PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 24 stycznia 2015, 22:43

Bournemouth; Stafford Rd 19.11.14; przed północą

Powoli przekręcił klucz w zamku, po czym uchylił drzwi i bezszelestnie niczym duch wślizgnął się do środka. Wnętrze skromnego, acz w gustownie urządzonego mieszkania spowite było w ciemnościach, rozjaśnianych jedynie nikłym światłem ulicznych latarni i to tylko dlatego, że ciężkie zasłony nie były zasunięte. Achile nawet nie próbował zapalać światła. Znał swoje schronienie niczym własną kieszeń, a wampirzy wzrok nawykły do mroku ułatwiał widzenie w tych warunkach. Pewnie stawiał kroki, nawet pamiętając, które części podłogi mają tendencję do skrzypienia. Upewnił się, że w środku nie ma nikogo. Przezornie trzymał się się z daleka od okien, by nie zostać dostrzeżonym przez potencjalnego obserwatora.

Powoli wszedł do gabinetu. Pomieszczenie wydawało się ciężkie od regałów pełnych książek. Zbliżył się do biurka. Laptop stał na swoim miejscu. Schował go szybko do wojskowego plecaka. Zwinął ręką pendrive'y i zerknął na półkę z segregatorami. Wszystkie były na swoim miejscu, także te w których znajdywały się jego zapiski z pobytu w Sarajewie. Kainita wsadził najważniejsze rzeczy do plecaka.

Upewniwszy się, że ma wszystko poszedł jeszcze do garderoby. Mimo, kompletnych ciemności panujących w tym niewielkim pomieszczeniu, nie zdecydował się zapalić światła, aby niepotrzebnie przyzwyczaić wzrok do jasności. Zresztą dokładnie wiedział, gdzie sięgnąć ręką. Zdjął szary i granatowy pokrowiec i delikatnie przełożył przez ramię, tak aby nie było potrzeby powtórnego prasowania zawartości.

Już miał zamiar wyjść, gdy zamarł w pół ruchu. Mógłby przysiąc, że tafla lustra w garderobie zafalowała. Spojrzał w zwierciadło. Albo była to jakaś piekielna sztuczka malkavianów, albo naprawdę ogromne lustro lśniące teraz trupiobladym blaskiem niczym w powieści Lewisa Carola, skrywało tajemniczy świat drugiej stronie. Trudny do uchwycenia, ogromny, tylko na poły ludzki kształt hipnotycznie szybko zbliżał się do powierzchni zwierciadła

- Dobro ve?e gospodine Moreau...*- odezwało się po serbsku lustro głosem bardziej przypominającym zwierzęcy niźli ludzki.

* Dobry wieczór panie Moreau
Ostatnio zmieniony 24 stycznia 2015, 23:09 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 25 stycznia 2015, 01:04

Thomas pozostaje w samochodzie razem z Xawierem. Również ibserwuhe okolice a w szczególności lokal Achille i jego okno.
[offtopic]przypomina mi się scena z pulp fiction jak Bruce Willis wrócił po zegarek ojca.[/offtopic]
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 25 stycznia 2015, 16:43

Bournemouth; Stafford Rd 19.11.14; przed północą

To nie mogło być przywidzenie. Kształt besti wielkimi susami pędził ku Achile. Kainita otrząsnął się ze zdumienia. Zadział szybko i odruchowo. Desert Eagle wysunął się spod poły kurtki w jednej chwili kierując lufę w stronę lustra. Lewa dłoń Moreau powędrowała szybkim ruchem do kieszeni, w której spoczywał granat. Ścisnął łyżkę. Zawleczka wyciągnięta kciukiem poleciała na dno kieszeni niczym jedyny pierścień w pewnej książce brytyjskiego profesora.

- Ostani na swojoj strani jabberwookie!* - krzyknął do lustra, ale ani lustro ani powiększająca się sylwetka pędzącej na czterech łapach istoty nie raczyły odpowiedzieć. Wcisnął spust, gdy bestia skoczyła na wciąż falującą taflę zwierciadła. Huk potężnego pistoletowego wystrzału przerwały pozorny spokój Kamienicy na Stafford Rd.

Półpłaszczowa kula wygięła taflę lustra i przemknęła na jego drugą stronę. Ułamek sekundy później, nim gorąca łuska ogromnego pocisku zdążyła dotknąć podłogi powierzchnia lustra ku nie dającej się zmierzyć grozie Achile wygięła się ku niemu w ostatni kształt jaki chciał zobaczyć. Nie wiedzieć czemu przypomniało mu się pytanie jakie zadał na przykościelnym cmentarzu Thomasowi.

