PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 03 stycznia 2015, 14:06

Achille usiadł na krawędzi łóżka. Przetarł czoło dłońmi i z zaskoczeniem zobaczył czerwone smugi na opuszkach palców. Pocil sie krwią. Ostre światło w łazience zmusiło jego ciało do ludzkich odruchów. Odczekał chwile kiedy sphincter pupilae zmniejszał pole źrenicy po czym spojzal na swoje nagie ciało, odbijające sie w lustrze nad umywalka. W ciszy nie zakluconej nawet jego oddechem odkręcona woda grzmiała w uszach. Przemył twarz zimna woda, jednak jej chłód nie orzeźwił go nawet na chwile. 16 stopni Celciusza - pomyślał wpatrując sie w swoje oczy - Moje ciało ma temperaturę nieużywanego pokoju hotelowego w zimie. Standardowe 16 stopni.
Odwrócił sie od lustra.

Kurwa.

Po lipcu`83 nauczył sie spać maksymalnie trzy godziny. Sto osiemdziesiąt minut pozwalało mu ominąć fazę REM. Nie chciał śnic. Nigdy więcej. Po przeistoczeniu musiał nauczyć sie to kontrolować od nowa. Jakoś poddwignal sie po Bałkanach a teraz...

Kurwa. - Zacisnął zęby - Kurwa. Ja pierdole. Pieprzeni Serbscy paskarze. Ty chuju, dlaczego wlasnie oni, mogłeś popchnąć mnie kimkolwiek a wypuściłeś demony z pudelka! PIEPRZONY MATKOJEBCO! KURwa... - pozwolił emocjom uciec. Jego umysł uspokajał sie, nadganiając absolutnie nieruchome ciało, stojące pośrodku łazienki.

Spokojnie. Przeciez to nic.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 03 stycznia 2015, 14:07

Bournemouth; Spearmint Rhino; 19.11.14; wieczór

Clark wpuścił do środka Marka. Mężczyzna był już wcześniej zapowiedzianym ghoulem jednego z gości Xaviera i ochroniarz nie miał powodów aby robić jednemu z przyjaciół swego pana jakiekolwiek problemy. Przyprowadził Marka do pokoju Steinbacha i cicho zapukał do drzwi.

Chwilę później Mark był w środku. Steinbach ucieszył się widząc swego sługę. Musiał już rozmawiać z Matką. Kto wie jakie inforamcje miała dla niego ukochana Matka. Szybko kazał usiąść słudze i niecierpliwie spytał:

- Szybko... Mów wszystko.

- Tak, rozmawiałem z Panią Matką. Przekazałem wszystko co do joty, jak mi przykazałeś. Pani Matka ucieszyła się bardzo na wieść o Rundstedzie i kazała odpowiedzieć... - Mark wstał i przyjacielsko położył dłonie na ramionach stojącego przed nim Steinbacha: - Usiądź proszę. To bardzo ważne..

- Ucieszyła się... Wspaniale. nie mogłem zrobić nic lepszego... - Zaskoczony Thomas odruchowo usiadł, a Mark oznajmił:

- Pani Matka nakazała podziękować serdecznie za zlokalizowanie Rundsteda i kazała przekazać jeszcze jedno... Mark sięgnął do kieszeni lichej marynarki, skąd jak spodziewał się Steinbach, ghoul miał wyciągnąć prezent, lub może list od kochanej Matki. Co mogła pisać Matka: Żeby wracał do niej? Że spędzą razem wieczność?

W reku sługi nie było jednak ani listu, ani prezentu. Wdzięczność Matki wyrażała się malutkim kieszonkowym rewolwerem wymieronym prosto w pierś Thomasa:

- Kazała przekazać... Że nie jesteś jej już do niczego potrzebny...

Kula ugodziła Steinbacha prosto w mostek. Tremere poleciał do tyłu na łóżko. Kątem oka dostrzegł jeszcze jak Mark wkłada lufę do ust i strzela ponownie zdobiąc sufit czerwoną plamą tego co jeszcze przed chwilą było jego głową.

Thomas spojrzał na ranę przerażony. Powinien móc zabliźnić taką ranę w przeciągu mgnienia oka, ale nie mógł. Coś było nie tak, bo z niewielkiej rany wlotowej wszędzie naokoło bryzgała nienaturalnie nieproporcjonalna fala krwi. Jego krwi...

Do pokoju wpadł Moreau i zdębiał...
Wyobraź sobie Surielu, że z twojej klatki piersiowej krew bucha jak z małego kranu. Nawet nie wiesz jak to mozliwe, bo już teoretycznie dawno powinieneś się wykrwawić, ale krew bryzga i bryzga.
Spoiler!
Jakie niedogodności to będzie niosło? Nieiwelkie. Nie możesz w żaden sposób zregenerować całkowicie rany, a dziennie będziesz tracił 5 punktów krwi i będziesz się czuł bardzo zmęczony... Chyba domyślasz się, co się stanie jeśli braknie Ci krwi?
Ostatnio zmieniony 03 stycznia 2015, 14:20 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 03 stycznia 2015, 14:30

Bournemouth; Spearmint Rhino; 19.11.14; wieczór

Moreau w życiu nie widział czegoś takiego, a widział setki, jeśli nie tysiące osób i wampirów z ranami postrzałowymi. Ale to co zdołało wylać się się z ciała biednego Thomasa wystarczyłoby zapewne żeby zapełnić małą wannę. To było niemożliwe. To przekraczało w zasadzie "pojemność" Thomasa.

Achile nie miał czasu jednak aby zastanawiać się co było, a co nie było możliwe. W ruch poszły wyuczone instynkty. Toreador złapał za prześcieradło i docisnął mocno do piersi rannego. Czuł jakby próbował zatkać lejącą się z kranu strugę wody, której rosnące ciśnienie odpycha ręce zatykającego. Obrócił Steinbacha. Nie było rany wylotwej. Kula musiała tkwić w środku. Thomas wydawał się półprzytomny. Moreau zdzielił go po twarzy:

- Nie schodź mi tu! Słyszysz?! Użyj krwi aby zatamować krwawnienie! Słyszysz?!

- Taaak... - słabym głosem oznajmił Tremere...

- Słuchaj mnie! Muszę wyciągnąć kulę. Będzie bolało.

Nie zważając na nic włożył palce w tryskającą krwią dziurą. Steinbach zawył. Musiał włożyć niemal całą swą siłę, aby przemóc nienormalne ciśnienie tryskającej krwi. Poczuł gorący kształt kuli, która nie zdeformowała przy uderzeniu. Skupił się chwilę i przezwyciężając ból wyciągnał tkwiący w ciele pocisk. Rzucił dymiącą kulą na podłogę i dmuchnał w poparzone palce. Krwawienie ustało zaczynając przypominać to czego możnaby się spodziewać w takim przypadku.

- Potrzebujesz krwi! Straciłeś mnóśtwo krwi Thomas...

- Dam radę...

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 03 stycznia 2015, 16:54

Bournemouth; Spearmint Rhino; 19.11.14; wieczór

Koszmar z jakiego wybudził się Cwetan był jak zbawienie dla cierpiącej katusze jaźni, choć sposób w jaki się to stało. Nie należał do tych o których marzył wampir. Wystrzał palnej broni...

Kainita rzucił się za łóżko, z jednej strony próbując oszacować co jest jeszcze senną marą, a co rzeczywistością. Zaklął w obcym języku. Mtoś wył z bólu, Kolejny strzał utwierdził Bułgara w przekonaniu, że nie śni. Spojrzał szybko na zegarek, szacując roztargniony, że przez koszmar spał dziś tak długo. Ten obraz tatuażu... Ogarnął wzrokiem pokój i już wiedział, że to właśnie w tym pomieszczeniu zginęła jedna z ofiar. Nie był przesądny, ale na wszelki wypadek ucałował medalik z nabożną czcią.

Słyszał krzyk Steinbacha dochodzący gdzoeś z innego pokoju.

- Sabat! Sabat zaczął nas czapować! - paraliżująca trwoga ogarnęła Panajotova. Brujah sięgnął do nocnej szafki i wyciągnął rewolwer.
Ostatnio zmieniony 03 stycznia 2015, 23:45 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 03 stycznia 2015, 17:25

Wychodząc z Museum Xavier rozejrzał się po okolicy, po czym wsiadł do swojego samochodu. Ruszył dość gwałtownie, tak by jak najszybciej dostać się do Spearmint Rhino. Jadąc wykonał jeden ważny telefon do Gilberta i po chwili był już na miejscu. Na