PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 03 marca 2015, 14:53

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House 09.08.1993 02:33

Namtar w pierwszej kolejności zabrał się za przeszukiwanie piwnicy. Szybko zorientował się, że główne zejście pod budynek znajduje się pod schodami na parterze. Jako strzęp ciemności mógł zajrzeć w każdy zakamarek, bez potrzeby otwierania drzwi, okien, czy przestawiania innych obiektów utrudniających poruszanie się. Zaraz po zejściu do piwnicy skupił się na wentylacji. Ciemność wlała się za jedną z kratek w suficie. Ku swemu zadowoleniu odkrył, że cały system jest tak skonstruowany, że będzie w stanie poruszać się nim bez kłopotów po całym domu, bez konieczności używania korytarzy.

Piwnica miała kamienne ściany i takąż posadzkę. Prześlizgnął się pod zamkniętymi drzwiami po lewej stronie. Był to duży magazyn, w którym składowane były uszkodzone meble oraz inne starocie. Niektóre osłonięte były folią, inne zaś okryte białymi płachtami materiału. Całe pomieszczenie i jego zawartość tonęła w kurzu, co dowodziło, iż od dawna nikt się tu nie kręcił.
Oprócz magazynu były jeszcze inne pomniejsze wnętrza, ale także nie znalazł w nich niczego szczególnego.
W centralnej części natomiast znalazł olbrzymi pokój, w którym wszystkie ściany pokryte były szkarłatnym materiałem. Czarna hebanowa podłoga, pozostająca w kontraście z czerwienią, wydawała się być jak lustro do Otchłani. Przez chwilę wpatrywał się w nią nieruchomym wzrokiem. Później oderwał się od kontemplacji czerni. Nie zauważył żadnych znaków, symboli. Za zasłonami były tylko grube fundamenty domu Atrahasisa.

Parter sprawdził jedynie pobieżnie, szukając śladów nieproszonych gości. Pamiętał, że koteria przeszukała go już wcześniej. Jednak nie znalazł niczego podejrzanego. Ruszył więc na pierwsze piętro. Znalazł tu wiele zamkniętych pokoi, jednak to także nie było dla niego przeszkodą. Faktycznie, były tutaj pomieszczenie wymienione przez Nosferatu. Wielka pracowania alchemiczna, prywatna biblioteka oraz gabinet. Góra domu urządzona była równie stylowo jak parter, choć znajdowało się tutaj więcej antycznych rzeźb i dzieł sztuki. Nikogo nie było w środku, tylko on i Ciemność. Pozostałe pomieszczenia stanowiły: pokój gościnny, pokój służby oraz wielka sypialnia, w której zatrzymał się trochę na dłużej. Okna miały opuszczane rolety z możliwością wewnętrznej blokady, zabezpieczającej przed ewentualnym podniesieniem w trakcie dnia. Na całym piętrze pozostał jeszcze jeden pokój. Czarne drewniane drzwi pozostawały zamknięte. Gdy miał znów wśliznąć się pod drzwiami, nagle jego instynkt ostrzegł go. Niebezpieczeństwo! Nie wchodź tam!

[center]Obrazek[/center]
Wyczucie niebezpieczeństwa ST: 8 = 4 sukcesy.
Niebezpieczeństwo. Pułapka. Wroga magia. Za drzwiami.
Sprawdziłeś też ulice przed domem. Nie ma tam żadnego samochodu. Możliwe, że był ale teraz nie jesteś w stanie tego sprawdzić. Minęło sporo czasu od momentu wykrycia Klausa w domu. Wracasz do reszty.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 03 marca 2015, 15:01

Pojawił się wychodząc z cieni, zalegających w rogu biblioteki.

- Dom jest czysty - powiedział, spoglądając na Victorię - Na górze są rzeczy, które mogą was zainteresować. I jeden pokój zabezpieczony przez magiczną pułapkę w drzwiach. Nie byłem w środku. Przed domem nie ma żadnego samochodu. A ten tutaj - ruchem głowy wskazał na Brujaha - powiedział coś?

