się kilka osób które będą miały do Ciebie pytania. Chce żebyś odpowiedział na nie szczerze. - tu zrobił krótką pauze. Przez chwile rozważał możliwości.

Lucjusz miał poczuć się dobrze po 23:33, czyli mniej więcej w czasie gdy Assamita rozprawił się z Baali. Czy istnieje szansa że ten duet był połączony? Minęło wiele lat, nie wiem jakimi więzami został spętany Lucjan. Krew? Dyscypliny?
I gdzie tu jest miejsce na wolną wole? Kto tak właściwie tu gra? Jaką figurą jest Primorgen Malkavów? Czyją figurą?


- Pamiętaj by zachowywać się profesjonalnie. Jesteś w domu Red Wisdom'a, szanowanego członka Rodziny* którego spotkała ostateczna śmierć. Jedyną możliwością wyjścia z tego cało jest współpraca. Jak pewnie zauważyłeś, w domostwie przebywa strażnik który nie wypuści Cie póki koteria nie wyrazi na to zgody. Drugim mankamentem jest obecność Assamita który bardzo chętnie zakończy egzystencje: Twoją i moja. Dlatego powtarzam po raz trzeci, zachowuj się profesjonalnie.

- Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, jeszcze dzisiaj wyjedziesz z miasta ścieżkami które wskaże Tabah Mufazzal. Tam będziesz bezpieczny, a gdy będzie po wszystkim wyjaśnimy sobie wiele rzeczy.
Po trzecim powtórzeniu, Gavin wyciąga kołek. Jeżeli Lucjan wyraża wole współpracy, prowadzę go do biblioteki, tam gdzie ostatnio widziałem pozostałych członków koterii.
W tym momencie Gavin zdał sobie sprawę że nie wie z kim tak właściwie rozmawia. Pod formą może kryć się dosłownie wszystko, nic nie jest pewne gdy do gry wkraczają starsi. Ma jednak nadzieje że po Lucjanie zostało coś więcej niż ciało.
*Mam na myśli Ravnosów i daje to odczuć rozmówcy.
** Pogrubione treści są wypowiadane w szczególny sposób. Mówię w sposób którego używałem podczas planowania skoków, kiedy zwracałem uwagę na szczegóły które są bardzo istotne.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 12 kwietnia 2015, 19:14

Horacy chrząknął nieco zdezorientowany.

- Cóż, właściwie wszystko co chciałem wam powiedzieć już przekazałem. Książę mnie w ogól nie przyjął, był zajęty jakąś inną ważną audiencją wiec niestety zakaz wchodzenia do elizjum nadal obowiązuje. Czuć było duży strach w elizjum a w takiej sytuacji zawsze szybko spadają głowy, więc nalegałem by się szybko wynieść. Jak wszedłem Furia i starsi już rozmawiali i o tym że Spiro był Bali i o tym... jak skończył - Horacy rozejrzał się szukając wzrokiem Mordercy i widać było że korciło go by jeszcze coś złośliwego dodać ale ostatecznie zrezygnował.

- Zaskoczenia naszymi informacjami nie było. Znaczy to również, że każdy nasz ruch jest niezwykle pilnie śledzony i należy bardzo uważać. Zakazy pochodzą o Furii, której polecenia z racji funkcji musimy uszanować.

- To że "Atra-hasis był synem Gitmalu, z krwi Brujah, Prawdziwym Brujah piątej generacji" jest moim zdaniem bardzo ważną informacją daje nam bowiem nie tylko wiedzę o tym kim, był co być może naprowadzi nas na jego wrogów ale także jest to ostrzeżenie jak silny jest nasz oponent. Moim zdaniem to co się ostatnio działo to nie był atak, to była próba nakarmienia kogoś niezwykle głodnego. Moim zdaniem Spiro miał swego pana i to on jest tym którego szukamy. Gdyby nam się udało dowiedzieć czegoś więcej o Spiro może to doprowadziłoby nas do... Johan znał Spiro może warto by go było podpytać na cholerę malował dla niego ten obraz co wisi w elizjum. - Horacy się zamyślił. I tak się też zastanawiam, może jeszcze ktoś z Was wie coś na temat Reda tak oczywistego że się nie podzielił.

