Sigurd skrzyżował miecz z napastnikiem. Ten był wyjątkowo dobrze wyszkolony w szermierczej walce; aesir nie spodziewał się, że ktoś będzie w stanie tak dobrze władać bronią! Jeszcze większe było zdziwienie barbarzyńcy, gdy zamiast spodziewanego kolejnego ciosu mieczem, napastnik wymierzył mu prawego kopniaka w kolano, powodując przyklęknięcie Sigurda na prawą nogę. Od razu wystawił tarcze wiedziony instynktem - ułamek sekundy później miecz napastnika odbił się od drewna tarczy. Sigurd odepchnął broń napastnika tarczą i pchnął własnym mieczem, skacząc niczym język żaby po upatrzoną muchę.
Miecz wbił się w pustkę, gdyż napastnik odskoczył, uderzając barkiem o szafę, co go nieco wybiło z rytmu i pozwoliło Sigurdowi na powrót wstać, pomimo promieniującego bólu w lewym kolanie.
Adoth oberwał pałką w lewą dłoń; uderzenie spowodowało odrętwienie ręki i cymmeryjczyk musiał wypuścić swój mniejszy miecz służący mu do parowania ataków. Nie chcąc pozostawać dłużnym, zrobił niespodziewany wypad w przód, omijając cios pałką drugiego napastnika i wbijając się drugim mieczem po rękojeść w brzuch łotra. Zapachniało krwią...
Cymmeryjczyk uśmiechnął się. To było to, czego właśnie pragnął najbardziej od życia. Dobrej walki z równym przeciwnikiem i wysoką nagrodą za jego pokonanie...
Wspomagając się nogą zaczął wyszarpywać broń z umierającego przeciwnika i w ostatniej chwili skulił się i przywalił barkiem w atakującego łotra. Ten stracił na chwile oddech w płucach i całkowicie utracił impet w ataku. Adoth wykorzystał to i nie tracąc czasu na wyciągnięcie broni do końca, uderzył ogromną jak bochen chleba dłonią w łeb łotra. Poprawił dla pewności jeszcze cztery razy, powodując liczne sińce, guzy i zadrapania u swojej ofiary, pozbawiając ją przy tym przytomności. Drugi zaś dogorywał na ziemi.
Strzała Derricka utkwiła w tarczy z głuchym stuknięciem. Mężczyzna był w locie i wziął zamach na łucznika. ten przeczuwając co się stanieszykował się do obrony. Niestety dla bossończyka, atakujący dopiął swego i ciachnął Derricka po prawej ręce, robiąc sporej długości ranę ciele łowcy. Ułamek sekundy później z chmurki koło Stygijczyka wystrzeliły przerażające, czarne dłonie, których szpony wydłużyły się i przebiły przez ciało nacierającego.
Ten padł na ziemię, zwijając się i wrzeszcząc z bólu. Naszpikowany adrenaliną Garro, który czuł się jak osaczony niedźwiedź doskoczył - ku zgrozie Nahera - do lekko rannego łotra i dobił go, wbijając mu z wrzaskiem zdobyczny miecz gdzieś w lewe płuco - tuż pod sercem.
Aktualnie z łotrów został jeden nieprzytomny. Derrick wymaga zszycia, Sigurd i Adoth są trochę poturbowani, ale w najbliższym czasie wyjdą z tego. Na dole nastała cisza, zaś wygląda na to, że nikogo poza wami już w pobliżu nie ma.
Spoiler!
Tak więc rzucam kościami dla każdego uczestnika walki, wyniki spisuje na kartce.
Sigurd toczy osobną walkę. Odzyskał inicjatywę w drugiej rundzie i uzyskując remis oboje walczących krzyżują miecze. Z uwagi na dobre wyszkolenie przeciwnika przechodzi do defensywnej walki tarczą i uzyskuje +1 do obrony kosztem inicjatywy. Napastnik robi zwodniczy atak i kopie, korzystając przy tym z Aspektu. Rzuty napastnika to 4 z um + 3 z 4df + 1 przeciwko 5 + 0 + 1. Sigurd dostaje boleśnie za 2 Toru Presji Fizycznej
Adoth traci przewagę na rzecz Aspektu jednego z łotrów i jest teraz 2 w walce. Łotr z najwyższą inicjatywą atakuje pałką: 4 (um) + 1 (4dF) + 1 (za przewagę liczebną) przeciwko 5 + (-1). Adoth otrzymuje cios w lewą dłoń, co powoduje wypuszczenie broni. Odejmuję również 2 z Toru Presji Fizycznej. Kontra Adotha wymierzona w pierwszego łotra: 5 + 2 przeciwko 4 + (-3). Imponujący sukces, przeciwnik otrzymuje ciężką ranę i jest wyeliminowany i traci inicjatywę, bez pomocy medyka szybko umrze. Następna runda. Wywołuję Aspekt u Adotha (jego cel) dając mu premię +1 do walki wręcz (miecze). Z kolei łotrowi przepada premia za przewagę liczebną.
