PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 08 stycznia 2015, 03:05

- WTF! - wymknęło się Xavierowi. Cwetan też stał wpatrzony w tę samą stronę i próbował na razie bez skutku poukładać sobie w głowie to co było sennym koszmarem, a to co było jawą.

Xavier patrzył na całe przedstawienie z wielkim zdziwieniem. Przed chwilą zobaczył pokój ochlapany krwią, a teraz zbliża się tutaj, ktoś kto odprawia jakiś rytuał mamrocząc coś pod nosem. Może to kolejny wróg, ale co robi tutaj ten straszny pies i gdzie jest Marcus?- Ventrue zadając sobie pytanie w myślach poczuł jak wypełnia go złość. Może to ktoś z Sabatu? A może to kolejny dowcip Marcusa? - kolejne pytania pojawiały się w głowie Price'a powodując jeszcze większą złość. Nieważne kim ta osoba jest... nikt nie ma prawa robić rytuałów bez mojej zgody w mojej domenie... Xavier czuł jak złość zaczyna zmieniać się w gniew, a bestia powoli zaczyna wychodzić na powierzchnię.

Słysząc kolejne słowa wymawiane przez szamana, Price miał zamiar sięgnąć, po ciężki pistolet pod marynarką i przerwać całe wydarzenie kilkoma kulami, które zmieniłyby ciało Kinga w krwawy ochłap mięsa. Jak zabiję go tutaj i okaże się że to był Marcus, to zwołają na mnie krwawe łowy... krótka myśl błyskawicznie przemknęła przez umysł Xaviera wyrywając się pazurom bestii. Opanuj się, jesteś Ventrue to ty kontrolujesz sytuację - Xavier skupił się na swojej woli pozwalając wprowadzić swoją wewnętrzną siłę, by przyjrzeć się ruchom szamana. Skupił się na celu, którym był Willy King.

- Oto miecze krwi spragnione. Szalony występuje przeciw dzieciom władającego życiem wiecznym. Słowa Legba nie Wam czterem przeznaczone. - baron samedi zastygł w bezruchu ponownie przywierając do ściany. Zamknął oczy.

Słuchał. Elegancki kainita w swoim kosztownym grobie stanął przed nim.

- Jam człowiek- koń Petro Legba. Loa pędzą na mym grzbiecie. Do Ciebie udręczone Loa słowa rzekną. W czerwieni kosztownej dama przyodziana, pozbawiona oczu blasku, co pierś jej oplata krwawa śmierci wstęga. Jam tańczący człowiek koń! -głowa barona zaczęła poruszać się w rytm niesłyszalnej melodii. Ton głosu zmienił się. Przerażony. Smutny. Potem całkiem nieobecny.

- Powiedz mu, - wskazał palcem kainitę - że tak go kocham... Powiedz mu jeszcze... nie zdążyłam sama...

Słysząc słowa, które wypowiedział baron dopadły Price'a niczym samochód uderzający z pełną prędkością w człowieka na pasach...Krew trysnęła w umyśle Ventrue zalewając widoczność i zdrowy rozsądek. NIkt nie ma prawa mówić o Viven w mojej obecności...zabieraj swoje czarnoksięskie łapska od mojej zmarłej żony śmieciu... - to co działo się w głowie Price'a było nie do opisania. To nie były słowa, a skumulowana i skrywana przez lata agresja, która uformowała się w jedno...ZABIJ!

Ventrue poczuł jak w jego żyłach pojawia się nieopisana siła i bestia znów podeszła bliżej. Widząc wyciągniętą rękę szamana Xavier decydował się na cios, który miał zniszczyć profana jego prywatnych świętości. W ostatnim momencie zdążył opanować bestię i zamiast zabójczego ciosu wybrał inną karę.

Nie zdążył i King Willy... Xavier bardzo zręcznie schwycił rozcapierzoną dłoń szaleńca i z ogromnym impetem, bez specjalnego wysiłku i emocji na twarzy, rzucił Kingiem, zgrabnie przesuwając się w bok.

Szaman w niewyobrażalny sposób, niczym szmaciana lalka poleciał przez cały korytarz uderzając ścianę. Wszystkich doszedł huk pękających płyt gipsowych i trzask drewnianej konstrukcji. Gdy opadł kurz z rozwalonych tynków, oczy wszystkich nie dostrzegły nigdzie szalonego barona Samedi. Na podłodze leżał pokryty pyłem, nieprzytomny Marcus.

Wszyscy przestraszeni spojrzeli na Stojącego spokojnie Ventrue.

Price zaczął poprawiać marynarkę i węzeł krwata próbując utrzymać szalejącą pod fasadą spokoju bestię. Znów odczuwał ten ból, taki jaki poczuł kiedyś w pamiętnej chwili, która odmieniła jego życie na zawsze. Ból jaki przeszył jego ciało gdy trzymał wciąż dymiący pistolet. Ból jaki towarzyszył mu każdej nocy. Przez krótką, ulotną chwilę mógłby przysiąc, że widział Vivien płaczącą nad rzuconym przez niego malkavianinem.

Ventrue spojrzał na resztę koterii i powiedział:

- Nikt z was nigdy więcej nie zrobi w mojej domenie podobnego głupstwa prawda panowie? - Xavier bardzo spokojnym i miłym tonem głosu zadał pytanie, które brzmiało paraliżująco. W całym zajściu, jak i samym pytaniu, było coś, co sugerowało, że Ventrue nie jest słabym Kainitą. Patrząc na Xaviera każdy w pokoju zrozumiał, że dla pana domeny żarty się skończyły.

Odwrócił się w stronę leżącego na ziemi Marcusa i zaczął podążać w jego kierunku.

Cały czas zachowujesz się jak dziecko, które nie rozumie, że światem rządzą prawa które każdy musi przestrzegać. Niewiedza lub brak świadomości nie zwalania z odpowiedzialności. - Xavier popatrzył na Malkaviana pokrytego pyłem i nagle zrobiło mu się przykro. Zobaczył bowiem kogoś, kto mentalnie jest bardzo niedojrzały. Dokładnie tak samo głupi i nieodpowiedzialny jak wszyscy nastolatkowie, których Xavier tak bardzo nienawidził po ataku na Spermint Rhino. Co się stało, że teraz tak bardzo go nie mogę znieść? Przecież znam go od bardzo długiego czasu? Price zadał pytanie w swojej głowie i nagle znalazł odpowiedź. Nienawidzę każdego, kto jest głupim nierozwiniętym smarkaczem. Nawet ten charakter osobowości determinuje moją postawę wobec takich osób... - Price układał w głowie swoją własną łamigłówkę. Przepraszam przyjacielu, świeżo zerwane więzy krwi powodują, że wszystkie tłumione emocje z przeszłości dopadają mnie szybciej niż mógłbym przypuszczać... - Price pomyślał ciesząc się że Marcus, żyje.
Spoiler!
Xavier dojdzie do tego, że nie kontroluje się w 100%, bo jest w nim bardzo dużo gniewu za wyrządzone na nim krzywdy. Ma poczucie winy, bo uważa, że wrzucił Marcusa do worka z innymi nastolatkami i nawet nie wiedział kiedy to się stało. Patrz wada związana z nastolatkami. Teraz staje się bardziej klarowne dlaczego wcześniej tak reagowałem na Marcusa.
Xavier jest opanowany przez cały czas i nie widać po nim żadnych emocji. Walka z Bestią powinna być niewidoczna.
Xavier czyści pamięć ludziom, którzy są zaangażowani w sprzątanie bałaganu. Będę chciał zabrać wszystkich do mojego biura.
Ostatnio zmieniony 08 stycznia 2015, 03:16 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 08 stycznia 2015, 05:29

- Siedź tam spokojnie Marcusie... - Francuz powoli wyszedł na korytarz, omiatając lufą pistoletu wszytko.

-Pinki.. Pinki.. słodka psinko, szybko chodź do pana. Ktoś się zbliża.. ktoś chce..

dum!

dum- dum!

-..bębny.. jakże mi wstyd... Pinki... ON.. ma prawo mieć żal... ja..

dum- dum! dum- dum!

-..nie ucieknę.. ON wciąż odnajduje mnie... cóż uczyniłem... przeklęty!..

Ledwie słyszalny odgłos cicho stawianych na drewnianym pomoście nóg. Marcus poczuł jak jego własne stopy ociekają wodą. Czuł się całkowicie przemoknięty. Dusił się, a potem.. tak brakuje mi powietrza! Pomocy!

Mężczyzna pachnący krwią i dymem pochylił się nad nim wypowiadając niezrozumiałe słowa.

Nieee!! To szalone poczucie winy!!! Przyszedł po niego, przyszedł się zemścić. Skrzywdzić wszystkich!

Dłonie malkavianina zacisnęły się na wykrzywionej w niemym grymasie twarzy. Chciał krzyczeć. Ostrzec innych, lecz nieznana siła odbierała mu głos. Poczuł lekkie uderzenie w nogę, które rozbrzmiało weń echem tysiąca końskich kopyt.

Pinki raz jeszcze pchnął pyskiem przytargany spod stolika futerał.

[center]***[/center]

Nie zdążyli ochłonąć wciąż otuleni grozą upiornej sceny, gdy do uszu ich dobiegł z wolna narastający dźwięk muzyki. Nie potrzeba było wrażliwości Achille, by z łatwością rozpoznać styl i instrument. Cóż mogło być powodem gry malkaviana?

Dźwięk skrzypiec urwał się w pół tonu niespodziewanie, Pinki zawył, niczym parodia wilka w księżycową noc.

[center]***[/center]


Potworny ból. Czuł każdy centymetr pogruchotanego ciała. Lękał się przemocy i cierpień fizycznych. Wątpliwa nadzieja dodawała mu otuchy.

Zdołał ostrzec innych przed.. czymś niebezpiecznym. Czymś co swój gniew skupiło na nim. Chciał choć raz się przydać i wziąć coś na siebie.

..czy dobrze uczyniłem? Teraz zginę, gdy .. ten, który wdarł się tu z bronią.. zabije mnie.. tak się boję!

Załkał cicho przytłoczony bólem i strachem przed ostateczną śmiercią. Jego policzki zrosiły czerwone łzy.

Powoli, nienachalnie zaczynał odczuwać inne prócz bólu bodźce. Szmery. Zapachy. Nagle, niczym głośno włączone radio dobiegł go głos Price'a:

-...nie zrobi w mojej domenie podobnego głupstwa prawda panowie?

Poczuł i usłyszał obecność pozostałych. Uśmiechnął się. Być może ich uratował.

Choć nie miał pojęcia przed kim.
Ostatnio zmieniony 08 stycznia 2015, 22:45 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 08 stycznia 2015, 20:19

Achille obserwował jak rozowa woda w odpływie prysznica staje się coraz bledsza. Ściekajace z włosów krople drażnily oczy których nie fatygowal się zamknąć. Nie chciał ich zamknąć. I tak widok roztrzaskanego mostka Thomasa wystarczająco mocno tkwił w jego głowie. Niemożliwe ze nie fragmentowala, nawet się nie obróciła. Jak ona była zrobiona? Na pewno była lżejsza niż uran, tylko nieznacznie cięższa niż ołów. Gdyby się rozpadła nie dałbym rady jej wyciągnąć. Ależ miał szczęście...

Woda spływała przeźroczysta struga. Zakręcil prysznic i przyjrzał się swojej wyciągnięte dłoni. Ani drgnela. Nie, to ja miałem szczęście. Moreau wyciągną l setki kul po rozlicznych wersjach rozwojowych Kalisznikowa. Cenił ta broń jako lekarz, choć nieczęsto to mówił, wiedząc jak absurdalnie to brzmi. Kula z AK przebijala trzy metry masy balistycznej i rzadko koziołkowala. Jeżeli fragmentowala to po trafieniu w kość. Łatwo było ja wyjąć. Kiedyś na lotnisku w Dzakarcie rozmawiał z jakimś Rosjaninem wracajacym z Birmy. Wyjaśnił mu ze nie ma to nic wspólnego z humanitaryzmem. - Postrzelony żołnierz wymaga nakładu środków aby usunąć go z pola walki a potem zapewnić opiekę medyczną. Siły NATO i Amerykance będą się na to decydowały, ponieważ ich szkolenia są kosztowne, podobnie jak sam obywatel. A jak zachowuje się się 5.56mm z M16 po trafieniu? - Fragmentuje. Odpowiedział wtedy w myślach. Dwa cale w głąb zaczyna koziołkowac i pęka tuż za tylnym przewężeniem. - U nas w doktrynie dalszy udział rannych w działaniach jest marginalny. Wiec nie warto żołnierza ranić, lepiej jest zabić. Tak to sobie Stoner umyślil. Takiego wtedy słowa użył, "u nas w doktrynie". Pieprzony soldat.

A my będziemy teraz poświęcać środki.

Przez chwilę miał wrażenie ze ręcznik opłata go jak sieć.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

czak
Reactions:
Posty: 72
Rejestracja: 21 października 2014, 20:01