Nosferatu wyjął wielką jak cegła komórkę z klapką i wybrał numer do Flynna. Słuchając sygnału oczekiwania na połączenie powiedział.

- Od teraz o rzeczach ważnych rozmawiamy tylko w sanktuarium. Tu wszędzie jest stanowaczo za wiele niepotrzebnych par uszu...
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 12 kwietnia 2015, 23:18

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 09.08.1993 Po północy

Gdy kołek został usunięty z serca Lucjana, ten natychmiast otworzył oczy i spojrzał na Gavina mówiąc:

- Sergio, ja bardzo przepraszam... - jego głos drżał lekko, zdradzając silne emocje - wiem teraz, że to naprawdę ty. Widziałem jak wyglądasz wyciągnięty z ciała. Wtedy... Tamtej felernej nocy, gdy się pokłóciliśmy... - Ravnos zrobił dłuższą pauzę - miałeś rację. Powinienem był cię posłuchać. Teraz wiem, że jesteś tym Gavinem... Słuchaj... Szopa się zapaliła, ale przyjechała na miejsce straż pożarna i to jest ostatnia rzecz jaką sobie przypominam. Nie mam pojęcia, co się ze mną działo od tego czasu, ale miesiąc temu to coś, co się pod ciebie podszywało wykopało moje ciało z grobu. Okazało się, że zostałem pochowany na cmentarzu w Pittsburghu... Dostałem dwa kanistry krwi... Byłeś niby ten sam, ale jednak inny. Zrzuciłem winę na to, że minęło ponad dwadzieścia lat i stałeś się bardziej... stanowczy i wyrachowany. Nie wiem jak to inaczej nazwać... Potem było kilka skoków, drobne kradzieże, wiesz, niby wszystko po staremu, ale... W końcu pojawiła się na horyzoncie niezła robota. Trzeba było okraść ten przeklęty dom. Nie wiem dokładnie dla kogo pracowaliśmy, ale chodziło o Imperial Order of the Master Edenic Groundskeepers. To jakiś tajny Kult Gehenny czy coś w ten deseń... Mieliśmy znaleźć tutaj informacje, kto do niego należy w Charleston. Ta informacja była najważniejsza, ale chodziło także o inne ugrupowania jak Tal'mahe Ra, Inconnu, Arcanum i jeszcze wiele innych. Wszystko szło bez kłopotów do momentu, gdy zostałem wepchnięty do tego przeklętego pokoju i uwięziony... Wiesz, ten duch naprawdę mnie przeraził... - Lucjan przerwał swą wypowiedź i zadrżał. Przez chwilę milczał, jakby powracał wspomnieniami do tego, co się wydarzyło.

- Teraz jestem bardzo głodny - odezwał się po chwili. - Nie mogę tutaj zostać... muszę odnaleźć naszych i się zregenerować, a potem dopadniemy tego, który mnie tak urządził. Wiesz, może kim on jest? Kurde, ja naprawdę chciałbym wiedzieć...

[center]***[/center]
Połączenie na które usilnie czekał Horacy nagle zostało nawiązane. W słuchawce jednak nie odezwał się głos przyjaciela:

- Alfred Brooks z tej strony. Flyn nie czuje się dobrze Horacy. Stracił bardzo dużo krwi, od wczoraj jest nieprzytomny i nie wiemy, czy z tego wyjdzie. Wiesz może przypadkiem kto jest za to odpowiedzialny?
Ostatnio zmieniony 12 kwietnia 2015, 23:32 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 12 kwietnia 2015, 23:33

Krótka wymiana zdań i pytań pomiędzy Terrym i Horacy, nasunęły Victorii jeszcze więcej pytań i wątpliwości, niż chciałaby przyznać. Jeszcze w czasie powrotu do domeny, Lasombra pozwoliła sobie w ciszy i skupieniu na przeżycie tłumionych dotąd reakcji emocjonalnych... Za zamkniętymi powiekami, siedząc na tylnym siedzeniu auta, zdecydowanie łatwiej było ukryć jej drżenie rąk i strach, który rodził się w martwym sercu. Nie chciała, by ktokolwiek był tego świadomy. Teraz też potrzebowała dla siebie chwili w samotności. Takiej, która pozwala zebrać myśli i poukładać w głowie nowe informacje...

Pulhu - Imel, Strażniku, czy w trakcie naszej nieobecności wydarzyło się w domenie coś interesującego? Może kolejne niezapowiedziane wizyty? Chciałabym, abyś informował nas o takich zajściach natychmiast. Poza tym, biorąc pod uwagę, że w ciągu dnia ktoś musi zajmować się domem, mam zamiar sprowadzić tu jeszcze dzisiaj dwóch ghuli. Kobieta i mężczyzna. Są pod moją opieką i wypełniają moje polecenia. Nie będą wiedzieć o istnieniu Sanktuarium, ani o Tobie. To zbyt niebezpieczne.

Victoria czekając na odpowiedź ducha, zwróciła się do Horacego i Terrego.

- Masz rację Horacy, tu nie będziemy rozmawiać. Poza tym uważam, że dzisiejsza sprawa w elizjum, oraz to, czego się dowiedziałeś będzie bardzo pomocne dla naszej koterii... Pytanie, jak wiele z tego przekażesz nam? I co pominiesz, bo oboje wiemy, że to zrobisz. Czyż nie? - Victoria spojrzała na Horacego zimnym wzrokiem, uważnie obserwując najmniejszą nawet reakcję czy drgnienie nerwów.

- To nic osobistego - dodała, po czym delikatnie objęła ramionami swoje ciało, krzyżując je na piersi. - Sama tak bym zrobiła, a wspominałeś, że nie tylko z panią szeryf rozmawiałeś. Ale dalszą dyskusję proponuję dokończyć tam... Poza tym, jak wspominałam już wcześniej, chcę sprowadzić tu swoich ghuli. Ktoś musi się zająć domem. To zajmie tylko kilka minut.
Jeżeli nastąpi dalsza dyskusja, Victoria będzie rozmawiać. Jeśli nie, zrobi to o czym mówiła. W drodze do swojego domu chcę zajrzeć do biblioteki i poszperać szybko o informacjach, jakie mam na temat Szurupak i Utnapisztima.
Emocjonalnie Lasombra jest rozbita i widać, że jest zła i podejrzliwa, chociaż stara się nie dać się ponieść negatywnym emocjom.
Spoiler!
W rozmowie z Horacym używam empatii
Ostatnio zmieniony 12 kwietnia 2015, 23:45 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 13 kwietnia 2015, 18:03

Połączenie na które usilnie czekał Horacy nagle zostało nawiązane. W słuchawce jednak nie odezwał się głos przyjaciela:

- Alfred Brooks z tej strony. Flyn nie czuje się dobrze Horacy. Stracił bardzo dużo krwi, od wczoraj jest nieprzytomny i nie wiemy, czy z tego wyjdzie. Wiesz może przypadkiem kto jest za to odpowiedzialny?

Po krótkiej ciszy Horacy zebrał się do kupy i rzekł do słuchawki jednocześnie włączając tryb głośnomówiący. Mówił dosyć wolno, ważąc wcześniej w myślach każde wypowiedziane słowo.

- Wiem. Musimy się zatem pilnie spotkać będzie mi ktoś towarzyszył ma na imię Victoria. Będziemy mogli pomóc. Wybierz jakieś miejsce i powiedz kiedy. Najlepiej takie gdzie nikt nam nie będzie zapuszczał ucha, może wasz kościół? Może nas być osoba lub dwie więcej ale gwarantuję, że nawet pióro z ich strony nikomu nie spadnie. – zawiesił głos Mam też kilka ciekawostek z miasta, chętnie się podzielę z Flynnem, musi tylko wytrzymac do naszego przyjazdu powiedz mu to. Jeśli jest coś co go jest w stanie utrzymać przy życiu to tylko ciekawość. - Horacy uśmiechnął się smutno.

- Flyn ci ufał... 410 Elizabeth St, Empty Glass. Wejście od tyłu. Masz pół godziny. Czekam.

Horacy szybko zamknął klapkę komórki.

- Szybko trzeba się spieszyć, kto chce jechać ze mną? - Rzucił pędząc do drzwi. Tam zatrzymała się i szybko obrócił przelatując szybko wzrokiem po reszcie koterii. Jego spojrzenie padło na Vicotrię

- O przepraszam, mówiłaś coś Victorio do mnie? Czy możesz pożyczyć mi auto z kierowcą?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 13 kwietnia 2015, 18:29

W bibliotece zajął najciemniejszy kąt, z dala od głównych źródeł światła. Siedział teraz na krześle, na stoliku obok zaś spoczywał Desert Eagle i zestaw do czyszczenia broni. Słuchając rozmowy Kuffrów, Morderca rozłożył pistolet i zajął się doprowadzeniem go do stanu idealnego. Jego dłonie poruszały się szybko, właściwie automatycznie wykonując dobrze znane czynności. Trudno było w zasadzie określić, czy patrzy na to co robi, czy na zebranych w pokoju Niewiernych. Chwilami pogwizdywał i uśmiechał się lekko. Odezwał się dopiero w momencie, gdy Horacy zakończył rozmowę przez telefon:

- Na spotkaniu z Coraxem mogę dać ci osłonę snajpera, lecz zgaduję, że będziemy w budynku... W takim razie lepiej, bym był w pobliżu, w cieniach. Wasi rozmówcy nie muszą o mnie wiedzieć. Znasz tą lokację Horacy więc oceń, czy jest coś jeszcze, co powinienem wiedzieć...

- Pomysł z ghulami jest dobry - jego głos był, jak zwykle, obojętny i spokojny i Victoria dopiero po chwili zrozumiała, że zwraca się do niej. - Pokaż mi ich, gdy już się tu zjawią. Nie chciałbym popełnić pomyłki.

Zimny uśmiech Łowcy dość jasno sugerował jakiego rodzaju pomyłkę ma na myśli. Pozostawiał także wrażenie, że tak naprawdę nie miałby nic przeciwko niej. Przerwał na chwilę i zastanowił się nad kontynuowaniem rozmowy. Doszedł jednak do wniosku, że jest w na tyle dobrym humorze, by powiedzieć nieco więcej niż zwykle. Ta noc należała do wyjątkowych i nawet dyskusja z Kufframi była mniej irytująca niż zazwyczaj.

- Poza tym, nim się ruszymy gdziekolwiek, chciałbym wyjaśnić jeden drobiazg, Horacy - zwrócił się do Nosferatu. - Tam, w tym waszym Elizjum powiedziałeś kilka bzdur na mój temat. Nie chciałem wtedy tego prostować, to by wyglądało na nielojalność z mojej strony i brak profesjonalizmu. Ale teraz jesteśmy tutaj sami i pozwól, że coś ci wyklaruję...

- Zapłacono mi, za to bym was chronił. Nie interesuje mnie więc moralna ocena waszych czynów i nie wpływa ona nijak na moją pracę. Jak dla mnie możecie robić co wam się żywnie podoba, tak długo jak nie działa to na szkodę misji zleconej mi przez mojego Klienta. Nie obchodzi mnie więc wasz honor, szaleństwo ani ambicje. Będę was chronił w każdej sytuacji, która nie łamie zasad Kontraktu, niezależnie od tego co o was myślę. Co więcej, zupełnie nie ma dla mnie znaczenia, czy wykonując moją pracę będę musiał walczyć z jakimś Pariasem spod mostu, Amirem czy samym Khayyinem. Jestem tutaj po to, by zabić każdego kto jest na tyle głupi, by próbować wam zagrozić. Rozumiesz?

