PBF - Charleston by Night

Rellon
Reactions:
Posty: 90
Rejestracja: 03 stycznia 2015, 08:24

Post autor: Rellon » 10 lutego 2015, 02:28

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House

[center]Obrazek[/center]
Z pozoru niewygodne krzesło okazało się jednak być bardzo przytulnym punktem obserwacyjnym. Gavin zdecydował się kontynuować taniec zgodnie z podanym rytmem. Tango, tango tango...
Nowo przybyły wampir podążał wzrokiem za subtelnymi gestami Dellona, zapamiętując imiona i twarze. Pobieżna charakterystyka postaci dawała pewne wyobrażenie o tym co jego rozmówca uważał na temat zgromadzonych. Wstępna, dość sztywna maksyma "miasta pod rządami Ventru" ustępowała powoli coraz bardziej osobistym i emocjonalnym wypowiedziom. Ravnos z uśmiechem przyjął podarowaną przez Ventru wizytówkę, po czym sprawdził co jest po obu jej stronach.
Podczas monologu Dellona używam empatii by wyczuć emocje za wypowiedziami Ventrue. Sam fakt że powiedział coś więcej o Max'ie i Furii świadczy że cieszą się oni jego zainteresowaniem. Czy też kobiety o silnym charakterze są tym co Harpia darzy głębszym... afektem?
- To zależy na czym taka zabawa miałaby polegać - powiedział Gavin tonem wyrażającym zainteresowanie, chociaż jego wzrok nadal utrzymywał się na wizytówce. Po chwili jednak pierwszy z "kluczy do tego miasta" znikną w jednej z wewnętrznych kieszeni.

- Obecnie jednak chciałbym lepiej zapoznać się z miastem, zanim cokolwiek postanowię. Rozumie Pan, jestem ciekaw nowych miejsc, a to miasto musi skrywać tyle czarujących zakątków. Czy są tu może jakieś warte odwiedzenia Elizja? Mam na myśli takie do których wpuszczono by mnie z moją - tu zamyślił się na chwile - aparycją. Sam Pan rozumie. Nie w każdym miejscu jesteśmy, mam na myśli mój klan, mile widziani. - Ravnos uśmiechnął się szelmowsko, mając pewność że oboje rozumieją o co chodzi.

- Z drugiej strony, czy są tu jakieś miejsca gdzie lepiej nie zapuszczać się nocą? Obecność przedstawicieli Sabatu napawa moją osobę pewnym... niepokojem. Tak, niepokój to dobre słowo. Spotkanie z rozochoconą sforą nie jest czymś co ktokolwiek by dobrze wspominał. No chyba że należy do pewnej specyficznej części Rodziny która para się takimi przyjemnościami. - Tu Gavin chwilowo skupił wzrok na Assamicie, nie było wątpliwości że obaj wiedzą o kogo chodzi.

[center]Obrazek[/center]
[center]https://www.youtube.com/watch?v=VjWakBmGWm4[/center]
Podczas wysłuchiwania, ostatniej wypowiedzi Harpii, młody Ravnos wodzi wzrokiem po bardzo obiecujących kształtach Primogen Torreadorów. Coś go kusiło, wołało z głębi jego duszy, jego ciemność, jego pragnienie! Głos niczym wąż, niepowstrzymanie piął się w górę a narastająca żądza syczała coraz donośniej, kąsała coraz dosadniej... Zagraj: wszystko albo nic! Po chwili Gavin nachylił się konspiracyjnie w stronę Dellona. Nie nachalnie, o nie, jednak na tyle by mógł ściszyć głos i być pewien że tylko oni dwaj są świadomi kilku następnych zdań.

- Odnośnie pracy to hmm... Gdyby było to, na przykład, dotrzymywanie towarzystwa madam Vigier to... Camarilla mogłaby liczyć na moje pełne oddanie. Chociaż inne rozrywki także mnie interesują. Rozumie Pan panie Wels, każdy czasem potrzebuje odrobiny ciepła by przypomnieć sobie jak to jest być znowu żywym - Tu spojrzenia Gavina i Wels'a spotkały się na chwile... odrobinę za długą chwile. - Niemniej, jestem, zainteresowany. - Zaakcentował każde słowo Zwodziciel.
Spoiler!
Używam Prezencji poziomu pierwszego dla wywołania pozytywnych reakcji. A nóż widelec padnie na Harpie, ponadto przy wypowiadaniu ostatniego zdania próbuje... uwodzenia. Uważnie obserwuje Dellona, czy moje zabiegi poruszyły w nim jakąś nutę. W obserwacji tej bardzo pomocna okaże się Nadwrażliwość poziomu drugiego. Po dokonaniu obserwacji wracam do "normalnego" trybu widzenia.
Po tej zagrywce Gavin wycofuje się jednak, kierowany odczuciem że być może zbyt śmiało sobie poczyna. Próbuje dalej kontynuować rozmowę, sprawdzając w miarę dyskretnie wzrokiem na kogo jeszcze mogła zadziałać jego mała sztuczka.
- Jak to jest że na pogrzeb tak znakomitej osobistości jak Red Wisdom nie zawitał żaden przedstawiciel klanu Nosferatu? - zapytał po chwili Gavin jakby odkrył Amerykę. - Czy między nim a Dziećmi Podziemi istniała jakaś waśń?
Gavin właśnie pojechał bardzo mocno po bandzie, zwłaszcza w świecie zrównoważonych i wiecznie opanowanych nieśmiertelnych. Niemniej jest to coś, co najbardziej go w takich operacjach przeraża i pociąga. Wywoływanie fal, efekt domina - emocjonalna reakcja lub zakłopotanie. cały nektar tego zamieszania. Pierwsze krople trucizny zwanej emocjami skropiły ziemie, teraz pytanie: jakiego rodzaju demona obudziłem?
Ostatnio zmieniony 10 lutego 2015, 09:42 przez Rellon, łącznie zmieniany 1 raz.