Tak więc 4 + 2 łotra przeciwko 5 + 2 + 1. Adoth odpiera atak i sam daje kontrę. Ponieważ nie ma miecza, ale góruje nad przeciwnikiem to uznaję jego walkę pięściami na poziomie 4 (z uwagi na wyszkolenie w walce na miecze). I tak: 4 + 1 + 2 przeciwko 4 + 0. Pierwszy cios dosięga przeciwnika. Odpuszczam dalsze rzuty na rzecz Sceny i bezcelowości obrony przy praktycznie rozbrojonym przeciwniku.
Teraz korytarz główny. Łotr ma inicjatywę i szarżuje. Wywołuję u niego Aspekt sceny, dając mu premię + 1 do Walki Wręcz (miecze). Korzystam też ze sztuczki, która pozwala mu użyć umiejętności walki wręcz do obrony (pod warunkiem, że chroni się tarczą). Tak więc 4 + 2 + 1 Derricka przeciwko 4 + 3 + 1 łotra. Strzała tkwi w tarczy. Drugi w walce jest łotr. Robi atak z wyskoku: 4 + 2 + 1 przeciwko 4 + 0 + 1 Derricka. Sukces, skreślam trzy kratki Toru Presji Fizycznej od łowcy. Jest ranny i wymaga zdezynfekowania oraz zszycia rany.
Trzeci jest Nehaher, który pomyślnie rzuca czar. 5 + 2 przeciwko 2 + 1. Łotr pada na ziemię z ciężką raną. Dobija go Garro, który nie potrzebuje testów, by trafić leżącego na ziemi człowieka.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate) Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Przydeptując obutą stopą drgające jeszcze zwłoki czciciela demonów, Garro wyszarpnął ucapiony oburącz miecz z głębokiej rany w torsie człowieka i odskoczył od trupa z wyrazem skrajnej odrazy na twarzy.
- Mitro, ocal mą nieśmiertelną duszę! - wyjęczał zingarański uzdrowiciel tocząc wokół siebie wzrokiem, w którym lśnił coraz silniejszy blask szaleństwa - Zstąpiliśmy w trzewia piekieł!
Dobiegające z parteru pałacyku odgłosy tytanicznej konfrontacji ustały niczym ucięte nożem, nie pozwalając określić tożsamości zwycięzcy demonicznego pojedynku. Zlany zimnym potem Garro próbował za wszelką cenę nie myśleć o bijatyce plugawych istot, której był świadkiem, ale jego oszalałe myśli powracały do tych obrazów niczym muchy ciągnące do świeżego truchła.
Jak już się pozbiera emocjonalnie, Garro z maniakalnym zapałem rzuci się do opatrywania poturbowanych druhów!
Adoth otaksował pokój wzrokiem, zagrożenie zostało wyeliminowane. Podniósł miecz, który zdradziecko Go opuścił i rzekł
-No w końcu jakaś porządna rozróba i nawet jednego mamy zdatnego do przesłuchania
po czym nasłuchując
-A co tak cicho tam na dole o i widzę, że Nasz konfrater rezon odzyskał
- Ależ tak, naturalnie- rzekł czarodziej poprawiając odzienie, które znalazło się w lekkim nieładzie po ostatnim upadku na ziemię.
- Dziękuję ci, Derricku, za twoją przytomną i szybką reakcję - zwrócił się uprzejmie do łucznika. - Jestem nad wyraz zobowiązany. Zacny z ciebie człek. Bardowie w pieśniach chwalić będą z pewnością twe imię.
Zbliżył się do pokonanego opryszka i uklęknął nad nim, przyglądając mu się:
- Sigurdzie, czy mógłbyś proszę związać naszego jeńca, zanim się ocknie? Myślę, że to by wiele ułatwiło, jeśli o rozmowę chodzi...