Cwetan nie ma ochoty na małe ryzyko? Please...
PBF - Bournemouth after Midnight
Xavier spojrzał na Marcusa:
- Doktorze Sands wiem, że jest Pan tutaj z nami w tej chwili. Proszę dołączyć do dyskusji. Ujawnij się. Raz uciekłeś zasłaniając się swoim pacjentem. Zapraszamy... - Xavier spokojnym głosem zwrócił się bezpośrednio do Malkaviana.
-Ja... ja muszę natychmiast zadzwonić.- głosem szorstkim, jak gdyby gardło Korovieva wypełniono piaskiem malkavian zareagował wreszcie na zaskakujące słowa Price'a. Podniósł się z zajmowanego miejsca. Podszedł do biurka rozpaczliwie, na oślep poszukując aparatu telefonicznego.
-Gdzie.. gdzie jest telefon, słyszałem, leżał tu przecież.- ton głosu zmieniał się, modulował niepokojąco zahaczając o barwę skrajnego przerażenia. Dłonie i twarz nabrały purpurowej barwy. Głośnym skrzypnięciem przejechał paznokciami po dębowym blacie. Opuścił głowę między ramiona.
Pinki powarkiwał coraz głośniej cofając się pod fotel, Marcus odburknął coś tylko po cyzm psinka ukryła się głębiej.
-Gdzie do ...
-Proszę, skorzystaj z mojego. -Ventrue niespodziewanie wcisnął telefon w dłoń ślepca. Malkavian natychmiast schwycił komórkę w obie dłonie wystukując numer.
-Tak, wiem, że dziś dopiero środa, tak. Przepraszam, Panie doktorze, to pilne... Nie, po prostu nie mogę czekać.. ja .. ja nie mam do cholery wyjścia! ..Tak. Tak, najmocniej przepraszam... nie chciałem przerywać... tam, gdzie zazwyczaj? ... świetnie, bardzo dziękuję, to się nie powtórzy... proszę tu są moje pieniądze -Koroviev wyciągnął z kieszeni pognieciony banknot- ... Ja rozumiem, ja, przepraszam za moje uniesienie. Pan musi doktorze pojawić się natychmiast... dziękuję, dziękuję...
Marcus zakończył rozmowę. Odwrócił się ku Xavierowi.
-Dr Sands przybędzie niezwłocznie. Wyjdę mu na spotkanie, gdy zapuka do drzwi, jeśli pozwolisz.
-Oczywiście Marcusie.- odparł Price pozbawionym cienia emocji głosem, wciąż obracając w dłoniach wyjętą z telefonu baterię.
Trzykrotnie zastukał kostkami palców o blat biurka.
-Już idę doktorze Sands.- Koroviev z uśmiechem ruszył ku drzwiom, otwierając je na oścież. Przez chwilę stał w bezruchu.
Dr Sands odwrócił się w progu. Skórzana kurtka motocyklowa i wytarte jeansy w niczym nie przypominały wcześniejszej tweedowej marynarki. Otarł dłonią usta. Oschłym, nieprzyjemnym tonem podjął krótko:
-Witam koterię. Nie mam zbyt wiele czasu. Twój kaprys Ventrue kosztuje Marcusa znacznie więcej niż sądzisz. Przejdźmy do konkretów.
Dr Sands

- Doktorze Sands wiem, że jest Pan tutaj z nami w tej chwili. Proszę dołączyć do dyskusji. Ujawnij się. Raz uciekłeś zasłaniając się swoim pacjentem. Zapraszamy... - Xavier spokojnym głosem zwrócił się bezpośrednio do Malkaviana.
-Ja... ja muszę natychmiast zadzwonić.- głosem szorstkim, jak gdyby gardło Korovieva wypełniono piaskiem malkavian zareagował wreszcie na zaskakujące słowa Price'a. Podniósł się z zajmowanego miejsca. Podszedł do biurka rozpaczliwie, na oślep poszukując aparatu telefonicznego.
-Gdzie.. gdzie jest telefon, słyszałem, leżał tu przecież.- ton głosu zmieniał się, modulował niepokojąco zahaczając o barwę skrajnego przerażenia. Dłonie i twarz nabrały purpurowej barwy. Głośnym skrzypnięciem przejechał paznokciami po dębowym blacie. Opuścił głowę między ramiona.
Pinki powarkiwał coraz głośniej cofając się pod fotel, Marcus odburknął coś tylko po cyzm psinka ukryła się głębiej.
-Gdzie do ...
-Proszę, skorzystaj z mojego. -Ventrue niespodziewanie wcisnął telefon w dłoń ślepca. Malkavian natychmiast schwycił komórkę w obie dłonie wystukując numer.
-Tak, wiem, że dziś dopiero środa, tak. Przepraszam, Panie doktorze, to pilne... Nie, po prostu nie mogę czekać.. ja .. ja nie mam do cholery wyjścia! ..Tak. Tak, najmocniej przepraszam... nie chciałem przerywać... tam, gdzie zazwyczaj? ... świetnie, bardzo dziękuję, to się nie powtórzy... proszę tu są moje pieniądze -Koroviev wyciągnął z kieszeni pognieciony banknot- ... Ja rozumiem, ja, przepraszam za moje uniesienie. Pan musi doktorze pojawić się natychmiast... dziękuję, dziękuję...
Marcus zakończył rozmowę. Odwrócił się ku Xavierowi.
-Dr Sands przybędzie niezwłocznie. Wyjdę mu na spotkanie, gdy zapuka do drzwi, jeśli pozwolisz.
-Oczywiście Marcusie.- odparł Price pozbawionym cienia emocji głosem, wciąż obracając w dłoniach wyjętą z telefonu baterię.
Trzykrotnie zastukał kostkami palców o blat biurka.
-Już idę doktorze Sands.- Koroviev z uśmiechem ruszył ku drzwiom, otwierając je na oścież. Przez chwilę stał w bezruchu.
Dr Sands odwrócił się w progu. Skórzana kurtka motocyklowa i wytarte jeansy w niczym nie przypominały wcześniejszej tweedowej marynarki. Otarł dłonią usta. Oschłym, nieprzyjemnym tonem podjął krótko:
-Witam koterię. Nie mam zbyt wiele czasu. Twój kaprys Ventrue kosztuje Marcusa znacznie więcej niż sądzisz. Przejdźmy do konkretów.
Dr Sands

Spoiler!
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Ventrue ucieszył się na widok doktora. Sprawnym ruchem włożył baterię do telefonu i poczekał na jego uruchomienie.
- Puszczę wam nagranie rozmowy z moim przyjacielem, który jest handlarzem bronią i innym nielegalnym towarem. To co od niego usłyszałem bardzo mnie zaniepokoiło. Mam też informację od Blackwooda. Xavier spojrzał przez chwilę na ekran startowy swojego smartfona. Byłem dziś w Elisjum Museum. Pani Katherine woli kupę chwastów od jednej z najpiękniejszych i mających status rzadkiej rośliny na świecie. Podczas tej rozmowy bardzo mocno dano mi do zrozumienia, żebym trzymał się z daleka od spraw starszych. Ventrue spojrzał na wszystkich dodając:
- Nie powiedziałem jej o niczym. Tak po prostu chciałem dać jej prezent i zapytać o pana Sandsa. Telefon był już gotowy. Ventrue szybko odtworzył nagranie rozmowy:
- Cześć Cooper. Mam sprawę. Potrzebna mi duża ilość sprzętu. Broń palna, biała, ammo, granaty. Wszystko co jesteś w stanie zoorganizować. Na zaraz.
- Hej Xavier. Normalnie powiedziałbym, że skołuje Ci vana z zabawkami w dzień, może dwa, ale posłuchaj. To potrwa dłużej. Jest posucha mała. Wiesz, jestem tylko pośrednikiem, a dostawcy moich dostawców zakręcili kurek. Znaczy się powiem krótko. Ojciec Chrzestny położył łapę na wszystkim, rozumiesz? To jest wysoko ponad moimi możliwościami.
- Kto to jest? - spytał trzyamjący nerwy na wodzy Prince.
- Nie wiem. Nikt nie wie. Od piętnastu lat zadaję sobie to pytanie i to nie tylko ja. To szef wszystkich szefów. Poważnie mówię. Kimkolwiek jest, to ja mu w drogę nie wejdę, bo pewnie więcej byś już nie usłyszał mojego głosu.
- Ok, ok. Skołuj co możesz, jak najszybciej.
- Stary, nie zrozum mnie źle, mam tylko parę sztuk broni: S&W .38, dwa ruskie Makarowy, obrzyna i sztucer myśliwski. Chcesz, są twoje. Ale, poza tym teraz to mogę przywieźć Ci zestaw tasaków z Tesco i siekierki z B&Q. Potrzebuję czasu, żeby coś wykombinować..
- Ile?
- Szczerze? Nie mam bladego pojęcia...
- Biorę wszystko, co masz. I nie mieszaj się, bo szykuje się zadyma w Bournemouth. Zaszyj się gdzieś na razie. Będziemy w kontakcie.
Po chwili Xavier dodał wiadomość od Blackwooda:
- Tu Blackwood. Byłem dziś w klinice. Napewno nie ma w niej faceta o jakiego pytałeś. Uwierz mi byłem wszędzie, pod pozorem serwisu instalacji przeciwpożarowej. Będziesz miał chwilę to zadzwoń.
Ventrue schował telefon do marynarki:
- Jestem pewien, że za zatrzymaniem dostaw broni stoją Kainici. Znam Monty Coopera od ponad 20 lat i nigdy nie było takiej sytuacji, żeby miał problemy. Tak więc w mieście jest grupa Kainitów, która ma broń i to nie byle jaką. Widzieliście, co wam zaoferowałem w pokoju 113. Poruszanie się po mieście bez wsparcia to samobójstwo.
Xavier zwrócił się do Achille:
- Nie wypuszczę was nie dając jak największego wsparcia. Wyślę z wami Clarka, który będzie latał nad wami helikopterem i w razie gdybyście mieli problemy na lądzie, będzie mógł wylądować i zabierze was na lotnisko. Clark jest byłym żołnierzem, więc będzie wiedział co robić, gdy zrobi się gorąco. Możecie wybrać się na te miejsca pojazdem lub helikopterem. Wszystkie moje samochody są do waszej dyspozycji. Wybierzcie, czym w waszej ocenie będzie najbezpieczniej.
Xavier odezwał się do wszystkich:
- Za niecałe kilka godzin wszyscy mają stawić się na lotnisku. Lecimy do Zurychu, wykupiłem całą pierwszą klasę byśmy czuli się komfortowo, i mogli bez przeszkód rozmawiać. Ostatnia rzecz jaką potrzebujemy to ludzie, w tym samym przedziale. Jeszcze tej nocy będziemy w Zurychu, zrobię wszystko co mogę by nas tam przetransportować.
Price zwrócił się do doktora:
- Może chciałby Pan rzucić okiem na miasto z większej perspektywy? Clark jest doświadczonym pilotem i zabierze Pana nad miejsca, które uzna Pan za interesujące dla sprawy. Może zobaczycie jakiś ruch Sabatu. Co do Pinkiego, to zaopiekuję się nim. Będzie czekał w samolocie w luksusowym koszyku.
- Zastanawiałem się nad tym, co powiedziałeś Achille. Michael Vallo ma silną krew, którą można się posłużyć do przebudzenia starej lini krwi. Ta pisarka...linia krwi kogoś kto zajmuje się formą sztuki. Cechy rodzimego klanu pojawiają się w bloodlinach. Dlatego uważam, że Toreadorzy mogą mieć coś z tym wspólnego. Nie sądzę, że linia krwi, której bał się Vallo mogła zniszczyć Camarille w Anglii, w otwartej fizycznej wojnie. Tu raczej chodzi o wpływy, stare koneksje rodzinne, wielkie familie. Jak popatrzyłem na to, co pokazał mi na komputerze Achille, to coraz bardziej jestem przekonany o tej wersji wydarzeń. Camarilli nie da się zniszczyć wojną na pazury i kule, ale na pewno da się ją osłabić politycznie, a potem dobić. Nic nie wiemy o spuściźnie tych, którzy wtedy mieli ten problem. Sabat wchodzi do miast, tylko wtedy gdy jest duża szansa na przewrót.
Ventrue spojrzał na obraz z szkieletami z pewną nostalgią w oczach:
- Książę nic nie dał tym, którzy są na dnie. Nawet kilku słów otuchy, że będzie bronił miasta. Zdecydowałem, że jutro wszyscy których zaprosiłem do mojej domeny dostaną broń, która mi została. Nie mogę siedzieć bezczynnie, gdy patrzę na nadchodzącą masakrę. Przynajmniej Ci bez znaczenia będą mieli czym się bronić. Nie wiem ilu przybędzie, ale na tą chwilę wiem o kilkunastu. Xavier zrobił przerwę:
- Decydujcie, gdzie, czym i jak chcecie się rozejrzeć. Dam wam znać, jak tylko dowiem się kiedy odlatuje samolot. Obiecuję, że lecimy tam razem i zlikwiduję każdy problem, który będzie zatrzymywać was na tej drodze. Lecimy razem, albo wcale.
- Thomas, wszystko o co prosiłeś zostanie dostarczone najszybciej jak to tylko możliwe.
- Puszczę wam nagranie rozmowy z moim przyjacielem, który jest handlarzem bronią i innym nielegalnym towarem. To co od niego usłyszałem bardzo mnie zaniepokoiło. Mam też informację od Blackwooda. Xavier spojrzał przez chwilę na ekran startowy swojego smartfona. Byłem dziś w Elisjum Museum. Pani Katherine woli kupę chwastów od jednej z najpiękniejszych i mających status rzadkiej rośliny na świecie. Podczas tej rozmowy bardzo mocno dano mi do zrozumienia, żebym trzymał się z daleka od spraw starszych. Ventrue spojrzał na wszystkich dodając:
- Nie powiedziałem jej o niczym. Tak po prostu chciałem dać jej prezent i zapytać o pana Sandsa. Telefon był już gotowy. Ventrue szybko odtworzył nagranie rozmowy:
- Cześć Cooper. Mam sprawę. Potrzebna mi duża ilość sprzętu. Broń palna, biała, ammo, granaty. Wszystko co jesteś w stanie zoorganizować. Na zaraz.
- Hej Xavier. Normalnie powiedziałbym, że skołuje Ci vana z zabawkami w dzień, może dwa, ale posłuchaj. To potrwa dłużej. Jest posucha mała. Wiesz, jestem tylko pośrednikiem, a dostawcy moich dostawców zakręcili kurek. Znaczy się powiem krótko. Ojciec Chrzestny położył łapę na wszystkim, rozumiesz? To jest wysoko ponad moimi możliwościami.
- Kto to jest? - spytał trzyamjący nerwy na wodzy Prince.
- Nie wiem. Nikt nie wie. Od piętnastu lat zadaję sobie to pytanie i to nie tylko ja. To szef wszystkich szefów. Poważnie mówię. Kimkolwiek jest, to ja mu w drogę nie wejdę, bo pewnie więcej byś już nie usłyszał mojego głosu.
- Ok, ok. Skołuj co możesz, jak najszybciej.
- Stary, nie zrozum mnie źle, mam tylko parę sztuk broni: S&W .38, dwa ruskie Makarowy, obrzyna i sztucer myśliwski. Chcesz, są twoje. Ale, poza tym teraz to mogę przywieźć Ci zestaw tasaków z Tesco i siekierki z B&Q. Potrzebuję czasu, żeby coś wykombinować..
- Ile?
- Szczerze? Nie mam bladego pojęcia...
- Biorę wszystko, co masz. I nie mieszaj się, bo szykuje się zadyma w Bournemouth. Zaszyj się gdzieś na razie. Będziemy w kontakcie.
Po chwili Xavier dodał wiadomość od Blackwooda:
- Tu Blackwood. Byłem dziś w klinice. Napewno nie ma w niej faceta o jakiego pytałeś. Uwierz mi byłem wszędzie, pod pozorem serwisu instalacji przeciwpożarowej. Będziesz miał chwilę to zadzwoń.
Ventrue schował telefon do marynarki:
- Jestem pewien, że za zatrzymaniem dostaw broni stoją Kainici. Znam Monty Coopera od ponad 20 lat i nigdy nie było takiej sytuacji, żeby miał problemy. Tak więc w mieście jest grupa Kainitów, która ma broń i to nie byle jaką. Widzieliście, co wam zaoferowałem w pokoju 113. Poruszanie się po mieście bez wsparcia to samobójstwo.
Xavier zwrócił się do Achille:
- Nie wypuszczę was nie dając jak największego wsparcia. Wyślę z wami Clarka, który będzie latał nad wami helikopterem i w razie gdybyście mieli problemy na lądzie, będzie mógł wylądować i zabierze was na lotnisko. Clark jest byłym żołnierzem, więc będzie wiedział co robić, gdy zrobi się gorąco. Możecie wybrać się na te miejsca pojazdem lub helikopterem. Wszystkie moje samochody są do waszej dyspozycji. Wybierzcie, czym w waszej ocenie będzie najbezpieczniej.
Xavier odezwał się do wszystkich:
- Za niecałe kilka godzin wszyscy mają stawić się na lotnisku. Lecimy do Zurychu, wykupiłem całą pierwszą klasę byśmy czuli się komfortowo, i mogli bez przeszkód rozmawiać. Ostatnia rzecz jaką potrzebujemy to ludzie, w tym samym przedziale. Jeszcze tej nocy będziemy w Zurychu, zrobię wszystko co mogę by nas tam przetransportować.
Price zwrócił się do doktora:
- Może chciałby Pan rzucić okiem na miasto z większej perspektywy? Clark jest doświadczonym pilotem i zabierze Pana nad miejsca, które uzna Pan za interesujące dla sprawy. Może zobaczycie jakiś ruch Sabatu. Co do Pinkiego, to zaopiekuję się nim. Będzie czekał w samolocie w luksusowym koszyku.
- Zastanawiałem się nad tym, co powiedziałeś Achille. Michael Vallo ma silną krew, którą można się posłużyć do przebudzenia starej lini krwi. Ta pisarka...linia krwi kogoś kto zajmuje się formą sztuki. Cechy rodzimego klanu pojawiają się w bloodlinach. Dlatego uważam, że Toreadorzy mogą mieć coś z tym wspólnego. Nie sądzę, że linia krwi, której bał się Vallo mogła zniszczyć Camarille w Anglii, w otwartej fizycznej wojnie. Tu raczej chodzi o wpływy, stare koneksje rodzinne, wielkie familie. Jak popatrzyłem na to, co pokazał mi na komputerze Achille, to coraz bardziej jestem przekonany o tej wersji wydarzeń. Camarilli nie da się zniszczyć wojną na pazury i kule, ale na pewno da się ją osłabić politycznie, a potem dobić. Nic nie wiemy o spuściźnie tych, którzy wtedy mieli ten problem. Sabat wchodzi do miast, tylko wtedy gdy jest duża szansa na przewrót.
Ventrue spojrzał na obraz z szkieletami z pewną nostalgią w oczach:
- Książę nic nie dał tym, którzy są na dnie. Nawet kilku słów otuchy, że będzie bronił miasta. Zdecydowałem, że jutro wszyscy których zaprosiłem do mojej domeny dostaną broń, która mi została. Nie mogę siedzieć bezczynnie, gdy patrzę na nadchodzącą masakrę. Przynajmniej Ci bez znaczenia będą mieli czym się bronić. Nie wiem ilu przybędzie, ale na tą chwilę wiem o kilkunastu. Xavier zrobił przerwę:
- Decydujcie, gdzie, czym i jak chcecie się rozejrzeć. Dam wam znać, jak tylko dowiem się kiedy odlatuje samolot. Obiecuję, że lecimy tam razem i zlikwiduję każdy problem, który będzie zatrzymywać was na tej drodze. Lecimy razem, albo wcale.
- Thomas, wszystko o co prosiłeś zostanie dostarczone najszybciej jak to tylko możliwe.
Ostatnio zmieniony 10 stycznia 2015, 11:37 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Będzie mały problem z koordynacją wszystkiego. Jeśli chcecie lecieć dziś, to napewno będziecie musieli wrócić najwcześniej następnej nocy. Lot potrwa kilka godzin w jedną stronę. Nie wiadomo ile zabierze Wam skontaktowanie z tajemniczym G.R. i potem powrót do Anglii. Chyba że chcecie ryzykować lot za dnia w "trumnach", ale nikt, nawet Owen nie zagwarantuje Wam, że komuś z celników nie przyjdzie do głowy sprawdzić zawartość cargo, a wtedy może być problem.
Tak więc powrót przed spotkaniem w SR jest mocno ryzykowny.
Co do poruszania się helikopterem, to będzie znacznie łatwiej jeździć autem.Ciężko gdziekolwiek lądować, bo nie ma lądowisk, a dziwne próby gdzoeś na jezdni czy skrawku zieleni w środku mocy podniosą larum na całe miasto. Price ma w garażu opancerzone BMW serii 7, które powinno zagwarantować minimum bezpieczeństwa.
Tak więc powrót przed spotkaniem w SR jest mocno ryzykowny.
Co do poruszania się helikopterem, to będzie znacznie łatwiej jeździć autem.Ciężko gdziekolwiek lądować, bo nie ma lądowisk, a dziwne próby gdzoeś na jezdni czy skrawku zieleni w środku mocy podniosą larum na całe miasto. Price ma w garażu opancerzone BMW serii 7, które powinno zagwarantować minimum bezpieczeństwa.