- Być może wolny wybór w twoim świecie stanowi jakąś wartość - kontynuował dalej filozoficznym tonem, składając broń. - W moim jest to luksus, na który zwykle mnie nie stać. Więc na drugi raz weź to pod uwagę i zechciej nie sugerować, iż mógłbym olać swoje obowiązki, z jakiś nieistotnych, osobistych przyczyn. Ja nie jestem taki jak wy, Niewierni. Podważanie mojej lojalności mogę odebrać jako obrazę. A tego byśmy nie chcieli, prawda? - uśmiechnął się nieprzyjemnie. Metal zazgrzytał o metal, gdy ładował broń.
Ostatnio zmieniony 14 kwietnia 2015, 22:15 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 14 kwietnia 2015, 15:05

- Naturalnie ze go dopadniemy, a wtedy odbierzemy mu sny by całe jego dzieło sczerniało i zmieniło się w popiół który rozwieje wiatr. - Mówił spokojnym tonem Gavin. Tonem który nie był groźbą, był obietnicą nadchodzących działań. W jego głowie projekt "Zemsta na Blue Crane" zyskał dodatkowe stronice.

Jeżeli okoliczności będą sprzyjające, to może nawet rzucimy go Assamicie na pożarcie. To znaczy, jeżeli nie będzie to dla niego zbyt łaskawa śmierć.

- Teraz chodżmy, im szybciej będziemy mieli za sobą tą toksyczną sytuacje tym lepiej. W końcu, nie jest w dobrym guście kazać gospodarzowi czekać.
Po tych słowach Gavin wskazuje Lucjanowi schody, dając do zrozumienia by szedł pierwszy. Podążamy w stronę biblioteki.
Złodziej nie zdradził zbyt wielu informacji gdyż po ostatnich wydarzeniach należy zachować ostrożność. Gdy walczą Matuzalemowie nigdy nie wiadomo czyj pionek przed Tobą stoi.
Spoiler!
Prosze o test subterfuge na Lucku, na ile historia którą mi sprzedał jest prawdziwa a na ile wydaje mi się ze sprzedał mi ściemę.
Ostatnio zmieniony 14 kwietnia 2015, 15:13 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 14 kwietnia 2015, 15:39

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 09.08.1993 Po północy

Lucjan spojrzał z przerażeniem w oczach na Gavina:

- Słuchaj, ja naprawdę jestem głodny i zaraz przestanę się kontrolować. Zabierz mnie z tego przeklętego domu - Ravnos nerwowo zaczął przeszukiwać swoje ubranie. Z tylnej kieszeni wyciągnął pogniecioną paczkę zapałek z obrazkiem cygańskiej kobiety, po czym podał ją Gavinowi:

- Tu są nasi, rodzina... Paczka jest prawie pusta. Musisz mnie do nich zabrać... - na twarzy Lucjana pojawił się grymas bólu i wewnętrznej walki.
Spoiler!
Znasz Lucjana bardzo długo. Wasz kod porozumiewawczy:
Paczka zapałek: Niebezpieczeństwo.
Sposób w jaki podał ci paczkę: Jesteśmy obserwowani.
Zdanie "paczka jest prawie pusta": Zadanie wykonane, wróg jest blisko, czas się zrywać.

Znasz Lucjana... to lepszy aktor niż niejeden Hollywoodzki palant. Nawet ciebie nabrał, ale teraz wiesz, że jest coś o czym nie może tutaj mówić. Nic mu nie jest i wiesz także, że z jakiegoś powodu chce bardzo szybko oddalić się z tego miejsca.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 14 kwietnia 2015, 16:17

Strażniku, czy jesteś w stanie wyciągnąć do swojej domeny dusze naszego gościa?

- W tej chwili przestań! Nie rozumiesz że strażnik domeny nie wypuści Cie do póki koteria na to nie zezwoli? Powiedział wyraźnie już rozdrażniony Ravnos. Jeżeli opcja ucieczki była jakimś wyjściem dla Lucjana, teraz powinien dosadnie zrozumieć że nie jest ona możliwa.
- Jestem głodny, jestem głodny... Ten aspekt możemy załagodzić w kuchni. A teraz bez dalszego ociągania.

Gavin wskazał w kierunku schodów. Uważał że Lucjan musi podążyć za jego wskazówkami, zwłaszcza że raz już noga mu się podwinęła.
Podejrzliwość Gavina tylko wzrasta. Daje stanowczo do zrozumienia że nie ma opcji by oddalił się z domeny sposobem angielskim.
Ponieważ wiem że nie ma nikogo z Rodziny w mieście, podejrzewam ze może chodzić o Ravnosów z Sabatu. Niespecjalnie mam ochotę zapuszczać się w ich labirynt iluzji i pułapek. Zwłaszcza jeżeli sforze przewodzi Tzimisce

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 14 kwietnia 2015, 16:40

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 09.08.1993 Po północy

Tak mogę. - Strażnik mentalnie przekazał odpowiedź .

Po słowach Gavina, Lucjan ruszył posłusznie w stronę schodów.
Lucjan wraz z Gavinem pojawił się w bibliotece. Kto jedzie na spotkanie z Coraxem, a kto zostaje w domenie?
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 14 kwietnia 2015, 21:02

Horacy był bardzo zamyślony przeglądał szybko spis telefonów komórki jakby się nad czymś zastanawiał. Przez zbędne oczekiwanie na członków koterii był bardzo rozdrażniony, najchętniej ruszyłby niezwłocznie w sukurs przyjacielowi. Dlatego nie od razu zaskoczył, że słowa ochroniarza skierowane były właśnie do niego.
Horacy przez chwilę nie dowierzał, że Asamita zdołał wyrzucić z siebie tak długi monolog na temat wypowiedzi, której szczerze mówiąc nie bardzo już pamiętał. Wysłuchiwał kolejnych zdań z coraz większym zdziwieniem które znalazło widoczne gołym okiem ujście w coraz bardziej opadającej szczęce. Nosferatu zbyt długo jednak przebywał z ulicznymi mendami, alkoholikami i narkomanami by nie zdawać sobie sprawy że tego typu mamrotanie u cichego zazwyczaj wyrzutka nie wróży niczego dobrego. Po ulaniu takiego żalu zawsze odpalał się im za chwilę płacz lub agresja... W tej chwili ani jednego ani drugiego nie zniósłby w wykonaniu Namtara. Musiał zatem szybko zrobić coś by zażegnać niepożądany wybuch. Horacy czuł jednak jak wraz z niedowierzaniem rośnie w nim silny niepokój jaki odczuwa się stąpając po coraz cieńszym lodzie na jeziorze żalu.

- Przyjąłem. - Odpowiedział, krótko naśladując nieco wczorajsze profesjonalne zachowanie Namtara. Obserwował przy tym uważnie jego reakcję i oczekiwał po nim absolutnie wszystkiego.

Potem ostrożnie pozwolił sobie na przyjacielski uśmiech i powiedział bardzo spokojnie i wyraźnie, niemal tak jak się mówi do dziecka. Dało się jednak przy tym wyczuć w jego głosie pewną obawę.
- Obiecuję kolego, iż nigdy więcej nie zrobię celowo takiej rzeczy chyba, że nasza święta misja będzie tego absolutnie wymagać. Jednak nawet wówczas, będę Ciebie wpierw chciał zapytać o zdanie i pozwolenie. - zrobił pauzę lecz w końcu się przemógł - Namtarze? Nie odbierz tego jako próbę ograbienia Cię z profesjonalizmu ani lojalności, co nigdy zresztą nie było moim celem, ale czy możesz powiedzieć po co zabierasz broń długą na spotkanie z przyjaciółmi mojego przyjaciela? Na potkanie z przyjaciółmi... powtórzył by dobrze to zapadło w pamięć psychopaty.

Dżizys, on jest jak tykająca bomba. Tyle że nie wiadomo kiedy wybuchnie i nie wiadomo dlaczego nagle zaczyna tykać.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

ODPOWIEDZ