Rooster
Reactions:
Posty: 111
Rejestracja: 11 grudnia 2014, 16:37

Post autor: Rooster » 11 lutego 2015, 01:43

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House


Victoria z fascynacją obserwowała, w jaki sposób pojawienie się nowych Kainitów wywołało poruszenie i napięcie, niczym nóż z łatwością tnący delikatne i subtelne struktury materii i złudzeń. Fale strachu i nienawiści wyczuwalne w pomieszczeniu nadawały tej nocy zupełnie innego wymiaru.

Tyle emocji, zebranych w tak krótkim czasie mogłoby posłużyć ciekawszym celom, niż wzajemne konfabulacje i napędzanie tej przestarzałej, ale jakże uroczej konstrukcji wzajemnych przywiązań i zależności, która mimo wszystko nadawała wampirom choć niewielką namiastkę tego, kim kiedyś byli. Tak, to właśnie emocje były tym, po co tu wszyscy się zebrali. Oczywiście można ubierać to w różnego rodzaju ideologie, nadawać im własny sens, jak to każdy zbłąkany umysł ma w zwyczaju?... Ale czyż to właśnie nie czyni naszej ponurej egzystencji odrobinę ciekawszą? Bardziej fascynującą wśród bezmiaru pustych i zimnych nocy, kiedy odliczmy ziarna piasku w nieskończonych klepsydrach naszych martwych ciał?

Przez chwilę Lasombra zastanawiała się, co kryje się pod fasadami i maskami zebranych. Odkrywanie prawdziwych motywów i pragnień było czymś, co pozwalało jej kształtować rzeczywistość wedle własnej woli. To był klucz i kwintesencja tego, czym była. Z równą wnikliwością obserwowała własne reakcje. Pojawienie się biskupa Sabatu wywołało bardzo nieprzyjemne uczucie w świadomości wampirzycy. Ciemność, którą nosiła głęboko zafalowała na granicy zmysłów i postrzegania, poruszając niewidzialne struny na samym dnie jej Istoty, wysuwając swoje drapieżne kły... Gwałtowne i pełzające ruchy zalewały umysł obrazami wykrzywionego królestwa, nie dając ulgi ani chwili wytchnienia. Z dużym wysiłkiem woli Victoria opanowała Ciemność, która próbowała zerwać się ze smyczy... Tak, Hoqax był tym czego mogła i powinna się obawiać. Jednak jego pojawienie się dzisiejszej nocy na pogrzebie nie powinno jej dziwić. Wszak starzec był szanowany wśród wszystkich kainitów. Nawet taki, goryl jak ten anarchista miał tego świadomość. Cóż, należało to wykorzystać. Oczywiście na wszystko jest odpowiednia pora, a właściwie zaplanowane działania połączone z wnikliwą analizą i subtelnym wdziękiem intuicji mogą zdziałać wiele...

Victoria odczekała dłuższą chwilę, czekając na rozwój sytuacji i obserwując otoczenie. Kiedy Strażnik opuścił zgromadzenie, napięcie skumulowane w jej drobnym ciele zelżało, pozostawiając uczucie delikatnego mrowienia ciemnych macek, które teraz falowały w jej umyśle niczym spokojne fale oceanu, pieszczące brzeg subtelnym dotykiem kochanka... miarowo... rytmicznie... z wyczuciem...

Spokojnym krokiem i z wrodzoną elegancją skierowała się w stronę, gdzie stała Lizelotta. Toreadorka wydawała się mocno poruszona rozmawiając z mężczyzną w ciemnym garniturze, jednak z wdziękiem skrywanym za latami doświadczeń nie pozwalała sobie na choćby najmniejszy gest, który uchybiłby jej pozycji.

