PBF - Ścigając samego siebie

_stone_
Reactions:
Posty: 100
Rejestracja: 16 września 2013, 10:34

Post autor: _stone_ » 30 stycznia 2015, 11:40

- Jezuu....przydałby się jakiś pastor, bo chyba .......potrzebuje ostatniego namaszczenia.......

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 30 stycznia 2015, 19:50

Mistrzu, proszę skierować kroki Gottschalka do kasyna. Pastor dopiero co przyjechał, jeszcze nie czuje się w mieście na tyle swobodnie, by służyć niezbędną pomocą przybyłym. Na razie polezie na Hayesem, może on da pastorowi jakieś zajęcie, a jeśli nie, to zawsze istnieje szansa na nawiązanie jakiejś nowej znajomość lub spotkania znajomej osoby. Kasyno to dobre miejsce.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 02 lutego 2015, 20:41

Primm, kasyno

Porucznik Hayes siedział na zapleczu kasyna w towarzystwie najbardziej znaczących obywateli miasteczka. Była wśród nich rzecz jasna Samantha Ferguson, zastępca szeryfa Beagle i Fred McKinley, a także kilka nieznanych Sue osób.

Republikański oficer pochylał się nad blatem czworokątnego stolika, ściśle zaś rzecz biorąc, nad wojskową mapą zachodniej części Nevady wydrukowaną na metalizowanej folii. Słuchający go osadnicy spoglądali na przemian na Kalifornijczyka i na mapę, studiując ją z wyraźnym skupieniem.

- Jesteśmy, poruczniku - oznajmił Duncan Moore wskazując dłonią na Sue - Jej koleżka jest bardzo chory, nie mógł przyjść.

Hayes skinął w odpowiedzi głową, najwyraźniej nie zauważając pełnych rozbawienia uśmieszków, które zagościły znienacka na twarzach niektórych miejscowych.

- Jak już mówiłem, potrzebne nam wszelkie informacje na temat podejścia do Jean - Kalifornijczyk powrócił do swego wywodu - Chciałbym dołączyć do każdej drużyny zwiadu przynajmniej jednego ochotnika z Primm. Wy znacie ten teren z doświadczenia, my tylko z map. Wasza pomoc jest bezcenna. Mogę na nią liczyć?

- Oczywiście - odpowiedział niemal natychmiast Duncan Moore; dość szybko, by prawie wszyscy przeoczyli czające się w jego zachowaniu wątpliwości - Ile oddziałów chcecie wysłać?

- Myślałem o czterech drużynach - odpowiedział Hayes wyciągając z kieszeni mundurowej bluzy czarny flamaster - Chcę obejrzeć peryferia Jean z wszystkich stron i podejść do więzienia tak blisko jak to tylko możliwe, ale bez wikłania się w wymianę ognia.

Oficer zaczął coś kreślić na mapie czubkiem flamastra, przykuwając uwagę wszystkich osadników.

- Kiedy ruszacie? - spytała czująca pewną ekscytację Anderson, trzymająca się w pewnym oddaleniu od stolika.

- Jak najszybciej - zamiast porucznika odpowiedział stojący opodal Hayesa mężczyzna w podróżnym odzieniu, straszący wyjątkowo szpetnymi poparzeniami od słońca na każdym skrawku odsłoniętej skóry - Najdalej za godzinę, żeby wrócić do miasteczka przed zmierzchem.
Miejscowi zaczęli dyskutować z Hayesem nad doborem najlepszej trasy zwiadu. Czy Sue i David (oraz Jim, rzecz jasna) przyłączą się do wypadu?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 02 lutego 2015, 20:41

[center]
Wstawka fabularna #3 dla Nevera...
[/center]

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 02 lutego 2015, 21:21

Nipton, ratusz miasta

Sierżant zwiadowców prychnął w odpowiedzi i odwrócił się ostentacyjnie plecami do swoich nowych znajomych, wyciągając z kieszeni spodni paczkę papierosów. John wzruszył ramionami na widok tak lekceważącego zachowania podoficera, ale nie zamierzał mitrężyć czasu na niepotrzebne kłótnie. Wyciągnąwszy zza paska spodni Berettę odbezpieczył pistolet i wspiął się po brudnych od zakrzepłej krwi schodach ratusza.

- Ubezpieczaj mnie, tylko mi przypadkiem nie wywal w plecy - rzucił pod adresem ściskającego nerwowo śrutówkę chudzielca. Stanowiący oręż Simpsona Remington budził we Flanaganie dreszcz lęku, bo John zdążył już poznać impulsywną naturę Barta i jego skłonność do robienia bardzo ryzykownych rzeczy.

Znalezienie się w bezpośrednim sąsiedztwie wystrzelonych przypadkowo ze strzelby śrucin należało do tych właśnie doznań, których John szczerze wolałby sobie zaoszczędzić.

Kurierzy pozostawili Boxcara na parterze ratusza, zamykając go w środku z zapasem wody i środkami znieczulającymi ból. Celujący w ciemne zakamarki ratusza John odnalazł bez trudu truchła wypatroszonych przez siebie psów, ale Boxcara nie znalazł.

- A ten to kto? - zapytał chudzielec, kiedy blondyn przystanął nad ciałem leżącego na wznak mężczyzny, podziurawionego kilkunastoma kulami, które wykreśliły krwawy ścieg na jego szyi, ramionach i twarzy. Twarz ucierpiała w tym przypadku najbardziej zmieniając się w pozbawioną rysów miazgę.

- Jackson mówił, że zwiadowcy załatwili jakiegoś gościa, który do nich strzelał - odpowiedział John - Założysz się, że to on?

- Spoko, mogę się założyć, że to on - zarechotał Bart - Co wygrałem?

- W nagrodę możesz mu pobrać organy - prychnął Flanagan - Myślę, że to jeden z tych trzech gości, którzy szli do Nipton. Chyba Mick, ten, który się kleił do Sue.

- A to skurwysyn! - zdenerwował się nie na żarty Simpson, który już zdążył zapomnieć o oburzających propozycjach namolnego amanta - Ma szczęście, że Kalifornijczycy go kropnęli, ze mną nie miałby tak lekko.
Znaleźliście obcego trupa, ale Boxcara na razie nigdzie ani śladu...

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18