PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 26 marca 2015, 23:11

Charleston WV Muzeum Sztuki 09.08.1993 Przed północą

Nagle wszyscy zebrani umilkli i w teatrze zrobiło się absolutnie cicho. Zza ciężkiej karmazynowej kurtyny wyłonił się Książę Democritus. Pełen powagi podszedł na błękitnego fotela, po czym z godnością zajął swe miejsce. Furia stała dalej tuż obok bacznie obserwując wszystkich zebranych.

- Witam was wszystkich oraz dziękuję za tak liczne przybycie. Przejdę od razu do sedna sprawy... - słowa Księcia Charleston rozbrzmiewały w ciszy z niezwykłą siłą - Wczoraj zostaliśmy zaatakowani w magiczny sposób przez Sabat. Wielu z nas straciło krew w wyniku tego ataku. Proszę wszystkich tutaj zebranych o szczególną ostrożność w tej sprawie. W tej chwili wiemy jedynie, iż Sabat uzyskał wsparcie kogoś bardzo potężnego, kto potrafi władać magią. Niestety, aktualnie niewiele więcej mogę powiedzieć o naturze naszego zagrożenia... Jednak chciałbym was uspokoić, ponieważ podjąłem drastyczne środki, aby zaradzić tej sytuacji. Śledztwo jest w dobrych rękach...

Nagle z fotela poderwał się Primogen Gangreli:

- Przejdźmy wreszcie do rzeczy! - warknął - Nie obchodzi mnie, kto się tym zajmuje, ale potrzebne są efekty! I to szybko! Jak komuś się wydaje, że wie jak ogarnąć Lupinów, to zapraszam na rozmowę z nimi. I wiecie co będzie? Wszystko weźmie w łeb! Wisi nad nami wojna, jakiej to miasto jeszcze nie widziało! Wczoraj kilku Lupinów mieszkających w okolicach góry Spruce Knob także straciło krew. Możesz sobie wyobrazić jak to podziałało na nasze relacje, Książę! - sapnął wściekle, podnosząc dłoń zaopatrzoną w ostre pazury... - Śledztwo! Oni chcą zemsty! Marnuję tutaj swój czas, niczego istotnego się nie dowiedziałem. Wierzę, że nie zechcesz mnie zatrzymywać, bo za godzinę wasze domeny zaczną płonąć, a banda wściekłych bestii oskalpuje waszych ghuli. Kupię nam kilka nocy, a ty do tego czasu znajdź rozwiązanie... Nie słowa! - głos jego przeszedł w niezrozumiałe, zwierzęce powarkiwanie.

Na sali ponownie zawrzało. Nastrój panicznego strachu narastał nieubłaganie. Zebrani Kainici z paniką w oczach powtarzali ostatnie słowa Gangrela, dodając do nich wiele własnych spekulacji. Wild Heart wstał ukłonił się nisko, po czym ruszył w stronę wyjścia.

- No to mamy przejebane - rzucił w powietrze Max Damage, z właściwym sobie filozoficznym spokojem.

- Przynajmniej Wild Heart robi coś praktycznego - skwitował Nercid.

Lizelotta rzuciła ponure spojrzenie w kierunku Regentki:

- Mam nadzieję, moja droga, że wiesz co się dzieje i jak temu zaradzić, prawda?

- Ja... - Viger nie zdążyła odpowiedzieć albowiem wtrącił się jej Rusty:

- Cały czas siedzisz w swojej Fundacji. Nad czym tak usilnie pracujesz? Słyszałem, że zamówiłaś ostatnio wielkie pojemniki z hartowanego szkła. Może nie masz gdzie trzymać zapasów krwi, co? - Nosferatu zachichotał złośliwie.

- Ja nie mam z tym nic wspólnego Rusty. Wiem, że był to atak nie tylko nas was, ale także na mnie - odpowiedziała Tremerka.

- Wiedziałam, że do tego dojdzie. Nadchodzi zagłada nas wszystkich, zegar zagłady wskazuje bliski koniec! - dorzuciła swoje szalona Malkavianka.

Nagle Christian wstał i rzucił w stronę młodszych:

- Każdy kto uważa, że Camarilla go nie ochroni, może przyjść do knajpy Hard Way. Będę tam na was czekał.

Spojrzał na Democritusa i dodał:

- Chyba zostałeś sam, pajacu na gumce - rzucił, po czym skierował się w stronę wyjścia.

Nie tylko starsi dyskutowali otwarcie między sobą, reszta wampirzego zgromadzenia była równie mocno poruszona całą sytuacją. Szepty przerodziły się w otwarte dialogi. Salę teatralną wypełnił wyczuwalnych strach. Praktycznie każdy Kainita, przebywający w pomieszczeniu został pochłonięty przez tę wzbierającą falę grozy. Po chwili młodzi mówili już tylko o nadchodzącym końcu oraz po swojemu interpretowali wygłaszane przez Primogenów kwestie.

Gdy Pain wyszedł wraz z resztą Anarchistów, Książę podniósł się z fotela:

- Cisza! - krzyknęła Furia, a głos jej przetoczył się po Sali niczym grom. Zebrani zamarli w całkowitym milczeniu. - Jeśli usłyszę, choć jeszcze jedno zdanie od kogokolwiek, sprawię, że pożałuje, iż nie wyrwał sobie wcześniej języka!

- Dziękuję Furio - odezwał się Książę. Jego głos był opanowany i pełen siły - Na horyzoncie pojawiło się nowe zagrożenie i należy się mu przeciwstawić działając razem. Nie będę tolerował zachowań mających na celu rozbicie Camarilli od wewnątrz, albowiem taki cel ma nasz wróg. Panika w obliczu zagrożenia także nam nie pomoże, a jedynie może zaszkodzić. Chcę byście o tym pamiętali. Idea współpracy jest podstawą w Camarilli i tak jak pozwalała nam przetrwać wielokrotnie w przyszłości tak też i wspomoże nas teraz - jego ton złagodniał nieco przechodząc do dalszej części, pocieszając przerażonych, budząc nadzieję. - Obiecuję wam, że jeszcze tej nocy zdobędziemy wszelkie informacje jak się zabezpieczyć przed ewentualnymi atakami tego rodzaju. Kieruję ku temu cała moją uwagę i środki, jakimi dysponujemy. A teraz zostawicie mnie i Primogenów, byśmy mogli podjąć odpowiednie decyzje związane z bezpieczeństwem miasta. Wyjątkiem są osoby, które posiadają jakieś informacje na temat natury naszego zagrożenia. One powinny pozostać. Koteria Atrahasisa też zostaje. To wszystko, co miałem wam do powiedzenia.

Democritus usiadł znów na fotelu patrząc na zebranych Primogenów.
Na sali zostaliście wy, Primogeni, Książę, Szeryf i Ojciec Terrego.
Reszta zgromadzonych wychodzi. Gdy ostatnia osoba opuści salę, drzwi zastają zamknięte od zewnątrz.
Książę odezwał się do członków koterii Red'a:

- Większość z was jest spoza miasta i nie podlegacie obecnym tutaj Primogenom. Jednakże chciałbym byście powiedzieli zebranym, czy byliście świadkami tego ataku, o którym była tu mowa. A także, co wiecie o tej sprawie?
Widzicie jak Ojciec Terrego spogląda w waszą stronę. Terry zasłania twarz i schował się za fotelami.
Ostatnio zmieniony 27 marca 2015, 00:13 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 27 marca 2015, 02:38

Pytanie zadanie przez Księcia zawisło w powietrzu, niczym właściwy wstęp do pierwszego aktu szekspirowskiego dramatu. Victoria miała świadomość, że zostanie zadane i była przygotowana na tę rozmowę. Jednak obecność ojca Terrego w tym miejscu zdecydowanie komplikowała całą sytuację, zwłaszcza dla przerażonego ojczulka. Spokojnie podniosła się ze swojego miejsca, obserwując elitę Charlestone. Kątem oka wychwyciła za sobą ruch ciemnej sylwetki Namtara, który również wstał, zajmując dogodną pozycję w rzędzie foteli tuż za nią. Dziwne uczucie, które ogarnęło na chwilę jej umysł sprawiało, iż mimo strachu, który wzbudzał w niej Morderca, czuła się... bezpiecznie, mając go za sobą. Spojrzała jeszcze raz na wszystkich członków koterii...

Siedzimy w tym wszystkim razem, a to jest najlepsza okazja, by udowodnić naszą lojalność dla koterii i sprawy Reda. Skoro ten stary wampir maczał w tym palce, Książę i Rada będą musieli zareagować na nasze oskarżenia.

- Książę... - zaczęła spokojnie Victoria - członkowie naszej koterii również zostali zaatakowani w magiczny sposób wczorajszej nocy. Jak zapewne zdążyliście już ustalić, głównym źródłem i medium, dzięki któremu ów atak mógł objąć tak wielu spośród spokrewnionych, jest księga kondolencyjna z pogrzebu Atrahasisa. Jeśli się nie mylę, każdemu, kto złożył w niej swój podpis, skradziono krew... - na chwilę zamilkła, obserwując reakcję na wypowiedziane słowa.

Napięcie i strach, które towarzyszyły wcześniejszym kłótniom przerażonych kainitów, przerodziły się w zimną, skoncentrowaną determinację w głosie Lasombry.

- Moja wiedza na temat okultyzmu nie jest wielka, jednak mam świadomość, że do wykonania tak potężnego rytuału taumaturgii potrzeba bardzo dużej wiedzy i silnej krwi. Czy wiecie, gdzie jest księga i co się z nią stało? Z pewnością możecie to ustalić. Rozumiem Książę, że dla uspokojenia społeczności Camarilli, jako wroga zawsze można użyć Sabatu, jednak w tym przypadku zdrada sięga o wiele głębiej...

Na chwilę zapadła w sali całkowita cisza. Słowa, które miała wypowiedzieć, skonfrontują Terrego z jego największym koszmarem, jednak Victoria miała świadomość, że walka, którą stoczy ojczulek, będzie dla niego wybawieniem lub klęską. Szczerze miała nadzieję na to pierwsze.

- Osobą, która jest odpowiedzialna za złamanie naszych Praw i jawnie dopuściła się ataku na społeczność spokrewnionych, jest Malkavianin, który siedzi obok was! - Victoria wskazała ręką na stwórcę Terrego.

Grobowa cisza, która zapadała po tych słowach dźwięczała w uszach, niczym nieznośny wizg na granicy percepcji. Czas jakby na chwilę zwolnił. Victoria dostrzegła nerwowy ruch sylwetki Furii... nieznaczną zmianę pozycji Democritusa, zasiadającego w swym fotelu... cichy szmer i jęk Terrego. Wszystko to w ułamku sekundy dotarło do niej, jak na filmie, który ogląda się klatka po klatce. Po tym dziwnym przebłysku czas znów przyspieszył, nabierając zawrotnego tempa.

- Uprzedzając wasze pytania i zarzuty. Wiesz Książę, że jestem szanowanym członkiem Camarilli i mam pełną świadomość powagi oskarżeń, które wypowiedziałam.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 27 marca 2015, 10:49

Nie wiem czy mnie słyszysz Terry ale to jest najlepszy moment żeby załatwić tą Twoją sprawę z ojcem. Oczywiście pod warunkiem, że masz jakieś dowody a nie jedynie swoje podejrzenia. Jeśli to co mówisz okaże się prawdą to ta zbrodnia nie może ujść bez kary. Bo masz dowody, prawda?

Nagle usłyszał dobrze znany głos, którego dźwięk zawsze napawał go cichym lękiem. W ciemności z siedzenia którego z tej perspektywy Horacy dokładnie nie widział odezwał się primogen Nosferatu. Zsunięty w dół fotela siedział w takim miejscu, że nawet bez dyscypliny trudno był go dojrzeć. Jeśli tylko tego zapragnął, to ten starzec potrafił pozostać nie zauważony nawet przy tak licznej auli. Dziwny tembr jakim przemawiał bardziej przypominał dźwięk rozdzierania starej zardzewiałej blachy niż ludzki głos. Rusty*...

"...- Cały czas siedzisz w swojej Fundacji. Nad czym tak usilnie pracujesz? Słyszałem, że zamówiłaś ostatnio wielkie pojemniki z hartowanego szkła. Może nie masz gdzie trzymać zapasów krwi, co?"

[center]Obrazek[/center]

Horacy obserwował reakcję znajdującego się wśród primogenu ojca Frater Terrego ale z jego twarzy nie dało się nic wyczytać.
Stary gracz, gdy tego chce jego twarz jest bardziej niewzruszona niż maska jaką noszę.

Nagle wstała Victoria i zaczęła mówić. Oczy niemal wszystkich zebranych skupiły się na jej wyprostowanej jak struna sylwetce. Od postaci biła dziwna wewnętrzna siła dziwnie kontrastująca z subtelnym ciałem. Przemawiała z mocą i swobodną pewnością siebie, która świadczyła o tym, ze tego typu wystąpienia wcale nie są jej słabą stroną. Zaczęła bardzo dobrze.

"...Rozumiem Książę, że dla uspokojenia społeczności Camarilli, jako wroga zawsze można użyć Sabatu, jednak w tym przypadku zdrada sięga o wiele głębiej... "
Horacy w jednej chwili pojął dokąd zmierza ta wypowiedź.
Oh, nie... - pomyślał z rosnącym złym przeczuciem i skulił się w sobie zażenowany.

"- Osobą, która jest odpowiedzialna za złamanie naszych Praw i jawnie dopuściła się ataku na społeczność spokrewnionych, jest Malkavianin, który siedzi obok was! - Victoria wskazała ręką na stwórcę Terrego. "

Oh, nie Victorio. Nie sprawdziliśmy tego! Nie mamy dowodów czy to nie jedynie świadectwo paranoi jednego wariata przed drugim. Tyle krwi, to wydaje się zbyt mocny ruch byleby się zemścić na swym własnym dziecku. Nawet Terry sam tego nie był pewien. To bardzo poważne zarzuty i jak na razie bez dowodów. I to w dodatku wobec osoby którą primogen miasta przyjmuje z szacunkiem. Oh, nie.. oni zaraz zapytają o to skąd...

* w znaczeniu zardzewiały
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt: