Nipton, główna ulica
Obaj mężczyźni podeszli szybkim krokiem do zaparkowanego pośrodku ulicy pojazdu, taksując obcego przybysza badawczymi spojrzeniami. Człowiek we flanelowej koszuli sprawiał wrażenie myśliwego albo zwyczajnego włóczęgi. Miał przy sobie staroświecki rewolwer i strzelbę, ale trzymał dłonie z dala od broni świadomy tego, że jakikolwiek potencjalnie niebezpieczny ruch w obecności kilku żołnierzy RNK mógłby się dla niego skończyć w tragiczny sposób.
- Mnie nic do tego, chciałem tylko ostrzec - oznajmił spluwając pod nogi żutą cały czas prymką - Zrobicie z tym, co będziecie chcieli.
- Z czym? - zapytał pośpiesznie chudzielec, który wyrósł u boku człowieka w kapeluszu.
- Twierdzi, że na wschód od Nipton Legion pozostawił mały obóz, najpewniej dla tylnej straży wycofującej się w stronę rzeki - powiedział sceptycznym tonem sierżant.
- Przyszedłem wam o tym powiedzieć, bo tamci mają w obozie kilku więźniów - wtrącił człowiek w kapeluszu - Jednego powiesili na krzyżu, a potem go rozpruli nożami na pokaz, a resztę powiązali i trzymają pod lufami. Podkradłem się dość blisko, żeby wszystko obejrzeć. To są naprawdę popaprane skurwysyny, zresztą w Nipton też to widać na każdym kroku.
- Powinniśmy się trzymać naszego zadania - odparł sierżant, spozierający ostrzegawczo w kierunku Johna i Barta - Sprawdziliście wszystko, co chcieliście?
PBF - Ścigając samego siebie
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Nipton, główna ulica
Mężczyzna we flanelowej koszuli wzruszył ramionami., strzyknął ponownie prymką pod nogi. Obserwujący go z ukrywaną podejrzliwością John próbował zgadnąć, czy obcy przypadkiem nie jest szpiegiem Legionu mającym wciągnąć republikańskich żołnierzy w zasadzkę ludzi Cezara, ale spalona na ciemny brąz pomarszczona twarz człowieka i osadzone w niej wyblakłe oczy przydawały mężczyźnie wyglądu rodowitego mieszkańca Nevady, a nie przybysza zza wschodniego brzegu Kolorado.
- Mnie tam wszyscy wyglądali na biednych skurwysynów - rzucił myśliwy, opierając się barkiem o bok półciężarówki i odkręcając kurek swej manierki - To chyba Kajdaniarze, bo niektórzy mieli na sobie te więzienne łachy. Widziałem takie na skazańcach tyrających w kamieniołomach w Sloan.
- I wszyscy byli na chodzie? - wypytywał nadal Simpson - Żadnemu nic nie dolegało?
- Temu na krzyżu na pewno - prychnął człowiek w kapeluszu - Flaki mu wypadły z brzucha, tak go porżnęli. Reszcie się nie przyglądałem za bardzo, ale wszyscy chyba dostali porządne manto.
- Jak to daleko stąd? - spytał rzeczowo Flanagan, spoglądający znacząco na sierżanta RNK.
- Będą ze trzy mile, w tamtą stronę - myśliwy pokazał ręką w stronę południowego wschodu, po czym przystawił do ust swą manierkę pijąc małymi łyczkami.
- Nadal uważam, że to nie nasza sprawa - powtórzył ostrzyżony na irokeza sierżant, odpłacając się Johnowi nieprzyjaznym spojrzeniem - Mieliśmy sprawdzić Nipton i wrócić do bazy. Skończyliście swoje poszukiwania?
Mężczyzna we flanelowej koszuli wzruszył ramionami., strzyknął ponownie prymką pod nogi. Obserwujący go z ukrywaną podejrzliwością John próbował zgadnąć, czy obcy przypadkiem nie jest szpiegiem Legionu mającym wciągnąć republikańskich żołnierzy w zasadzkę ludzi Cezara, ale spalona na ciemny brąz pomarszczona twarz człowieka i osadzone w niej wyblakłe oczy przydawały mężczyźnie wyglądu rodowitego mieszkańca Nevady, a nie przybysza zza wschodniego brzegu Kolorado.
- Mnie tam wszyscy wyglądali na biednych skurwysynów - rzucił myśliwy, opierając się barkiem o bok półciężarówki i odkręcając kurek swej manierki - To chyba Kajdaniarze, bo niektórzy mieli na sobie te więzienne łachy. Widziałem takie na skazańcach tyrających w kamieniołomach w Sloan.
- I wszyscy byli na chodzie? - wypytywał nadal Simpson - Żadnemu nic nie dolegało?
- Temu na krzyżu na pewno - prychnął człowiek w kapeluszu - Flaki mu wypadły z brzucha, tak go porżnęli. Reszcie się nie przyglądałem za bardzo, ale wszyscy chyba dostali porządne manto.
- Jak to daleko stąd? - spytał rzeczowo Flanagan, spoglądający znacząco na sierżanta RNK.
- Będą ze trzy mile, w tamtą stronę - myśliwy pokazał ręką w stronę południowego wschodu, po czym przystawił do ust swą manierkę pijąc małymi łyczkami.
- Nadal uważam, że to nie nasza sprawa - powtórzył ostrzyżony na irokeza sierżant, odpłacając się Johnowi nieprzyjaznym spojrzeniem - Mieliśmy sprawdzić Nipton i wrócić do bazy. Skończyliście swoje poszukiwania?
Sierżant chce wracać na Przyczółek, nie pali się do konfrontacji z Legionem. Po jakie chcecie sięgnąć argumenty, jeśli zamierzacie go przekonać? Czy też może wybierzecie się na wschód sami? Inne plany, deklaracje, komentarze?