PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 06 listopada 2014, 00:16

Preludium

Cwetan wcisnął do deski pedał gazu Mercedesa S Class ignorując znaki ograniczenia prędkości. Kilka kamer monitorujących prędkość już zdążyło błysnąć fleszami, ale co to obchodziło kierowcę. Nie miał wiele czasu...

Przed kilkunastoma minutami ostatecznie przekonał się, że Londyn nie był miłym miejscem... Nie dla Cwetana. Słowo gościnność nabierało w spowitych mgłą ulicach miejskiego molocha zupełnie nowego znaczenia. W istocie nieumarli nie należeli do istot przesadnie miłych i hołdujących zasadzie "gość w dom, Bóg w dom", ale Londyn przebijał wszystko z czym do tej pory Bułgar miał do czynienia jako kainita. Czas płynął nieubłaganie na zegarku, na który Cwetan spoglądał nerwowo. Nie zostało mu go wiele. Jeśli nie zdąży... To już będzie jego ostatnia noc...

***

Tradycja Piąta mówiła aby przedstawić się Księciu. Tak nauczono go w Mediolanie i do tej pory Cwetan, wiedziony dotychczasowym doświadczeniem sądził, że zwyczaj ten jest zwykłą formalnością. Ale nieumarły, który stał naprzeciw roztrzygał coś w myślach.

Nosferatu, gdyby nie potworny, zaschnięty czerep, mógłby od biedy uchodzić za samego angielskiego króla. Może Henryka Piątego. Strój, jaki przywdział stary kainita z pewnością pochodził z tamtej epoki, a odór rozkładu jaki rozsiewał wampir, w przekonaniu nerwowo przedtępującego z nogi na nogę Cwetana, sugerował, że Nosferatu umarł bardzo dawno temu.

Niezręczna cisza przedłużała się. Nosferatu świdrując rozmówcę oczyma koloru zgniłej gruszki w końcu kiwnął kościstym palcem na Cwetana. Szorstki, majestatyczny głos Księcia Londynu wydał wyrok

- Jesteś persona non grata, rzekłem. Nie ma w Londynie miejsca dla ciebie młodę szczenię. Moje Praxis. Masz godzinę na opuszczenie miasta. Potem rozpoczną się Krwawe Łowy w granicach mej domeny.

Zaskoczony wampir otworzył usta, ale nic nie odpowiedział. Godzina była prawie jak wyrok i próżne gadanie tylko trwoniło czas. Odwrócił się i niemal wybiegł z komnaty. Chwilę później z piskiem opon opuścił rezydencję w dzielnicy Chelsea.

***

Niebo na wschodzie już zaczynało jaśnieć, gdy Mercedes zatrzymał się przed drzwiami hotelu Marriott w Bournemouth. Kilka minut później nocny portier wręczył zaprogramowaną dla pokoju 110 kartę-klucz. Nieludzko zmęczony Cwetan, wywiesił na drzwiach wywieszkę "do not disturb", a gdy tylko zmalazł się w środku, zabarykadował wejście. Potem zamknął się w zaciemnionej łazience i zasnął momentalnie w wannie...
no i zaczęło się...

Witam graczy Wampira Maskarady. Powolli będziemy ruszali z tą sesją, ale słowo klucz to POWOLI;) wciąż zostało kilka małych spraw do domknięcia jeśli chodzi o Wasze postaci. Także jeszcze proszę o odrobinę cierpliwości (szczególnie Koszala, którego paluchy świerzbią do klikania w wampirycznym pbf;)).

W kwestii technicznej prosiłbym grających jeśli wiedzą, że nie będzie ich na forum i nie będą mogli przez jakiś czas aktywnie uczestniczyć w sesji o stosowną informację w dziale PBF - Absencja.

Mam nadzieję, że będziecie zaangażowani w tego PBFa, zarówno emocjonalnie jak i twórczo (ładne fabularne są zawsze ozdobą, a uznanie MG będzie mieć wymierne korzyści w postaci DUUUŻO PD;)) zwracam tylko uwagę na jeszcze jedną sprawę. To tylko zabawa i pamiętajcie aby jej niepotrEbnie nie psuć innym graczom.

Jak coś mi jeszcze wpadnie do głowy w kwestiach organizacyjnych to będę pisał:)
Ostatnio zmieniony 06 listopada 2014, 00:27 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 06 listopada 2014, 16:02

Wybór hotelu, choć całkowicie przypadkowy nie okazał się trafny. Cwetan przespał dzień, ale wieczorem jego pobyt w Marriocie już nie pozostał niezauważony. Zaniepokojony wampir siedział spokojnie w asyście dwóch rosłych ghouli w zupełnie pustym hotelowym barze, czekając na kogoś, kto jak się domyślał był Księciem w tej domenie.

W końcu przed hotelem zaparkował srebrny Mullsanne i wzrok kainity przykuł mężczyzna wysiadający z auta. Rzut okiem wystarczył Panajotowi, żeby nabrać pewności, że tajemnicza osoba była także nieumarłym.

- Michael Vallo, Ventrue VII pokolenia. Jak mi doniesiono, zatrzymał się pan w moim hotelu. - przedstawił się krótko kainita odziany w perfekcyjnie skrojony garnitur.

- Cwetan...

- ...Panajotow. - dokończył Vallo: - Wiem to już z Twojej karty meldunkowej.

- Pzyjechałem nad ranem i uchybiłem nieco tradycji...

- Ja nie jestem tu po to aby czynić tradycjom zadość. Proszę o tym rozmawiać z Księciem - Michael przerwał zaskoczonemu Cwetanowi: - Dodam, że raczej nie będzie zachwycony. A pan zatrzymał się w obiekcie będącym pod moją kuratelą, co też i mnie stawia w niezręcznej sytuacji. Ale myślę, że znajdziemy z tego jakieś wyjście satysfakcjonujące mnie, pana i Księcia.

Wątek techniczny

No i co Ty na to? Przemyślenia Cwetana mile widziane:)

czak
Reactions:
Posty: 72
Rejestracja: 21 października 2014, 20:01

Post autor: czak » 06 listopada 2014, 19:01

Bułgar siedział na barowym stołku. Rozchełstana koszula o szerokich rękawach praktycznie nie zakrywała torsu i odsłaniała delikatny złoty wisiorek zakończony krzyżem Św. Jerzego wysadzanym diamentami. Śniadą, pociągłą twarz pokrywały głębokie bruzdy zmarszczek świadczące o wielu ciężko przebytych latach. Długie, niemal kruczoczarne włosy, zwykle ułożone i związane, teraz rozpuszczone pokrywały plecy. Ciemne, czarne oczy lustrowały otoczenie.
Między zadziwiająco zwinnymi jak na wiek palcami Bułgara krążyła karta do gry, as kier. Zawsze tak było gdy Cwetan się denerwował. To go uspokajało.

- Cholerny Ventrue - myślał - i jak się przedstawił "VII pokolenie", żeby nie było wątpliwości z kim zacz. Ostatnia rzecz jaka mi teraz potrzebna to konflikt z nim, a ci jego pomagierzy.... - Cwetan obrzucił z pozoru obojętnym spojrzeniem postacie siedzących obok niego, barczystych ghuli. Karta przeskoczyła z ręki, nieliczni obserwatorzy oddali by wszystko, że teraz jest to dziewiątka trefl. Jednak karta krążyła zbyt szybko by można jej się było dokładnie przyjrzeć

- Rozumiem, że skoro jeszcze żyje, mało tego zaszczyciłeś mnie swoją obecnością i znając Twoje zamiłowanie do interesów zapewne zaraz usłyszę więcej o tym "wyjściu" które zapewne niezwykle mnie usatysfakcjonuje Panie Vallo - Bułgar spojrzał zimno na siedzącego przednim Ventrue. Lekko podrzucona karta upadła na blat. Walet pik.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 06 listopada 2014, 20:04

Panajatow kiwnął brwiami dając do zrozumienia, że zamienia się w słuch. Nie spodziewał się aby Ventrue mógł zostać zaskoczony trafną analizą. Już wystarczająco dawno został przemieniony aby wiedzieć, że stare wampiry, a do tych niewątpliwie musiał zaliczać się jego rozmówca, są wyjątkowo cwane, ale nie miał ochoty udawać idioty w nowym mieście. Istotnie, Vallo nie wydawał się jakoś poruszony, a po krótkiej, jakby starannie wyreżyserowanej pauzie, wyciągnął z klapy marynarki wizytówkę i podał bez słowa Cwetanowi.

- Spearmint Rhino, gentlemen club, Yelverton Rd... - przeczytał głośno Panajatov.

- Myślę, że uda mi sie jakoś przekonać Francisa, aby pozwolił panu pozostać w domenie na czas nieokreślony. Ale przysługa za przysługę. Chciałbym aby udał się pan dziś pod ten adres i wygrał dla mnie bardzo specyficzną rzecz w partii pokera z pewnym śmiertelnkiem.

Propozycja Vallo wydawała się jakby szyta na miarę Cwetana. Kainita niemal podskoczył z radości w myślach, ale na zewnątrz zachował pokerową twarz.

- A gdzie jest haczyk?

Michael westchnął w teatralnym geście:

- Nie ma panie Panajotow. Wygra pan, to załatwię pański pobyt w Bournemouth. Może pan zatrzymać wygraną, oczywiście, poza interesującym mnie przedmiotem. Przegra pan... - Vallo znów zrobił pauzę wpatrując się w barowe okno, po którego drugiej stronie lały się strugi deszczu: - Wie pan jaki piękny widok na kanał się rozciąga stąd za dnia? Francis zapewne pozwoli panu cieszyć się pięknym wschodem słońca. Piękna śmierć...

czak
Reactions:
Posty: 72
Rejestracja: 21 października 2014, 20:01

Post autor: czak » 06 listopada 2014, 21:14

Cwetan podniósł kartę z blatu i obrócił w ręce. As kier.
- Widok kanału za dnia musi być rzeczywiście piękny i inspirujący. Zapewne więcej na ten temat mógłby mi opowiedzieć książę Londynu ale jakoś nie miał ochoty zaszczycić mnie rozmową. Chętnie dla Pana zagram mister Vallo

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: