PBF - Boskie potyczki

Denver
Reactions:
Posty: 1660
Rejestracja: 14 stycznia 2010, 11:26

Post autor: Denver » 08 grudnia 2014, 16:47

HUskun chce zachować pazur?
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 08 grudnia 2014, 20:04

Żmijowe Bagniska, południe, 5 dnia bakis-ranu

Barthur przykucnął przy drzwiach i sprawdził na jakiej wysokości znajdują się wyżłobienia oraz jaki rozstaw palców mogłoby mieć stworzenie, które je stworzyło. Nie bardzo chciało mu się wierzyć, ale wychodziło, że zniszczeń dokonało steorzenie mające co najmniej dwie łapy z czterem palcami i mierzyło około dwóch lub dwóch i pół metra.

Na ziemi leżało jeszcze trzy ułamane pazury, przypominające trochę psie ale dużo większe.

Dokonawszy tej oceny Nieulękli wyciągnęli broń i cicho ruszyli przed siebie. Na początku widzący w ciemnościach Balin oraz trzymający pochodnię Barthur. Za nimi Bazookh, Drayaharus i Huskun.

Po lewej stronie znajdowały się pomieszczenia oddzielone od korytarza kratami oraz prowadzące do nich drzwi. Drzwi były otwarte..
Dwie pierwsze cela nie zawierały niczego interesującego. Znajdowały się w nich jedynie zwisające na łańcuchach ławy, służące za łóżka oraz kępy zbrązowiałej zapleśniałej słomy.

W trzeciej, ostatniej, celi znajdowała się duża kałuża. Zasilała ją woda spływająca z wydrążonej w prawym górnym rogu pomieszczenia dziury. Kamienia które budowały tą część sufitu i ściany leżały pod nią i były częściowo przysypane przez ziemię i błoto. Z dziury dobiegał odgłos siekącego deszczu i przebijała się poświata pochmurnego dnia.

Barthur staną przed drewnianymi drzwiami po prawej stronie. Pchnął je młotem.
Za drzwiami znajdowało się sporej wielkości, wysokie pomieszczenie do którego prowadziło kilka stopni w dół. Z sufitu zwisały falujące girlandy pajęczyn. W świetle pochodni znalazł się stół do rozciągania oraz naczynie do rozżarzania prętów. Na ścianie wisiało zestaw zardzewiałych kleszczy w różnych rozmiarach. Z lewej strony znajdował się palenisko. Powietrze tchnęło smrodem sierści.

Łowca ostrożnie wodził pochodnią starając zajrzeć w każdy kąt pomieszczenia. Jednak dostrzegł jedynie więcej narzędzi tortur oraz pokrywający pomieszczenie kurz, którego nic nie naruszyło od wielu lat.

Pokrzepiony tym widokiem ruszył do środka. Nagle stanął dostrzegając kości.
Pod przeciwległą ścianą leżał kościotrup. Szacując wielkość mógł on należeć do człowieka. Gdy chwila konsternacji minęła, Barthur ruszył dalej cicho stawiając każdy krok. Szkieletowi brakowało czaszki i kości rąk, lecz te szybko się znalazła. W wysokości mniej więcej trzech metrów do ściany przymocowano metalowy zaśniedziały szeroki pierścień . Teraz pierścień był wgięty i częściowo miażdżył przytrzymywaną w przez siebie czaszkę. Wnikliwsze oględziny i przypalanie pochodnią pajęczyn uwidoczniło obejmy na ręce i stopy. Z wyższych obejm nadal zwisały ręce.

Po rozstawie obejm można było wnioskować, że przytrzymywały one humanoidalną istotę mierzącą około dwa i pół metra wysokości o bardzo szerokich barkach lub długich rękach.
Tylko jakoś ta czaszka nie pasowała swoim rozmiarem do trzymającego ją pierścienia. Był co najmniej dwukrotnie mniejsza niż pierścień. Gdyby coś go nie zgniotło bez trudu by przez niego przeleciała. Zresztą ręce i nogi też były jakieś za krótkie.

- Co tam znalazłeś? - zapytał stojący od dłuższej chwili w drzwiach Drayaharus- czekaj sam zobaczę.

Gnom ruszył ku Barthurowi i potknął się o coś. Zerknął pod nogi i zobaczył lekko wysunięte z jaszczura ostrze krótkiego miecza. Błyszczące ostrze nie nosiło śladu rdzy.

Błysk ostrza szybko spostrzegł stojący przy drzwiach Huskun. Goblin swoim zwyczajem czekał, aż kto inny oceni bezpieczeństwo nowych pomieszczeń, jednak w obliczu błyszczącego w dłoniach gnoma przedmiotu szybko ruszył w jego stronę, aby także poszukać jakichś błyskotek.

Huskun wyciągnął spod stołu rozerwaną na strzępy zbroję ze smoczej skóry i zastanawiał czy to ma w ogóle jaką wartość.

Do sali tortur przyszli badający cele Balin i Bazookh, szybko przyłączając się do przeszukiwania pomieszczenia.
Balin znalazł ciśnięty w kąt jeszcze jeden krótki miecz. Ten też mimo wielu lat w wilgoci był w świetnym stanie.

Natomiast Bazookh z szeroko rozwartym oczyma sięgnął do sterty szmat i wyciągnął z nich wysadzany kamieniami szlachetnymi puchar. Krasnolud go zał. Widział go na rycina ksiąg alchemicznych. Szczerozłote kielich. Wieńczący naczynie klapka z której rozchodziły się niczym słoneczne promienie ścieżki z topazu. To był puchar Dreamona.
Bazookh z zaciekawieniem uniósł klapkę, jak można się było spodziewać puchar był pusty.

Denver
Reactions:
Posty: 1660
Rejestracja: 14 stycznia 2010, 11:26

Post autor: Denver » 09 grudnia 2014, 09:12

Bazzokh zamyślił się analizując fakty - zablokowane drzwi więżące potężną bestię o sporych pazurach, to raz. Zabrany pazur nie dawał alchemikowi spokoju. Do tego ta sala i tajemniczy szkielet, to dwa. Czyżby kajdany były przewidziane dla nieco innego więźnia? Na przykład o znacznie większej postaci? Co w takim razie robił tam ten maluczki?

I ta ściśnięta czaszka, to trzy. Czyżby legenda była prawdziwa? Czyżby szkielet w czasie zakuwania był wikołakiem? A potem się odmienił?

Czy to oznacza, żę Elissa poniosła porażkę? To bez wątpienia Puchar Dreamona. Zatem jego obecność tutaj nie pozostawia wiele wątpliwości. Może był to tylko obiekt doświadczalny. A mąż Elissy nadal błąka się po podziemiach?

Mam puchar chłopaki - powiedział w końcu krasnolud - odnoszę wrażenie, że lepiej będzie stąd znikać.
(Jeżeli Huskun nie zdecyduje się na zabranie smoczej skóry do renowacji, to zrobi to Bazzokh)
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 09 grudnia 2014, 20:34

Zabieram znaleziony miecz, wykrywam z niego magię, jak i ze znalezisk innych też wykrywam magię.

Dobrze gadasz Bazookh, jak mamy puchar to chodu stąd.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 12 grudnia 2014, 08:30

Żmijowe Bagniska, południe, 5 dnia bakis-ranu

Barthur spoglądał jak jego kompani znajdują kolejne cenne przedmioty więc i on zaczął się dokładnie rozglądać.
Rozerwane skórzane buty, pas z rozgiętą klamrą, zniszczone spodnie rozerwane wzdłuż szwów. No i nareszcie coś cennego obok rozdartej koszuli. Wisior z wydrążonym kamieniem. Czyżby amulet z PM. A tuż koło pasa przysypana kurzem stara skórzana sakiewka. Pękata i miło pobrzękująca.

Huskun marudząc pod nosem oglądał rozerwaną zbroję z autentycznej smoczej skóry. Pościły w niej chyba wszystkie szwy, ale w zasadzie płaty skóry były całe.

Balin z przyjemnością wodził wzrokiem po lśniącym ostrzu. Rękojeść była zakończona głową orła, a ostrze pokrywała obwódka zaśniedziałego srebra.
Spoiler!
Wodząc palcami po broni Balin wyczuł charakterystyczne mrowienie skrytej w niej magii.
Drayaharus oglądając miecz z rękojeścią pokrytą masą perłową spostrzegł kontem oka, że wiszące przy suficie girlandy pajęczyn zafalowały poruszane niewyczuwalną falą powietrza.
W podziemiach rozległ się niski pomruk wydany przez wielką i niehumanoidalną krtań. Dźwięk ten zwielokrotniło echo. W zapadłej ciszy rozległ się stukot pazurzastych łap. Coś nadchodziło...