Dokładnie tak, moje oczekiwania zostały rozbudzone przez pompę (trailery, lektorzy, testerzy, muzyka, graficy...) z jaką Saga odpaliła zbiórkę. I cały czas zastanawia mnie jak to możliwe, że tak wielka ekipa, choć szczególnie testerzy czytający książkę, nie zapewniła jej minimalnego poziomu korekty ortograficzno-stylistycznej.
Zabrakło jednego - odpowiedniego targetowania książki. Tolkien to brzmi dumnie i każdy fan fantasy pomyślał, o to coś dla mnie będzie. A tymczasem poziom książki to szkoła podstawowa. Tam uczeń czytając drugiego czasami nie zwróci uwagi na błędy typu magnez/magnes, rządza/żądza czy dziwną stylistykę zdań. Tam absurdalna fabuła czy pomysły na wytłumaczenie pewnych rzeczy nie będą miały znaczenia, bo dzieci w tym wieku zazwyczaj nad wieloma sprawami się nie zastanawiają, wartka akcja je porwie. Ja w podstawówce czytałem Władcę Pierścieni* - wtedy na pewno nie doceniłem jej języka, tylko samą fabułę. Ale Saga to nie Tolkien, nie jest dla każdego, starsi i bardziej oczytani nie mają już takiej tolerancji stylistyczo-fabularnej i trudniej im przebrnąć przez bzdury, nie mówiąc już o błędach ortograficzno - stylistycznych.
I to jest problem Sagi - miała być dla wszystkich, miał być drugi Tolkien, a skończyło się tak jak się skończyło.
* - dokładnie to wydanie jakie czegoj zaprezentował ostatnio na zdjęciu Sagi na półce