- On nic nie wie - odparła Lasombra zajęta przeglądaniem telefonu komórkowego - Jest nikim.

- Nikim? Nie sądzę - Morderca zaśmiał się cicho podchodząc do spętanego mężczyzny - Ma silną krew, nie będąc diabolistą. Ponadto jest dobrze przeszkolony w walce. Lepiej niż przeciętny kundel Sabatu, choć za słabo na Black Hand. Zapewniam cię, że on wcale nie jest "nikim". A jeśli był w stanie was do tego przekonać, to znaczy, że ponadto jest dość sprytny. Zobaczę, co jeszcze z niego wyciągnę. Istnieją poziomy cierpienia, na których nie da się kłamać.

- Czas się żegnać Klaus - zwrócił się do Brujaha, który spoglądał na niego z przerażeniem w oczach. Jego strach sprawiał Łowcy wyraźną przyjemność. - Mam nadzieję, że pojednałeś się ze swoimi bogami... Wezmę go do piwnicy, szkoda brudzić dywan.

Zrobił kilka kroków do przodu, pragnąc wprowadzić swoje słowa w czyn.

- Jego przeznaczeniem nie jest zginąć dzisiejszej nocy - odezwał się Frater Terry stając na drodze Assamity - Kim my jesteśmy by rzucać kamieniem? Pan na Niebiosach przebaczył mu jego winy.

Przez chwilę Namtar po prostu patrzył na niego, jakby nie mógł do końca uwierzyć, że to co właśnie widzi, dzieje się naprawdę. Później jego ręka odruchowo opadła na rękojeść sztyletu u pasa. Wiedział, że Świr jest tego świadomy, tak samo jak i inni, obserwujący zajście. W pokoju zaległo głuche milczenie. W ciszy, ciężkiej od napięcia, rozbrzmiały powolne słowa Mordercy:

- Zdobyłem tą krew w uczciwej walce, ryzykując życiem. Chciałbym więc wiedzieć, jakim prawem stajesz między Łowcą a tym, co mu się należy? - Choć mówił cicho, jednak Terry nie mógł nie słyszeć napięcia i groźby zawartej w jego głosie. Nie mógł też zignorować faktu, że właśnie stoi oko w oko ze śmiercią. Nagle poczuł, że jest mu przeraźliwie niewygodnie w koloratce. A jednak Ścieżka Pana obligowała go do tego, by wytrwać:

- Obiecałem mu że wyjdzie stąd żywy. Nie rób ze mnie wiarołomcy, jako i ty nie chciałabyś by uczyniono go z ciebie.

- Robisz ze mnie wiarołomcę. Obiecałem mu śmierć z mej ręki - odrzekł cicho Zabójca.

- Jego śmierć pociągnie za sobą konsekwencje. Książę wyraźnie zaznaczył że jesteśmy odpowiedzialni za twoje czyny.

- To członek Sabatu, nie poddany Amira. Prawa Camarilli go nie dotyczą. - Uśmiechnął się drapieżnie. Był świadom, że wystarczy jeden ruch, aby rozpruć ciało Malkawianina od krocza po mostek. Lecz był też świadom ceny...

- Jego śmierć sprowadzi na nas uwagę osób pod których spojrzeniem nie chcemy się znaleźć, mogło by to zaszkodzić naszej sprawie - Terry miał wrażenie, że zaraz zacznie się pocić. Krwią. Podejrzewał, że to nie poprawiłoby jego sytuacji.

Powoli, bardzo powoli dłoń Mordercy cofnęła się. Nigdy w życiu żaden ruch nie kosztował go tak wiele, jak ten, teraz. Jednak wiedział, że nie mógł zabić Świra. Nie mógł zhańbić Klanu, nawet za cenę własnej niesławy.

- Powiem ci coś - odezwał się cicho. Napięcie w jego głosie wcale nie osłabło, a każde słowo miało smak popiołu. - Gdyby nie fakt, że chroni cię Kontrakt, wyprułbym ci flaki. Tu i teraz. Ale nie złamię danego słowa, bowiem spełnienie tego obowiązku jest dla mnie świętością. Jednak okrywasz mnie hańbą. I nie zapomnę ci tego, klecho. Nigdy. Tak jak i nigdy więcej nie pozwolę ci na to...
Ostatnio zmieniony 03 marca 2015, 16:09 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 03 marca 2015, 15:19

Terry przełknął ślinę. Nie żeby musiał, po prostu wydawało się to bardzo na miejscu. Darth Namtar patrzący mu się prosto w oczy był jednym z takich widoków, jakie wsadzają ludzi w kaftan bezpieczeństwa. Lub do trumny. Starał się opanować drżenie głosu, mówił powoli i spokojnie, starając się nie wprowadzić łowcy w szał.

- Zaprawdę nie rozumiem w jaki sposób okrywam cię hańbą. Do niczego cię nie zmuszam, jedynie chronię cię przed konsekwencjami. Jego śmierć naprawdę mogłaby zaszkodzić naszej sprawie i najprawdopodobniej tak by się stało.

Widząc że wcale nie uzyskuje pożądanego wyrazu twarzy u Mrocznego Jedi poczuł że stoi w dziwnym miejscu na szachownicy obecnych wydarzeń. Czuł się trochę jak figura Króla na dźwięk słowa "szach". Wiedział że musi coś zrobić. Kontynuował więc.

- Nie wiem też dlaczego mówisz że robię z ciebie kłamcę. Ani razu nie słyszałem żebyś obiecał mu śmierć ze swojej ręki, za to słyszałem jak dajesz mu nadzieję na przeżycie. A nam - wskazał resztę zebranych ruchem głowy - wrażenie że ta sprawa jest do obgadania.

- Obiecałem mu, że go zabiję zanim go tu przyniosłem... - głos Mordercy nadal był cichy. Aczkolwiek wiało z niego chłodem.

Nie wiedział co jeszcze może powiedzieć stojącej przed nim postaci. Wszystkie te słowa wydawały się niewłaściwe i z jakiegoś dziwnego powodu nie mógł znaleźć tych pasujących. A najbardziej frustrujące było to że nie rozumiał do końca co właśnie się stało.

- Jeśli zaś krew jest wszystkim co w nim widzisz i uważasz że cię okradam chroniąc jego egzystencję, to jestem gotów zapłacić ci taką samą ilością mojej, jaką wydobyłbyś z niego.

Namtar zmierzył Świra naprawdę długim spojrzeniem. Wiedział, że nie potrafi zrozumieć Niewiernych, ale to co tu się działo przekraczało jego wyobrażenia na ten temat. Przecież mogli zacząć rozmowę od tego argumentu, zamiast odmawiać mu prawa do ofiary...

- Pięć fiolek krwi, przynajmniej dziesiątej generacji - powiedział krótko - I ten pies jest twój. Rób z nim co chcesz.
Ostatnio zmieniony 03 marca 2015, 16:13 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 03 marca 2015, 16:32

Atmosfera nagle wyraźnie zelżała, co dla obecnych było trudne do zrozumienia. Tak jakby ostatnia propozycja Terrego stanowiła właściwy klucz do rozmowy z Assamitą. Morderca cofnął się, okazując, że rezygnuje z prawa do ofiary i sięgnął do plecaka. Po chwili wyjął z niego niewielki futerał z ciemnego materiału. Otworzył go i wyjął z niego pięć pustych fiolek, z dziwnymi symbolami na korkach.

- Zgodnie z umową - powiedział, podając je Świrowi. - I nie próbuj okradać mnie więcej z krwi, Kafirze... Wy, na Zachodzie macie barbarzyńskie zwyczaje. Nie szanujecie ani krwi, ani wojowników. Dałem do zrozumienia, że możemy ustalić pewne sprawy, bo nie sądziłem, że spróbujesz sięgać po to, co nie twoje... Yel'an deen omak* jeśli pozwala ci na takie czyny.

Zamilkł i zamyślił się na chwilę. W istocie całość tego zdarzenia była wręcz absurd