Cwetan wrócił do hotelu. Miał za sobą ciężki wieczór. Jednak ta noc dopiero się zaczynała.
Doświadczenia z Xaviwrem wiele go nauczyło na przyszłość obiecał sobie, że będzie uważał.
Pokój miał opłacony do rana. Usiadł i zaczął uważnie studiować akta które dostał od opiekuna elizjum. Co za potwór mógł dokonać takiej zbrodni. Cwetan obiecał sobie, że się dowie. Wstał dopił resztę drinka. Noc wzywała
Vello opisał mu miejsce gdzie urzęduje zazwyczaj książę. Minął cmentarz przy St. Peters i skierował się w kierunku westover rd. Po chwili był już na miejscu.
W ekskluzywnym pasażu wyparzył Westover Gallery. Niestety na wyznaczonym parkingowym pasie stał rząd samochodów. Cwetan nie wiele myśląc zaparkował srebrnego mercedesa po drugiej stornie ulicy gdzie żółta linia wyraźnie wyznaczała miejsca dla taksówek. Czterech biegnących w stronę jego auta, klnących jak szewc taksówkarzy, zatrzymało się w miejscu gdy Cwetan wysiadł z samochodu i obrzucił ich gniewnym spojrzeniem. Zbici w grupę zaczęli szeptać między sobą
Cwetan wyminął ich bez słowa i skierował się w stronę wejścia do galerii. Podniósł rękę by zastukać w zimną szybę lecz w tym samym momencie drzwi się otworzyły.
- Niech Pan wejdzie Panie Cwetan
Kobieta która stanęła w drzwiach mogła mieć maksymalnie dwadzieścia lat. Była bardzo piękna. Jednak ta uroda nie mogła nikogo zwieść. Suknia w kolorze burgunda, gustowna biżuteria , opaska na czole zdobiona szlachetnymi kamieniami i piórami wskazywały raczej na lata 20 minionego wieku.
- On czeka
Cwetan został wprowadzony do zaciemnionego wnętrz gdzie grupa nieumarłych kontemplowała obrazy którymi to pomieszczenie było wypełnione niemal po dach. Na podłodze stały rzeźby nie przypominającego niczego normalnego, nawet dla Cwetana.
- Po jaką cholerę oni to zbierają - zdążył pomyśleć - gdy usłyszał w głowie głos - Czekałem na ciebie podejdź - Z odległego końca pomieszczania przyglądała mu się postać.
- To książę nie obawiaj się - szepnęła mu do ucha piękna dama.
PBF - Bournemouth after Midnight
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Opiekun Elizjum pojawił się kierując się do stolika przy, którym siedział załamany Wells. Na jego twarzy pojawił się uśmiech, który zwiastował rozwiązanie kłopotliwej sytuacji. Obejrzał bardzo dokładnie kto jest w pobliżu i będzie w stanie usłyszeć jego głos. Będąc przy stoliku odezwał się:
- Upewniłem się, że wszystko jest w należytym porządku i Pan Cwetan wychodzi z całą pulą swojej wygranej. Panie Wells proszę o akt własności i zapraszam na kolejną partię, by mógł się Pan odegrać.
Xavier zwrócił się tutaj do zebranych robiąc najbardziej grzeczną i uprzejmą minę jaką widział w filmach o ludziach z wysokich sfer. Jego ton głosu był jak wyrok i podkreślał jego pozycję w tym miejscu:
- Jak wiecie muszę dbać o reputację i w moim kasynie nie toleruję nieuczciwej gry. Jeżeli mam choć najmniejsze wątpliwości, że coś jest nie tak zobowiązany jestem do sprawdzenia ich zasadności, nawet jeśli miałoby to się okazać zbędne. Ostrożności nigdy za wiele, a przecież chodzi tutaj o wasz komfort i niejeden raz będziecie mi za to wdzięczni. Przepraszam jednak za wszelkie niedogodności, która mogłaby wywołać moja zapobiegliwość.
Price kończąc spojrzał na Achilla i podarował mu czarujący uśmiech.
- Życzę wszystkim udanej gry. - rzucił niczym kapłan błogosławiący wiernych w świątyni hazardu.
Szybko podszedł do Torreadora i wyszeptał mu do ucha:
- Witam serdecznie. Przejdźmy się może gdzieś, gdzie jest mniej ludzi. Potrzebuję chwili spokoju.
Idąc Xavier wysłuchał, co ma do powiedzenia Achille. Po pierwszym zdaniu jakie Torreador wygłosił na temat emocji przy stole Price zaproponował:
- Szukasz mocnych wrażeń, to może zagramy w rosyjską ruletkę? - Ventrue uśmiechnął się lekko patrząc na całkowicie zaskoczoną minę Torreadora.
- Żartowałem -dodał po chwili: Czy coś się działo przy stole jak mnie nie było? - zapytał.
Słuchając dalej Ventrue odpowiedział:
- Nie wydaje mi się, żeby to miało mieć jakiekolwiek znaczenie. Staram się robić wszystko, by każdy czuł się tutaj bezpiecznie i pokazać, że aktywnie szukam oszustów. Traktuję to jako przestrogę dla kanciarzy. A co do sprawy licencji...hmmm...widzisz myślę, że jest wielu Spokrewnionych, którym jest na rękę, że nic nie znaczące Wampiry spędzają noc w jednym miejscu. To bardzo wygodne, bo nie będą się panoszyć w miejscach gdzie mogą budzić różne emocje. Doskonale wiesz o czym mówię. Francis jest zadowolony z faktu, że są u mnie, a nie na salonach.
Dotarli pod wystawę najróżniejszych kobiecych butów. Ilość była naprawdę imponująca, nawet Achille był tym zaintrygowany.
- Oto mój najnowszy pomysł. Konkurs na najseksowniejsze kobiece obuwie. Wynik ogłosimy za kilka dni na podstawie głosów, wystarczy wpisać numerek bucika oraz swoje imię i nazwisko na wizytówkę clubu i wrzucić do urny tutaj. Oczywiście potem obsługa będzie chodzić obuwiu, który wygra konkurs. Udało mi się namówić znanego projektanta, by się tym zaopiekował. Naprawdę jest w czym wybierać. Ja osobiście lubię czarne szpilki, może to dość mało wyrafinowane, ale każdy ma swoje gusta. Zaglądaj częściej, a nie przegapisz bardziej drapieżnych eventów.
Ventrue kontynuował patrząc na Torreadora przyglądającemu się kolejnym egzemplarzom seksownego obuwia:
- Ten Kainita, który wygrał hipotekę nie przedstawił się z jakiego klanu jest. Zaprosiłem, go do biura jak widziałeś i przedstawiłem zasady jakie wszyscy mamy przestrzegać w Elizjum. Nazywa się Cwetan i jest z klanu Brujah. Przyjechał niedawno, nie miał pojęcia z kim gra i co to za miejsce. Rozumiesz teraz moje zachowanie, znasz przecież zasady.
Xavier skończył patrząc na Torreadora i czekał na odpowiedź.
- Upewniłem się, że wszystko jest w należytym porządku i Pan Cwetan wychodzi z całą pulą swojej wygranej. Panie Wells proszę o akt własności i zapraszam na kolejną partię, by mógł się Pan odegrać.
Xavier zwrócił się tutaj do zebranych robiąc najbardziej grzeczną i uprzejmą minę jaką widział w filmach o ludziach z wysokich sfer. Jego ton głosu był jak wyrok i podkreślał jego pozycję w tym miejscu:
- Jak wiecie muszę dbać o reputację i w moim kasynie nie toleruję nieuczciwej gry. Jeżeli mam choć najmniejsze wątpliwości, że coś jest nie tak zobowiązany jestem do sprawdzenia ich zasadności, nawet jeśli miałoby to się okazać zbędne. Ostrożności nigdy za wiele, a przecież chodzi tutaj o wasz komfort i niejeden raz będziecie mi za to wdzięczni. Przepraszam jednak za wszelkie niedogodności, która mogłaby wywołać moja zapobiegliwość.
Price kończąc spojrzał na Achilla i podarował mu czarujący uśmiech.
- Życzę wszystkim udanej gry. - rzucił niczym kapłan błogosławiący wiernych w świątyni hazardu.
Szybko podszedł do Torreadora i wyszeptał mu do ucha:
- Witam serdecznie. Przejdźmy się może gdzieś, gdzie jest mniej ludzi. Potrzebuję chwili spokoju.
Idąc Xavier wysłuchał, co ma do powiedzenia Achille. Po pierwszym zdaniu jakie Torreador wygłosił na temat emocji przy stole Price zaproponował:
- Szukasz mocnych wrażeń, to może zagramy w rosyjską ruletkę? - Ventrue uśmiechnął się lekko patrząc na całkowicie zaskoczoną minę Torreadora.
- Żartowałem -dodał po chwili: Czy coś się działo przy stole jak mnie nie było? - zapytał.
Słuchając dalej Ventrue odpowiedział:
- Nie wydaje mi się, żeby to miało mieć jakiekolwiek znaczenie. Staram się robić wszystko, by każdy czuł się tutaj bezpiecznie i pokazać, że aktywnie szukam oszustów. Traktuję to jako przestrogę dla kanciarzy. A co do sprawy licencji...hmmm...widzisz myślę, że jest wielu Spokrewnionych, którym jest na rękę, że nic nie znaczące Wampiry spędzają noc w jednym miejscu. To bardzo wygodne, bo nie będą się panoszyć w miejscach gdzie mogą budzić różne emocje. Doskonale wiesz o czym mówię. Francis jest zadowolony z faktu, że są u mnie, a nie na salonach.
Dotarli pod wystawę najróżniejszych kobiecych butów. Ilość była naprawdę imponująca, nawet Achille był tym zaintrygowany.
- Oto mój najnowszy pomysł. Konkurs na najseksowniejsze kobiece obuwie. Wynik ogłosimy za kilka dni na podstawie głosów, wystarczy wpisać numerek bucika oraz swoje imię i nazwisko na wizytówkę clubu i wrzucić do urny tutaj. Oczywiście potem obsługa będzie chodzić obuwiu, który wygra konkurs. Udało mi się namówić znanego projektanta, by się tym zaopiekował. Naprawdę jest w czym wybierać. Ja osobiście lubię czarne szpilki, może to dość mało wyrafinowane, ale każdy ma swoje gusta. Zaglądaj częściej, a nie przegapisz bardziej drapieżnych eventów.
Ventrue kontynuował patrząc na Torreadora przyglądającemu się kolejnym egzemplarzom seksownego obuwia:
- Ten Kainita, który wygrał hipotekę nie przedstawił się z jakiego klanu jest. Zaprosiłem, go do biura jak widziałeś i przedstawiłem zasady jakie wszyscy mamy przestrzegać w Elizjum. Nazywa się Cwetan i jest z klanu Brujah. Przyjechał niedawno, nie miał pojęcia z kim gra i co to za miejsce. Rozumiesz teraz moje zachowanie, znasz przecież zasady.
Xavier skończył patrząc na Torreadora i czekał na odpowiedź.
Ostatnio zmieniony 15 listopada 2014, 09:26 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Cwetanowi ledwo udało zamaskować się zaskoczenie. Przy topornej instalacji z drewnainych kawałków, które składały się na trudną do sklasyfikowania ludzką sylwetkę, stał książe. Był ubrany niemal tak samo jak Panajotow. Bardzo podobny czarny garnitur, koszula z bufiastymi rekawami, ozdobionymi falbanami. Jednynie starannie upięty żabot Francisa odróżniał go od rozpietej niechlujnie koszuli Cwetana spod której wyzierały różnorakie wisiorki. Aparycja obu wampirów także była podobna. Cwetan wygladał trochę młodziej, był ciemniejszej karnacji i miał proste włosy. Ksiązę mógł uchodzić za około sześćdziesięcioletniego mężczyznę ze starannie zapuszczoną kozią bródką i długim wąsem. Przypruszone siwizną, zaczesane w tył ciemne włosy sięgały falami niemal ramion Francisa.
Wzrok księcia przesunał się kilkukrotnie wzdłuż sylwetki Cwetana i Bułgar mógłby przysiąc, że również dostrzegł w nim cień zaskoczenia. nie miał czasu się jednak teraz nad czymkolwiek zastanawiać. Wyglądało na to, że książę niespecjalnie przepada za obcymi jego rodzaju i Vallo musiał mu zrobić odpowiedni grunt. Panajotow starał się wypaść jak najlepiej i wolał nie odzywać się zbyt wiele aby nie palnąć czegoś głupiego, co mogłoby mieć fatalne skutki. Zapewne Francis nie byłby tak wyrozumiały jak Xavier na którego wpadł wcześniej.
- Czyż to nie wspaniałe dzieło? - spytał Francis odwróciwszy się i pogrążywszy wzrok w dziwnej rzeźbie, która dla Cwetana była co najwyżej bezkształtnym kawałkiem skorodowanego metalu. Takie rzeźby to widział za życia niemal codziennie. Na złomowisku obok miejsca gdzie mieszkał jako dziecko, pozostawione na pastwę kapryśnej aury stare części samochodowe przyjmowały po kilku latach takie właśnie kształty:
- Tak książe. To kwintesencja przemijania. Jak pozostawione na żer pogody stare auto.
- Hmmmmmm - Francis zamyślił się na dłuższą, starannie miarkując słowa obcego: - Ciekawe, bardzo ciekawe. Innaczej na to patrzyłem. Masz artystyczny zmysł. to bardzo nietypowe dla takich barbarzyńców jak ty. Imponujesz mi. Czy Vallo aby nie pomylił się i nie jesteś toreadorem?
- Z pewnością nie. - Cwetan przedstawił się raz jeszcze dla pewności i aby tradycji stało się zadość.
Książę pochłonięty rzeźbą stał jeszcze przez niemal minutę, powodując, że Cwetan zaczął przestepować znogi na nogę, czując się niezręcznie w całej sytuacji. Toreador w końcu prześwidrował go wzrokiem:
- Możesz pozostać w Bournemouth, ale pamiętaj abyś prawom nie urągał. Nie masz prawa polować w Wimborne Minster, bo to moja domena. To samo tyczy się dzielnic Lilliput i Sandbanks, które to są pod kuratelą pana Vallo. Lunapark rozciąga się w centrum miasta i w dzielnicy Boscombe, ale surowo ukarzę, jesli głód skłoni Cie do zabicia ofiary. Elizjum znajduje się nieopodal w Russel Coates Museum i uszanuj świętość tego miejsca. - Książe nagle znów skupił wzrok na figurze: - Kwintesencja przemijania...
Cwetan nie bardzo wiedział, czy audincja dobiegła końca czy nie, a nie czuł się na tyle swobodnie aby odejść bez pozwolenia. Z pomocą nadszedł ogromnej postury Nosferat, który podszedł do Panajotowa i gardłowym, niskim głosem, przypominającym pijackie delirium oznajmił:
- Hej. Twój ten wóz zaparkowany na postoju taxi? - Cwetan kiwnął głową: - Koledze chyba parkingowy mandat przypierdala.
Wzrok księcia przesunał się kilkukrotnie wzdłuż sylwetki Cwetana i Bułgar mógłby przysiąc, że również dostrzegł w nim cień zaskoczenia. nie miał czasu się jednak teraz nad czymkolwiek zastanawiać. Wyglądało na to, że książę niespecjalnie przepada za obcymi jego rodzaju i Vallo musiał mu zrobić odpowiedni grunt. Panajotow starał się wypaść jak najlepiej i wolał nie odzywać się zbyt wiele aby nie palnąć czegoś głupiego, co mogłoby mieć fatalne skutki. Zapewne Francis nie byłby tak wyrozumiały jak Xavier na którego wpadł wcześniej.
- Czyż to nie wspaniałe dzieło? - spytał Francis odwróciwszy się i pogrążywszy wzrok w dziwnej rzeźbie, która dla Cwetana była co najwyżej bezkształtnym kawałkiem skorodowanego metalu. Takie rzeźby to widział za życia niemal codziennie. Na złomowisku obok miejsca gdzie mieszkał jako dziecko, pozostawione na pastwę kapryśnej aury stare części samochodowe przyjmowały po kilku latach takie właśnie kształty:
- Tak książe. To kwintesencja przemijania. Jak pozostawione na żer pogody stare auto.
- Hmmmmmm - Francis zamyślił się na dłuższą, starannie miarkując słowa obcego: - Ciekawe, bardzo ciekawe. Innaczej na to patrzyłem. Masz artystyczny zmysł. to bardzo nietypowe dla takich barbarzyńców jak ty. Imponujesz mi. Czy Vallo aby nie pomylił się i nie jesteś toreadorem?
- Z pewnością nie. - Cwetan przedstawił się raz jeszcze dla pewności i aby tradycji stało się zadość.
Książę pochłonięty rzeźbą stał jeszcze przez niemal minutę, powodując, że Cwetan zaczął przestepować znogi na nogę, czując się niezręcznie w całej sytuacji. Toreador w końcu prześwidrował go wzrokiem:
- Możesz pozostać w Bournemouth, ale pamiętaj abyś prawom nie urągał. Nie masz prawa polować w Wimborne Minster, bo to moja domena. To samo tyczy się dzielnic Lilliput i Sandbanks, które to są pod kuratelą pana Vallo. Lunapark rozciąga się w centrum miasta i w dzielnicy Boscombe, ale surowo ukarzę, jesli głód skłoni Cie do zabicia ofiary. Elizjum znajduje się nieopodal w Russel Coates Museum i uszanuj świętość tego miejsca. - Książe nagle znów skupił wzrok na figurze: - Kwintesencja przemijania...
Cwetan nie bardzo wiedział, czy audincja dobiegła końca czy nie, a nie czuł się na tyle swobodnie aby odejść bez pozwolenia. Z pomocą nadszedł ogromnej postury Nosferat, który podszedł do Panajotowa i gardłowym, niskim głosem, przypominającym pijackie delirium oznajmił:
- Hej. Twój ten wóz zaparkowany na postoju taxi? - Cwetan kiwnął głową: - Koledze chyba parkingowy mandat przypierdala.
Audiencja zakończona;)
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Następnej nocy
Thomas Steinbach był nie na żarty wystraszony. Opuszczony, choć całkiem zadbany dom na obrzeżach Meyrick Park jaki zamieszkiwał od jakiegoś czasu, został za dnia otoczony wysokim, drewnianym płotem, jakimi okala się place budowy. Tabliczka erekcyjna powieszona na pobliskiej latarni wyjaśniała wszystko. Teren był przeznaczony pod budowę nowego, jednopiętrowego budynku mieszkalnego, a wyburzanie miało się zacząć... Już następnego dnia.
Pozostanie w tym miejscu było samobójstwem. Musiał zebrać swój skromny dobytek i znaleźć soś nowego. I to szybko. Listopadowe noce były długie. Steinbach miał nadzieję, że wystarczająco długie aby znaleźć bezpieczną kryjówkę na kolejny dzień. Na razie stał moknąc w strugach deszczu, lejącego przez kolejną noc z rzedu.
Czuł się taki samotny na zesłaniu. Nie znał tu w zasadzie nikogo. Poznał księcia i garstkę innych, ale traktowali go z wyraźnym ostracyzmem, co przygnębiało młodego kainitę. Nawet jego bracia z rodzinnego klanu, rzec można mieli go za nic, zresztą dwóch z nich zjadała wzajemna nienawiść, a trzeci bardziej niż nieżyciem interesował się kółkiem teatralnym jakie prowadził.
Tak chciałby poczuć teraz kojący dotyk kogoś mu bliskiego i słowa, które miały go uspokoić. Ale odkrytą twarz smagały tylko trupiozimne krople.
Znał tylko jedno miejsce, oprócz Elizjum, gdzie zjawiali się nieumarli, którzy żyli na marginesie wampirzej społeczności. Spearmint Rhino...
Wątek techniczny
Nie chce już trzyamć Suriela dłużej, dla tego daje tego posta wcześniej. Wciąż jeszcze jest kilka rzeczy do załatwienia poprzedniej nocy.
Thomas Steinbach był nie na żarty wystraszony. Opuszczony, choć całkiem zadbany dom na obrzeżach Meyrick Park jaki zamieszkiwał od jakiegoś czasu, został za dnia otoczony wysokim, drewnianym płotem, jakimi okala się place budowy. Tabliczka erekcyjna powieszona na pobliskiej latarni wyjaśniała wszystko. Teren był przeznaczony pod budowę nowego, jednopiętrowego budynku mieszkalnego, a wyburzanie miało się zacząć... Już następnego dnia.
Pozostanie w tym miejscu było samobójstwem. Musiał zebrać swój skromny dobytek i znaleźć soś nowego. I to szybko. Listopadowe noce były długie. Steinbach miał nadzieję, że wystarczająco długie aby znaleźć bezpieczną kryjówkę na kolejny dzień. Na razie stał moknąc w strugach deszczu, lejącego przez kolejną noc z rzedu.
Czuł się taki samotny na zesłaniu. Nie znał tu w zasadzie nikogo. Poznał księcia i garstkę innych, ale traktowali go z wyraźnym ostracyzmem, co przygnębiało młodego kainitę. Nawet jego bracia z rodzinnego klanu, rzec można mieli go za nic, zresztą dwóch z nich zjadała wzajemna nienawiść, a trzeci bardziej niż nieżyciem interesował się kółkiem teatralnym jakie prowadził.
Tak chciałby poczuć teraz kojący dotyk kogoś mu bliskiego i słowa, które miały go uspokoić. Ale odkrytą twarz smagały tylko trupiozimne krople.
Znał tylko jedno miejsce, oprócz Elizjum, gdzie zjawiali się nieumarli, którzy żyli na marginesie wampirzej społeczności. Spearmint Rhino...
Wątek techniczny
Nie chce już trzyamć Suriela dłużej, dla tego daje tego posta wcześniej. Wciąż jeszcze jest kilka rzeczy do załatwienia poprzedniej nocy.