PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 29 marca 2015, 14:24

Horacy skończył wypowiedź i po cofnięciu się jakby dostał w głowę obuchem. Ręką poszukał oparcia i opadł na krzesło, po chwili zasłonił twarz jedną ręką próbując dojść do siebie. Wyglądało ty jakby słowa Gavina dosłownie zwaliły go z nóg wprowadzając w ciężki szok. Horacy nie potrafił uwierzyć w to co słyszy.

No to ładnie. Ryzykuję głupie opowiastki księciu o wariatach byle umniejszyć karę a tutaj taki strzał w kolano.

Kiedy Gavin skończył jednak zwlókł się z niemałym trudem z fotela i ponownie zbliżył do rady.

- Za pozwoleniem szanowny książę. Proszę nie mieć za złe tym osobliwym wypowiedziom moich towarzyszy. Mimo iż wspinają się na szczyty elokwencji i etykiety, w ich klanie zarezerwowanej dla kogoś Twego pokroju, to słowa te mogą się wydać w naszych standardach nieco niewystarczające. Ot, najwyraźniej bardziej z dziczą obyci niż z cywilizowanymi zwyczajami Camarilli.
Serdecznie upraszam o łaskawe potraktowanie tych nietaktów ze względu na pamięć Red Wisdoma, który wybrał ich właśnie. A także ze względu na fakt, iż faux pas zdarza się w tym przypadku po raz pierwszy.

Tak skończywszy oddalił się ponownie w tył, a obawa gotowała się w nim wraz ze złością na koterię, jakby w jednym wielkim tyglu.
Ostatnio zmieniony 29 marca 2015, 18:05 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 29 marca 2015, 15:52

Charleston WV Muzeum Sztuki 09.08.1993 poniedziałek 23:33

Democritus zwrócił się do Lizelotty:

- Moja droga, proszę przynieś księgę.

- Tak, mój Książę - Toreadorka odpowiedziała i ruszyła w stronę wyjścia.

Książę spojrzał najpierw na Horacego, potem na Ravnosa:

- Panowie, czy prosiłem was o prywatną opinię, o starszych? - pytanie Ventrue zawisło w powietrzu. Democritus podniósł się z fotela i skierował krok ku krawędzi sceny. Odezwał się bardzo pewnym siebie, władczym głosem patrząc prosto na Gavina:

- Pozwoliłem wam wypowiedzieć się na temat magicznego ataku i to wszystko. Natomiast ty Gavinie obrażasz mnie w obecności Primogenu. Sprawę księgi zaraz wyjaśnimy, ale już teraz wiem, że nie traktujecie mnie poważnie. Spodziewałem się po waszej koterii czegoś więcej, a teraz zawiedliście nie tylko mnie, ale także zmarłego Artahasisa. Horacy doskonale wie, że karanie śmiercią jest dla mnie absolutną ostatecznością. Widzę wyraźnie, iż ojciec Terry wierzy w swoje wizje, lecz są one bez pokrycia, jednakże ty Victorio postanowiłaś mnie uraczyć historią bez dowodów... A to oznaczało, że doskonale wiedziałaś, że skończy się to przedłużającą się dyskusją, co dla mnie jest zamierzonym działaniem. Zabieracie mi czas, którego ja tej nocy nie mam. Jako lider koterii pozwalasz, by twój ochroniarz na kontrakcie, przyszedł na moje oficjalne zaproszenie ubrany jak jeden z najemników... Nie tego oczekiwałem po klanie Lasombra i odnioszę nieodparte wrażenie, iż to także było zaplanowanym działaniem. To co tutaj zaprezentowaliście, jest całkowitą farsą. Pozwalasz Victorio, by w mojej obecności Assamita mówił o Śmierci Ostatecznej... Ostrzegłem was podczas pierwszego spotkania, że odpowiadacie za swojego ochroniarza. To co się tutaj wydarzyło jest nie do zaakceptowania.

Democritus stał dalej w władczej pozycji patrząc na członków koterii. Jego twarz była pełna powagi i skupienia. Każdy na sali odczuwał wewnętrzną siłę jaka biła od Ventrue. Nikt z obecnych nie był w stanie się mu przeciwstawić. Horacy wiedział, że gdy Democritus zaczyna dłuższą wypowiedź, po chwili pojawi się ostateczna decyzja:

- Nie będę tolerował takiego zachowania. W testamencie Atrahasis prosił mnie o to, bym nie utrudniał waszego śledztwa... Jednakże nie mogę pozwolić wam wprowadzać dodatkowego zamieszania. Możecie pozostać w mieście, ale w chwili, gdy opuścicie Muzeum nie macie prawa wchodzić do Elizjów znajdujących się na terenie Stanu Wirginia Zachodnia. Horacy - Ventrue zwrócił się do Nosferatu - ciebie zakaz nie obowiązuje. Uznaję, że wasze zachowanie może doprowadzić do kolejnych nieporozumień wśród środowiska Spokrewnionych, którzy żyją tutaj bardzo długo. Skupcie się na zadaniu jakie powierzył was Atrahasis, a może wszyscy na tym bardziej skorzystamy.

Ventrue zrobił krótką pauzę, gdy nagle do sali weszła Lizelotta trzymając w rękach czarną księgę.

- Arneto proszę o przyjrzenie się księdze i potwierdzenie jej autentyczności - Ventrue zwrócił się do Regentki.

- Tak jest mój Książę - Lambert odpowiedziała i natychmiast ruszyła w stronę Toreadorki.
Democritus nie używa żadnej z Dyscyplin. Polega tylko i wyłącznie na swoich umiejętnościach. Test Autorytetu modyfikowany przez okoliczności. Dodałem +2 do ST za sytuację w jakiej się znalazł za sprawą waszych wypowiedzi. ST:8 = 5 sukcesów. Democritus okazuje się potężnym władcą. Nikt z was nie podważy, tego co powiedział Ventrue.
[center]***[/center]

Terry obserwował Spiro, który w pewnym momencie usiadł na fotelu. Z zewnątrz nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło. Frater jednak wiedział, że spotkała go jakaś straszna kara. Zebrani jej nie zobaczą, aby nie było podejrzeń- pomyślał. Wiedział, że dla Spiro jest już za późno.
Ostatnio zmieniony 29 marca 2015, 18:59 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 30 marca 2015, 20:37

Wystąpienie i przemowa Democritusa dość jasno i klarownie uświadomiły Victorii, jak bardzo cała sytuacja wymknęła się spod kontroli. W istocie, mogli tę partię rozegrać zupełnie inaczej, jednak w tej chwili mleko się rozlało, a Lasombra w środku aż gotowała się z bezsilnej złości i gniewu, skierowanego w stronę Gavina.

Głupcze... Książę zarówno wczoraj, jak i dzisiaj, wyświadczył nam niebywały zaszczyt, zapraszając nas na prywatną audiencję. Nie każdy może się tym poszczycić, a nasza koteria, z uwagi na testament starca, otrzymała już na samym wstępie bardzo wiele możliwości działania i swobody, jak również inne przywileje... chociażby w postaci Domeny. Więc czemu do ciężkiej cholery... nie widzisz tego prostego faktu?... Nawet jak na przedstawiciela niezrzeszonego klanu, twoje zachowanie świadczy o totalnej ignorancji... Oby to się udało jeszcze rozwiązać...

Victoria wstała ze swojego miejsca, spoglądając na Księcia i Radę.

- Książę, jeśli pozwolisz... - z widocznym w napięciem w sylwetce, Victoria popatrzyła na Democritusa, oczekując przyzwolenia na zabranie głosu.

- Zwracam się w imieniu nas wszystkich, abyś Książę wraz z całą Radą, przyjął głębokie i szczere słowa przeprosin za ujmę i nietakt, której jako koteria jesteśmy przyczyną. Zapewniam, iż sytuacje takie jak ta, nigdy więcej nie powtórzą. - wypowiadając te słowa, skłoniła się w głębokim geście szacunku dla majestatu Księcia...

Victoria miała świadomość, że w chwili, gdy decyzja o sankcjach zapadła, lizanie butów przyniosłoby wiele więcej niepotrzebnych komplikacji. Gdy jej sylwetka nadal była pochylona, zwróciła się do Gavina, warcząc.

- Radziłabym, byś w tej chwili zrobił to co należy...
Ostatnio zmieniony 31 marca 2015, 22:13 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 31 marca 2015, 02:30

Małe trybiki w głowie złodzieja pracowały z prędkością dobrze naoliwionego mechanizmu. Zrozumiał że popełnił niemałe faux-pas*, trzeba było je odkręcić jak najszybciej. Spróbował+ przekuć ten katowski miecz na coś innego, póki żelazo gorące. Odczekał na dogodny moment, po czym rozpoczął wypowiedź. Mówił w stylu korporacyjnego pracownika, który właśnie wrzucił do niszczarki bardzo ważne papiery.

- Z trudem wynikającym z własnej dumy, jednak przyznaje racje Victorii i Horacemu. Jak każdy wędrowiec wyrażam się raczej prostacko i opisuje co widzę w sposób najbardziej bliski temu, co sam czuję. Przepraszam jednak, jeżeli uraziłem zebranych tu członków i członkinie Rodziny. Wynika to z mojego nieobycia, powinienem z większa troską i uwagą odnosić się do zwyczajów i tradycji kultury w której przebywam - Tu przerwał na chwilę, oceniając czy Democritus pozwoli mu kontynuować. Jako że nie było wyraźnego gestu by zamilknąć, kontynułował.

- Dlatego proszę Cie Książe, przez wzgląd na pamięć Red Wisdom'a, o akt łaski. Nie dla mnie, jako żem wykazał nieuprzejmość, a głupota nie zwalnia od konsekwencji czynu, lecz dla pozostałych członków koterii, których los pokarał takim towarzyszem. Są oddani sprawie i dużo bardziej światli w sprawach Camarilli i tego jak należy poczyniać sobie by nie wywoływać nieporozumień.

- Takie embargo jednak znamienicie utrudni, jeżeli nie uniemożliwi im rozwiązanie tej Mrocznej Tajemnicy, która miała miejsce na terenie Charleston. Gdyby nie było to tak istotne, nie marnowałbym nawet chwili Twego czasu po usłyszeniu wyroku i zniknął jak zły sen o zmierzchu. Z tego miejsca jeszcze raz przepraszam i nie podważam słuszności wyroku, proszę jednak o ponowne rozpatrzenie sankcji.
1.Przemawiam z podstawową wiedzą o etykiecie.
2.Używam subterfuge. Chce przekonać zebranych iż Ravnos zrozumiał swój błąd, żałuje go i jest skory do "poprawnego" zachowania w przyszłości.
3. Używam punktu siły woli.
*Za Wiki : nieświadomie popełniony nietakt, pogwałcenie niepisanych reguł danej społeczności. To, co jest przyjęte w jednej kulturze, może być uznane za gafę w innej.
Ostatnio zmieniony 31 marca 2015, 13:42 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40