- Proszę wybaczyć, jeśli państwu w czymś przerwałam... Nie chciałabym w jakikolwiek sposób uchybić etykiecie i powadze tego zgromadzenia, jednak w zaistniałej sytuacji chciałabym prosić panią, pani Lizelotto, o chwilę rozmowy i poświęcenie mej skromnej osobie odrobinę bezcennego czasu. - powiedziała Victoria, skłaniając nieznacznie głowę w kierunku rozmawiających ze sobą wampirów, obdarzając ich czarującym, nieśmiałym uśmiechem.

- Jeśli szanowni państwo pozwolicie, oddalę się teraz i zaczekam, byście mogli dokończyć własne sprawy. - wypowiadając te ostatnie słowa, Lasombra złowiła okiem zaciekawione spojrzenia swoich rozmówców, zadowolona z reakcji, które wywołała. Oddaliła się w kierunku stolika zastawionego kryształami szlifowanymi w proste, pionowe fasety, które w niesamowity sposób łączyły karmazynowy odcień krwi ze światłem świec w rzeźbionych kandelabrach. Przed chwilą widziała tu Łowcę, który oddalił się z kielichem w ręku. Ogień i krew tańczyły w naczyniach, przywołując na myśl zmysłowe piękno zamknięte w formie...

Po krótkiej chwili do stolika podeszła Lizelotta wyprzedzana zapachem jaśminu...
- Dziękuję za poświęcenie mi chwili. - zaczęła Victoria, uważnie przyglądając się twarzy toreadorki. - Zdaję sobie sprawę, że w zaistniałej sytuacji sprawa, z którą chciałabym się do pani zwrócić, jest dla mnie nieco krępująca, ale proszę o wyrozumiałość w tej materii.

- Obie cenimy sztukę i atmosferę, którą budują tak wysublimowane przejawy wrażliwości. Niektórzy nie dostrzegają uroku i czaru przedmiotów, które nas otaczają. - wzrok Lasombry powędrował z powrotem w kierunku kryształów i bukietów mieczyków dyskretnie rozmieszczonych w pomieszczeniu. Pozwoliła sobie chwilę cieszyć tym widokiem...

- Choć jest to smutny rodzaj piękna, atmosfera tego spotkania jest przepełniona powagą i dostojeństwem, które powinno towarzyszyć pożegnaniu bliskich i szanowanych osób. Proszę przyjąć ode mnie wyrazy głębokiego szacunku i uznania dla pani zmysłu estetyki i piękna, którego możemy doświadczać dzięki pani staraniom. - komplement, wypowiedziany w stronę Lizelotty gładko przeszedł przez usta Victorii, zawierając w sobie autentyczny podziw.

- Jeżeli pani pozwoli, jako osoba nowa w tym mieście i nie zaznajomiona z panującymi tu zwyczajami, chciałabym prosić o udzielenie kilku cennych wskazówek, by nie uchybiając tradycji, móc godnie i z taktem wypełnić obowiązki, które... muszę przyznać z nieskrywanym żalem... będę zmuszona pełnić w najbliższym czasie. - zaskoczenie na twarzy toreadorki po wysłuchaniu tych słów przerodziło się w zainteresowanie. Przywodziły na myśl reakcje osób, które po czasie dostrzegają zupełnie nieznane dotąd lub wcześniej nie zauważane niuanse na obrazach surrealistów. Victoria lubiła te momenty małych oświeceń, jak je pieszczotliwie nazywała.

- Tak, jestem jedną z osób wskazanych przez Atrahsisa w swym testamencie, zatem proszę o zrozumienie sytuacji, w której się znalazłam. Mam nadzieję, że biorąc pod uwagę zaistniałe okoliczności, spełni pani moją prośbę i przedstawi zebranym gościom, a także udzieli podstawowych informacji o domenie księcia i samym Charlestone.

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 11 lutego 2015, 15:19

Terry spojrzał na wyciągniętą w jego stronę dłoń. Szybkim ruchem wybawił ją z ciężaru trzymanej wizytówki, spojrzał na kartonik.
-Nie jestem pewien czy zawsze czuję się wtedy dobrze, ale wierzę że sama wizyta w tym miejscu sprawi że nie będę miał więcej takich wątpliwości.-powiedział i podniósł wzrok na Sidonię. Widząc emocje zaklęte w jej spojrzeniu dodał -Dziękuję również za Twe słowa. w istocie, nie powinienem się lękać, albowiem powiedział Pan: Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w królestwie swoim.
Sidonia otworzyła usta by sformułować odpowiedź, lecz Terry nie czekał na jej słowa. Sprawnie wyminął ją i przemknął schylony z lekka w kierunku gramofonu. Zajął miejsce obok, pod ścianą, i stąd zaczął śledzić rozwój wypadków.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: