Zaczyna się to wszystko ładnie układać, wygląda na to że sprawa z domem nie jest jeszcze do końca przegrana. Historia madam Lasombry wymagała oczywiście jeszcze potwierdzenia przez braci z miasta gdzie żyła wcześniej. Niemniej jednak gdyby się okazało, że ma taki sam dług wdzięczności względem sabatu jak ty Horacy to byłoby na czym budować. Pozostali mogą być nie do sprawdzenia, aczkolwiek z nich dwóch wariat może się jeszcze okazać godny umiarkowanego zaufania.
Bacz jednak by zanadto nie dać się podejść. Ventrue, Toreador, Lasombra wszyscy oni są tacy sami. Wycisną cię jak cytrynę a potem porzucą u swoich stóp do czasu kiedy znów nie będziesz potrzebny. Kiedy byłeś młody i głupi tak przecież było. Byłeś gotów wiele zrobić za byle dobre słowo, za gest, za tą krótką chwilę w której nie czułeś się jak odrażający potwór. Póki byłeś potrzebny. Po wykonaniu zadania, zniecierpliwienie połączone z grymasem obrzydzenia "czego To jeszcze ode mnie chce, dałem mu zadanie ale to nie znaczy że się znamy", a potem zdawkowy gest, uśmiech świadczący że doszło do jakiegoś nieporozumienia. Byle jak najszybciej oddalić się od Horacego. I znów samotność. Z nich wszystkich jedynie starzec potrafił być czasem dla mnie.
Z perspektywy czasu jedynie przedmioty pozostają uprzejmie milczące i nie zmieniają swojego podejścia. A w tym domu jest tak wiele pięknych rzeczy. A co do pozostałych spraw, no cóż do samotności się przyzwyczaiłeś. Natomiast budzenie obrzydzenia, stało się dla ciebie stary szczurze, na swój złośliwy sposób niezmiernie zabawne.
PBF - Charleston by Night
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium 09.08.1993 03:33
Pulhu-Imel stał, obserwując uważnie ruchy członków koterii. Po spełnionej ceremonii, odezwał się telepatycznie do zebranych:
- Teraz będziecie mogli ze mną się komunikować, bez przeszkód pokonując barierę języka. Na tym poziomie nie ma on znaczenia, bowiem tu słowa nie będą potrzebne. Zapraszam was do Sanktuarium...
To powiedziawszy, wskazał kościstą dłonią miejsce w kręgu, przy piedestale. Po czym sam wszedł do jego wnętrza. Ujął kościany nóż i kontynuował wypowiedź:
- Nie musicie wiele robić, wystarczy pomyśleć, że chcecie przejść dalej, a to się stanie.
Członkowie koterii wstąpili za nim w obręb magicznej figury. Postępując za radą ducha, skupili się na myśli o Sanktuarium. Każdy z nich poczuł, iż przekracza niewidzialną barierę, znikając z świata fizycznego, by móc znaleźć się w Świecie Duchów. Pomieszczenie, które ukazało się ich oczom w niczym nie przypominało tego, które znali w rzeczywistości. Tylko piedestał pozostawał ten sam, świecąc teraz delikatnym błękitnym blaskiem. Dla Namtara wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Zniknęły lepkie pajęczyny i ponury, klaustrofobiczny klimat. Pokój był kilkakrotnie większy, niż pozwalały na to ściany domu. Musiał w jakiś sposób rozciągać się na planie duchowym pokonując materialne ograniczenia. Dzięki temu w Sanktuarium mogli spokojnie znaleźć miejsce dla siebie. Spostrzegli, iż po prawej stronie zostały dla nich przygotowane miejsca do spania w postaci pięciu kamiennych trumien z wyrytymi w kamieniu znakami ich klanów. Dookoła na ścianach znajdowały się półki z miejscem na książki, lecz większość z nich została jakiś czas temu usunięta. W oczy kuły także inne braki, nie tylko dotyczące woluminów, ale także inwentarza, bowiem wiele miejsc pozostawało nienaturalnie pustych. Na wprost zebranych ujrzeli, iż na ogromnym kamiennym stole leżą sporej wielkości flakony wypełnione ciemną cieczą. Ci bardziej głodni naliczyli, że jest ich dziesięć i także posiadają znaki klanów z których składała się koteria. Po lewej natomiast wisiał na ścianie, przypięty kajdanami mężczyzna, którego ciało znaleźli w pokoju rytualnym. Spostrzegli cienką nić która wydobywała się z jego czoła i biegła prosto do kościstej dłoni Strażnika. Tuż za nimi, na ścianie, wisiał wielki biały wskazówkowy zegar, pokazujący aktualną godzinę w świecie materialnym. Strażnik odezwał się w ich umysłach:
- Trumny są przygotowane dla was, tak jak i pożywienie. Rozpoznacie je, bowiem znaki reprezentują waszą krew. Nad tym miejscem tylko ja mam władzę i nikt nie może mi tutaj zagrozić. Zegar za wami wskazuje aktualny czas, jednak dla waszego komfortu płynie on tutaj dziesięć razy wolniej. Pozwoli wam to przemyśleć sytuacje i zyskać na czasie, który ewentualnie może wam uciec.
- Od teraz będę zawsze wiedział, gdzie się znajdujecie, o ile będziecie na terenie domu. Mogę działać bezpośrednio tylko na tych, którzy wchodzą do pokoju rytualnego, albo w jakiś sposób wpływają na jego wnętrze. Potrafię tedy uwięzić intruza w Sanktuarium. Moja służba dobiegnie końca wraz z upływem tego roku i pozostawię to miejsce bez opieki.
- Chcieliście bym pozwolił wam rozmawiać z tą istotą. Proszę - powiedział po czym metalowe łańcuchy otworzyły się, a ciało padło bezwładnie na podłogę. - Wkradł się tutaj siódmego sierpnia, tuż przed trzecią w nocy, razem z innym z waszego rodzaju. Ten drugi był wspierany przez jakiś przedmiot, który nie pozwolił mi go od razu dosięgnąć. W pewnym momencie zniknął. Schwytałem więc tego, który pozostał. Szukali czegoś konkretnego i temu drugiemu udało się wynieść kilka kartek. Jedną z nich wyrwał mu ten, który jest waszym więźniem. Spoczywa ona na stole, tam, przy flakonach.
Rom podniósł głowę spoglądając w stronę koterii, po czym z przerażeniem w oczach krzyknął:
- Tylko nie ON! Błagam odejdź! Zabierzcie go, on w środku jest gorszy niż Tzimisce! AAAAAAA!!! Mnie tutaj nie ma... - zaczął bełkotać przez chwilę całkiem bez sensu, po czym powtarzał w kółko tylko jedną frazę:
- The Imperial Order of the Master Edenic Groundskeepers, The Imperial Order of the Master Edenic Groundskeepers, The Imperial Order of the Master Edenic Groundskeepers, The Imperial Order of the Master Edenic Groundskeepers, The Imperial Order of the Master Edenic Groundskeepers...
Na kartce leżącej na stole jest napisane:
[center]He who hungers for the past will be fed on lies.
- Samuel Barber, Vanessa
Bah. Wood-cutters and charcoal-burners.
That is all the Arcanum consists of nowadays:
fools who chop a way at the Tree of Life,
marveling at the splinters they produce and oblivious to the source.
They do not understand meaning or truth;
scientia sacra is lost upon them.
They bustle about like worker ants,
following the dictates of the unseen White Monks.
They have lost their way on the Road,
and should either be destroyed or gently corrected.
Let the fires of the enlightenment burn away the detritus that has gathered.
If the Arcanum has failed, than so have I,
and I must take actions to redress this failure.
- Benjamen Holmscroft, 24 June 1993[/center]
Pulhu-Imel stał, obserwując uważnie ruchy członków koterii. Po spełnionej ceremonii, odezwał się telepatycznie do zebranych:
- Teraz będziecie mogli ze mną się komunikować, bez przeszkód pokonując barierę języka. Na tym poziomie nie ma on znaczenia, bowiem tu słowa nie będą potrzebne. Zapraszam was do Sanktuarium...
To powiedziawszy, wskazał kościstą dłonią miejsce w kręgu, przy piedestale. Po czym sam wszedł do jego wnętrza. Ujął kościany nóż i kontynuował wypowiedź:
- Nie musicie wiele robić, wystarczy pomyśleć, że chcecie przejść dalej, a to się stanie.
Członkowie koterii wstąpili za nim w obręb magicznej figury. Postępując za radą ducha, skupili się na myśli o Sanktuarium. Każdy z nich poczuł, iż przekracza niewidzialną barierę, znikając z świata fizycznego, by móc znaleźć się w Świecie Duchów. Pomieszczenie, które ukazało się ich oczom w niczym nie przypominało tego, które znali w rzeczywistości. Tylko piedestał pozostawał ten sam, świecąc teraz delikatnym błękitnym blaskiem. Dla Namtara wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Zniknęły lepkie pajęczyny i ponury, klaustrofobiczny klimat. Pokój był kilkakrotnie większy, niż pozwalały na to ściany domu. Musiał w jakiś sposób rozciągać się na planie duchowym pokonując materialne ograniczenia. Dzięki temu w Sanktuarium mogli spokojnie znaleźć miejsce dla siebie. Spostrzegli, iż po prawej stronie zostały dla nich przygotowane miejsca do spania w postaci pięciu kamiennych trumien z wyrytymi w kamieniu znakami ich klanów. Dookoła na ścianach znajdowały się półki z miejscem na książki, lecz większość z nich została jakiś czas temu usunięta. W oczy kuły także inne braki, nie tylko dotyczące woluminów, ale także inwentarza, bowiem wiele miejsc pozostawało nienaturalnie pustych. Na wprost zebranych ujrzeli, iż na ogromnym kamiennym stole leżą sporej wielkości flakony wypełnione ciemną cieczą. Ci bardziej głodni naliczyli, że jest ich dziesięć i także posiadają znaki klanów z których składała się koteria. Po lewej natomiast wisiał na ścianie, przypięty kajdanami mężczyzna, którego ciało znaleźli w pokoju rytualnym. Spostrzegli cienką nić która wydobywała się z jego czoła i biegła prosto do kościstej dłoni Strażnika. Tuż za nimi, na ścianie, wisiał wielki biały wskazówkowy zegar, pokazujący aktualną godzinę w świecie materialnym. Strażnik odezwał się w ich umysłach:
- Trumny są przygotowane dla was, tak jak i pożywienie. Rozpoznacie je, bowiem znaki reprezentują waszą krew. Nad tym miejscem tylko ja mam władzę i nikt nie może mi tutaj zagrozić. Zegar za wami wskazuje aktualny czas, jednak dla waszego komfortu płynie on tutaj dziesięć razy wolniej. Pozwoli wam to przemyśleć sytuacje i zyskać na czasie, który ewentualnie może wam uciec.
- Od teraz będę zawsze wiedział, gdzie się znajdujecie, o ile będziecie na terenie domu. Mogę działać bezpośrednio tylko na tych, którzy wchodzą do pokoju rytualnego, albo w jakiś sposób wpływają na jego wnętrze. Potrafię tedy uwięzić intruza w Sanktuarium. Moja służba dobiegnie końca wraz z upływem tego roku i pozostawię to miejsce bez opieki.
- Chcieliście bym pozwolił wam rozmawiać z tą istotą. Proszę - powiedział po czym metalowe łańcuchy otworzyły się, a ciało padło bezwładnie na podłogę. - Wkradł się tutaj siódmego sierpnia, tuż przed trzecią w nocy, razem z innym z waszego rodzaju. Ten drugi był wspierany przez jakiś przedmiot, który nie pozwolił mi go od razu dosięgnąć. W pewnym momencie zniknął. Schwytałem więc tego, który pozostał. Szukali czegoś konkretnego i temu drugiemu udało się wynieść kilka kartek. Jedną z nich wyrwał mu ten, który jest waszym więźniem. Spoczywa ona na stole, tam, przy flakonach.
Rom podniósł głowę spoglądając w stronę koterii, po czym z przerażeniem w oczach krzyknął:
- Tylko nie ON! Błagam odejdź! Zabierzcie go, on w środku jest gorszy niż Tzimisce! AAAAAAA!!! Mnie tutaj nie ma... - zaczął bełkotać przez chwilę całkiem bez sensu, po czym powtarzał w kółko tylko jedną frazę:
- The Imperial Order of the Master Edenic Groundskeepers, The Imperial Order of the Master Edenic Groundskeepers, The Imperial Order of the Master Edenic Groundskeepers, The Imperial Order of the Master Edenic Groundskeepers, The Imperial Order of the Master Edenic Groundskeepers...
Na kartce leżącej na stole jest napisane:
[center]He who hungers for the past will be fed on lies.
- Samuel Barber, Vanessa
Bah. Wood-cutters and charcoal-burners.
That is all the Arcanum consists of nowadays:
fools who chop a way at the Tree of Life,
marveling at the splinters they produce and oblivious to the source.
They do not understand meaning or truth;
scientia sacra is lost upon them.
They bustle about like worker ants,
following the dictates of the unseen White Monks.
They have lost their way on the Road,
and should either be destroyed or gently corrected.
Let the fires of the enlightenment burn away the detritus that has gathered.
If the Arcanum has failed, than so have I,
and I must take actions to redress this failure.
- Benjamen Holmscroft, 24 June 1993[/center]
Spoiler!
Spoiler!
Spoiler!
Spoiler!
Spoiler!
Flakonów jest dziesięć, każdy z nich zawiera skondensowaną krew, 10 PK. Czyli macie po 20 PK i nie musicie pić od razu całego 10. Możecie dawkować tyle ile chcecie. Jak ktoś nie notował ile mu krwi brakuje i jakie ma rany to proszę o info na PW. Co robicie? Macie bardzo dużo czasu na rozmowę, bo sześć minut w świecie materialnym to godzina tutaj.
Ostatnio zmieniony 15 marca 2015, 21:52 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
Voctoria z ciekawością i fascynacją rozglądała się po Sanktuarium. Przygotowane dla nich trumny i krew zrobiły na niej silne wrażenie, choć na większą uwagę zasługiwał fakt, iż przebywali w bliskiej Umbrze. Wiele razy w trakcie lat studiów nad zapomnianymi księgami czytała o bliskim realnemu świecie duchowym, je