PBF - Charleston by Night

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 09 marca 2015, 11:57

Victoria ze skupieniem przysłuchiwała się wypowiedzi Namtara. Jeśli rzeczywiście był tam potężny duch, o którym mówił, z pewnością był tam na polecenia Starca. Co do tego nie miała wątpliwości. Układanie się z tego rodzaju istotami było niebezpieczne, jednak rozumiała ostrożność i środki podjęte przez Atrahsisa. W duchu podziwiała jego mądrość i siłę, która zmusiła do służenia byt tego rodzaju. Nie znała wielu takich, którzy potrafili tego dokonać, a szacunek, jakim dotąd darzyła Red Wisdoma jeszcze bardziej pogłębił się w jej sercu.

- Namtarze... - zwróciła się spokojnie do Assamity - wypełniłeś dobrze swoje zadnie. Jeśli ów duch chce z nami rozmawiać, zakładam że ma coś ważnego do przekazania naszej koterii. W przeciwnym wypadku nie puściłby Cię z powrotem. - tu na chwilę zamyśliła się, bezwiednie bawiąc się długimi, czarnymi włosami, owijając ich końce na palcu. Zaczęła krążyć niespokojnie, a stukot jej wysokich obcasów roznosił echo po całym pomieszczeniu.

Lepiej jest być gwałtownym niż oględnym, gdyż szczęście ma imię kobiety. Jeśli chcesz je zdobyć, nie wahaj się użyć siły.

- Terry ma rację. Ja muszę tam wejść, nie podlega to dyskusji. Namtar idzie ze mną. - Z namysłem spojrzała na Gavina.

- Mam nadzieję złodzieju, że wkrótce będziesz miał okazję wyjaśnić niespodziewaną obecność swojego "przyjaciela" tutaj. Rozumiem, że jest Ci bardzo bliski, jednak tam, dokąd idziemy, radziłabym zachować emocje na wodzy. Są bardzo złym doradcą, więc jeśli jego wykupienie, jak to określiłeś, stanie w sprzeczności z naszymi zadaniem, nie będę narażać pozostałych. Miej to na uwadze.

Pytanie Nosferatu o to, czego mogą się spodziewać jest całkiem na miejscu. Ciekawe... Co im odpowiesz Morderco? W świecie astralnym Twoje zdolności bojowe raczej na niewiele się zdadzą. Jeśli ten duch jest tak potężny, to w swojej domenie jest władcą, zatem jakakolwiek walka tam nie ma większego sensu, bo zginiemy wszyscy. Pozostaje jedynie dyplomacja i rozmowa. Czy ta świadomość kolejny raz ukaże Ci Twoją niekompetencję, wystawiając Cię na kolejną próbę? Zabawne, świętość kontraktu stoi ponad wszelkimi innymi wartościami. Ciekawe, czy reszta zdaje sobie sprawę z motywów, które kierują Łowcami...

Czekając w skupieniu na odpowiedź Assamity, uważnie lustrowała reakcje pozostałych.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 09 marca 2015, 12:02

Pytanie Horacego nie zaskoczyło go. Spodziewał się czegoś podobnego. Przebiegły Munafiqun próbował wywołać w nim emocje, obnażyć słabości, które mogłyby pozwolić mu uzyskać wpływ i zdobyć kontrolę... Tylko, że w sercu Syna Haqima nie było słabości. I Niewierny odejdzie z niczym. Miał ochotę się roześmiać, opanował się jednak. Alhamdu lil-Hqimil-ladhii 'aafaanii mimmabtalaaka bih, ła fahalanii 'alaa kasiirin mimman kuffar*. Święta zasłona Tayqiya** pozostanie nienaruszona. Kuffrowie nie mogli wiedzieć...

Przedłużające się milczenie, które zapadło po pytaniu Nosferatu miało chłodny smak stali. Horacy nie mógł widzieć oczu Mordercy, skrytych za ciemnymi okularami, a jednak wyczuwał ich spojrzenie, wbite w siebie z niezwykła mocą. Wiele by dał, by móc ujrzeć ich wyraz. Co się w nich kryło? Wściekłość, drwina, czy ukrywana samotność? Jednak, gdy w końcu Namtar odezwał się, jego słowa pozostawały jak zwykle surowe i beznamiętne.

- Sam umiem o siebie zadbać. Wróciłem. A jeśli kiedyś nie sprostam temu - uśmiechnął się paskudnie. - czas będzie spotkać się ze śmiercią. Mektub.

Oderwał się od ściany i wymijając Horacego i Victorię przeszedł na próg komnaty rytualnej. Zajrzał do środka. Magiczne linie czarodziejskiego kręgu lśniły odbijając blask lamp z korytarza.

- Pytasz o ryzyko... - odezwał się w zamyśleniu. - Widziałem, co potrafi ta daeva. W swej domenie dzierży srebrną nić każdego, kto tam trafi. Nie sądzę, by miała problem z zerwaniem jej... Tak więc ryzyko jest. Duże. Z drugiej strony, rzekła, że nie może mnie zabić jeśli wypełniam wolę Atra-hasisa. Oceniam więc, iż pęta ją jakieś zaklęcie. Jeśli chce się z niego wyzwolić, potrzebuje nas.

- Skłoniłem Strażnika do złożenia przysięgi, że nie uczyni wam żadnej krzywdy - kontynuował po chwili. - Podał mi swoje imię i imię Tej, na która przysięga. Tak więc wiem, kim jest. Jest sługą Ereshkigal. Nie wydaje mi się więc, by chciał wystąpić przeciwko duchom, które są ze mną. Poza tym nie wyczuwam od niego wrogości...

Miał nadzieję, że się nie myli. Jego wniosku oparte były na mizernych podstawach. Czuł się tak, jakby miał w ręku jedynie garść pustynnego pyłu, który mógł rozproszyć się pod każdym silniejszym dotknięciem wiatru. A jednak cóż więcej mu pozostawało? Gdyby nie to, na czym się opierał, musiałby uwierzyć, że prowadzi ich w pułapkę.

- Co do samych działań - mówił dalej - Oceniam, że nie powinniśmy tam wchodzić wszyscy. To niepotrzebne ryzyko. Najlepiej by poszli tylko ci, którzy muszą. To znaczy ja i Victoria - spojrzał na Ravnosa i na jego brzmię - Jednak nie mogę ci odmówić prawa do ratowania brata z Klanu. Nie będę więc sprzeciwiał się, jeśli pójdziesz z nami. Zgadzam się, że należy go uwolnić. To służy naszej sprawie. Twój brat został schwytany przez daevę już po śmierci Mędrca, może więc mieć ważne informacje. Mam nadzieję, iż Strażnik nie będzie miał możliwości pełnego kontrolowania całej naszej trójki. Jeśli okaże się to dla niego trudne, w razie zagrożenia postaram się dać wam chwilę na reakcję lub ucieczkę. Podejrzewam jednak, że może być to bardzo krótka chwila...

Trudno nie było słyszeć tonu fatalizmu, który zabrzmiał w ostatnim zdaniu Łowcy. Jednak myśl o śmierci nie wydawała się go przerażać. Chwilę jeszcze w milczeniu analizował sytuację, oceniając swoje szanse. Wiedział, że nie są duże, lecz z drugiej strony nie były całkowicie bez znaczenia. Czasami nawet cień szansy pozwalał zwyciężyć. A czyż cienie nie wspierały jego działań? Odruchowo pogłaskał rękojeść khanjar.

- Jest jeszcze inna opcja - powiedział spokojnie, odwracając się do reszty zebranych. - Możecie po prostu przekazać mi to, co mam powiedzieć duchowi i sam tam wejdę. Jest to większe ryzyko, ale w tym wypadku dotyczy tylko mnie. Jestem je w stanie podjąć. Decydujcie więc.

[center]Obrazek[/center]

* arab. Pochwalony niech będzie Haqim, który uchronił mnie od tego, czym doświadcza ciebie i który wywyższył mnie ponad Niewiernych.
** arab. Tajemnica
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 09 marca 2015, 17:49

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 09.08.1993 Przed świtem.

- Dziękuje za propozycje Łowco, jest bardzo łaskawa, jednak muszę ją odrzucić. Są takie rzeczy które każdy mężczyzna musi zrobić sam, nie bacząc na konsekwencje. Zwłaszcza gdy chodzi o jego przyjaciół. - Tu zwrócił się do Lasombry - Dziękuje Ci również za radę, postaram się nie sprowadzić na nas zagrożenia. Prucie sejfów i negocjacje mają to ze sobą wspólnego, że w obu przypadkach trzeba mieć żelazne nerwy i pewne dłonie. - Gavin uśmiechnął się - Poza tym, niegrzecznie jest odrzucać zaproszenie skierowane do nas tak bezpośrednio. Okażmy więc odrobinę kultury i dobrego wychowania. Uważam że takie drobne szczegóły mogą w przyszłości dać bardzo ciekawe plony.
Ravnos jest zmotywowany tam pójść, nawet jeżeli będzie musiał zrobić to sam. Wierzy że negocjacje pójdą w dobrym kierunku i nawet jeżeli nie natychmiast, to ostatecznie uda mu się uwolnić Lucjana.
Ostatnio zmieniony 09 marca 2015, 19:51 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 09 marca 2015, 20:25

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 09.08.1993 Późna noc.

Obawy i spekulacje Mordercy o naturze samego ducha i miejsca, do którego mięli się udać wywołały osobliwą reakcję w umyśle Victorii.

Rzeczywiście, jeśli cokolwiek pójdzie nie tak, raczej marne szanse, że uda się nam wyjść z tego cało. Chociaż z drugiej strony, sam mówiłeś, że duch służył Redowi i puścił Cię, bo chce z nami rozmawiać. Gdyby było inaczej, podzielilibyśmy los starca, czyż nie?

Zmrużyła oczy na deklarację Namtara, oceniając jego motywy... Twoja gotowość do poświęceń w imię swojej sprawy doprawdy jest imponująca, Morderco... Nie zmienia to faktu, że i tak musimy tam wejść, przysparzając Ci nie lada kłopotów. Ciekawe, kogo z nas przeklinasz w tej chwili najmocniej - dziwny i zagadkowy uśmiech zagościł na Twarzy Victorii, kiedy zwróciła się do Assamity:

- Twój kontrakt zakłada ochronę nas ... Łowco. Zatem trzymajmy się tego. - z rozmysłem zaakcentowała słowo nas.

- Poza tym, kultura i grzeczność wymaga, aby się przedstawić ... I dowiedzieć się w końcu czegoś sensownego... - spojrzała na Gavina, zdeterminowanego i więcej niż chętnego do ruszenia na odsiecz swemu bratu.

- Idziemy we trójkę. - wypowiadając ostatnie słowa spokojnym i chłodnym tonem, spojrzała na Horacego i Terrego. Ich brak reakcji uznała za zgodę. Odwróciła się w kierunku drzwi i ruszyła przed siebie w magiczny krąg...

Victoria się zastanawia, czy Terry uraczy ich błogosławieństwem na tą podróż ;D
Ostatnio zmieniony 09 marca 2015, 20:34 przez Rooster, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times