Potem naciągnięta niczym powierzchnia balonika, tafla pękła przy wtórze pistoletowego staccatto na tysiące kawałków...

***

- Siedzący w opancerzonym aucie kainici drgnęli, gdy spokój nocy przerwał potężny wystrzał.

- Broń degenerata! - wykrzyknął zdenerwowany Marcus. Potem kolejne strzały, coraz szybciej oddawane. Sekundę później krzyczęli już wszyscy, nawet trzymający niemal zawsze pokerową twarz Xavier.

Fragment ściany na pierwszym piętrze eksplodował na zewnątrz. Cegły, tynk, drewno wyleciały na ulicę wyrzucone przez Moreau i wielkie, czarne jak noc monstrum.

***

Moreau poczuł jakby wpadł pod rozpędzoną lokomotywę. Ogromny kilkumetrowy, diabelnie szybki kształt uderzył w niego i razem z kainitą przeleciał przez cały pokój, dewastując wszystko po drodze. Uderzyli w okienną framugę, która momentalnie poddała się masie i pędowi lecącej pary. Achile nawet nie poczuł, że przebija się przez fragment ceglanego muru. Pradziwy ból czuł w trzewiach, w których zagłebiły się ostre niczym brzytwy pazury potwora.

Uderzenie o asfalt ulicy przyjął jak zbawienie. Spadł na plecy. Wypchany plecak zaamortyzował pozornie groźny upadek. Ku Napastnik nie zdołał utrzymać kainity i spadł na ziemie kilka metrów dalej rycząc w nieopisanej furii.

Chciał popatrzeć jak przypadkowo przechodząca tędy gromadka studentów widząc bestię pogrąża się w stadiach strachu, jakie wydawały się tylko przypadkami książkowymi. Zwijali się w pozycje embrionalne, uciekali na oślep wrzeszcząc jakby palili się żywcem lub zamierali w bezruchu. Nie było jednak czasu na kontestację tej chwili. Achile podniósł ręce. Kolba Eagle'a wciąż zamknięta była uścisku prawicy. Wciąż trzymał w lewej ręce pokrowce, ale w dłoni nie miał już obłego kształtu, który wypychał wciąż kieszeń spodni i odliczał nieubłaganie kolejne setne części sekundy...
no to czekam na oposy grozy jakie przeżywają właśnie nieumarli świadkowie spotkania trzeciego stopnia ze śmiertelnym nemezis. Chyba każdy już wie co to jest?

Moreau zaliczył 3 prawdziwe rany i dwie zwykłą. Jest już poważnie naruszony. No i ten odbezpieczony granat w kieszeni :o Dam nie wiem co gorsze, granat czy czarne monstrum.
* Zostań po swojej stronie jabberwookie!

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 25 stycznia 2015, 18:09

Gdy tylko Ventrue usłyszał strzały stało się jasne, że coś jest nie tak. Wyjął ciężki Cassul i wysiadł z samochodu. Jednocześnie krzyknął do Thomasa:

- Siadaj za kierownicą!

Zostawiwszy za sobą otwarte drzwi pojazdu był świadkiem sceny, która zmroziła jego krew. Widząc lecącego w dół Achille oraz ryczącą bestię, przez chwilę zawahał się i miał zamiar uciekać. Co to do diabła jest? Pomyślał. Poczuł dziką panikę, jednak myśl o rannym towarzyszu koterii dodała mu odwagi. Wyciągnął przed siebie broń i wycelował w bestię. Zanim pociągnął za spust krzyknął do Achille:

- Uciekaj!
Strzelam do potwora. Wydaję punkt Siły Woli na automatyczny sukces przy trafieniu.
Spoiler!
Gdy pada pierwszy strzał z broni Achille podbijam Siłę o 2, by mi nie uszkodziło ręki jak będę strzelać z ciężkiej broni. Potem podbijam Zręczność o 2, by się szybciej i zgrabniej poruszać. Gdy wysiadłem z samochodu podbijam Wytrzymałość o 2. Jak będzie bardzo źle, to Xavier będzie próbował Dominować. Ventrue nie wie, czy to zadziała, ale to będzie jego ostatnia deska ratunku.
Ostatnio zmieniony 26 stycznia 2015, 09:37 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times